Michael Rensing: Wieczny rezerwowy wraca do gry

Cierpliwość w sporcie to cecha niezbędna do odnoszenia sukcesów. Nasz dzisiejszy bohater na swoją szansę w poważniej piłce czekał długimi latami. Przez osiem sezonów wysłuchiwał pochwał za ciężką pracę na treningach i rzadko spotykany talent. Wróżono mu wielką karierę, od początku kreując go na następcę Olivera Kahna w Bayernie Monachium. Ba! Mimo że większość czasu spędzał w roli rezerwowego, nie brakowało takich którzy domagali się dla niego powołania do reprezentacji Niemiec. Lata mijały, a Michael Rensing wciąż czekał na swój moment. Dziś, mając 34 lata znów jest na ustach kibiców w Niemczech. Poznajcie historię człowieka którego przerosła presja oczekiwań. A może po prostu zabrakło mu szczęścia które miał chociażby Manuel Neuer?

Michael nie jest wychowankiem zespołu z Bawarii. Do 16-ego roku życia mieszkał i grał w 50 tysięcznym Lingen położonym przy holenderskiej granicy. Co ciekawe, pasję do futbolu zaszczepiła w nim matka, wielka fanka Crvenej Zvezdy Belgrad. Pani Zivana (z pochodzenia Serbka) wspierała syna, który w 2000 roku trafił do wielkiego Bayernu. Cztery lata później zadebiutował w pierwszym zespole zachowując czyste konto przeciwko Hamburgowi. Monachijczycy prowadzeni przez Ottmara Hitzfelda z takimi piłkarzami jak Roy Maakay, Michael Ballack, Bixente Lizarazu, Samuel Kuffour czy Ze Roberto byli jedną z najlepszych drużyn w Europie, a w bramce mieli 35-letniego wówczas Olivera Kahna. Niemiec uznawany był za ikonę klubu, ale jego piłkarska kariera powoli zmierzała ku końcowi.

Śladami legend

Bayern od wielu lat dostarczał golkiperów reprezentacji Niemiec. Starsi kibice zapewne doskonale znają osobę Seppa Maiera, który przez 15 lat bronił w zespole z Monachium, łącząc ten czas z rolą bramkarza numer jeden w kadrze. Tą samą drogą podążał Kahn i taki sam los wróżono Rensingowi. Tym bardziej że sam Oliver sugerował że nie warto wydawać pieniędzy na sprowadzanie kogoś nowego, skoro w składzie jest tak zdolny zawodnik. Rensing świetnie radził sobie w rezerwach Bayernu, gdzie miał znakomity wynik niemalże 50% spotkań z czystym kontem. W 2004 roku przebił się również do reprezentacji młodzieżowej, a media coraz chętniej opowiadały historię „przyszłości niemieckiej bramki”.

Do szczęścia brakowały tylko i aż odejścia Kahna na emeryturę. Niemcy postanowili zadbać o przyszłość reprezentacyjnej bramki, a opiekę nad Rensingiem przejął Sepp Maier. Legenda Bayernu która zrobiła z Kahna topowego bramkarza na świecie, podjęła się zadania nauki kolejnego wielkiego talentu. To się nie miało prawda nie udać.

Czekając na Kahna

Niestety, Oli mimo upływu lat nie zamierzał kończyć kariery. Rensingowi pozostało jedynie oglądanie spotkań Bayernu z pozycji ławki rezerwowych i zbieranie występów w zespole rezerw. W końcu, w lutym 2006 Kahn nabawił się kontuzji i przed ważnym spotkaniem Ligi Mistrzów to 21-letni Michael stał się faworytem do wyjścia w podstawowym składzie. Bayern zremisował u siebie z Milanem 1:1, a nasz bohater popisał się kilkoma całkiem udanymi interwencjami.

Pod koniec sezonu doszło do przedziwnej sytuacji, gdy młodziak doprowadził do kontuzji Kahna, trafiając go futbolówką w oko podczas jednego z treningów. Zamierzenie czy przypadkowo, to Rensing pod koniec sezonu stał się bramkarzem numer jeden w Bayernie. I odnajdował się w tej roli bardzo dobrze, imponując pewnością i dając sygnały że drzemią w nim potężne możliwości.

W końcu!

Wydawało się wówczas że kwestią czasu jest zmiana Kahna na Rensinga. Coś na zasadzie sezonu przejściowego gdy Wojciech Szczęsny przejmował pałeczkę od Gigiego Buffona. Tymczasem w kolejnym sezonie Michael na boisku pojawił się tylko raz w lidze i raz w europejskich pucharach. Ponownie przeciwnikiem Bayernu był Milan, ale tym razem niemiecki bramkarz był już najlepszy na boisku. Mimo dwóch wpuszczonych bramek popisał się wieloma interwencjami na najwyższym, światowym poziomie, udowadniając że fani jego talentu nie mylili się. W sezonie 2007/08 zaliczył już 10 występów w Bundeslidze, stopniowo obejmując rolę podstawowego golkipera. 17 maja 2008 roku w 88 minucie kończącego sezon spotkania z Herthą Berlin, Oliver Kahn opuścił boisko symbolicznie przekazując rękawice Rensingowi. 24-letni Niemiec w końcu dopiął swego i po latach oczekiwań mógł spełniać swoje przeznaczenie.

Nieoczekiwanie w zespole doszło do zmiany na pozycji szkoleniowca. Nowym trenerem został były selekcjoner Jurgen Klinsmann, a Bayern w fatalnym stylu zaczął gubić punkty. Do klubu dołączył wówczas doświadczony Hans Jorg Butt, który od początku miał nakreśloną rolę rezerwowego. Gdy cała opinia publiczna roztoczyła nad Rensingiem parasol ochronny, uznając że nie ponosi większej winy za słabą grę całego klubu, do ataku przystąpił prezydent Bayernu, legendarny „Kaiser” Franz Beckenbauer. „Ten facet broni jak amator”- ocenił swojego golkipera. „Kompletny nonsens, nie interesuje mnie opinia ludzi którzy nigdy nie grali na bramce” – odpowiedział Michael.

Kryzys

Gdy pod koniec sezonu Monachijczycy przegrali z Wolfsburgiem 1:5, Klinsmann zdecydował się zmienić bramkarza. Na nieszczęście Michaela, tydzień później doznał złamania palca przez które przedwcześnie zakończył sezon. Mimo sporego pecha, po objęciu zespołu przez Louisa van Gaala, Rensing znów wrócił do podstawowego składu. Bayern ponownie zawalił początek rozgrywek, a Van Gaal ostatecznie postawił na Butta. Wielu ekspertów krytykowało taki stan rzeczy, twierdząc że fatalna forma całego klubu nie może odbijać się jedynie na bramkarzu. Byłe gwiazdy klubu z Bawarii stawały w obronie Rensinga, twierdząc że potrzebuje czasu na wkomponowanie się w drużynę.

Czy obiektywnie można przyjąć że Rensing nie poradził sobie w Bayernie? Jest sporo prawdy, w tym co napisał kiedyś dziennikarz Mark Lovell. Bayern z Oliverem Kahnem w składzie przyzwyczajony był do golkipera-lidera, który nie tylko spełniał się w roli strzegącego bramki, ale ustawiał całą grę defensywną. Obrońcy przyzwyczaili się do jego maniakalnych okrzyków, w których dawał wskazówki jak mają się ustawiać. Rensing był jego przeciwieństwem. Spokojny, opanowany, bez nuty szaleństwa. Widać to było chociażby przy dośrodkowaniach, gdzie Kahn zawsze z potężnym okrzykiem „moja” rozbijał napastników rywali i wyłapywał piłkę, a Rensing cierpliwie zostawał na swoim miejscu, a jeśli już szedł do przodu to miał problemu z komunikacją ze swoimi defensorami. Sam Oliver poproszony o komentarz do występów swojego następcy wysoko ocenił umiejętności, ale sugerował że powinien mieć większą odwagę i przebojowość. Niestety, Rensing w tej kwestii pozostawał bez zmiany, więc Bayern zdecydował się na poszukiwanie nowego golkipera.

