Mistrzowie Polski

Z pasją opowiadamy o futbolu

Ekstraklasa

Michał Janota – Od Rotterdamu do Gdyni

Jak nastoletni chłopak trafia do zagranicznego klubu z wzorowo prowadzoną akademią, od razu nasuwają się skojarzenia, że mamy do czynienia z wyjątkowym talentem. I w przypadku Michała Janoty dokładnie tak było. Był to czas piłkarskiej posuchy w naszym kraju, byliśmy rozgoryczeni i przygnębieni po nieudanych Mistrzostwach Świata w Niemczech, dlatego wieść o przejściu 16-latka do Feyenoordu była małym pocieszeniem dla polskiego środowiska piłkarskiego. Janota był jednym z takich naszych małych światełek w tunelu, że może nie jesteśmy aż tacy słabi, a nasze młode pokolenie wkrótce przywdzieje koszulki z orzełkiem na piersi i będzie lepiej. Zresztą zawsze tak jest, że w chwilach słabości próbujemy sobie wyobrażać korzystniejsze czasy, mówiąc, że na miejsce tych nieudaczników jest przecież dobrze rokująca młodzież. Problem w tym, że ta dobrze rokująca młodzież niejednokrotnie pozostaje na zawsze dobrze rokującą młodzieżą. Tylko i nic ponadto.

ZIELONA GÓRA → ROTTERDAM

W wieku 16 lat trafił z UKS Zielona Góra do Feyenoordu Rotterdam. Był chwalony jako obiecujący ofensywny pomocnik, z ponadprzeciętnymi zdolnościami, wyobrażano go sobie jako lidera środka pola w reprezentacji Polski. Michał Globisz niejednokrotnie wspominał, że to najzdolniejszy chłopak z rocznika 1990, że ma to coś, że widzi więcej niż inni, a z piłką u nogi czuje się lepiej niż bez niej. Coś jednak poszło nie tak. Michał Janota to dziś zawodnik Arki Gdyni, w której buduje na nowo swoją renomę. Mówi, że w jego przypadku droga do narodowej kadry jak najbardziej może wieść przez Gdynię.

Janota jest wychowankiem UKP Zielona Góra – podobnie jak Tomasz Kędziora (Dynamo Kijów), Mateusz Machaj (Jagiellonia Białystok), Konrad Michalak (Legia Warszawa) czy Mateusz Lis (Wisła Kraków). Tam zbierał pierwsze piłkarskie szlify. W 2003 roku zielonogórzanie wygrali słynny młodzieżowy turniej Coca-Cola Cup, a Michał został najlepszym strzelcem tej imprezy. Imponował nie tylko skutecznością, ale przede wszystkim znakomitym wyszkoleniem technicznym. Po trzech latach trafił na testy do Glasgow Rangers, ale Szkoci nie zdecydowali się go zakontraktować. Zrobili to kilka miesięcy później Holendrzy z Rotterdamu. Młody Polak przez dwa lata terminował w sekcji Feyenoordu do lat 19, by w okresie przygotowawczym przed sezonem 2008/2009 zostać przesuniętym do pierwszej kadry. Nie był szykowany na wyjściową jedenastkę, miał być spokojnie wprowadzany do drużyny. Grał ogony, nieraz ostatni kwadrans, nieraz zaledwie 5 minut. Tylko dwa razy wyszedł w podstawowym składzie; pierwszy raz w lidze, drugi i ostatni raz w krajowym pucharze, kiedy to rozegrał pełne 90 minut. Potem jedyne, co można wyczytać z jego statystyk, to dwa przykre słowa: poza kadrą.

ROTTERDAM → ROTTERDAM → DEVENTER

W związku z patową sytuacją, brakiem minut, posłano wówczas 19-letniego Polaka na roczne wypożyczenie do Excelsioru Rotterdam, współpracującego z Feyenoordem. Tam Janota grał względnie regularnie, szczególnie przez pierwszy miesiąc, kiedy był podstawowym zawodnikiem i zaliczył passę czterech meczów ze strzelonym golem. Później było w kratkę, a to grywał od początku, a to wchodził w końcówkach, ale zdarzały się też sytuacje, że nie znajdował się w meczowej osiemnastce. Po roku powrócił do większego rotterdamskiego klubu. Tam trenerzy chcieli przestawić Janotę z ofensywnego pomocnika na lewego obrońcę, jako że to piłkarz lewonożny. Michał nie był przekonany do tej koncepcji i chciał pozostać przy swojej ulubionej pozycji, dlatego zdecydował się na odejście. Excelsior nie był zainteresowany usługami gubinianina, za to chętny okazał się drugoligowy Go Ahead Eagles Deventer – klub, który w przeszłości czterokrotnie sięgał po Mistrzostwo Holandii. W ten sposób MJ z przyszłościowego zawodnika Feyenoordu, stał się zawodnikiem wypchanym z tegoż teamu.

