Mistrzowie Polski

Z pasją opowiadamy o futbolu

Felietony

Najlepsi z najlepszych

Kiedy miałem 11 lat myślałem tylko i wyłącznie o futbolu. Codziennie po szkole wychodziłem grać na osiedlowe boisko w piłkę. Wieczory spędzałem na odrabianiu lekcji, a po nich uruchamiałem swoją Amigę 600 i łupałem w Sensible World of Soccer. Jako jedenastolatek podjąłem pierwszą męską decyzję w życiu. Długo błądziłem między Mediolanem, Monachium i Manchesterem aż w końcu wybrałem klub, któremu będę kibicować. Dziś nic się nie zmieniło. Nadal mu kibicuję, jestem z nim na dobre i na złe. Bycie kibicem Milanu to powód do dumy. Niedawno znalazłem w sieci taki oto obrazek. Często pojawia się na GiveMeSport. Przedstawia wymarzoną jedenastkę AC Milan. Jako sympatyk Rossonerich z 23-letnim stażem pozwolę sobie na opisanie Wam mojej jedenastki wszech czasów. Dodam do niej także ławkę rezerwowych. Wezmę pod uwagę tylko i wyłącznie piłkarzy, których miałem zaszczyt oglądać. Zatem zaczynamy!

Bramkarz

Nelson Dida – mój faworyt i ulubiony bramkarz Milanu. Wybór nie był łatwy, ponieważ Rossoneri mieli wielu wspaniałych golkiperów. Należeli do nich m. innymi Fabio Cudicini, Lorenzo Buffon, Sebastiano Rossi czy Christian Abbiati. Dlaczego Brazylijczyk? Był najbardziej zjawiskowy. Nazywany „czarną panterą” ze względu na ekwilibrystyczne parady, zwinność, skoczność i niesamowity zasięg ramion. Zdarzały mu się wpadki, często wyglądał na nieporadnego, ale trzech obronionych karnych w finale Ligi Mistrzów w Manchesterze nikt mu nie zabierze. Po bezbramkowym meczu z Juventusem na Old Trafford Dida obronił strzały Trezegueta, Thurama i Montero. Wygrał rywalizację z legendarnym Gigim Buffonem, a Milan celebrował szóste zwycięstwo w Pucharze Europy/Lidze Mistrzów. Tamten finał zapewnił mu nieśmiertelność. Znakomity atleta z naturalną gibkością. Wierzę, że Donnarumma będzie od niego lepszy, ale to melodia przyszłości.

Obrona

Marcos Evangelista Moraes – czyli po prostu Cafu. Mauro Tassotti musi mi wybaczyć. Byłem za młody, żeby pamiętać większość jego meczów w czerwono-czarnej koszulce. Pamiętam jak podnosił Puchar Europy w Atenach w 1994 roku. Niestety później coraz częściej przegrywał rywalizację z młodym Christianem Panuccim, dlatego wybór padł na Brazylijczyka. Cafu, prawdopodobnie najlepszy prawy obrońca w historii futbolu. Jedynie Dani Alves może się z nim równać. Jego znakiem rozpoznawczym były efektowne rajdy prawą stroną boiska. Był szybki i biegał jak opętany, dlatego we Włoszech nazywano go „Pendolino”. Wiecznie uśmiechnięty, żujący gumę, na murawie wyglądał jak facet bez układu nerwowego. Wszechstronność była jego największą zaletą. Do Milanu trafił jako 33-latek w 2003 roku. Sportową emeryturę miał zakończyć w Japonii, ale Adriano Galliani namówił go na grę w Mediolanie. Po transferze do Milanu ponownie złapał wiatr w żagle. Potrafił także zaskoczyć pięknymi golami, na przykład w meczu przeciwko Chelsea podczas letniego tournee po USA. Jeden z symboli brazylijskiego futbolu. Miał niespożyte siły. Perfekcyjna „2”.