Ponownie na ławce

Lata czekania, po to żeby znowu spaść do roli rezerwowego? Cała sytuacja mocno odbiła się na wciąż młodym piłkarzu. Dotąd opanowany i cierpliwy, oznajmił wprost że nie przedłuży kończącego się kontraktu i że błędem było pozostanie w Monachium.

Michael Rensing chciał przede wszystkim grać. Wierzył jednak że ma na tyle rozpoznawalne nazwisko, że bez problemu znajdzie sobie nowego pracodawce. Takiego z najwyższej półki, bo przecież przez wielu był wciąż uznawany za wielki talent. Niestety, przeliczył się. „Na początku miałem wiele zapytań, i to od najlepszych klubów w Europie, ale odrzucałem je. Sam nie wiem na co czekałem. Z perspektywy czasu muszę przyznać że przeliczyłem się” – opowiedział w wywiadzie dla Sport Bild. Po kilku tygodniach bezrobocia, udał się na testy do Leicester. Niewiadomo dlaczego, zrezygnował po tym jak Lisy wyraziły chęć zatrudnienia.

Niespodziewany powrót

21 grudnia 2010, nasz bohater podpisał półroczny kontrakt z 1. FC Koln. Podczas pobytu w Kolonii w końcu grał na miarę oczekiwań. Do tego stopnia że wielu dziennikarzy umieściło go w najlepszej jedenastce sezonu Bundesligi. W trzech spotkaniach pod rząd dostał najwyższą notę z wszystkich zawodników w lidze. Grając w składzie z Peszką i Matuszczykiem, zemścił się na Bayernie ogrywając ich w ligowym spotkaniu 3:2. Niespodziewany happy-end? Niestety, nie udało im się uniknąć spadku, a przy widmie gry w niższej lidze zdecydowano się rozwiązać kontrakty z większością zawodników. W ten sposób Michael Rensing znów został bez klubu.

Szczerze mówiąc kompletnie nie rozumiem dlaczego w tamtym momencie związał się z Bayerem Leverkusen. Od początku było wiadomo że nie wygra tam rywalizacji z Berndem Leno. Na kolejny sezon wpakował się w rolę rezerwowego, aż w końcu odszedł do… 2.Bundesligi. Początek przygody z Fortuną Dusseldorf miał znamiona skandalu. Rensing w trakcie treningu na którym dowiedział się że i w tym miejscu będzie bramkarzem numer 2, ubrał się i bez słowa wrócił do domu. Nie podobało mu się że obiecywano mu regularną grę, a finalnie postawiono na młodego Fabiana Giefera.

Młodziak kariery wielkiej nie zrobił (niedługo później trafił do Schalke, dziś broni w Augsburgu), a pan Michael został podstawowym golkiperem Fortuny.

Gwiazda Fortuny

Przed kilkoma miesiącami świętował awans do Bundesligi, gdzie po trzech kolejkach uznawany jest za jednego z najlepszych bramkarzy. Znów trafia na pierwsze strony gazet, znów zachwyca sprawnością i pewnością siebie. Spośród wszystkich bramkarzy w tej lidze ma najwięcej udanych interwencji, a Bild jedną ze swoich okładek zatytułował „On wrócił”. Nie zrobił kariery na miarę oczekiwań, nie poszedł w ślady Meiera i Kahna, ale w wieku 34 lat znów broni na wysokim poziomie. Umówmy się, wielkiej piłki już nie podbije, z racji wieku nie trafi do topowych klubów, ale jeszcze wiele znakomitych interwencji powinien zaliczyć.

Być może gdyby nie kilka błędów i głupich decyzji, byłby dzisiaj legendą na miarę Kahna. Manuel Neuer nigdy nie dostałby szansy w Bayernie, a Klinsmann dalej pracował przy poważnej piłce klubowej. Na przykładzie Rensinga widać że sam talent nie wystarczy żeby osiągnąć sukcesy. Cierpliwość też nie zawsze jest wskazana. Michael przeczekał moment w którym powinien zrobić krok do tyłu i skupić się na regularnej grze. Zgubiła go też wiara że będzie niezastąpiony. Szkoda, bo zapowiadał się znakomicie.

Facebook Comments