MMA Attack, PROMMAC, Fighters Arena. Dlaczego wielkie projekty zakończyły się wielkimi porażkami?

Już niedługo 42 edycja Konfrontacji Sztuk Walki. Organizacja Martina Lewandowskiego i Macieja Kawulskiego od lat nie ma w Polsce poważnej konkurencji. Żadna inna organizacja nie jest w stanie zbliżyć się popularnością do osiągnięć KSW. Cofnijmy się jednak w czasie o kilka lat, gdy podejmowano próby rozbicia monopolu panów Lewandowskiego i Kawulskiego. Kto z nas nie pamięta Roberta Burneiki na MMA Attack? Albo wielkich zapowiedzi podboju sceny MMA przez PROMMAC? To będzie gorzkie wspomnienie z perspektywy czasu na projekty które miały zagrozić dominacji KSW.

MMA ATTACK

Do dnia dzisiejszego z olbrzymim sentymentem wspominam organizację MMA Attack. Właściciel organizacji Dariusz Cholewa nakłonił do współpracy wielu interesujących zawodników i mimo tylko 3 zorganizowanych gal w oktagonie mieliśmy okazję zobaczyć takich zawodników jak Tomasz Drwal, Damian Grabowski, Borys Mańkowski, Peter Sobotta, Piotr Strus, Krzysztof Jotko, Oskar Piechota, Piotr Halllmann oraz Agnieszka Niedźwiedź. MMA Attack miało potencjał nawiązać rywalizację z KSW. Jestem tego wręcz pewien. Świetne karty walk, dobra oglądalność na Polsacie Sport i otwartym Polsacie, a przede wszystkim umiejętne korzystanie z freaków. Zresztą nawet zagorzali fani Mieszanych Sztuk Walki zapewne kojarzą tą organizację bardziej z „pojedynkami” Burneika-Najman czy Burneika-Ozdoba niż z pasjonującymi starciami Mańkowski-Sobotta albo Jotko-Velickovic.

To czym u mnie pan Cholewa zaimponował to matchmaking. W MMA Attack nie było miejsca na bylejakich Brazylijczyków i „legendy UFC” które przyjeżdżały tylko po wypłaty. Oczywiście do kilku nazwisk można z perspektywy czasu się przyczepić, ale wypada docenić panów Cholewę i Kowalika za szanowanie poziomu sportowego. Bądźmy jednak realistami. Nie byłoby ówczesnego sukcesu MMA Attack bez korzystania z popularności Marcina Najmana, Przemysława Salety i „Hardkorowego Koksa”. Nikt zresztą nie ukrywał że takie starcia muszą mieć miejsce żeby przyciągać sponsorów i widzów którzy MMA interesują się jedynie od święta.

Potencjał organizacji był wielki.

Mając coraz lepszą pozycję w negocjacjach z Polsatem, wielkie zainteresowanie w mediach społecznościowych i kilka uznanych nazwisk w niedługim odstępie czasu mogli poważnie namieszać na scenie MMA w Polsce. Co ciekawe MMA Attack na facebooku ma 150 tysięcy polubień, a KSW jedynie 400 tysięcy więcej. Jedynie, bo weźmy pod uwagę że panowie Martin Lewandowski i Maciej Kawulski swoje imperium budują od 14 lat, podczas gdy cały żywot organizacji Dariusza Cholewy trwał mniej niż 2 lata.

Co takiego stało się że MMA Attack upadło? Według mnie decyzyjne osoby zbyt wcześnie poczuły że mogą rzucać się na głęboką wodę. To były czasy gdy MMA w Polsce było wręcz jednoznaczne z KSW. Dopiero po jakimś czasie znacznie rozrosła się kolonia polskich zawodników w UFC, mistrzowski pas przejęła Joanna Jędrzejczyk a Mieszane Sztuki Walki przestały kojarzyć się z Marcinem Najmanem. Zresztą nawet w dniu dzisiejszym gdy liczba osób znających się w temacie tego sportu jest coraz większa, KSW musi korzystać z celebrytów pokroju Popka i Tomasza Oświecińskiego żeby promować swoje gale. Tylko że KSW jest już organizacją którą większość Polaków doskonale zna, o której informacje pojawiają się na serwisach plotkarskich, która ma świetnie wyrobione kontakty na rynku.

