Mistrzowie Polski

Z pasją opowiadamy o futbolu

Premier League

Miszmasz, czyli Chelsea Sarriego w kryzysie

Koniec jednego jest początkiem drugiego – takie motto mogłoby przyświecać fanom Chelsea obserwującym zmiany na stanowisku menedżera zespołu w ostatnich latach. Wybory Romana Abramowicza były dobre, lecz krótkoterminowe, co dobitnie ukazują losy Jose Mourinho oraz Antonio Conte, którzy odmieniali drużynę, zdobywali trofea, a następnie odchodzili w niesławie. Kolejnym szkoleniowcem, który miał wzbogacić klubową gablotę z pucharami, stał się Maurizio Sarri, lecz pierwszy sezon Włocha na Stamford Bridge upływa pod znakiem huśtawki nastrojów i wahań formy. 

Skoro było tak dobrze, to dlaczego jest tak źle? To pytanie z pewnością nie raz w ostatnim czasie zadawali sobie kibice The Blues. Ich ulubieńcy świetnie rozpoczęli obecne rozgrywki, czemu najlepiej dowodzi fakt, iż pozostawali niepokonani aż do ostatniego tygodnia listopada i derbowej potyczki z Tottenhamem. Do tego momentu, w stronę podopiecznych Sarriego płynęły niemal wyłącznie komplementy oraz zachwyty, które sprawiały, iż przez chwilę można było wierzyć, że Chelsea jest poważnym kandydatem do zdobycia mistrzostwa kraju. Koguty jednak zwyciężyły i zasiały ziarno niepewności, które dwa miesiące później zaczęło kiełkować. W 2019 roku ekipa ze Stamford Bridge wygrała 5 spotkań, 1 zremisowała, 4 przegrała i na 12 kolejek przed końcem zmagań ligowych zajmuje szóste miejsce w tabeli. Nie tak to miało wyglądać.

Kulminacja gorszego okresu nastąpiła w zeszłą niedzielę, kiedy to Londyńczycy ponieśli najbardziej dotkliwą klęskę w historii swoich występów w Premier League. Wiele działo się na boisku, lecz nie mniej ważne były wydarzenia pomeczowe, i wcale nie chodzi mi o niekulturalne zachowanie Sarriego w stosunku do Guardioli. Pep na konferencji prasowej podzielił się bardzo istotną myślą:

„Ludzie oczekują, że przyjście nowego szkoleniowca w połączeniu ze wzmocnieniami zacznie z miejsca przynosić rezultaty. To wymaga czasu i zależy od zaufania właściciela oraz osób zarządzających klubem. Oni muszą w to uwierzyć.”

Katalończyk nie wynalazł koła na nowo, lecz jego głos może okazać się ważny w kontekście dyskusji na temat problemów Chelsea. Jak najbardziej zgadzam się z jego słowami, a ponadto sądzę, iż zarówno Maurizio, jak i jego zawodnicy stali się zakładnikami swoich osiągnięć z pierwszej części sezonu. Wspomniana wcześniej seria bez porażki, entuzjazm i świeżość dały fanom nadzieję na prędki powrót na szczyt, lecz jednocześnie zwiększyły ich oczekiwania. Presja ciążąca na Sarrim zdaje się go przytłaczać, a spełnienia misji nie ułatwią mu ani wyżej zaznaczony brak szacunku do konkurentów, ani publiczna krytyka podopiecznych.

Pamiętamy przecież, ile dyskusji wszczęła wypowiedź Włocha po przegranej z Arsenalem. Określił on swoich piłkarzy mianem „niezwykle trudnych do zmotywowania”, był wściekły z powodu sposobu w jaki zaprezentowała się jego drużyna i jasno wyraził brak akceptacji dla jej mentalności. Nie mniej frustrujące dla Sarriego muszą być porównania efektów jego pracy do zasług Conte, lecz fakty są takie, że w kilku aspektach Chelsea nie poczyniła postępu względem ostatnich rozgrywek, a w niektórych zrobiła nawet krok w tył. Na tym samym etapie zeszłego sezonu Premier League, The Blues mieli bowiem tyle samo punktów, co obecnie, lecz ich uzbieranie zajęło im o jedną kolejkę mniej. Mniej tracili też bramek (średnio 1 na mecz, obecnie 1.12), a ponadto byli wyżej w tabeli (zajmowali 5. miejsce).

Dyspozycji ogółu nie pomaga kiepska forma poszczególnych jednostek. Marcos Alonso jest cieniem samego siebie, bo o ile wcześniej dawał sporo w ofensywie, o tyle teraz słabo wypada i z przodu, i z tyłu. Bezustannie krytykowany jest również Jorginho, którego oskarża się o uprawianie sztuki dla sztuki, opóźnianie akcji i wieczne podawanie za siebie. Nic nie pozostało z eksplozji formy Rossa Barkleya, a Kante nie najlepiej czuje się w nowej roli, w której nie może w pełni wykorzystać swoich atutów. Cała nadzieja spoczywa więc we współpracy Hazarda z Higuianem, której zalążki mieliśmy już okazję dostrzec. A wszystko to z marnującym się Hudsonem-Odoiem w tle.

Zawodnikom The Blues wyraźnie brakuje stabilności, równowagi oraz spokoju w realizacji założeń. Właśnie z tego – między innymi – wynika przeplatanie występów przyzwoitych z absolutnie tragicznymi, czego wzorcowym przykładem są ostatnie rezultaty: 0:4 z Bournemouth, 5:0 z Huddersfield i 0:6 z Manchesterem City.

Jednak, czy rzeczywiście jest tak źle? Czy Chelsea potrafi ogrywać wyłącznie słabeuszy, do niczego się nie nadaje, a Sarri powinien wrócić do pracy w banku? Ano niekoniecznie.

Jak wcześniej wspomniałem, w pierwszej fazie sezonu Londyńczycy rozbudzili apetyty kibiców, którzy pragnęliby oglądać wyłącznie udane występy i bezustannie cieszyć się ze zwycięstw, a kompromitacje omijać szerokim łukiem. Tak się zwyczajnie nie da, a tym bardziej nie w momencie wdrażania nowego pomysłu na grę, przyswajania innego stylu i filozofii przy wciąż trwającej przebudowie kadry. Cały proces wymaga czasu i cierpliwości, co można powtarzać jak mantrę, lecz uważam, że włoski szkoleniowiec – pomimo ostatnich niepowodzeń i zrozumiałej frustracji otoczenia – zasłużył na wotum zaufania. Pracując na nie, paradoksalnie, zmierzał w stronę zguby, gdyż drużynę w końcu musiał dotknąć kryzys. Błędy są jednak elementem sukcesu i Abramowicz powinien świetnie zdawać sobie z tego sprawę.

Cel, którym od samego początku pracy Sarriego był powrót do Ligi Mistrzów, wciąż pozostaje możliwy do spełnienia. Ba, Chelsea nadal ma dwie drogi, by go osiągnąć. Obawiam się jednak, iż Maurizio długo na Stamford Bridge nie zabawi (media spekulują, że ma miesiąc na utrzymanie posady), a jedną z głównych tego przyczyn będzie zimna wojna z piłkarzami, której rozpoczęcie postrzegam jako największy błąd Włocha podczas jego pobytu na Wyspach. Do czasu wyklarowania się sytuacji, fanom The Blues zalecam powstrzymanie się od paniki i zachowanie spokoju, choć wiem jakie to trudne, jestem kibicem klubu z czerwonej części Manchesteru.

Facebook Comments