Najlepsi z najnowszych

Zaczął się nowy rok, zaczął się styczeń, zaczęło się zimowe okno transferowe. Jest jedynie mniejszym rodzeństwem tego, które obowiązuje podczas letniej przerwy między sezonami, gdyż to właśnie wtedy kluby piłkarskie wydają najwięcej pieniędzy i mają na to zdecydowanie więcej czasu. Zimą dzieje się w tej kwestii mniej, ruchy są ostrożniejsze, rzadko kiedy dochodzi do spektakularnych wzmocnień. Przy okazji startu burzliwego i obfitego w plotki okresu, postanowiłem przyjrzeć się transferom przeprowadzonym przez kluby Premier League przed startem rozgrywek 2018/19 i wybrać te, moim zdaniem, najbardziej trafione.  

Postanowiłem odpuścić sobie półśrodki, odrzucić wszelkie sympatie i nie upychać w zestawieniu nikogo na siłę. Kierując się tymi wytycznymi, analizując statystki oraz wpływ danego zawodnika na jego nową drużynę, wyselekcjonowałem 8 piłkarzy, którzy w swoim debiutanckim półroczu w innym niż dotychczas środowisku, prezentowali się najlepiej i w tak – bądź co bądź – krótkim okresie udowodnili, że przeznaczone na ich sprowadzenie środki nie były wydane na marne.

Letnie okno transferowe do udanych zaliczyć może zarząd Liverpoolu, gdyż zakontraktowani w tym czasie zawodnicy wzmocnili zespół i poprawili jego grę, czego efektem jest pozycja lidera w Premier League oraz awans do fazy pucharowej w Lidze Mistrzów. Spośród 6 graczy, którzy zawitali na Anfield, 2 zasługuje na szczególną uwagę. Pierwszym z nich jest naturalnie Alisson, który jest obecnie postrzegany jako jeden z najlepszych, o ile nie najlepszy, golkiper w Anglii. Brazylijczyk, mimo inklinacji do utrudniania sobie życia i niepokojenia kibiców, zapewnił upragniony spokój między słupkami bramki The Reds. Potrafi popisać się efektowną paradą, świetnie radzi sobie z piłką przy nodze i stanowi pewny punkt drużyny Jurgena Kloppa. W 26 występach na wszystkich frontach zdołał zachować aż 15 czystych kont i przewodzi w rywalizacji o Złotą Rękawicę angielskiej ekstraklasy.

Drugim piłkarzem, który zdecydowanie zasłużył na wyróżnienie jest Xherdan Shaqiri. Pomocnik sprowadzony ze Stoke City zaskakująco dobrze odnalazł się w ekipie z Liverpoolu, która między innymi dzięki niemu ewoluowała taktycznie i stała się znacznie bardziej wielowymiarowa, a także jeszcze bardziej nieprzewidywalna. Reprezentant Szwajcarii szybko znalazł wspólny język z ofensywnym tercetem, co wszystkim wyszło na dobre. Sam zainteresowany rozegrał dotąd 19 spotkań w nowych barwach i miał udział przy 9 golach drużyny. Momentem kulminacyjnym oraz swoistym papierkiem lakmusowym jego dotychczasowej przygody w mieście Beatlesów było starcie z Manchesterem United, w którym Shaqiri zdobył 2 bramki i rozstrzygnął rywalizację na korzyść The Reds.

Nieoczekiwanym (wice)królem polowania okazał się West Ham United, który na letnie transfery wydał ponad 100 milionów euro, lecz bohaterowie przynajmniej 2 z nich niemal natychmiast zaprezentowali swoją jakość i z miejsca zaczęli stanowić o sile drużyny. Podobnie jak przypadku Liverpoolu, kluczowe okazało się sprowadzenie nowego bramkarza, którym w tym przypadku był Łukasz Fabiański. Polak, dzięki wysokiej formie na przestrzeni całego sezonu spadkowego Swansea, zapracował na pozostanie w Premier League i wraz z rozpoczęciem rozgrywek 2018/19 przeprowadził się do Londynu. Początki do łatwych nie należały, defensywa Młotów nie była i nadal nie jest monolitem, lecz do Fabiana rzadko kiedy można mieć pretensje. Zdecydowanie częściej jest natomiast chwalony i podziwiany za wybitne interwencje, które pozwoliły mu na zachowanie 3 czystych kont oraz obronienie 1 rzutu karnego.

