Najlepszy silny skrzydłowy w historii NBA

Być może nigdy nie był tak silny jak Shaquille O’Neal, skoczny jak Kevin Garnett ani nie dysponował znakomicie ułożonym nadgarstkiem jak Dirk Nowitzki, ale jest jednym z najwspanialszych zwycięzców w historii NBA. Mistrzowskie pierścienie zdobywał w trzech różnych dekadach. Wygrał znakomitą większość pojedynków z największymi gwiazdami w najlepszej koszykarskiej lidze świata, a dziś jego nazwisko zajmuje pierwsze miejsce w rankingu ESPN oraz ranker.com w kategorii najlepszy silny skrzydłowy w dziejach NBA. Niektórzy mogą się z tym nie zgadzać. Jak to możliwe? Przecież kiedyś w lidze grały takie tuzy jak Karl Malone, Kevin McHale, Elvin Hayes, Bob Pettit, Shawn Kemp, Elgin Baylor, James Worthy czy Chris Webber. Każdy z nich był świetny, ale żaden nie może się równać z osiągnięciami byłego gracza „Ostróg”. Najlepszy power foward w historii NBA nazywa się Tim Duncan!

Timothy „Tim” Theodore Duncan urodził się 25 kwietnia 1976 roku w Saint Croix, wyspie na Morzu Karaibskim, należącej do Wysp Dziewiczych Stanów Zjednoczonych.

Syn Williama i Ione Duncan, jedyny chłopiec. Całe dzieciństwo Tima skupiało się na pływaniu. Duncan Junior i jego siostra Tricia uwielbiali trenować pływanie. Tricia była tak zdolna, że miała zaszczyt wystąpić na Igrzyskach Olimpijskich w 1992 roku w Barcelone. Timmy też o tym marzył, dlatego godzinami trenował pływanie, by równać swojej siostrze. Niestety w 1989 roku Saint Croix nawiedził huragan „Hugo” i zniszczył jedyny na wyspie basen. Stało się to dokładnie w momencie, w którym u matki Tima wykryto nowotwór piersi. Kobieta zmarła przed 14. urodzinami chłopaka.

Po tym traumatycznym przeżyciu Tim nie załamał się. Było mu ciężko, ale doskonale zdawał sobie sprawę, że życie toczy się dalej. Duncan podjął decyzję, że rzuca pływanie.
W pierwszej klasie liceum Timmy zaczął trenować koszykówkę, głównie dlatego, by dbać o tężyznę fizyczną. Na początku nie radził sobie zbyt dobrze, lecz do klasy maturalnej urósł aż o 23 centymetry. Zmężniał, poprawił rzut, świetnie zbierał i blokował. W swoim ostatnim roku w St. Dunstan’s Episcopal High School rzucał 25 punktów na mecz. Jego znakomita dyspozycja przykuła uwagę kilku uniwersytetów ze Stanów Zjednoczonych. Najbardziej konkretny był Dave Odom, trener drużyny akademickiej Wake Forest.

Tim Duncan pragnął odwdzięczyć się trenerowi za okazane zaufanie, ale początki nie były łatwe. Rozgrywki NCAA były wymagające, a drużyna Wake Forest Demon Deacons zakończyła sezon 1993/1994 z bilansem 20-11, czyli poniżej oczekiwań. W kolejnych latach było już o niebo lepiej. W sezonie 1994/1995 Tim Ducan został uznany za jeden z największych talentów koszykarskich w USA. Mimo porażek Demon Deacons młody Tim potrafił rozgrywać świetne mecze jak na przykład przeciwko Oklahoma State, w którym rzucił 12 punktów i zebrał 22 piłki. Ostatni rok na Uniwersytecie Wake Forest był dla niego wspaniały. Amerykanin ukończył studia z wyróżnieniem i otrzymał dyplom z psychologii. Poza tym notował średnio 20.8 pkt., 14.7 zb. i 3.2 ast. na mecz co zaowocowało nagrodą Johna Woodena i Defensive Player of the Year. Oprócz tego w ciągu całej swojej kariery akademickiej Duncan dostał się do All-American i został wyróżniony nagrodą NCAA Player of the Year. Miał bajeczne koszykarskie CV, dlatego w 1997 roku postanowił wziąć udział w drafcie do NBA.