Alessandro Nesta – kontynuował piękną tradycję środkowych obrońców w historii Milanu. Kapitalny obrońca. Rzymianin, który został legendą Rossonerich. Symbol zarówno Lazio jak i Rossonerich. Jego transfer do Milanu wywołał zamieszki w Rzymie. Wściekli tifosi Lazio protestowali pod domem Serio Cragnottiego, ówczesnego prezesa „Biancocelestich”, który sprzedał Nestę za 30,2 mln euro, żeby ratować stan klubowych finansów. Sandro szybko się spłacił, a u boku Paolo Maldiniego stał się jeszcze lepszy. Grał z klasą, rzadko spotykaną nawet na boiskach Serie A. Do perfekcji opanował grę wślizgiem. Potrafił powstrzymywać nawet Leo Messiego na Camp Nou. Milan dał mu najważniejsze trofea w karierze. Obrońca kompletny. Gennaro Gattuso powinien puszczać w Milanello filmy instruktażowe z jego grą. Gigant w obronie. Wierzę, że Alessio Romagnoli ogląda popisy z jego udziałem na YouTube. Jest się od kogo uczyć.

Franco Baresi – jeden z najwspanialszych kapitanów w historii Rossonerich. Facet z niesamowitą historią. Odrzucony przez Inter, a przygarnięty przez Milan. Wielka klasa na boisku jak i poza nim. Przyjaciel kibiców, kochany przez mieszkańców Mediolanu. Szanowany na całym Półwyspie Apenińskim. Możecie o niego pytać nawet pod Stadio San Paolo w Neapolu. Nic Wam nie grozi. Do dziś cieszy się estymą we Włoszech. Wyjątkowy przykład przywiązania klubowego, od trampkarza do darzonego szacunkiem kapitana. W erze Silvio Berlusocniego wygrał wszystko. Wywalczył sześć tytułów mistrza Włoch, trzy Puchary Europy i dwa Puchary Interkontynentalne. Na stulecie Milanu w 1999 roku wybrano go przez kibiców najlepszym zawodnikiem w historii klubu. Tworzył niezapomniany blok obronny z Paolo Maldinim, Mauro Tassottim i Alessandro Costacurtą. W swoim ostatnim sezonie gry na San Siro obrona z Baresim w składzie liczyła razem 134 lata, coś niesamowitego! Razem z Paolo Maldinim zagrał w 196 meczach, a Milan stracił łącznie… 23 gole. Kosmiczny rekord! Niestety przeżył koszmar w najważniejszym meczu życia. Zagrał fenomenalnie przez 120. minut finału Mistrzostw Świata 1994 w USA, ale pomylił się podczas konkursu jedenastek i cały Mundial wygrała Brazylia. Autor książki „Milan-moja miłość”. Mattia De Sciglio powinien zapoznać się z jego biografią. Wspaniały, skromny człowiek.

Paolo Maldini – idol, mistrz i wzór do naśladowania. Dzięki niemu pokochałem Milan. Oczarował mnie swoją grą już na Mundialu w USA. Legenda, człowiek, który rozegrał najwięcej meczów w historii AC Milan. Przerósł wszystkich piłkarzy Milanu. Musiał zmierzyć się z legendą ojca. Nauki w obronie uczył się od wspaniałego Franco Baresiego. Grę w defensywie opanował do perfekcji. Symbol wierności i największych sukcesów Rossonerich. Odrzucał oferty najbogatszych klubów świata. Praktycznie cały czas na topie. Według mnie najlepszy obrońca w historii futbolu. Osiągnął wyższy poziom niż Franco Baresi, jedynie legendarny Franz Beckenbauer może się z nim równać. Czytanie gry, technika, odbiór, wślizg, wyprowadzanie piłki i podanie – wszystko klasa światowa. Wywarł ogromny wpływ na Milan Silvio Berlusconiego. Myślisz Milan, mówisz Maldini, to mówi wszystko. Jako pierwszy obrońca w historii wygrał plebiscyt miesięcznika „World Soccer” na najlepszego piłkarza świata. Popularny „Il Capitano” rozegrał 902 mecze w barwach Milanu, a jego wszystkich sukcesów wymienić nie sposób. Siedmiokrotnie cieszył się ze Scudetto, pięciokrotnie podnosił Puchar Europy, trzykrotnie Superpuchar Europy, dwukrotnie Puchar Interkontynentalny, do tego trzy Superpuchary Włoch i Klubowe Mistrzostwo Świata. Łącznie 26 pucharów! Posiadacz dwóch nietypowych rekordów: najszybszy strzelec gola w finale Ligi Mistrzów (2005 rok – 51. sekunda meczu z Liverpoolem) i najstarszy zdobywca gola w finale LM. Do pełni szczęścia zabrakło jedynie sukcesu na Mistrzostwach Świata i Europy. Życie jednak nie jest sprawiedliwe… Cristian Zaccardo ma w swoim piłkarskim CV złoty medal MŚ. Płakałem kiedy rozgrywał ostatni mecz w karierze na Stadio Artemio Franchi we Florencji. Mój piłkarski idol. To dla mnie zaszczyt, że miałem okazję oglądać go na żywo w telewizji. Grande Il Capitano!

