16 Maj
2018

Mundial 2018 – grupa C

Selekcjonerzy reprezentacji biorących udział w Mistrzostwach Świata 2018 powoli odsłaniają swoje karty. Mundial coraz bliżej, pora więc na opowieść o kolejnych uczestnikach turnieju. Grupa C. Rozkład sił w niej wydaje się oczywisty i szczerze mówiąc nie wróżę w niej wielkich niespodzianek. Emocje będą jedynie w kontekście rywalizacji o drugie miejsce premiowane awansem do kolejnej fazy. Dlaczego skreślam szanse Australijczyków i dlaczego uważam, że Francuzi to główny faworyt do triumfu? Zapraszam do kolejnej części mojej mundialowej analizy.

AUSTRALIA

Żeby zrozumieć specyfikę tego kraju, wypada poznać jego ciekawą przeszłość. Z jednej strony mówimy o państwie obejmującym niemalże cały kontynent, które do XVIII wieku było odizolowane od reszty świata, z drugiej o miejscu, w którym kolonizatorzy wytępili lokalną ludność, zastępując ją tysiącami Anglików, Chińczyków, Greków i Włochów. Przyjmuje się, że zaledwie 2% mieszkańców Australii to rodowici Australijczycy.

Nie inaczej jest w wypadku reprezentacji „Kangurów”, w której sporo jest graczy o „europejskobrzmiących” nazwiskach. Do 2005 roku futbol na tym kontynencie miał znamiona czysto amatorskiego. Australia nie potrafiła dostać się na mundial, a lokalni rywale byli wyjątkowo niskiego poziomu. Kto z nas nie słyszał o wygranej z Samoa Amerykańskim 31:0 w 2001 roku? Co z tego, skoro mundial w Korei i Japonii Australia obejrzała jedynie w TV… Sytuacja bez wyjścia? Nie jeśli masz pieniądze i znajomości.

Po latach porażek prezes federacji Franko Lowy postanowił postawić na swoim, zatrudnił Guusa Hiddinka i wywalczył przeniesienie Australii do strefy azjatyckiej (jeden z przykładów bezsensu współczesnego świata), co dało wielki impuls tamtejszemu futbolowi. Od tamtej pory Australia nie ma większego problemu z awansem na mistrzostwa świata, a mundial w Rosji będzie czwartym z rzędu, na którym zagrają. Żyjemy w świecie, w którym Izrael wygrywa Eurowizję, Azerbejdżan chce zorganizować mistrzostwa Europy, Japonia zagra na Copa America 2019, a Australia jest mistrzem Azji. Dla kasy można przymknąć oko na największe debilizmy. Idąc tą drogą, Polska zamiast męczyć się z europejskimi rywalami, mogłaby również ubiegać się o grę w azjatyckich eliminacjach. Rywale łatwiejsi, więc bez problemu gralibyśmy na każdym mundialu. Jak się bawić, to się bawić.

Droga na mundial

Australijczycy, gubiąc punkty w finalnym etapie eliminacji, narobili sobie problemów. Do tego stopnia, że konieczny był dwumecz z Syrią, w którym o dalszym awansie zadecydowała dopiero dogrywka. W barażach interkontynentalnych przeciwnik był zdecydowanie trudniejszy, ale również Honduras nie poradził sobie z zespołem prowadzonym przez Ange Postecoglou. Żeby nie było jednak zbyt nudno, szkoleniowiec pochodzący z Grecji na specjalnie zwołanej konferencji zrezygnował z dalszej pracy z reprezentacją. Za przyczynę podał konflikt z władzami federacji, które nie potrafiły określić czy będą chciały przedłużyć współpracę, czy też po mundialu mu podziękują. Jak widać przenosiny do strefy azjatyckiej wiążą się też ze zmianą filozofii na podobną do Arabii Saudyjskiej czy Japonii, gdzie odejścia trenerów przed wielkim turniejem to już od lat norma.

Ratownikiem drużyny został nie kto inny jak Bert van Marwijk. Ten sam, który wywalczył awans z Arabią Saudyjską. Zbyt banalnie? Już na dzień dobry ogłoszono, że po mundialu zespół przejmie inny trener, Graham Arnold. Nie można odmówić fantazji australijskim działaczom. Van Marwijk w pierwszym oficjalnym spotkaniu dostał niemiłosierne baty od Norwegów, w drugim, dzięki obronionemu karnemu, udało się bezbramkowo zremisować z Kolumbią.

W tym momencie w australijskich mediach rozgrywa się dramat z brakiem powołania dla będącego w świetnej formie napastnika Hibernian, Jamiego Maclarena. Cała nadzieja więc w Tomim Juriciu ze szwajcarskiego Luzern, który ostatnio leczył kontuzję. Reszta, delikatnie mówiąc, szału nie robi. Tim Cahill to uznana marka, ale ma już 38 lat i w tym sezonie spędził na boisku mniej minut niż ja pisząc tę analizę. Aaron Mooy dawał radę jako defensywny pomocnik Huddersfield, a Mile Jedinak w Stoke, ale właściwie na tym kończy się wyliczanka liderów drużyny.