Janota podpisał w Deventer dwuletni kontrakt i w tym czasie grał regularnie, strzelał i asystował. W 66 meczach zdobył 9 bramek i zaliczył 18 asyst. Jak na pomocnika, są to nawet dobre liczby, choć rzecz jasna mogłyby być lepsze i nikt by się nie pogniewał. Jednak już w lutym 2012 Marc Overmars, dyrektor sportowy, poinformował, że jego umowa nie zostanie przedłużona. Michał stał się zatem wolnym zawodnikiem, z kartą w ręku i rozpoczął poszukiwania nowego pracodawcy.

POWRÓT

Jak to często w takich sytuacjach bywa, zdecydował się na powrót do ojczyzny. W Polsce chciał o sobie przypomnieć i dać znać, że talent-Janota jeszcze nie przepadł poza granicami kraju. Związał się z Koroną Kielce i występował tam 2,5 roku. Po tym czasie dostał od kielczan zielone światło na poszukiwanie nowego pracodawcy, bowiem w Kielcach narastały problemy finansowe. To właśnie w żółto-czerwonych barwach ustrzelił swoją ostatnią bramkę w Ekstraklasie (teraz już przedostatnią, bo w miniony weekend zapewnił Arkowcom wyrównanie i remis, ale o tym później).

Po pobycie w świętokrzyskim, nieustannie zmieniał otoczenie, podjął się piłkarskiej tułaczki po kraju i jak sam wspominał w jednym z wywiadów, nie służyło mu to. Niby podpisał 2,5-letni kontrakt z Pogonią Szczecin, ale po pół roku został wystawiony na listę transferową. Trafił do Górnika Zabrze, gdzie też występował bardzo mało i przez zaledwie rok. Z Zabrza powędrował do Podbeskidzia Bielsko-Biała, a po kolejnym roku zaliczył kolejną zmianę barw klubowych, tym razem przywdział trykoty Stali Mielec. W tych I-ligowych zespołach grywał regularnie, a dodatkowo w Mielcu miał okazję pracować pod okiem Zbigniewa Smółki, który okazał się ważną postacią w karierze Michała.

JANOTA, SMÓŁKA I ZAUFANIE

Smółka zaufał Janocie i odważnie na niego postawił. Widział w nim tego utalentowanego młodzieńca z Feyenoordu, a nie chłopaka, który nie może się przebić w Pogoni czy Górniku. Pod okiem trenera Smółki, MJ stał się podstawowym zawodnikiem mielczan, grał od dechy do dechy, czasami ewentualnie schodzącym na ostatnie minuty. A gdy szkoleniowiec ten został zaprezentowany jako następca Leszka Ojrzyńskiego w Arce, kwestią czasu stało się, kiedy Janota przemieści się z Mielca do Gdyni.

Wkrótce doszło do oczekiwanego transferu. Za Smółką, przyszedł Janota, który już w superpucharowym meczu z Legią, miał wejście smoka. Jego bramka na 2:3 okazałą się tą decydującą i dała gdynianom drugi z rzędu triumf w Superpucharze Polski przeciwko Legionistom. Kibice go chwalili, ale on sam przyznawał, że to nie był jego najlepszy mecz, i że można oczekiwać od niego znacznie więcej. Prosił o czas, żeby mógł się zgrać z nowymi kolegami.

Po niespełna miesiącu od Superpucharu, Janota znowu stał się bohaterem „Śledziów”. W sobotę, 11 sierpnia, Arka przegrywała u siebie 0:1 z Górnikiem Zabrze. Nic nie zapowiadało na wyrównanie, goście grali bowiem mądrze w obronie i często wychodzili z kontratakami, tyle że nieskutecznymi. W końcu w 74. minucie, po interwencji VARu, drugą żółtą kartką, a w konsekwencji czerwoną, ukarany został młody lewy obrońca zabrzan, Adrian Gryszkiewicz po faulu na Mateuszu Młyńskim. Młyński zresztą okazał się asem z rękawa trenera Smółki. Wszedł na początku drugiej połowy za Michała Nalepę i rozruszał Arkę, rozkręcał jej ofensywne akcje i poczynał sobie aż miło. A to 17-letni chłopak z rocznika 2001. Został nawet wybrany do trójki najlepszych graczy meczu! Wracając do tematu – Górnik w dziesiątkę już nie radził sobie tak dobrze, a Arkowcy poczuli, że mogą chociaż wywalczyć cenny punkt na swoim terenie. Jedno oczko zapewnił właśnie Janota, precyzyjnym, mocnym strzałem zza pola karnego swoją doskonałą lewą nogą.

2006 → 2018 

Tak oto na nowo pojawił się na ustach kibiców. Może już nie tak, jak w 2006 roku gdy przenosił się do Holandii i był nazywaną przyszłością polskiej reprezentacji, ale jednak dał o sobie znać w najlepszy z możliwych sposób. Nie mam nic przeciwko temu, żeby Michał przypominał tak o sobie co kolejkę. To niewątpliwie zawodnik przewyższający swoimi umiejętnościami technicznymi naszą skromną Lotto Ekstraklasę.

Facebook Comments