Dlaczego?

Pod koniec 2013 rozmowie z portalem Wirtualna Polska Dariusz Cholewa opowiedział o przyczynach upadku gali MMA Attack 4:

„Główną osobą, która miała wystąpić na gali MMA Attack 4 miała być Iwona Guzowska. Miejsce zostało wybrane nieprzypadkowo. To ona miała tam wystąpić i zapełnić tę halę. Guzowska stamtąd pochodzi i wiele osób pewnie przyszłoby tę walkę zobaczyć. […] Jeśli mówimy o osobach, które się MMA interesują, podziwiają ten sport, oglądają gale, to małe zainteresowanie może być zaskoczeniem. Zainteresowanie naprawdę nie było wielkie. Sprzedaliśmy tylko 1700 biletów i to nie jest zadowalający wynik, biorąc pod uwagę kartę walk. Uważam, że Paweł Kowalik na tę galę przygotował najlepszy pod względem sportowym „fight-card” w historii naszych gal. […]

Próbowałem to jednak nadrobić różnymi formami reklamy, które były widoczne od wakacji. Od 15 lipca pojawiła się liczna ilość billboardów w różnych miastach z nasileniem na Trójmiasto. One były prezentowane w widocznych miejscach. Plakaty zazębiły się z kampanią telewizyjną, którą wykupiłem w Polsacie Sport, Polsacie Sport Extra i Polsacie Sport News. W tych stacjach pojawiło się ponad 100 zapowiedzi gali. Na pewno nie zawieszam rękawic na kołku. Przed sobą mam wiele ważnych spotkań, które zdecydują o przyszłości MMA Attack. […]

Powodem gali nie był fakt, że bilety słabo się sprzedawały. Chcę, żeby wszyscy to zrozumieli. Zorganizowałbym tę galę nawet w momencie, gdyby sprzedało się 3 tysiące biletów. Byłbym szaleńcem, gdybym bazował tylko na kasie z biletów. Cholewa nie jest szaleńcem! Cholewa racjonalnie podejmuje decyzje po analizie środków finansowych. Ceny biletów są dostępne na stronach i można sobie łatwo wyliczyć, ile pieniędzy trafia do budżetu z ich tytułu. To nie jest fundament. Jeśli nie ma sponsorów, nie ma eventu. W ostatniej chwili straciliśmy 2 sponsorów.

Mam żal do sponsorów, którzy się wycofali. Generalnie ubolewam też na tym, że brakuje firm, które chciałyby wesprzeć MMA. Wyniki oglądalności tego sportu są naprawdę zadowalające, a sponsorów brakuje. Naszą ostatnią galę w otwartym Polsacie obejrzało 3 miliony widzów. Przecież takie wyniki powinny zachęcać firmy do inwestowania. Jeśli tych sponsorów będzie brakować, to niestety organizacje MMA będą musiały uciekać do systemu „pay-per-view” tak jak KSW. Konfrontacja Sztuk Walki świadomie podjęła decyzję w tej kwestii.”

MMA Attack 4 [*]

No cóż… Plany były wspaniałe, jeden błąd praktycznie zniweczył dwuletnią pracę ludzi związanych z MMA Attack. Oczywiście smutne że sama świetna karta walk nie wystarczyła żeby przyciągnąć widzów, ale wiara w jednego freaka (z całym szacunkiem do Pani Guzowskiej) to było ogromne ryzyko i jak widać z perspektywy czasu okazało się wielką porażką. Czy gdyby wówczas była posłanka stoczyła swój pojedynek, to MMA Attack przetrwałoby do dnia dzisiejszego? Ciężko oceniać. Przede wszystkim oczekiwania z gali na galę były coraz większe, a nie sądzę że potencjał marketingowy Iwony Guzowskiej mógł się równać ówczesnemu zachwytowi nad Hardkorowym Koksem.

Pewnie gdyby Dariusz Cholewa dalej robił swoje to znaleźliby się kolejny celebryci, od Trybsona przez Akopa, aż na różnych gwiazdach Disco Polo które ostatnio wspominają o chęciach debiutu w MMA. Zapewne stopniowe budowanie organizacji sprawiłoby że po jakimś czasie liczbę freaków można by ograniczyć?

Z drugiej strony praktycznie większość sportowych twarzy MMA Attack znalazła swoje miejsce w UFC lub KSW. Czy taki Jotko trafiłby do organizacji Dany White’a gdyby miał zakontraktowane kolejne walki dla Dariusza Cholewy? Nigdy się tego nie dowiemy. Realne szanse na powrót organizacji? Zerknijmy do KRSu. Spółka MMA Attack miała potężny kapitał zakładowy w wysokości 700 tysięcy złotych. 20 września 2017 roku czyli stosunkowo niedawno oficjalnie zawieszono działalność spółki. I myślę że ta data to potwierdzenie że MMA Attack odeszło na zawsze do historii.

PROMMAC

16 stycznia 2014 roku na konferencji w hotelu Marriott w Warszawie ogłoszono powołanie organizacji Professional MMA Challenge. Nie brakowało wielkich deklaracji i zapewnień włodarzy którzy twierdzili że mamy do czynienia z prawdziwą rewolucją na polskiej scenie MMA. Chęć współpracy ze strony stacji TVN Turbo, odważne opowieści o stawianiu na poziom sportowy i uznane nazwiska na kartach walk, wszystko zapowiadało się optymistycznie. W mediach pojawiła się informacja prasowa, którą śmiało można nazwać manifestem PROMMAC:

„MMA to sport, który w bardzo krótkim czasie zyskał olbrzymią popularność. Eksperci wyrokują, że będzie sportem na miarę XXI wieku. Nastał więc najwyższy czas, aby na rodzimym rynku pojawiła się organizacja, która będzie stawiała nie tylko na profesjonalizm, ale również na upowszechnienie i promocję tego sportu. Tą organizacją jest Professional MMA Challenge, która właśnie w grudniu 2013 r. rozpoczęła swoją działalność. PROMMAC skupia światowej klasy zawodników, między innymi Tomasza Drwala, jak również wybitnych trenerów i sędziów oraz pasjonatów tego sportu.

MMA to szósty najpopularniejszy sport w Polsce, transmisje walk przyciągają przed telewizory 1,5 mln widzów. Oznacza to nie tylko olbrzymią widownię, ale również wielkie możliwości. Założyciele Professional MMA Challenge za główny cel wyznaczyli sobie budowanie pozytywnego wizerunku, rozwijanie i upowszechnianie MMA. Aby ten cel osiągnąć, trzeba zacząć od podstawowych i najważniejszych kwestii, czyli jasnych zasad, uczciwych kontraktów, bezpieczeństwa oraz profesjonalizmu w działaniu – wylicza Prezes Zarządu PROMMAC Dalius Kubylis.

Założyciele PROMMAC są przekonani, że dbając o te zasady, znacznie wzrośnie poziom sportowy widowisk oraz zainteresowanie fanów. MMA to nie tylko sport i zawody, to styl życia, gdzie uczciwość i walka fair play jest podstawą. Marek Batko, współwłaściciel i członek Zarządu, zwraca uwagę, że PROMMAC będzie walczył z powszechnie panującymi stereotypami wokół MMA. Do organizacji będą zapraszani zawodnicy, którzy profesjonalnie zajmują się MMA. Będziemy również zwracać uwagę na wartości jakimi się kierują – dodaje Marek Batko. Dlatego podczas walk organizowanych przez PROMMAC, oprócz Tomasza Drwala, zobaczymy m.in. takich zawodników jak Michał Kita i Mariusz Cieśliński.

PRO MMA Challenge, jest jedną z pierwszych tego typu organizacji na polskim rynku. Chcemy skupić się nie tylko na profesjonalnych walkach MMA, ale również na promowaniu wśród szerokiego grona odbiorców idei rekreacyjnego podejścia do tego sportu. – mówi Dalius Kubylis. Założyciele podkreślają, że zależy im na promowaniu MMA, jako czegoś więcej niż tylko sportu walki. Trening MMA to nie tylko walka – mówi Marek Batko – zawodnicy trenują m.in. biegi, rozwijają się wydolnościowo i wytrzymałościowo, muszą ćwiczyć refleks i opanowanie. Chcemy, aby sport MMA był również stylem życia – zdrowym, bezpiecznym, pełnym emocji i pasji.

Firma PROMMAC Sp. z o.o. (Professional MMA Challenge) powstała w Krakowie w grudniu 2013 roku. Założycielami są Dalius Kubylis oraz Marek Batko – pasjonaci sportów walki. Jej celem jest promocja, rozwijanie i upowszechnianie MMA jako sportu, w którym liczy się profesjonalizm, zachowania fair play i bezpieczeństwo zawodników. Do czołowych zawodników występujących w barwach PROMMAC należą: Tomasz Drwal, pierwszy Polak walczący w UFC, Michał Kita, jeden z najlepszych zawodników wagi ciężkiej oraz Mariusz Cieśliński, mistrz świata w boksie tajskim. Pozostali to głównie młodzi, ale już znani i utytułowani zawodnicy o ogromnych sportowych ambicjach.”

To musiało się tak skończyć…

Co prawda udało się nawet zorganizować jedną galę w udziałem m.in. Tomasza Drwala i Michała Kity, ale odgłos huku z jakim rozbiły się marzenia działaczy trzy razy okrążył ziemię. Mocno skoncentrowano się na promocji w social mediach, nakręcono kilka humorystycznych filmików na youtube’a. Sama inicjatywa z góry skazana była na porażkę. Z jednej strony zapowiadano że wyciągnięto wnioski z błędów konkurencyjnego MMA Attack, ale praktycznie skopiowano i dodano jeszcze swoje potknięcia. Wiara w młodych, nieznanych szerszemu gronu zawodników uzupełnionych przez garstkę rozpoznawalnych nazwisk nie miała żadnych szans sukcesu.

Równie dobrze można by wystawić jakąś juniorską drużynę z 2-3 ligowcami i liczyć że zainteresuje swoją grą większą liczbę osób niż reprezentacja Polski. Już po pierwszej konferencji prasowej byłem pewien że ten projekt upadnie w błyskawicznym tempie. Nawet na konkretne pytania dziennikarzy, działacze odpowiadali zwykłymi sloganami „chcemy promować MMA”, „stawiamy na sport”.

Zero rozsądku

Szczytem naiwności była chęć organizacji PROMMAC 2 w okresie gdy miały miejsce KSW29 i Polsat Boxing Night z walką Adamek-Szpilka. Oczywiście gala w Częstochowie została odwołana, o czym poinformowano w komunikacie:

„Z powodów niezależnych od spółki PROMMAC, zostaliśmy zmuszeni do odwołania gali PROMMAC 2, która miała się odbyć 15 listopada w Częstochowie. Postanowiliśmy podjąć tę trudną decyzję przede wszystkim w trosce o zawodników, którzy ciężko przygotowują się do swoich walk. Ogłoszenie tej informacji teraz, pozwoli im na znalezienie innej walki w podobnym terminie, w czym postaramy się też pomóc. W tym kontekście dalsze próby organizacji eventu wiązałyby się z ogromnym ryzykiem niepowodzenia, dlatego postanowiliśmy zachować się najbardziej fair, na ile jest to w takiej sytuacji możliwe, wobec ludzi, których dobro było dla nas najważniejsze. Liczymy na to, że zrozumiecie i uszanujecie tę decyzję. Przyszłość organizacji nie jest jeszcze znana, ale mamy nadzieję, że wrócimy silniejsi niż dotychczas.”

Koniec

O ile żal mi działaczy MMA Attack, o tyle PROMMAC to była zwykła naiwność. Powody niezależne od działaczy? A kto wybierał termin gali w czasie gdy 95% widzów skupiała się na KSW i boksie? Szczególnie że rozpiska PROMMAC nie była w żadnym wypadku konkurencyjna wobec rywali? Jeśli mam być szczery to nie żal mi w żadnym wypadku PROMMAC. Szanuje pasję organizatorów, ale sama pasja nie wystarczy. Bez freaków, z bardzo naiwną polityką rozwoju, przecież ten projekt z góry skazany był na niepowodzenie. Szanse powrotu? Zerowe. Nawet adres strony internetowej został już dawno sprzedany. Z ciekawości zagłębiłem się ciut bardziej w temat organizacji i dalszych losów jej twórców. Kapitał założycielski wynosił całe… 5 tysięcy złotych.

3 lutego 2016 wszczęto postępowanie o wykreślenie z rejestru KRS spółki PROMMAC i tak też się stało. Pan Kubylis skupił się na prowadzeniu swojej firmy Betterit zajmującą się usługami programistycznymi i sklepami internetowymi, pan Batko założył Krakvet -największy polski internetowy sklep zoologiczny. Obaj realizują się w biznesie i chociaż pewnie MMA nie przestało być dla nich pasją, to drugi raz do tej samej wody nie wejdą. Tym bardziej że przygoda z PROMMAC zakończyła się jedną wielką katastrofą. W porównaniu do MMA Attack zaplecze finansowe i sam plan rozwoju były niezbyt przemyślane.

FIGHTERS ARENA

Wejście na scenę MMA w Polsce organizacja Marcina Jesiotra miała całkiem udany. Początkowo była to jedynie lokalna inicjatywa skupiająca się na Łodzi, o czym opowiadał sam właściciel Fighters Areny:

Przede wszystkim jest to Gala w Łodzi i dla Łodzi. Organizatorami są łodzianie, będę występować przede wszystkim łódzcy zawodnicy, gala odbędzie się w Łodzi. Udało nam się otrzymać Honorowy Patronat Prezydenta miasta Łodzi. Chcemy by ta premierowa gala zapoczątkowała cykl prestiżowych imprez sztuk walki, które odbywały by się cyklicznie w Łodzi pod hasłem „Łódź kontra reszta świata” z wyselekcjonowaną walką wieczoru i co roku z przeciwnikami z innego państwa. W tym roku mamy Węgrów. W przyszłym roku zaprosimy zawodników z innego kraju do współpracy.

Gdy do współpracy udało się zaprosić Pawła Nastulę, zamarzono o tworzeniu organizacji o większym zasięgu. I rzeczywiście przez 4 lata Marcin Jesiotr zorganizował 10 edycji Fighters Areny, co wypada uznać za sporty sukces. Jedną z kluczowym gwiazd został Michał „Masakra” Kita, a na karcie walk dominowali głównie zawodnicy wagi ciężkiej. To tam swoje pojedynki toczyli m.in. Adam Maciejewski, Michał Włodarek, Jacek Czajczyński i Michał Andryszak.

Momentem zwrotnym w historii FA okazała się porażka Kity w walce o pas z DJem Lindermanem na FA8. Część z widzów zapewne do dnia dzisiejszego ma przed oczami pana Jesiotra „wciskającego” z niekrytą złością pas DJowi. Co ciekawe w ostatniej walce na ostatniej w historii gali Fighters Arena zmierzyli się Paweł Kiełek i Artem Lobov, znany jako przyjaciel Conora McGregora ulubieniec wielu fanów.

10 i ani jednej więcej

Po tamtym wydarzeniu nagle organizacja dosłownie zamilkła. Dziennikarze próbujący skontaktować z panem Jesiotrem mieli olbrzymie problemy by uzyskać jakiekolwiek informacje. Wszyscy ludzie związani z tworzeniem gal zwyczajnie rozpłynęli się w powietrzu. Po jakimś czasie w mediach pojawiła się odpowiedź właściciela Fighters Areny na doniesienia o upadku jego projektu:

„Oczywiście te informacje są wyssane z palca. Fighters Arena była jest i będzie na polskim rynku, mam nadzieje że nie „trzecią siłą”, ale może nawet wskoczymy wkrótce na wyższy stopień podium. Wszystkie oficjalne informacje dotyczące Fighters Areny znajdują się na oficjalnej stronie www.fighters-arena.pl. Chciałbym przypomnieć wszystkim, że ostatnia gala w Bełchatowie, odbyła się niecałe trzy miesiące temu. Faktem jest to, że przesunęły nam się terminy kolejnych imprez, ale to jest wpisane w część tego sportu a wysuwanie takich drastycznych i niedorzecznych wniosków wydaje się być krzywdzące i nie na miejscu. Najlepszym Federacjom zdarzyło się zmienić termin, czy też organizować kolejne zawody w odstępie roku i nikt większej sensacji z tego powodu nie robił.

Pojawiła się taka informacja z naszej strony, że termin najbliższej gali będzie inny, ale to nie ma większego znaczenia w dalszym funkcjonowaniu FA. Może komuś na rękę było by to żebyśmy zakończyli swoją działalność, ale nie ma takiej opcji panowie. Po takiej gali jak w Bełchatowie możemy być dumni z siebie, to była bardzo udana impreza a poziom sportowy był na najwyższym poziomie.”

Było MMA, jest budowlanka

Uprzedzam lojalnie że pod adresem podanym przez pana Jesiotra znajdziecie… reklamy firmy budowlanej. Zresztą nawet informacje o Fighters Arenie i samym organizatorze zostały już dawno usunięte z KRSu. Projekt w skali lokalnej spełniał oczekiwania i w województwie łódzkim odnosił przyzwoite wyniki. Właściciel zamarzył sobie jeszcze większego sukcesu, co zresztą z solidnymi zawodnikami nie było wcale głupie. Żeby było ciekawiej FA swoją przyszłość widziała w… PPV. Teoretycznie to miało sens. Jak dla mnie nawet większy niż pomysł PROMMAC. Dlaczego? Ano dlatego że pan Jesiotr najpierw zbudował lokalny twór, dopiero później rzucał się na podbój reszty kraju. Zabrakło… no właśnie i tutaj zabrakło freaków z nazwiskami. Bez nich organizacja raczej nie przynosiła zysków, a jeśli już to były one niewielkie.

Pan Marcin Jesiotr nie cieszy się dobrą opinią u wielu kibiców MMA, ale osobiście doceniam że bez korzystania z celebrytów zaistniał w świadomości widza. Rywalizacja Kita-Linderman rzeczywiście trafiła do sporego grona osób. Być może gdyby „Masakra” wygrał starcie z amerykańskim rywalem to inaczej potoczyłaby się historia Fighters Areny, ale to już tylko gdybanie.

3 organizacje, 3 niepowodzenia.

Szanse na to że którakolwiek z nich powróci do życia oceniam jako zerowe. Nie tylko ze względu na ich status w KRSie. Właściciele tych projektów mocno sparzyli się na biznesie w MMA. Każdy z nich wierzył że może osiągnąć sukces godny KSW, zapominając jak długą drogę przebyli panowie Kawulski i Lewandowski. Dzisiaj najpoważniejsi rywale Konfrontacji czyli FEN i PLMMA nie mogą pozwolić sobie na olewanie „freaków”, a i tak samo zainteresowanie walkami celebrytów nie jest już tak duże. Czasem zastanawiam się co by było gdyby MMA Attack przetrwało. Czy mielibyśmy dzisiaj dwie wielkie organizacje w Polsce? A może KSW przegrałoby z kretesem? Czy kilku naszych zawodników trafiłoby do UFC? A może dzięki sportowej rywalizacji KSW i MMA Attack ten sport jeszcze bardziej rozwinąłby się w naszym kraju? Co jeśli właściciele PROMMAC, Fighters Areny i MMA Attack razem usiedli do rozmów i połączyli się w jedną silną federacje? Scenariusz nierealistyczny chociaż pofantazjować można.

Najciekawsze w tym wszystkim że Martin i Maciek właściwie nic nie musieli robić żeby „pogrzebać” swoją konkurencje. Rywale wykończyli się sami. Błędnymi decyzjami, naiwnością, zbytnią wiarą we własne możliwości. Często krytykuję KSW za korzystanie z freaków ale przykład innych organizacji pokazuje jak opłakane w skutkach mogą być ryzykowne decyzje odstąpienia od celebrytów. Jestem w stanie przełknąć gorycz oglądania takiego Popka przez 10 minut żeby cieszyć się sportową rozpiską. Niech stracę. Chciałbym żeby nadszedł dzień gdy sportowa rywalizacja będzie broniła się sama w sobie, ale obawiam się że to nierealne.

Facebook Comments