Pomoc

Andrea Pirlo – maestro, jeden z najlepszych defensywnych pomocników w historii calcio. Cały czas się zastanawiam czy umieścić go w swojej jedenastce wszech czasów AC Milan. Demetrio Albertini również był wybornym piłkarzem, ale z Pirlo równać się nie mógł. Nie dał rady w Interze, ale tam nie dostał poważnej szansy. Gra na pozycji ofensywnego pomocnika mu nie służyła. Po transferze do Milanu Carlo Ancelotti zmienił mu pozycję na boisku. Sprawdził się jako defensywny pomocnik i jednocześnie reżyser gry. Kapitalnie rozgrywał piłkę. Świetnie dyrygował drugą linią Rossonerich. Kiedy był w primie to porównywano go do samego Gianniego Rivery. Gracz zaawansowany technicznie z decydującym podaniem i doskonałym strzałem z dystansu. Odkrył sekret wykonywania rzutów wolnych przez Juninho Pernambucano. Na boisku dobrze uzupełniał się w środku pola z nieustępliwym Gennaro Gattuso. Szkoda, że w tak przykry sposób zakończyła się jego przygoda z Milanem. Juventus dał mu drugą szansę i Pirlo wykorzystał ją w 100%. Sporo stracił w moich oczach po opublikowaniu swojej biografii „Myślę, więc gram”, w której obrzucał błotem Milan. Fragmenty tej książki pokazują, że do dziś bardzo go boli odrzucenie ze strony CEO Milanu Adriano Gallianiego. Maestro mógł zachować się lepiej wobec klubu, który praktycznie go stworzył i dał najważniejsze puchary w karierze. Piłkarz kultowy pod każdym względem. Miejsce w najlepszej jedenastce Rossonerich całkowicie zasłużone.

Gennaro Gattuso – największy wojownik jakiego widziałem. Miał lwie serce. Zawsze walczył do końca. Nieustępliwy, szalenie ambitny, kocha Milan duszą i ciałem. Nie miał wielkiego talentu, a jego głównymi zaletami były siła i agresja. Tytaniczna praca na treningach sprawiła, że stał się jednym z najlepszych defensywnych pomocników świata. Nigdy nie odstawiał nogi. Uwielbiał grać wślizgiem. Nie bał się kolosów pokroju Petera Croucha. Anthony Russo i Joe Russo powinni go włączyć do kolejnej części filmu Avengers, przy nim Hulk to ministrant. Kiedy dziś na niego patrzę to odnoszę wrażenie jakby w Milanie był od zawsze. Milanista z krwi i kości. Swoją gestykulacją doprowadzał tłumy na San Siro do szaleństwa. Kiedyś powiedział, że gdyby nie został piłkarzem to pracowałby na targu rybnym. Dziś jest trenerem Milanu. Spełnił swoje marzenie, chociaż wielkich umiejętności jako szkoleniowiec nie posiada. Widać, że kocha Milan, a jego serce krwawi kiedy widzi drużynę tracącą gola w ostatniej minucie meczu z Benevento. Wierze, że będzie dla Patricka Cutrone tym kim był dla Luke’a Skywalkera Obi-Wan Kenobi.