Draft w 1997 roku okazał się najważniejszym w historii San Antonio Spurs. Popularne „Ostrogi” wybrały numer jeden w pierwszej rundzie draftu, którym był Timothy Theodore Duncan. Reszta jest historią…

Wpływ Tima Duncana na drużynę Spurs był widoczny od pierwszego treningu. Skryty, skromny i cichy chłopak wyróżniał się na tle znakomitej większości graczy z San Antonio. Był tak dobry, że zrobił wrażenie nawet na Davidzie Robinsonie. Pierwszoroczniak z Saint Croix wypadł znakomicie. W swoim debiutanckim sezonie na parkietach NBA notował średnio 21.1 pkt. 11.9 zb., 2.7 ast. i zasłużenie otrzymał tytuł Najlepszego Debiutanta Roku. Niestety przygoda San Antonio Spurs w playoffs w 1998 roku zakończyła się w 2. rundzie. Drużyna z Teksasu poległa 4:1 w serii z Utah Jazz.

Duncan i Spurs dostali cenną lekcję basketu od Jazzmanów. Rok później były już w zupełnie innym miejscu, chociaż sezonu 1998/1999 najlepiej nie rozpoczęli. Jednak dzięki obecności Davida Robinsona oraz Tima Duncana Spurs zanotowali serię 31-5 i bez najmniejszych problemów awansowali do playoffs. W tych skróconych przez lockout rozgrywkach Spurs mieli bilans 37-13 i 1. miejsce w Konferencji Zachodniej. W playoffs „Ostrogi” szły jak burza. San Antonio ograło Minnesotę, rozgormiło 4:0 LA Lakers w 2. rundzie i 4:0 Portland Trail Blazers w finale Konferencji Zachodniej. W wielkim finale Spurs rozprawili się z New York Knicks wygrywając 4:1. Podopieczni Gregga Popovicha w wielkim stylu sięgnęli po trofeum Larry’ego O’Briena, a Tim Duncan otrzymał nagrodę MVP finałów (27.4 pkt. i 14 zbiórek na mecz w 5 meczach przeciwko Knicks).

Timmy zaliczył wejście smoka do NBA. Praktycznie z miejsca stał się liderem San Antonio i stworzył kapitalny duet „Twin Towers” z Davidem Robinsonem. W kolejnych latach potwierdzał, że należy do najlepszych koszykarzy w NBA. W sezonie 2001/2002 notował średnio 25.5 pkt., 12.7 zb., 3.7 ast. i 2.5 bloków na mecz. David Robinson słabł z sezonu na sezon, a Duncan cały czas się rozwijał i utrzymywał Spurs w czołówce ligi. W latach 2002-2003 otrzymał nagrodę MVP. Udany był dla niego zwłaszcza sezon 2002/2003, w którym oprócz nagrody MVP wywalczył drugi w karierze mistrzowski pierścień. Dowodzeni przez duet „Dwóch Wież” Spurs pokonali New Jersey Nets 4:2 w finałach. Duncan pownonie zgarnął nagrodę MVP finałów, a David Robinson swoją długą i piękną karierę odchodząc z ligi jako niepokonany. Tandem Ducan-Robinson otrzymał w 2003 roku nagrodę Sportowców Roku od magazynu Sports Illustrated.

Mijały lata, a Timmy nie schodził poniżej pewnego poziomu. Podziwiali go wszyscy trenerzy i znakomita większość kolegów z szatni oraz rywale z parkietów NBA. Jerry Sloan, były trener Utah Jazz powiedział kiedyś o nim, że: „Jest prawdopodobnie najlepszym graczem w historii na swojej pozycji”.

W 2005 roku Timmy zdobył swoje trzecie mistrzostwo NBA po pasjonujących finałach z Detroit Pistons. Kolejny mistrzowski pierścień oraz tytuł MVP nie byłby możliwy bez Tony’ego Parkera, znakomicie broniącego Bruce’a Bowena, kreatywnego Manu Ginobiliego i Roberta Horry’ego, który przeszedł samego siebie w meczu numer 5 (Big Shot Rob – game 5, polecam sprawdzić na YouTube).

Sezon 2006/2007 był dla niego świetny. Ponownie zagrał w Meczu Gwiazd. Ponadto zakończył go czwartym mistrzowskim pierścieniem. W finałach Spurs zmiażdżyli Cleveland Cavaliers z młodziutkim LeBronem Jamesem w składzie. Tym razem jednak Timmy nie otrzymał nagrody MVP. Najbardziej Wartościowym Graczem finałów został Tony Parker.

