Mistrzowie Polski

Z pasją opowiadamy o futbolu

Bundesliga La Liga

Najgorętszy towar w mieście

Luís Filipe Vieira do dzisiaj nie może sobie wybaczyć, że przy wypożyczeniu Lukii Jovića do Die Adler wpisał klauzulę wykupu w wysokości 13 milionów euro. Po kilku niesamowitych występach wartość Serba wzrosła kilkukrotnie i chyba nikt w pełni władz umysłowych nie myśli o tym, że Serb pozostanie na Commerzbank Arena w sezonie 2019/2020 mając na stole oferty z najlepszych klubów świata.

Śmiem twierdzić, iż tylko Krzysztof Piątek w tak krótkim czasie zrobił bardziej oszałamiającą karierę, aniżeli zawodnik Eintrachtu. Sprowadzenie napastnika do zespołu było przecież pokłosiem odejścia Harisa Seferovica i brakiem perspektyw dla samego zawodnika ze względu na rywalizację z takimi napastnikami jak Jonas, Raul Jimenez, czy Adrija Zivković.

Sezon 2017/2018 był dobry dla dwudziestolatka, strzelił przecież 8 bramek, zaliczając przy tym serie 4 spotkań z rzędu z przynajmniej jednym golem (BVB, Mainz, Werder, Hoffenheim). To był przedsmak tego, co postanowił nam zaprezentować Jović. Jego talent na dobre eksplodował w tym sezonie, czym zwrócił na siebie uwagę takich klubów jak Barcelona, Real, Liverpool, czy Bayern.

Zacznijmy jednak od początku. Luka przyszedł na świat 23 grudnia 1997 w miejscowości Bijeljina, która leży na terenie dzisiejszej Bośni. W wieku 5 lat rozpoczął treningi w zespole Loznica, gdzie dzięki dobrym występom dostał zaproszenie do gry w lidze Mini Max, dla dzieciaków w wieku od 4-12 lat. W pierwszym występie w rozgrywkach strzelił trzy bramki i szybko został zauważony przez Toma Milićevića, skauta Crvena Zvezda Belgrad.

Szybko przekonał on ojca Jovića, młody zawodnik rozpoczął więc treningi w młodzieżowych zespołach, gdzie szybko osiągnął statut cudownego dziecka. W tym samym czasie rywal zza miedzy-Partizan Belgrad próbował przekonać Lukę do pozostawienia Czerwonej Gwiazdy. Jović senior mimo tego, że Grobari proponowali i jemu pieniądze nie dał się skusić, ponieważ uważał, że Stadion Crvena Zvezda jest najlepszym miejscem dla jego syna.

Od samego początku strzelał on dziesiątki bramek, powoływany był również do wszystkich poszczególnych młodzieżowych reprezentacji Serbii. Porównywano jego styl gry do Radamela Falcao, który zresztą jest idolem młodego Serba. Na debiut w pierwszym zespole nie musiał długo czekać, ponieważ trener Slavisa Stojanovic wpuścił go na boisku dokładnie 28 maja 2014 w spotkaniu przeciwko Vojvodinie Novi Sad. Trzy minuty po wejściu strzelił swojego debiutanckiego gola, stając się przy tym najmłodszym strzelcem ligowej bramki w historii Czerwonej Gwiazdy. Pobił on rekord nie byle kogo, bo samego Dejana Stankovica, wielkiej gwiazdy europejskiej piłki.

W sezonie 2014/2015 Luka stał się pełnoprawnym zawodnikiem pierwszego zespołu. Wystąpił w 22 spotkaniach, notując przy tym 6 bramek i 2 asysty. Stał się również najmłodszym zawodnikiem w historii, który zagrał w Eternal derby, czyli rywalizacji Partizana i Red Star (to te mecze z serii: „na śmierć i życie”), pobijając przy tym osiągnięcie Dejana Milovanovica. Na początku sezonu wyhamował trochę przez kontuzję, ale później dzięki dobrej formie otrzymał propozycję trzyletniego kontraktu, który bez żadnego zawahania podpisał.

Kolejne pół roku, które spędził w Belgradzie miało gorzko-słodki smak. Z jednej strony świetna forma, trzy bramki w pierwszych czterech spotkaniach, z drugiej jednak rodzina Joviców zaczęła otrzymywać pogróżki, w których oprawca groził Luce połamaniem nóg. Na szczęście policji szybko udało się ustalić sprawcę i piłkarz wraz z najbliższymi mógł odetchnąć. Na początku styczniowego okienka transferowego do serbskiego klubu wpłynęła oferta z serii „nie do odrzucenia”. Benfica postanowiła wyłożyć na stół ponad 6 mln euro za kartę cudownego dziecka serbskiej piłki. I tak oto na początku lutego Jović zameldował się na Estádio da Luz.

Swoją portugalską przygodę rozpoczął od gry dla drużyny rezerw. Dzielił on szatnie między innymi z Pawłem Dawidowiczem, czy Yurim Ribeiro. W pierwszej drużynie zadebiutował 20.03.2016 w starciu z Boavistą, doczekał się nawet pierwszego występu w 1/4 Ligi Mistrzów w meczu z Bayernem Monachium zmieniając w 88 minucie Eliseu. Widząc jednak, że w starciu z Jonasem, czy Raulem Jimenezem nie ma zbyt dużych szans na grę ustalił z włodarzami klubu roczne wypożyczenie do Frankfurtu, który zażyczył sobie wpisanie w umowę kwotę wykupu w wysokości 13 milionów euro. Nikt w Lizbonie nie przewidział, że talent Jovića eksploduję w tak krótkim czasie. Pierwszy sezon był przetarciem, o którym wspomniałem już wcześniej, jednak to, co wyczynia były zawodnik Czerwonej Gwiazdy w sezonie 2018/2019 nie mieści się w głowie. Jego występy przez dłuższy czas przesłaniały świetną formę Roberta Lewandowskiego, czy Paco.

Od 6 kolejki strzela i gra regularnie. W spotkaniu przeciwko Hannoverowi rozpoczął swój cichy marsz po koronę króla strzelców, który stał się bardzo głośny w meczu z Fortuną Düsseldorf, kiedy strzelił pięć bramek. Szczególnie pierwsza bramka była magiczna i nawiązywała do tych niemożliwych, które przez lata serwował nam niesamowity Ibracadabra.

Dzisiaj po rozegraniu 27 spotkań w Bundeslidze, Lidze Europy oraz Pucharze Niemiec ma na swoim koncie 19 bramek i 4 asysty. Wraz z Sebastienem Hallerem oraz Ante Rebiciem stworzył kapitalne trio, które świetnie wspomagają Kevin Trapp, Danny da Costa, czy Gelson Fernandes. Najlepiej widać to w Lidze Europy, gdzie Frankfurt poniżył OM oraz Lazio Rzym. Los sprawił, że w fazie pucharowej trafili na Szachtar Donieck i bynajmniej nie są w tej rywalizacji na straconej pozycji. W Bundeslidze tracą 5 punktów do miejsca premiowanego grą w Lidze Mistrzów i nie zdziwię się, jeśli na koniec sezonu banda Adi Hüttera wywalczy awans do najbardziej elitarnych rozgrywek w Europie.

Może jednak Jović nas zaskoczy i mimo zainteresowania wielkich klubów pozostanie na Commerzbank Arena. Dziś mówi się o ofercie Barcelony rzędu 45 milionów euro. Na początku swojej drogi miałby uczyć się wielkiej gry od Luisa Suareza, jednak dla mnie jest to zawodnik kompletny, który z marszu może grać w podstawowej jedenastce większości, wielkich zespołów. Jako kibic The Reds marzę o tym by Edwards i Klopp postawili na Jovića, dziękując przy tym Timo Wernerowi. Czy moje marzenia się spełnią? Będzie niezwykle ciężko, ale cuda się zdarzają. Ten sezon to czas Jovića i cieszmy się tym jak najdłużej, bo cudowne dziecko serbskiej piłki ma coś, czego nie mają inni: wielki talent połączony z bałkańskim, butnym charakterem, który przy odpowiednim prowadzeniu stanie się mieszanką wybuchową, pozytywnie niebezpieczną.

Facebook Comments