Clarence Seedorf – bez wątpienia najwybitniejszy po Ruudzie Gullicie holenderski piłkarz z surinamskimi korzeniami zakładający koszulkę Milanu. Na początku kariery nazywano go „młodym Rijkaardem”. Piłkarz zjawiskowy i jednocześnie kłótliwy. Obrażał się na Edgara Davidsa, Johna Toshacka i Vincente del Bosque. Jedyny piłkarz, który wygrał cztery razy Ligę Mistrzów z trzema różnymi klubami: Ajaxem, Realem i Milanem (2003 i 2007). Silny, świetny technicznie, obunożny, grał na każdej pozycji w linii pomocy. Rozegrał wiele dobrych meczów w koszulce Milanu, ale jeden szczególnie utkwił mi w pamięci, mam na myśli spotkanie na San Siro przeciwko Manchesterowi United w półfinale Ligi Mistrzów w 2007 roku. To był perfekcyjny mecz Milanu, okraszony genialnym występem Seedorfa, najlepszym w jego karierze. Nieszablonowy piłkarz i człowiek. Zna sześć języków, prowadzi także restaurację z kuchnią japońską i brazylijską, a ponadto jest właścicielem klubu motocyklowego Seedorf Racing. Nie wyobrażam sobie najlepszego Milanu bez niego.

Ricardo Izecson do Santos Leite, w skrócie Kaka – genialny Brazylijczyk, jeden z moich ulubionych piłkarzy w historii AC Milan. Szybkość, siła, dynamika, kapitalne prowadzenie piłki i potężny strzał z dystansu. Taki był właśnie Kaka w najlepszym wydaniu. Kiedy wylądował na lotnisku Malpensa w Mediolanie wyglądał jak student pierwszego roku archeologii. Nieśmiały, w okularach, nie przypominał gwiazdy. Jednak już na pierwszym treningu w Milanello pokazał jak ogromny potencjał w nim drzemie. Szturmem wdarł się do pierwszej jedenastki Milanu. W swoim debiutanckim sezonie posadził na ławce Manuela Rui Costę. Ultraofensywny pomocnik, który uwielbiał kilkudziesięciometrowe rajdy. Lata 2003-2007 to czas jego najwyższej formy. Robił wtedy co chciał. Biegał szybciej z piłką niż Leo Messi bez niej. Posiadał niebywałą łatwość zdobywania goli z dystansu. Piłkarz dla Milanu bezcenny. Mistrz świata z 2002 roku z „Canarinhos”. Rossoneri dali mu Scudetto, Ligę Mistrzów, Superpuchar Europy, Superpuchar Włoch i Klubowe Mistrzostwo Świata. Gdyby nie kontuzje to Top 10 piłkarzy wszech czasów. Pele nazywał go geniuszem kiedy Kaka miał zaledwie 16 lat. Szkoda, że jego ojciec był tak zachłanny. Ostatni piłkarz, który otrzymał Złotą Piłkę przed erą Ronaldo i Messiego. Brazylijczyk na zawsze pozostanie w mojej pamięci. Pewniak w najwspanialszej jedenastce Milanu w historii. Gianni Rivera, proszę o wybaczenie…

