Mes que un club? Dawno i nieprawda

Barcelona od zawsze była klubem innym niż wszystkie. Wartości, które przedstawiał ten klub sprawiały, że był on jedyny w swoim rodzaju. Wyjątkowa historia, szanowanie legend, barcelońskie DNA, wychowywanie piłkarzy tworzyły niesamowitą otoczkę wokół hiszpańskiego kolosa. Niestety ostatnie wydarzenia, które funduję nam kataloński gigant usilnie pokazują, że nastąpiło negatywne przewartościowanie. W poniższym tekście chciałbym skupić się na tym co mnie, wychowanego z domu, który kibicuje Blaugranie zabolało najbardziej.

1. Neymargate – cała sytuacja owiana jest mgłą tajemnicy porównywalną do tej związaną z Zakonem Syjonu rodem z powieści Dana Browna „Kod da Vinci”. Do dzisiaj oficjalnie nie wiadomo ile Barcelona zapłaciła Santosowi za Neymara, nie mówiąc już o tym ile na całej transakcji zarobił ojciec zawodnika oraz jego firma managerska. Sandro Rosell, ówczesny prezes Barcelony zamieszany jest nie tylko w przedziwny transfer młodego Brazylijczyka, ale także w pranie brudnych pieniędzy i łapówkarstwo, co sprawiło, że na barcelońskiej tafli nieskazitelności pojawiła się pierwsza, znacząca rysa. Do dzisiaj większość cules nie może przeżyć panowania kliki Bartomeu, który był bliskim współpracownikiem zhańbionego Rosella, o czym miała świadczyć kampania powrotu Joana Laporty do klubu. A przed nami kolejne starcie prawne w tak zwanej Neymargate II.

2. Drogie transfery – jeszcze do niedawna próżno było szukać Barcelony na szczycie transferowych rekordów. W najnowszym zestawieniu, w pierwszej dziesiątce możemy odnaleźć aż czterech przedstawicieli Blaugrany : Coutinho, Dembele, Neymar, Suarez, a przecież do niedawna sukcesy przynosiła im praca z młodzieżą. W 2013 roku Gerard Pique wypowiadał się o Realu w ten sposób : My mamy Messiego, Xaviego, Iniestę, Puyola, Valdesa, Busquetsa, Pedro… piłkarzy, którzy nic nas nie kosztowali. To jest nasz klucz do rywalizacji z Realem. Kupujemy każdego roku, Ibrę, Villę, Neymara, ale to jeden zawodnik rocznie. Nie ma tak, że jednocześnie kupujemy Bale’a, Illarramendiego, Isco… Barcy na to po prostu nie stać”. Cytat ten jest chyba najlepszym podsumowaniem zmian jakie zaszły w strukturach klubu.

3. Zmniejszenie znaczenia La Masii – poprzednie lato było prawdziwym exodusem młodych, zdolnych. Najbardziej kibiców mogła zaboleć przeprowadzka dwóch niesamowicie utalentowanych zawodników, którym ruchy transferowe Barcelony pokazały, że w najbliższej przyszłości zapomnieć mogą o awansie do pierwszej drużyny. Pierwszym jest Jordi Mboula – ten przebojowy skrzydłowy najmocniej kojarzy się z fenomenalnym trafieniem w starciu z Borussią Dortmund podczas młodzieżowych rozgrywek Ligi Mistrzów. Postanowił on zamienić Katalonię na Lazurowe Wybrzeże, stając się klubowym kolegą Kamila Glika. Kolejny zawodnikiem, który nie widział swojej przyszłości w charakterystycznych, pasiastych koszulkach jest Eric Garcia, który za 1,5 mln euro postanowił zasilić młodzieżową drużynę Obywateli. Transfer ten może zaboleć mocniej niż przebojowego Mbouli, ponieważ Eric uchodzi za największy talent w Hiszpanii jeśli chodzi o pozycję środkowego obrońcy, która w perspektywie czasu nie będzie mocnym ogniwem Barcy – odejście Mascherano, starzejący się Pique i niepewny Vermalen. Odnośnie transferów do klubu rozumiem, że pokolenie takie jak Valdes, Pique, Fabregas, Xavi, Iniesta, czy Messi trafia się raz w historii, ale najbardziej musi boleć brak wychowanka, który godnie zastąpi Xaviego Hernandeza, co jest największą bolączką Barcelony od czasu jego odejścia. Mało okazji do pokazania swoich umiejętności dostaję Carles Alena, który czaruję w drugiej drużyny, a transfer Coutinho raczej nie zapewni mu więcej minut. Skład z ostatniego meczu z Levante wyglądał następująco : ter Stegen – Robert (wychowanek) – Mascherano – Pique – Alba (wychowanek, odkupiony z Valencii) – Dembele – Paulinho – Rakitić – Iniesta (wychowanek) – Messi (wychowanek) – Suarez. Gdzie te czasy w których całą wyjściową jedenastkę można było utworzyć z wychowanków?

4. Sposób przeprowadzania transferów – tutaj nie chodzi o ceny, chodzi o to jak klub, który przedstawiał najlepsze wartości kupował Coutinho i Dembele. Zachowanie zawodników wobec swoich pracodawców to chyba już znak naszych czasów. Posiadając pięcioletnie kontrakty, zarabiając niemałe pieniądze raczyli udawać kontuzję, nie przychodzić na treningi, składać jakieś transfer request. Rozumiem, że każdy zawodnik chce grać w Barcelonie, że wraz z Realem to klub z prawdziwego topu, ale istnieją pewne granice, które zostały przekroczone. Kiedyś też kupowano zawodników, też odchodzono mimo niechęci ówczesnych pracodawców, ale odbywało się to po ludzku, bez palenia koszulek, bez lamentów i obrażania się. Możecie powiedzieć, iż to sami zawodnicy się tak zachowywali, ale naprawdę myślicie, że Bartomeu i spółka nie mieli z tym nic wspólnego ? Idealnie całą sprawę podsumował Hans Joachim Watzke : „Jeszcze dwa tygodnie temu uważałem Barcelonę za wielki i godny szacunku klub, teraz nie jestem już taki pewien. W czwartek rozmawialiśmy z nimi, a w piątek nie pojawił się na treningu. Domyślacie co się stało ?”, oczywiście cytat ten dotyczy odejścia z zespołu Dembele, którego przypadek jest hitem nad hitami. Coutinho mimo „poważnej” kontuzji pleców, przy braku zgody na transfer w lecie potrafił grał i to całkiem nieźle.

5. Wizerunkowy strzał w stopę, czyli przegranie rywalizacji – ostatnie okna transferowe to cztery spektakularne porażki, jeśli chodzi o rywalizację z Realem Madryt na transferowym rynku – Theo Hernandez, Dani Ceballos, Marco Asensio i Vinicius Junior woleli zasilić stołeczny klub niż grać w barwach Barcelony. Z perspektywy czasu wiemy, że Theo i Dani są bliżej trybun niż podstawowego składu, ale sam Asensio już nie raz skarcił Barcelone za skąpstwo, którym wykazali się w trakcie negocjacji z Mallorcą. A Vinicius to ciągle największy talent biegający po brazylijskich boiskach. Co się stało przez ostatnie lata, że młody zawodnik uważa Real Madryt za lepsze miejsce do rozwoju?

6. A skoro o strzałach w stopę to na innym polu niesamowicie zabolało mnie to, co rozpoczęło lawinę nieszczęść. Decyzją Sandro Rosella, Johan Cruyff przestał pełnić funkcję honorowego prezesa Barcelony. Miało to związek z niewypłaceniem pieniędzy fundacji Johana, oraz otwartej krytyce jakiej dopuścił się były zawodnik i trener Barcelony. Najgorsze w zaistniałej sytuacji jest to, że śmiejąc się ludziom w twarz Rosell stwierdził, że stanowisko na jakim zasiadał Holender nie było demokratycznie przegłosowane. Jak można było odsunąć od klubu człowieka, który stworzył szkółkę, która wydawała na piłkarski świat Messiego, Xaviego, Puyola i Iniestę ? Jak można było oczerniać byłego trenera, który stworzył Dream Team Cruyffa ? I cholera jak można było wyrzucić ze stanowiska byłego piłkarza, który zdobywał tytuły oddając serce i zdrowie klubowi którym zarządzasz ? Cruyff nigdy nie należał do łatwych osób, ale to legenda klubu. Piłkarz, trener, dyrektor bez którego Barcelony Guardioli i Enrique by nie było. Nie łudźcie się, Bartomeu to taki sam typ, widać to po jego sztucznym, denerwującym uśmiechu, zresztą wywodzi się z kliki Rosella i to już powinno przekreślić go jako prezesa.

Nie zrozumcie mnie źle. Nie uważam, że Barcelona jest najgorsza, zła i niedobra. To co się dzieję w katalońskim klubie jest znakiem naszych czasów. Po prostu nie są już klubem wyjątkowym, jedynym w swoim rodzaju. Po prostu są tacy jak inni, wielcy, ale tacy sami. Ten tekst może obrazić kibiców Blaugrany, chociaż nie to jest było moją intencją. Żądza sukcesu obecnie jest silniejsza niż wartości, co usilnie pokazuję nam PSG i Manchester City. To przez te dwa kluby zepsuł się rynek, wymogły na wielu decyzję transferowe, których normalnie by nie podjęli – czy to Van Dijk w Liverpoolu, czy Morata w Chelsea, czy Lukaku w United za sumy przekraczające zdrowy rozsądek. Tekst ten piszę kiedy Barcelona praktycznie może świętować wygranie La Liga w styczniu, kiedy do klubu przychodzą wielcy piłkarze mający wypełnić pustkę po Neymarze, ale sposób w jaki tego dokonano sprawia, że hasło „Mes que un club” zamienić można na „Solo para el club”.

Facebook Comments