Atak wzmocnił natomiast Felipe Anderson, który stał się jego niekwestionowanym liderem, nadając ton poczynaniom ofensywnym West Hamu. W popisach Brazylijczyka spokojnie można doszukać się analogii do tego, co w Londynie prezentował Dimitri Payet, przy czym były zawodnik Lazio zdaje się być piłkarzem z nieco wyższej półki. Tak czy inaczej, kibice Młotów z pewnością woleliby uniknąć powtórki z okresu, w którym wspomniany wyżej Francuz znudził się Premier League i zatęsknił za ojczyzną. Jedyne co im jednak pozostaje, to liczyć na to, że Anderson okaże klubowi większy szacunek i zachowa się fair wobec jego zarządu, kiedy przyjdzie mu London Stadium opuścić. Biorąc pod uwagę jego statystyki, wydaje się to być nieuniknione – w 21 spotkaniach zdobył bowiem 8 bramek i zanotował 3 asysty. Już dziś wielu sądzi, iż to piłkarz skrojony na miarę któregoś z przedstawicieli Top 6.

Latem nie obijali się również na Goodison Park, gdzie także pozbyto się blisko 100 milionów euro, lecz żałować absolutnie im nie wypada. Spośród nowo przybyłych prawdziwą furorę robi sprowadzony z Barcelony Lucas Digne. Francuz wygrał rywalizację o miejsce na lewej flance obrony z Leightonem Bainesem, a nawet przejął po Angliku etatowe wykonywanie stałych fragmentów gry, co z uwagi na jego świetnie ułożoną stopę jest dość naturalne. Były piłkarz Blaugrany imponuje inklinacjami ofensywnymi, co jasno i klarownie ukazują jego cyferki – po stronie strzelonych goli stoi 3, a po stronie ostatnich podań także 3.

Największym wzmocnieniem The Toffees trzeba jednak mianować Richarlisona. Brazylijczyk po roku spędzonym w Watfordzie zapracował na transfer do klubu z niebieskiej części Liverpoolu, gdzie bardzo chciał go nowy szkoleniowiec, czyli stary, dobry znajomy ze wspólnej przygody na Vicarage Road – Marco Silva. Popularny „fawelarz” stał się drugim najdroższym zawodnikiem w historii Evertonu, lecz cena okazała się proporcjonalna do oferowanych usług. W 18 występach w nowych barwach reprezentant Canarinhos zdobył 9 bramek i 2-krotnie asystował swoim kolegom. Podobnie jak Anderson, Richarlison z miejsca stał się liderem ofensywy swojego nowego zespołu.

Wracając jednak do Londynu, trzeba głośno pochwalić Arsenal za zakontraktowanie Lucasa Torreiry. Kanonierom od lat brakowało zawziętości, nieustępliwości i waleczności w środku pola, a Urugwajczyk od pierwszego założenia koszulki z herbem klubu ze stolicy wszystko to gwarantuje. Choć jego statystyki defensywne są wręcz fenomenalne (w samej tylko lidze notuje średnio 2.1 przechwytu oraz 1.4 odbioru na każdy występ), nie jest typowym przecinakiem, gdyż potrafi strzelać ważne gole – jak chociażby w starciu z Tottenhamem – i zaliczać ważne asysty – jak chociażby w starciu z Manchesterem United. Generał linii pomocy na lata.

Ostatnim zawodnikiem w niniejszym zestawieniu jest Danny Ings, który na zasadzie wypożyczenia zamienił Liverpool na Southampton. Mimo dołka Świętych, Anglik dobrze odnalazł się w nowych realiach i stara się ciągnąć ten niezwykle ciężki wózek. Niestety, wielokrotnie robi to całkowicie sam, gdyż to co wypracuje z przodu, jego koledzy trwonią z tyłu. Pomimo jego 7 goli w Premier League (1/3 całego dorobku drużyny), ekipa zwolnionego już Marka Hughesa oraz jego następcy Ralpha Hesenhuttla, sporą część sezonu spędziła w strefie spadkowej, by teraz znajdować się tuż nad nią. Nie zmienia to jednak faktu, iż Ings wykorzystał swoją szansę i na brak ofert w kolejnych okienkach transferowych narzekać nie powinien.

Zdaję sobie sprawę, że zapewne każdy z czytających ten tekst kogoś by z tej listy usunął, kogoś także dodał, ale największe wrażenie spośród zmieniających latem barwy graczy, zrobiła na mnie opisana powyżej ósemka. Przyznaję, iż dobrych transferów było o wiele więcej, by wymienić tylko zawitanie do Premier League Jorginho, Maddisona czy Brooksa, lecz do miana najlepszych z najnowszych trochę im jednak, w moim mniemaniu, zabrakło. Zobaczymy, kto z przybyłych do angielskich klubów zimą 2019 roku, trafi do podobnego zestawienia wraz z końcem bieżącego sezonu.

Facebook Comments