W grupie ciężko znaleźć rywala z którym mogą nawiązać walkę. Dania, a tym bardziej Francja, są zdecydowanie poza zasięgiem. Zresztą, nawet bukmacherzy nie dają tej drużynie żadnych szans. I słusznie. Szansa pojawia się głównie w kontekście rywalizacji z Peru, ale o tym za chwilę.

FRANCJA

Gdy jakiś czas temu analizowałem skład reprezentacji Francji stwierdziłem, że to jeden z największych faworytów do zdobycia mistrzostwa świata. Co ja będę zresztą ściemniać, to mój najpoważniejszy kandydat do zwycięstwa w Rosji. Mądry, rozsądny szkoleniowiec, kadra pełna gwiazd, wielu utalentowanych młodziaków. Będzie niewiarygodną porażką, jeśli Didier Deschamps wróci z mundialu bez tytułu. W porównaniu do Brazylijczyków czy Niemców, Francuzi mają kompletną kadrę. W Brazylii można zastanawiać się co ze środkiem obrony, u Niemców zastanawia kto zagra na środku ataku, natomiast u trójkolorowych na każdej pozycji są gracze klasy światowej. Jakby nie patrzeć, w zespołach mistrza Anglii, Hiszpanii, Włoch i Niemiec w podstawowych składach grają reprezentanci Francji.

Kilkanaście dni temu w mediach pojawiła się informacja, że zerwane ścięgno Achillesa wyklucza możliwość wyjazdu na mundial Laurenta Kościelnego. Szczerze? To znakomita informacja dla Francuzów. Bez kadzenia – uważam, że ten zawodnik osłabiał defensywę Francji. Defensywę, w której jego miejsce mogą bez trudu zastąpić Samuel Umtiti z Barcelony oraz Raphael Varane z Realu. Zawodnicy w formie, regularnie grający w najważniejszych rozgrywkach piłkarskich na świecie. Obecność 32-letniego Kościelnego, który popełniał sporo błędów, była tutaj nieporozumieniem. Pewnie wielu sympatyków Arsenalu nie zgodzi się w tym momencie ze mną, ale otwarcie sądzę, że jego absencja wyjdzie tej drużynie na dobre. Mundial bez Laurenta nie musi być wcale gorszy. Wybacz kolego…

Galaktyczni

Lloris – Kurzawa, Umtiti, Laporte, Pavard – Pogba, Kante, Rabiot – Martial, Lacazette, Dembele?

Areola – Digne, Zouma, Kimpembe, Sidibe – Tolisso, Matuidi, Lemar – Thauvin, Griezmann, Giroud?

Mandanda – Hernandez, Mendy, Varane – Payet, Bakayoko, Coman, Sissoko – Fekir, Ben Yedder, Mbappe

Didier Deschamps nie ma znakomitej jedenastki. Nie ma dwóch jedenastek. Mógłby spokojnie wystawić trzy równorzędne jedenastki i każda z nich byłaby w stanie osiągnąć sukces. Oczywiście nie zestawiłem wszystkich Francuzów na ich nominalnych pozycjach, część z ujętych tutaj graczy z pewnością nie znajdzie się nawet w kadrze na mundial.

Co ważne, Deschamps potrafił zapanować nad trudnymi francuskimi charakterami i żyje w zgodzie z tamtejszymi mediami. Mając tyle gwiazd, nieuniknione są kontrowersje. W środku pomocy Pogba, Kante czy Matuidi? W ataku Griezmann, Lacazette czy Mbappe? Stawiając na jednego, Deschamps sadza na ławie dwóch równie dobrych graczy. A to rodzi emocje.

Najważniejszy dla Francuzów będzie środek pola. Paul Pogba stanie przed wyzwaniem bycia liderem reprezentacji. W Manchesterze dobre mecze przeplatał ze słabszymi, w Rosji nie będzie już miejsca na chwile słabości. Największym problemem, przed którym stanie Pogba i spółka, jest brak koncentracji. Spotkania towarzyskie nie są żadnym wyznacznikiem, ale wystarczy zerknąć na wyniki z Niemcami, Kolumbią i Hiszpanią, żeby zrozumieć, że póki grała podstawowa jedenastka, póty Francja wyglądała dobrze. W końcówkach traciła wiele bramek, tak jakby na 100% grali do 60-70 minuty, później już „na odwal”. Coś takiego na mistrzostwach świata nie może mieć miejsca.

PERU

Również o reprezentacji Peru swego czasu napisałem obszerną analizę, więc pozwólcie, że nie będę powtarzać zawartych w niej historii. Co ciekawe, Peruwiańczycy są jedną z tych nacji, która wyraziła największe zainteresowanie biletami na mistrzostwa świata. Widać, że perspektywa powrotu na turniej takiej rangi wywołała w całym społeczeństwie ogromną euforię. Drużyna skandalistów, jak ją wówczas nazwałem, pojedzie do Rosji bez swojej gwiazdy Jose Pablo Guerrero, któremu przedłużono zawieszenie za kokainę. Nie będzie w niej również Claudio Pizarro, który ostatecznie odrzucił możliwość powrotu z piłkarskiej emerytury. Czy to oznacza, że zespół prowadzony przez Argentyńczyka Ricardo Garecę stoi na straconej pozycji? Absolutnie nie!

