Mistrzowie Polski

Z pasją opowiadamy o futbolu

Reprezentacja

Na chłodno po meczu z Łotwą

Mecz na przełamanie i na poprawę stylu. Tak głosiły media przed naszym spotkaniem w Rydze. Przełamanie było, bo ciężko nie zgarnąć 3 punktów przeciwko tak słabemu rywalowi, jakim wczoraj była Łotwa, ale styl? Był taki jak zawsze, słabiutki.

Obiecujący początek

Przed pierwszym gwizdkiem sędziego, gdy zobaczyłem skład, byłem pozytywnie zaskoczony. W końcu lewonożny obrońca na lewej stronie i – co ważniejsze – ustawienie z jednym napastnikiem. Dlaczego? Po pierwsze, zarówno Milik, jak i Piątek są w słabej formie. Po drugie, przesunięcie jednego zawodnika do środka pola w teorii powinno ułatwić rozgrywanie ataku pozycyjnego, do którego byliśmy przez większą część meczu zmuszeni. W linii pomocy miałem nadzieję na ustawienie z Krychowiakiem w roli defensywnego pomocnika i z Klichem oraz Zielińskim na „ósemkach”. Niestety, trochę się rozczarowałem. Zawodnik Napoli grał na „dziesiątce”, a Klich i Krychowiak na „szóstkach”, co nie ułatwiało rozegrania piłki.

Mecz zaczęliśmy bardzo dobrze, od dwóch szybkich bramek Roberta Lewandowskiego. Wykorzystaliśmy błędy Łotyszy i ustawiliśmy sobie mecz. Szczególnie pierwsza bramka Polaków jest warta zapamiętania. Przeczytajcie uważnie, bo szybko się to nie powtórzy: gol padł po akcji złożonej z 29 podań, trwającej 77 sekund, w której piłkę dotknęło wszystkich 11 zawodników. W pierwszych minutach mogliśmy mieć złudne nadzieję na efektowną, wysoką wygraną w ładnym stylu, bowiem nasi reprezentanci sprawiali wrażenie bardziej mobilnych w środku pola, częściej szukali wolnej przestrzeni i dawali opcję do podania kolegom. Z pozytywów to tyle. Potem było już tylko gorzej.

W klimacie literatury

Wczoraj literacką nagrodę Nobla dostała nasza rodaczka, więc zostańmy trochę w tych klimatach. Pojedynek Polski z Łotwą trafnie oddają „Dziady”. Tytuł? Idealny. Gatunek literacki „Dziadów”? Dramat – pasuje. Oglądając mecz mogliśmy mieć podobne odczucia, co czytając wspomnianą lekturę. Znudzenie, niezrozumienie i poczucie ulgi po zakończeniu. Naprawdę, mecz był tak nudny, że cieżko było wytrzymać pełne 90 minut w skupieniu i napięciu.

Wróćmy już na murawę, a konkretnie do problemów, jakie miała ekipa Jerzego Brzęczka. A były to te same kłopoty, które powtarzały się w poprzednich meczach. Pierwszy i najważniejszy – gra w ataku pozycyjnym. Nasi zawodnicy zostawiają zbyt duże odległości między formacjami, grają zbyt statycznie, gdy jeden z naszych reprezentantów ma piłkę, często ma mało opcji do podania. Pomocnicy często szukają wyjścia w wolną przestrzeń za linię obrony, przez co „Lewy” jest zmuszony do cofania się i wspomagania w rozgrywaniu akcji. Wrócę tutaj do ustawienia. Uważam, że mając 3 środkowych pomocników, napastnik nie powinien aż tak głęboko cofać się po piłkę, bowiem kilka razy zabrakło naszego kapitana w polu karnym, gdy lewą stroną szarżował Kamil Grosicki i już szukał go wzrokiem.

Heatmapa po 45 minutach meczu z Łotwą

Najczęściej stwarzaliśmy zagrożenie po akcjach skrzydłami, zwłaszcza lewą flanką. Zieliński często schodził do lewej strony tworząc trójkąty z Rybusem i „Grosikiem”, co do pewnego czasu wychodziło dobrze i stwarzało wiele problemów Łotyszom. Jednak myślę, że to głównie zasługa słabego rywala. Pomimo częstego atakowania bokami boiska, mało było tam współpracy pomiędzy skrzydłowym, a bocznym obrońcą. „Rybka” i Kędziora rzadko dawali obieg swoim bocznym pomocnikom.

Mecz do zapomnienia

Porównując ten mecz z Łotwą do poprzedniego rzuciło mi się w oczy, że mieliśmy inny pomysł na grę. W Warszawie nasze próby ataku wyglądały mniej więcej tak: kilka podań po obwodzie, przerzut Krychowiaka na skrzydło, dośrodkowanie w pole karne, strata, odzyskanie piłki, to samo tylko, że drugą stroną. Wczoraj – tak jak już pisałem – tworzyliśmy akcję zupełnie inaczej. To tak w formie ciekawostki, bo często słyszę głosy, że ciągle gramy to samo.

Mecz do zapomnienia. Ze względu na wynik, na klasę rywala, czy na styl. Na EURO – do którego już nam bardzo blisko – takich przeciwników nie będzie. Dlatego tak naprawdę ten mecz niewiele pokazuje, nie możemy wyciągnąć z niego wielu wniosków. Jasne, jeśli nawet na tle Łotwy mamy problemy z graniem w ataku pozycyjnego, aż strach pomyśleć, co będzie z silniejszym rywalem. Jednak główny zamysł Jerzego Brzęczka na grę jego reprezentacji to kontratak. I to zapewne w taki sposób będziemy grać z silniejszymi rywalami. Oczywiście to nie tak, że atak pozycyjny i umiejętność konstruowania akcji na EURO będzie niepotrzebna, ale już poprzedni Mundial pokazał ile w futbolu reprezentacyjnym znaczy solidna defensywa i skuteczne kontrataki. Ale czy my jesteśmy w tym mocni? No właśnie, ciężko powiedzieć. Na pewno trzeba ten element szlifować.

Facebook Comments

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *