Mistrzowie Polski

Z pasją opowiadamy o futbolu

Premier League

Mity kontra rzeczywistość

Podaje wyłącznie do tyłu. Spowalnia akcje drużyny. Jest bezużyteczny, gdyż nie potrafi zanotować choćby jednej asysty. Gra tylko dlatego, że jest pupilkiem szkoleniowca.

Powyższe zarzuty dotyczą Jorginho, który nie ma łatwego życia w niebieskiej części Londynu. Kompetencje Włocha są często podważane, zasadność jego pozycji w kadrze wielokrotnie poddawana w wątpliwość, a relacje z kibicami dalekie od poprawnych. Gdyby tego było mało, stał się on kozłem ofiarnym kryzysu, jaki dotknął Chelsea na przełomie stycznia i lutego, na co wpływ miały nie tylko względy sportowe, ale także kilkuletnia znajomość oraz współpraca z Sarrim.

Czy były zawodnik Napoli zasłużył na takie traktowanie? Czy naprawdę nie jest godny miejsca w pierwszym składzie, jak głosi spora grupa fanów?

Jeśli zestawimy wizualne poczynania boiskowe Jorginho z suchymi statystykami, okaże się, iż część kierowanych w jego kierunku oskarżeń to mity. Weźmy na tapet te nieszczęsne asysty. Według współczynnika mierzącego szanse na zanotowanie ostatniego podania (expected assists), Włoch powinien mieć na swoim koncie 3 takowe zagrania, gdyż w jego przypadku xA wynosi 3.30 (jeśli chodzi o piłkarzy The Blues, jedynie Hazard i Willian mogą pochwalić się wyższym wynikiem, lecz na ich korzyść przemawia wykonywanie stałych fragmentów gry). Fakt, że nie ma ani jednego wcale nie świadczy źle o nim, a o jego kolegach z zespołu, którzy zwykli marnować wypracowywane im okazje.  

Trzeba też pamiętać, iż urodzony w Brazylii pomocnik nie jest rozgrywającym, który zaciekle para się ofensywą. Jego głównym zadaniem jest budowanie ataków od linii defensywnej i rozdzielanie piłek do pozostałych zawodników Chelsea. Bezpośredni udział przy akcjach bramkowych nie powinien być więc dominującym kryterium oceny Jorginho.

Co z ciągłym zagrywaniem do tyłu? Bzdura. Zaledwie 12% jego passów zmierza w kierunku własnej bramki, za to aż 31% wędruje do przodu (stan na 16.03). Fakt, ponad 56% wszystkich wykonywanych przez Włocha podań stanowią te, które przemierzają boisko w poprzek, lecz w dużej mierze wiąże się to z rolą, jaką zawodnik pełni w drużynie, o czym mowa w poprzednim akapicie.

Prawdą jest, iż reprezentant Scuadra Azzurra często decyduje się na rozwiązania bezpieczne, obarczone minimalnym ryzykiem. Prawdą jest, że zdarza mu się zmarnować potencjał danej akcji. Twierdzenie, iż jest on kulą u nogi, spowalniającą grę Chelsea, jest jednak sporym nadużyciem.

Nie zgadzam się również z tezą, iż Jorginho zawdzięcza miejsce w podstawowym składzie wyłącznie parasolowi ochronnemu, jaki roztoczył nad nim Maurizio Sarri. Nie widzę powodu, by podważać kompetencje sportowe Włocha, który jest jednym z najciężej pracujących zawodników w Premier League, a i cech wolicjonalnych odmówić mu nie sposób. Fakt, że nie boi się on wziąć na siebie odpowiedzialności – czy to w przypadku konstruowania akcji, czy też wykonywania rzutów karnych (z różnym skutkiem) – sprawia, iż z całą pewnością jest on piłkarzem na miarę The Blues. O żadnym nepotyzmie nie ma mowy, co w rozmowie z dziennikarzem The Guardian przyznał sam zainteresowany:

“Mam całkowicie normalną relację z Sarrim. Nie chodzę z nim na obiady. Nie bywam w jego domu. Jesteśmy profesjonalistami: on wyjaśnia, czego oczekuje ode mnie na boisku, a ja staram się to robić. Jestem tylko zawodnikiem, który może pomóc mu we wpojeniu drużynie jego pomysł na grę. Krzyczy na mnie, kiedy zrobię coś źle, tak samo, jak robi to w przypadku pozostałych piłkarzy. Na pewno nie postrzegam siebie jako jego złotego chłopca.”.

Pomocnik dodał, iż trudna relacja z sympatykami Chelsea bardzo go motywuje:

“Kibice mają prawo do posiadania własnej opinii i myślenia cokolwiek tylko pragną. To daje mi siłę do dalszej pracy w celu zmiany ich punktu widzenia. Nawet jeśli postrzegają mnie jako człowieka Sarriego, chcę im pokazać, dlaczego Sarri mnie lubi. Chcę pokazać, że jestem dobrym piłkarzem, a oni są w błędzie.”.

Osobiście sądzę, że Jorginho jest traktowany niesprawiedliwie, a ocena jego działań bywa przesadnie surowa. Rozumiem, że fani The Blues nie są zadowoleni z tego, jak prezentują się ich ulubieńcy, a ponadto nie przekonuje ich do siebie Sarri, z którym włoski gracz jest utożsamiany, gdyż obaj przybyli na Stamford Bridge w “pakiecie”, lecz sam zawodnik nie jest źródłem problemów drużyny. Kierowane w jego stronę zarzuty bywają pochopne i często nijak mają się do rzeczywistości.

Na szczęście pojawiają się coraz rzadziej. Świadomi kibice częściej dostrzegają bowiem wartość i starania byłego pomocnika Napoli, który może dać drużynie bardzo wiele. Jestem pewny, że jeszcze nieraz to udowodni.

Facebook Comments