Wystarczy spojrzeć na wyniki ostatnich spotkań. W samym 2018 roku ograna Chorwacja i Islandia, rok wcześniej remis na wyjeździe z Argentyną. Ba! Ostatnia porażka reprezentacji Peru miała miejsce 16 listopada 2016! Zaskakujące, tym bardziej że „biało-czerwoni” w sporej mierze opierają swój skład na lokalnych graczach. Wyobraźcie sobie, że w zwycięskim sparingu z Islandią w podstawowym składzie wystąpiło ledwie 4 zawodników występujących w Europie. Osobiście ubolewam nad faktem, że kluby Ekstraklasy olały kierunek peruwiański, gdzie za niewielkie kwoty można znaleźć naprawdę konkretnych piłkarzy. Weźmy takiego Raula Ruidiaza. Facet ma 27 lat i co sezon imponuje liczbą zdobywanych bramek. Słyszeliście o nim? Zapewne nie, chociaż mówimy o człowieku, który w ostatnich latach zdobył ponad 100 bramek. Jednym z nielicznych grających na Starym Kontynencie jest Renato Tapia, środkowy pomocnik Feyenoordu.

Gdzie leży klucz na ogranie Peru? Wyręczę w tym momencie analityków Francji, Danii i Australii. Stałe fragmenty gry. Linia obrony to Advincula (1.79 m. wzrostu), Santamaria (1.83), Ramos (1.85) oraz Miguel Trauco (1.75). Na palcach jednej ręki można policzyć zawodników, którzy mają więcej niż 1.80, a napastnicy typu Ruidiaz (1.69) i Cueva (1.69) tym bardziej nie imponują warunkami fizycznymi. W tym widzę szansę dla Australii, która ma rosłych, twardo grających graczy.

DANIA

O ich potencjale najlepiej przekonaliśmy się, gdy zmiażdżyli nas 4:0 w Kopenhadze. Podobnie było w barażu, gdzie ograli Irlandię 5:1. Duńczycy to czarny koń mundialu w Rosji, co do tego nie mam żadnych wątpliwości. Wyniki w 2018 nie wyglądają zbyt obiecująco (porażka ze Szwecją), ale myślę, że to na tyle doświadczony zespół, że będzie w stanie trafić z formą na konkretny turniej. Największą gwiazdą zespołu jest pomocnik Tottenhamu Londyn, Christian Eriksen. Ma 26 lat i najlepszy moment, żeby na takim turnieju potwierdzić swój niebanalny talent. Defensywa? Królestwo Andreasa Christensena, podstawowego obrońcy Chelsea Londyn, oraz Simona Kjaera z Sevilli.

W ofensywie Daniel Wass oraz Pione Sisto z Celty Vigo, obaj po świetnym sezonie w La Lidze. Na bramce oczywiście Kasper Schmeichel z Leicester. Porównajcie sobie sami Danię do takiej Australii. U Kangurów gwiazdami są rezerwowi 2 ligi angielskiej, w Danii mamy graczy wyróżniających się w Anglii, Hiszpanii czy Niemczech. Widać różnicę w poziomie.

Czekali długo

Duńczycy mają coś do udowodnienia; szczególnie, że na mistrzostwach świata ostatni raz z grupy wyszli 16 lat temu. Potencjał jest bardzo duży. To nie są emeryci, którzy zagrają na mundialu na zwieńczenie swojej przygody z piłką, tylko młode, zdolne wilczki gotowe na największe sukcesy. Zastanawia mnie jedynie osoba selekcjonera, Age Heraide. Mimo wszystko, facet nie pracował nigdy poza Skandynawią. Czy będzie w stanie poprowadzić drużynę na wielkiej imprezie? Z jego dotychczasowych sukcesów można wyczytać jedynie mistrzostwo Danii w 2002 roku oraz 2 wicemistrzostwa Norwegii, z 1987 i 1995. Zamierzchłe czasy. Z drugiej strony Adam Nawałka ostatni klubowy sukces jako szkoleniowiec odniósł z Wisłą w sezonie 2000/01…

Wyjście z grupy jest obowiązkiem, później może być różnie. Drużyny z grupy C trafią na zespoły z grupy D, w której są m.in. Argentyna i Islandia. Ćwierćfinał jest w zasięgu Duńczyków. Po meczu Danii z Francją powinniśmy wiedzieć więcej o możliwościach obu ekip. Australia nie powinna sprawiać problemów faworytom, ale mogą powalczyć z Peru, nad którym będą mieć sporą przewagę warunków fizycznych. Z kolei Peru może urwać punkty każdemu.

Komentarze
Udostępnij: