Mistrzostwa, które złamały mi serce

Pamiętam doskonale rok 1998. Kończyłem wtedy szkołę podstawową. Razem z kolegami z klasy pasjonowaliśmy finałami NBA, w których grały Chicago Bulls i Utah Jazz oraz Mistrzostwami Świata we Francji. Każdy miał swojego faworyta. Jedni trzymali kciuki za gospodarzy, inni za Brazylię, Holandię, Niemcy itd. Ja natomiast kibicowałem Italii Cesare Maldiniego. Nie miałem wyjścia ponieważ nasza reprezentacja nie grała na tamtym Mundialu. Turniej we Francji był wyjątkowy. Bardzo go przeżywałem i do dziś pamiętam wiele meczów z tamtych MŚ, na czele z finałem. Najważniejsze rozgrywki piłkarskie na świecie zakończyły się zwycięstwem gospodarzy, a ja miałem po nich złamane serce. Dzisiaj postaram się Wam opowiedzieć dlaczego.

FRANCJA 1998

Przed rozpoczęciem Mundialu licytowaliśmy się z kumplami z klasy, która drużyna może wygrać cały turniej. Niewielu stawiało na obrońców trofeum. Brazylia miała mocny skład, ale znakomita większość z nas szukała przyszłego zwycięzcy w Europie. Sporo kolegów wskazywało na Francję i Niemcy. Ekipa Aime Jacqueta była niezwykle silna. Grali w niej m. innymi Fabien Barthez, Bixente Lizarazu, Laurent Blanc, Patrick Vieira, Didier Deschamps, Marcel Desailly, Zinedine Zidane, Robert Pires, Lilian Thuram, David Trezeguet i Thierry Henry. Ponadto „Les Blues” pomagały ściany. Na papierze jeszcze lepiej prezentowała się reprezentacja Niemiec. Berti Vogts mógł praktycznie wystawić dwie równe jedenastki i to dnia dzisiejszego się nie zmieniło.

Die Mannschaft zawsze jedzie na Mundial w roli faworyta. W 1998 roku największymi gwiazdami DFB-Team byli: Jürgen Kohler, Andreas Möller, Jürgen Klinsmann i Oliver Bierhoff. Niektórzy ze znajomych zwracali uwagę także na Holandię, Anglię i Argentynę. Te reprezentacje miały także sporo namieszać na MŚ.

Ja natomiast byłem za Squadrą Azzura. Reprezentację Włoch prowadził wtedy świętej pamięci Cesare Maldini. Maldini senior miał również mocną, szeroką kadrę, wystarczy spojrzeć na nazwiska: Paolo Maldini, Giuseppe Bergomi, Fabio Cannavaro, Alessandro Nesta, Alessandro Costacurta, Demetrio Albertini, Dino Baggio, Roberto Di Matteo, Alessandro Del Piero, Roberto Baggio, Christian Vieri i Filippo Inzaghi. Porównajcie sobie Italię Maldiniego z obecną drużyną Roberto Manciniego (dajmy mu czas, dopiero został trenerem). Nie ma porównania. Tak czy inaczej byłem za Italią. Jako nastolatek byłem pozytywnie nastawiony do życia.

Czerwiec był perfekcyjny. Michael Jordan zdobył swoje szóste mistrzostwo NBA, a mi do pełni szczęścia brakowało tylko medalu dla reprezentacji Włoch. Mistrzostwa Świata we Francji sprawiły, że stałem się realistą, ale po kolei.

W kwalifikacjach do Mistrzostw Świata wzięły udział 172 reprezentacje narodowe. Pierwszy raz w historii do finałów zakwalifikowała się rozszerzona ilość drużyn – 32, które podzielono na 8 grup po 4 zespoły. Do drugiej rundy awansowały dwa pierwsze zespoły z każdej grupy (na Mundialu w USA 4 drużyny z 3. miejsc uzupełniały stawkę fazy pucharowej).

POCZĄTEK TURNIEJU

Mundial rozpoczął się od meczu Brazylia-Szkocja na Stade de France. Doskonale pamiętam ten mecz. Ronaldo biegał po murawie w niebiesko-żółto-srebrnych korkach Nike i wstrząsał szkocką obroną niczym barman wódką w shakerze. Canarinhos wygrali mecz otwarcia 2:1. Później rozbili Maroko 3:0, ale w ostatnim meczu w Grupie A niespodziewanie przegrali na Stade Velodrome w Marsylii z Norwegią. Tore Tore André Flo miał patent na Brazylijczyków.

Moja Italia rozpoczęła turniej od meczu z Chile i w Parc Lescure doszło do sensacji. Faworyzowana Squadra Azzura ledwo zremisowała mecz z Chile 2:2 w Bordeaux. Cwaniactwo Roberto Baggio uratowało wtedy Włochów. Chile było bardzo mocne głównie ze względu na atak Salas-Zamorano. Następne dwa mecze Włochów to zwycięstwa z Kamerunem i Austrią. Italia zgromadziła 7 punktów i wygrała Grupę B.

Gospodarze przeszli jak burza przez fazę grupową. Francuzi wygrali wszystkie trzy mecze, strzelili 9 goli i tylko 1 bramkę stracili. Thierry Henry grał zdecydowanie najlepiej (strzelec 3 goli w Grupie C).

Do niespodzianki doszło w Grupie D. Faworyzowana Hiszpania przegrała pierwszy mecz z Nigerią. Superorły ograły Hiszpanię 3:2. La Furia Roja przegrała ten mecz przez błąd doświadczonego bramkarza, Andoniego Zubizarrety. Nigeria wygrała grupę, a drugie miejsce zajął Paragwaj z charyzmatycznym Jose Luisem Chilavertem. Hiszpania jechała do domu…

Grupę F wygrała Holandia, ale to nie był spacer dla Oranje. W pierwszym meczu zremisowali z Belgią 0:0. Dopiero na Stade Velodrome pokazali swoją siłę w ofensywnie i rozgromili reprezentację Korei Południowej 5:0. W ostatnim meczu drużyna Guusa Hiddinka tylko zremisowała z Meksykiem 2:2.

Niemiecka jedenastka zgodnie z planem wygrała Grupę F. Niemcy ograły USA i Iran, a w meczu z Jugosławią padł remis 2:2.

W Grupie G doszło do kolejnej niespodzianki. Faworyzowana Anglia zajęła dopiero 2. miejsce. Synowie Albionu przegrali mecz w Tuluzie z Rumunią, zwycięzcą Grupy. Anghel Iordănescu perfekcyjnie poukładał wszystkie klocki i Rumunia ponownie była mocna. Kapitanem Rumunów był legendarny Gheorghe Hagi.

Grupę H wygrała Argentyna. Nie było mocnych na ekipę Daniela Passarelli. Albicelestes ograli Japonię, rozgromili Jamajkę i pokonali Chorwację.

FAZA PUCHAROWA

Ciekawie zrobiło się w fazie pucharowej. Awansowali do niej wszyscy faworyci oprócz Hiszpanii. Dzień 27 czerwca był dla mnie bardzo ważny. Celebrowałem swoje 14. urodziny i czekałem na zwycięstwo Italii. Squadra Azzura męczyła się z Norwegią, ale dzięki bramce Christiana Vieriego grała dalej. Tego samego dnia na Parc des Princes w Paryżu czarował Ronaldo Luís Nazário de Lima i Canarinhos rozbili Chile 4:1. Dzień później byliśmy świadkami kolejnej eksplozji duńskiego dynamitu. Dowodzeni przez braci Laudrup Duńczycy ośmieszyli na Stade de France Nigerię, wygrywając 4:1. Kibice w Montpellier byli w szoku kiedy w 47. minucie Hernandez wyprowadził Meksyk na prowadzenie w meczu z Niemcami. Jednak Die Mannschaft zawsze gra do końca. Gole Klinsmanna i niezawodnego Bierhoffa załatwiły sprawę. Nie było sensacji, niemiecki walec jechał dalej. W Tuluzie Holandia pokonała 2:1 Jugosławię, a w Bordeaux Chorwacja ograła Rumunię.

Najciekawszy mecz 1/8 finału odbył się na Stade Geoffroy-Guichard w Saint-Étienne. Mecz przeszedł do historii MŚ. To właśnie wtedy całemu światu objawił się talent Michaela Owena. Anglik strzelił cudowną bramkę. Mijał obrońców Argentyny jak tyczki. Mecz w Saint-Étienne był dramatyczny. Zapamiętałem go głównie z cwaniactwa Diego Simeone i czerwonej kartki dla Davida Beckhama. Ostatecznie dalej grała Argentyna (wygrana 4:3 w rzutach karnych, Paul Ince i David Batty pewnie do dziś mają koszmary…).

ĆWIERĆFINAŁY

Ćwierćfinały zapowiadały się elektryzująco. Były jak najlepsze walki wagi ciężkiej z lat 90. W dniu 3 lipca 1998 roku Francja grała z Włochami na Stade de France. Spektakl w Saint-Denis podziwiało 77 tysięcy kibiców. Na boisku kumulacja gwiazd. Mecz był emocjonujący. Włosi grali świetnie w obronie. Niebieski mur tworzyli Bergomi, Cannavaro, Costacurta i Maldini. Ofensywnie usposobiona Francja nie potrafiła sforsować obrony Italii i doszło do dogrywki. W niej piłkę meczową miał Roberto Baggio, ale minimalnie chybił. Zatem losy pierwszego ćwierćfinału miały się rozstrzygnąć w rzutach karnych. Jedenastki lepiej wykonywali Francuzi.

Squadra Azzura ponownie odpadła po serii rzutów karnych. Pomylił się jeden z moich ulubieńców, Demetrio Albertini, który przeważnie wykonywał jedenastki bez rozbiegu. Ostatniego karnego nie wykorzystał Di Biagio i moja ukochana Italia jechała do domu. Miałem łzy w oczach. Francuzi złamali mi serce po raz pierwszy i jak się później okazało nie ostatni. Po tym meczu wyglądałem jak bohater japońskiej kreskówki ze łzą sięgającą aż do ziemi.

Dzień później na Stade Velodrome w Marsylii doszło do meczu Holandia-Argentyna. To był znakomity mecz pod każdym względem. Było w nim wszystko, emocje, piękne zagrania i dramaturgia. Antybohaterem spotkania został Ariel Ortega (czerwona kartka). Gola na wagę awansu Holandii do półfinału strzelił Dennis Bergkamp. Według mnie był to gol turnieju. Kilkudziesięciometrowe podanie od F. de Boera, perfekcyjne zgaszenie piłki, zwód i idealny strzał pod poprzeczkę. Gola Bergkampa przeciwko Argentynie można oglądać godzinami…

Arcyciekawy był również mecz w Nantes. Canarinhos pokonali Danię 3:2. Drużyna Mário Zagallo była minimalnie lepsza, a Dania zostawiła po sobie bardzo dobre wrażenie.

W ostatnim ćwierćfinale Niemcy grały z Chorwacją. Kibice na Stade de Gerland w Lyonie przecierali oczy ze zdumienia. Podopieczni Miroslava Blaževicia dosłownie przejechali się po drużynie Berti Vogtsa. Worek z bramkami otworzył Robert Jarni. Na 2:0 podwyższył Goran Vlaović. Dzieła zniszczenia dopełnił Davor Šuker, który rozgrywał we Francji turniej życia. Chorwacja 3:0 Niemcy. Emocje niezapomniane, chociaż mecz oglądałem na 14′ calowym telewizorze Sanyo.

PÓŁFINAŁY

Pary półfinałowe wyglądały następująco: Brazylia-Holandia i Francja-Chorwacja. Areną pierwszego półfinału była Marsylia. Stade Velodrome wypełniło 54 tysiące widzów. Canarinhos objęli prowadzenie po strzale Ronaldo w 46. minucie. W 87. minucie do remisu pięknym strzałem głową doprowadził Patrick Kluivert. Napastnik Holandii miał wtedy windę w nogach, to była cudowna bramka. Mecz rozstrzygnął się w rzutach karnych. Jedenastki lepiej wykonywali Brazylijczycy (Ronaldo, Rivaldo, Emerson i Dunga się nie pomylili). W ekipie Oranje zawiedli Cocu i R. de Boer. Brazylia zameldowała się w finale MŚ, drugi raz z rzędu.

W dniu 8 lipca 1998 roku Francja podejmowała rewelacyjną Chorwację na stadionie w Saint-Denis. W 46. minucie Davor Šuker dał prowadzenie Chorwacji. Po tym ciosie Francuzi byli jak ranny, rozjuszony lew i ruszyli do ataku. Już minutę później gospodarze turnieju doprowadzili do wyrównania. W 69. minucie objęli prowadzenie, którego nie oddali do końca. Mecz życia rozegrał obrońca Lilian Thuram, strzelec dwóch bramek.

Wszyscy czekali już na wielki finał, a 11 lipca rozegrany został mecz o 3. miejsce. Można powiedzieć, że spotkanie bez historii. Holendrzy byli rozbici psychicznie po porażce w rzutach karnych z Brazylią. Sytuację wykorzystali Chorwaci i pokonali Holendrów 2:1. Fenomenalny Davor Šuker zdobył swoją szóstą bramkę i został królem strzelców MŚ. Chorwacja zdobyła brązowy medal MŚ, pierwszy raz w historii.

WIELKI FINAŁ

Francja kontra Brazylia, czyli dla wielu finał marzeń. Obrońcy trofeum kontra gospodarze. Zapowiadał się spektakl na Stade de France. Niestety to był mecz do jednej bramki. Brazylia była osłabiona ze względu na chorobę Ronaldo. Napastnik Canarinhos dostał konwulsji. Na boisku jednak się pojawił. Czuł obowiązek wobec kraju. Za wszelką cenę chciał poprowadzić Brazylię do zwycięstwa. Pragnął być jak Michael Jordan i jego „flu game”.

Niestety nie dał rady. Il Fenomeno był cieniem samego siebie. W dodatku został staranowany przez Fabiena Bartheza. Natomiast gospodarze grali jak z nut. Zinedine Zidane strzelił dwie bramki głową i po pierwszej połowie Francja prowadziła z Brazylią 2:0. W 93. minucie meczu Emmanuel Petit strzelił na 3:0. Klęska Brazylii stała się faktem. Widok Didiera Deschampsa, Zinedine’a Zidane’a i pozostałych piłkarzy Francji z Pucharem Silvio Gazzanigi był dla mnie traumatycznym doświadczeniem. Złoci następcy Platiniego złamali mi serce po raz drugi. Jednak trzeba powiedzieć, że w 1998 roku Les Bleus zasłużenie wygrali Mistrzostwa Świata.

Mundial we Francji był wyjątkowy. Lepiej wspominam ten z USA, ale to Mistrzostwa Świata we Francji były największym turniejem piłkarskim w XX wieku. Miały najwyższą oglądalność, a wszystkie mecze rozgrywane w ramach finałów obejrzało około 17 miliardów telewidzów! Rozegrano aż 64 mecze, w których padło 171 goli (2,67 gola – średnia na mecz).

Jak Wy wspominacie Mundial we Francji? Której drużynie wtedy kibicowaliście i dlaczego? Mojej Italii zabrakło szczęścia. Roberto Baggio nie zrehabilitował się za pudło z finału w 1994 roku. Później na Euro 2000 oglądałem kolejną porażkę Włochów z Francją. Na szczęście moje cierpienie zakończyło się w 2006 roku. To właśnie wtedy Italia Marcelo Lippiego pokonała Francję i wygrała Mundial 2006 w Niemczech. Wielkimi krokami zbliżają się Mistrzostwa Świata w Rosji i życzę Wam, żeby drużyny, którym kibicujecie zaszły jak najdalej!

Facebook Comments