Atak

Andrij Szewczenko – zrobił na mnie wrażenie kiedy go pierwszy raz zobaczyłem. Mam na myśli dokładnie mecz Barcelona-Dynamo Kijów na Camp Nou z 1997 roku. To właśnie wtedy Ukrainiec wpakował „Dumie Katalonii” trzy bramki i uciszył Camp Nou. Silvio Berlusconi postanowił wydać na niego fortunę. Il Presidente ściągnął Shevę do Milanu. Kibice Rossonerich byli zachwyceni. Trybuny na San Siro czekały na następcę Marco van Bastena. Jednak to co wyprawiał Szewczenko przeszło najśmielsze oczekiwania. Już w swoim pierwszym sezonie na boiskach Serie A został królem strzelców. Legendarny trener Waleri Łobanowski mówił, że jest lepszy niż Rivaldo i Ronaldo razem wzięci. Być może trochę przesadzał, ale Andrij był maszynką do strzelania bramek. Wielu dziennikarzy we Włoszech do dziś uważa go za najlepszego debiutanta w historii Serie A. Pierwszy hat-trick w lidze włoskiej zaliczył już w piątym meczu przeciwko Lazio na Stadio Olimpico w Rzymie. Nowy van Basten w ciągu siedmiu sezonów spędzonych na San Siro (wypożyczenia z rozgrywek 2008/2009 nie liczę) awansował na drugie miejsce w klubowej klasyfikacji strzelców wszech czasów – 175 goli w 322 meczach. Jego atutami były szybkość, gra głową, potężne uderzenie i instynkt strzelecki. Był napastnikiem, który potrafił strzelać gole z każdej pozycji pola karnego. Zdobywca Złotej Piłki, król strzelców Serie A, skuteczny wykonawca ostatniego karnego w finale Ligi Mistrzów w 2003 roku. Napastnik kompletny! Żałuję jedynie tego, że w 2006 roku odszedł do Chelsea. Przyjaźń jego żony z partnerką Romana Abramowicza nie była tego wszystkiego warta. Gdyby nie transfer do Chelsea to pewnie Sheva wyprzedziłby w klubowej klasyfikacji strzelców legendarnego Gunnara Nordahla, gdyby…

Filippo Inzaghi – „Super Pippo”, czyli napastnik, którego kochały gole. Nie był wyjątkowo utalentowanym piłkarzem. Jednak otrzymał jeden dar. Jaki? Instynkt strzelecki. Piłka po prostu go szukała w polu karnym. Wyjątkowy egoista i bezwzględny egzekutor. Przy tej ilości okazji co miał NK7 w tym sezonie strzeliłby pewnie z 15 bramek w rundzie jesiennej Serie A. Zdobywał gole piętą, kolanem, plecami i klatką piersiową. Uwielbiał bawić się z obrońcami w jednej linii, dlatego często był łapany na spalonym, ale ile bramek strzelił z takich spornych sytuacji? Mnóstwo. Sir Alex Ferguson powiedział kiedyś o nim, że to napastnik, który urodził się na spalonym. Nigdy mu nie zapomnę „vendetty” na Liverpoolu. Jego dwie bramki w Atenach dały Milanowi siódmy Puchar Ligi Mistrzów w historii. Typowy snajper, który perfekcyjnie potrafił ustawiać się w polu karnym przeciwnika.

Rezerwowi

Ławka rezerwowych:

Sebastiano Rossi – każdy szanujący się kibic Milanu powinien znać to nazwisko. Nazywany bramkarzem wielkiego rekordu, ponieważ swego czasu nikt na boiskach Serie A nie potrafił go pokonać przez 929 minut. Rekord Seby pobił Gigi Buffon. Jego wizytówka w Milanie? 5 Scudetto, Liga Mistrzów, 2 Superpuchary Europy i 3 Superpuchary Włoch.

Alessandro Costacurta – środkowy obrońca, znany jako „Billy”, przyjaciel Paolo Maldiniego. Rozegrał 663 mecze w barwach Milanu. Wygrał wszystko co było do zdobycia w klubowej piłce. Łącznie zgromadził 23 trofea! Bardzo dobry obrońca. Świetnie czytał grę. Ceniony za wysoką, równą dyspozycję przez całą karierę.

Mauro Tassotti – twardy, prawy obrońca. Symbol przywiązania do barw klubowych. Trafił do Milanu w najtrudniejszym momencie, mianowicie po degradacji do Serie B za udział klubu w aferze „czarnego totka”. Pięciokrotny mistrz Włoch z Milanem, trzykrotny zdobywca Pucharu Ligi Mistrzów i dwukrotny Pucharu Interkontynentalnego. Tylko czterech piłkarzy rozegrało więcej spotkań od niego w Milanie: Paolo Maldini, Franco Baresi, Alessandro Costacurta i Gianni Rivera. Mężczyzna, nie chłopiec jak Mattia De Sciglio.