Dokładnie 2 grudnia 2013 roku został najstarszym graczem w historii NBA, który zakończył mecz z wynikiem 20-20 (23 punkty i 21 zbiórek przeciwko Atlancie Hawks).
Swój ostatni, a zarazem piąty mistrzowski pierścień wywalczył w 2014 roku. Wówczas jego San Antonio Spurs zrewanżowali się Miami Heat za porażkę w finałach z 2013 roku. Ostatecznie karierę zakończył w lipcu 2016 roku. Po 19 sezonach spędzonych na parkietach NBA Timmy powiedział dość.

Karl Malone, Dirk Nowitzki, Kevin Garnett, Kevin McHale, Charles Barkley czy Elvin Hayes, każdy z nich znakomicie sprawdził się na pozycji silnego skrzydłowego, ale najlepszą „4” w historii jest Tim Duncan. Dlaczego? Wystarczy spojrzeć na to ile osiągnął i jak wypadł z najlepszymi koszykarzami w swojej epoce. Facet rozegrał 19 sezonów w NBA, w których w barwach Spurs wygrywał 71% meczów. W ciągu całej swojej kariery rzucił 26,496 pkt., zebrał 15,091 piłek i zablokował 3,020 rzutów, wszystko w trakcie 47.638 minut spędzonych na parkietach NBA. Jest na 14. miejscu w tabeli strzelców wszech czasów, 6. miejscu w klasyfikacji zbiórek i 5. jeśli chodzi o bloki. Mało tego, tylko on i Kareem Abdul-Jabbar mają na swoim koncie ponad 26,000 punktów, 15,000 zbiórek i 3,000 bloków. Być może Karl Malone zdobył więcej punktów niż Timmy, ale ile razy podnosił trofeum Larry’ego O’Briena? Zero! Dirk Nowitzki bez wątpienia jest lepszym strzelcem niż Duncan, ale w starciach z legendą Spurs wypadał gorzej, przykład? Panowie grali przeciwko sobie 57 razy w regular season i… Duncan wgrał 35 razy notując we wszystkich meczach przeciwko Dirkowi 20.2 pkt., 11.2 zb., 2.9 ast. i 1.9 blk. (linijka Niemca to: 20.4 pkt., 8.5 zb., 2.4 ast. i 0.9 blk.). Kevin Garnett? Popularny „The Big Ticket” mierzył się z Timmy’m 44 razy i wygrał zaledwie 17 razy. Jeszcze lepiej wygląda bilans Duncana w meczach z Garnettem w playffs: 6-2 (Tim notował średnio 20.6 pkt., 11.9 zb., 3.4 ast. i 2.5 blk. na mecz, a Kevin 21.4 pkt., 12 zb., 4 ast. i 1.8 blk.). Bilans rywalizacji: 33-19 na korzyść Duncana.

Mało?

Biorąc pod uwagę całą karierę Tim Duncan notował średnio 19 pkt., 10.8. zb., 3 ast. i 2.1 blk. na mecz. Dodatkowo 15 razy wystąpił w Meczu Gwiazd i 15-krotnie znalazł się w NBA All-Defensive Team. Stworzył też najskuteczniejszy tercet w historii NBA. Razem z Tony Parkerem i Manu Ginobilim wygrali łącznie 575 razy w sezonie zasadniczym i 126 w playoffs. Po prostu kosmos! Na sam koniec warto wspomnieć, że legendarny numer „21” zdobywał mistrzowski pierścień w 1999, 2003, 2005, 2007 i 2014 roku, czyli w trzech różnych dekadach.

Michael Jordan powiedział kiedyś, że: „Jeśli raz się poddasz to może stać się nawykiem, nigdy się nie poddawaj”. Tak właśnie zrobił Tim Duncan. Po huraganie, który zniszczył jedyny basen na jego wyspie i śmierci matki nie załamał się. Zmienił dyscyplinę sportu, postawił na koszykówkę i zdobył pięć mistrzostw NBA. Dziś jest uznawany za najlepszego silnego skrzydłowego w historii NBA. Jego historia pokazuje, że wiara w siebie potrafi góry przenosić. Po erze Michaela Jordana w NBA zapamiętałem najbardziej crossover Allena Iversona, windmille Vince’a Cartera, triple-double w wykonaniu Russela Westbrooka, double step back Jamesa Hardena i „bank shot” Tima Duncana!

Facebook Comments