Demetrio Albertini – kapitalny defensywny pomocnik Milanu o żelaznych płucach. Dysponował atomowym uderzeniem z dystansu. Potrafił strzelać gole z 30 i 40 metrów. Następca Carlo Ancelottiego. Słynął z celnych podań, umiejętnego rozgrywania piłki i karnych, które wykonywał bez rozbiegu. Świętował 5 razy Scudetto z Milanem, trzykrotnie też wygrywał Ligę Mistrzów. Wychowanek szkółki Milanu, z zawodu geometra. Jeden z moich ulubieńców, zawsze będę kojarzyć numer „4” z Albertinim.

Zvonimir Boban – klasyczny reżyser gry, wyborny technik i świetny rozgrywający. Kiedy był w formie to z piłką potrafił zrobić dosłownie wszystko. Zobaczcie sobie skrót meczu Milan-Empoli z sezonu 1998/1999. To co robił w tym spotkaniu „Zvonko” na San Siro to głowa mała. Błyskotliwy piłkarz i felietonista „La Gazzetta dello Sport”.

George Weah – torpeda w ataku z Liberii. W swoim primie był nie do zatrzymania. Wychowywał się w slumsach Monrovii, stolicy Liberii. Odkrył go Arsene Wenger. Fenomenalny technik z piorunującą szybkością. Strzelił wiele pięknych goli w barwach Milanu. Pierwszą bramkę w Serie A strzelił już po 6. minutach w swoim debiutanckim meczu. Jego gol przeciwko Hellasowi na San Siro przeszedł do historii ligi włoskiej. Liberyjczyk przebiegł całe boisko, mijając piłkarzy Hellasu jak tyczki. Jedyny afrykański piłkarz uhonorowany Złotą Piłką. Wzór do naśladowania. Spełniony talent dzięki tytanicznej pracy. Do dziś mam koszulkę z jego nazwiskiem, chociaż już się w nią nie mieszczę…

Zlatan Ibrahimović – „Ibracadabra”, supersnajper i specjalista od goli wyjątkowej urody. Jego fenomen opisuje książka „Ja Ibra”. Pewny siebie jak Muhammad Ali i Floyd Mayweather Jr. Charyzmatyczny piłkarz o kosmicznych umiejętnościach. Jego obecność w składzie motywowała innych do gry na najwyższym poziomie. Lider w szatni Rossonerich. Poprowadził Milan do ostatniego Scudetto w historii w 2011 roku. Sprawiał, że piłkarze przy nim stawali się lepsi – doskonały przykład to Antonio Nocerino, który zagrał u jego boku sezon życia. Niestety często zbyt wymagający. Typ niepokorny, porywczy, słabszych od siebie gnębił… zabrał pewność siebie Rodneyowi Strasserowi („zakończył” mu karierę kopniakiem na treningu w Milanello). Mimo paru wad marzę o napastniku tego pokroju w Milanie. Może wtedy Andre Silva by się obudził i zaczął zasuwać na treningach.

Podsumowanie

Wybór jedenastki wszech czasów Milanu to trudne i subiektywne zadanie. Czerwono-czarne barwy reprezentowało w przeszłości wielu wspaniałych piłkarzy. Ja zostałem kibicem Rossonerich, ponieważ zachwycałem się grą Paolo Maldiniego i Franco Baresiego. Podziwiałem także Georgea Weaha, Demetrio Albertiniego, Andrija Szewczenkę i Kakę. Dziś na próżno szukać takich nazwisk w Milanie. Czasy się zmieniły, era Silvio Berlusconiego przeminęła, a bajońskie sumy przeznaczone przez Chińczyków na nowych piłkarzy nie przyniosły oczekiwanych efektów. Jednak jako kibic wierzę w Milan i zawsze będę mu kibicować, niezależnie od tego co się wydarzy w przyszłości. Kibicem się jest, a nie bywa. Bycie Milanistą to zaszczyt. Teraz mam pytanie do Was. Jaka jest Wasza jedenastka wszech czasów AC Milan? Podoba Wam się obrazek, który znalazłem w sieci czy może dokonacie kilku korekt w składzie? Czekam na Wasze komentarze. Propozycje dotyczące ławki rezerwowych także mile widziane. Milan per sempre!

Facebook Comments