Mecz Gwiazd, którego Bryant nie zapomni do końca życia

Miał 19 lat, fryzurę a’la Doctor J i nie był nawet graczem pierwszej piątki Los Angeles Lakers. Mimo to decyzją fanów znalazł się w składzie Zachodu na Mecz Gwiazd w 1998 roku w Nowym Jorku. Po przeciwnej stronie był 35-letni Michael Jordan, który robił pożegnanie z ligą. Jego Powietrzność wygrał głosowanie zyskując poparcie 1,028,235 fanów. Tradycyjny Mecz Gwiazd w Madison Square Garden zapowiadał się elektryzująco. To było starcie starej gwardii NBA z nowym pokoleniem koszykarzy. Pojedynek przyszłych Hall of Famers w postaci MJ’a, Karla Malone’a z młodymi wilkami takimi jak Kobe Bryant, Jason Kidd, Kevin Garnett czy Grant Hill. Koszykarze stworzyli niezapomniany show. Tim Hardaway popisał się kapitalnym podaniem na alley-oop do Shawna Kempa, Rik Smits zagrał za plecami do Jaysona Williamsa, Kobe Bryant wykonał dwa spektakularne wsady, ale MVP i tak zgarnął Michael Jordan. Black Mamba otrzymał wtedy najprawdopodobniej najcenniejszą lekcję koszykówki w życiu. Zatem przenieśmy się w czasie i wróćmy do 8 lutego 1998 roku.

Na początku sezonu 1997/1998 Kobe Bryant robił furorę na parkietach NBA. W pierwszej części sezonu wystąpił w 37 meczach i notował średnio 17.3 pkt., 3.2 zb., 2.4 ast. i 1.2 przechw. Nieoszlifowany diament Los Angeles Lakers coraz lepiej radził sobie w najlepszej koszykarskiej lidze świata. Widzieli to zarówno dziennikarze sportowi jak i kibice. W ten sposób fani nagrodzili Bryanta i dzięki ich 395,686 głosom rzucający obrońca z numerem 8 dostał się do Meczu Gwiazd. Miał wówczas 19 lat i 170 dni i pobił rekord należący do Magicka Johnsona (stał się najmłodszym debiutantem w historii All-Star Game). Dzięki prawie 400 tys. głosom otrzymał szansę, żeby zagrać przeciwko Michaelowi Jordanowi od pierwszej minuty w Madison Square Garden. Młody koszykarz był podekscytowany i jednocześnie niezwykle zmotywowany.

Podobnie było z Jordanem. Michael w poprzednim Meczu Gwiazd w Cleveland przeszedł do historii NBA notując pierwsze triple-double (14 pkt., 11 zb. i 11 ast.), ale nagrody MVP nie otrzymał za sprawą Glena Rice’a, który znalazł sekretny przepis na punkty (20 w trzeciej kwarcie – rekord). Rezerwowy w tamtym All-Star Game Rice otrzymał nagrodę Most Valuable Player. Szalenie ambitny Jordan chciał koniecznie wywalczyć tytuł Najbardziej Wartościowego Gracza w Nowym Jorku. Mecz zapowiadał się pasjonująco.

Tak wyglądały pierwsze piątki Wschodu i Zachodu:

Wschód: Anfernee Hardaway, Michael Jordan, Grant Hill, Shawn Kemp i Dikembe Mutombo.

Zachód: Gary Payton, Kobe Bryant, Kevin Garnett, Karl Malone i Shaquille O’Neal.

Mecz rozpoczął się od podania Penny’ego Hardawaya do Jordana. MJ łatwo zwiódł Kevina Garnetta i zdobył pierwsze punkty w All-Star Game. Później swoją obecność na parkiecie Madison Square Garden zaznaczył Kobe Bryant zdobywając dwa punkty po podaniu Gary’ego Paytona. Rezerwowy LA Lakers dobrze wszedł w mecz i powoli zaczął się rozkręcać. Efektem był wsad 360 stopni, który rozgrzał do czerwoności publiczność w MSG. Emocje jeszcze nie opadły, a Zachód wyszedł z kontrą, w której Kevin Garnett idealnie podał na alley-oop do Bryanta. Kolejne spektakularne dwa punkty w wykonaniu Bryanta. Widząc popisy młodszego gracza Michael powiedział dość. Najpierw dobił niecelny rzut Granta Hilla, a kilkadziesiąt sekund później ograł w pojedynku jeden na jednego Bryanta popisując się swoim firmowym rzutem z odchylenia. Kobe próbował się odegrać i rzucić za trzy, ale piłka tylko odbiła się od obręczy i zebrał ją Dikembe Mutombo. Center Atlanty Hawks podał piłkę do Tima Hardawaya, a ten przekazał ją Jordanowi. Popularny Air otrzymał ją przed znakiem „I love this game” i ruszył w kierunku Bryanta. Skupiony Kobe próbował bronić Jordana, ale Michael go oszukał. Fadeaway jumper okazał się celny, to była akcja 2+1. Zdezorientowany Bryant nie był już tak pewny siebie i Jordan bardzo szybko to wyczuł. MJ postanowił wykorzystać swój bogaty repertuar rzutów i pokazać młodej gwieździe Lakers kto nadal jest królem NBA. W kolejnych akcjach Jordan dwukrotnie ośmieszył Bryanta fadeaway jumperem i na przerwę schodził z szerokim uśmiechem.

Po pierwszych dwóch kwartach ASG dziennikarz sportowy Ahmad Rashād podszedł do Michaela Jordana i powiedział: „Każdy w tej hali jest podekscytowany Twoim pojedynkiem z Kobe, jak oceniasz pierwszą połowę?”. Jordan odpowiedział: „Nie zamierzam grać z nim zbyt często jeden na jednego, ponieważ inni także występują w tym meczu. Oczywiście nie będę też unikał tych pojedynków”.

MJ wychodził na drugą połowę meczu w znakomitym nastroju. Zawsze dokładnie liczył ilość zdobytych punktów, zanotowanych zbiórek i asyst. Po dwóch kwartach Meczu Gwiazd w Nowym Jorku był już najlepszym „złodziejem” w historii ASG (32 przechwyty, Isaiah Thomas 31, Larry Bird 23 i Magic 21). Natomiast Kobe wyszedł na parkiet Madison Square Garden i wyglądał jakby chciał powiedzieć: „To jeszcze nie koniec”.
Trzecia kwarta rozpoczęła się od razu od pojedynków jeden na jeden, Jordan vs. Bryant. Kobe chciał pokazać Jordanowi, że również dysponuje świetnym rzutem z odchylenia, ale nie trafił. Jordan zrewanżował się Bryantowi w najlepszy z możliwych sposobów. Kapitalny balans ciałem, Bryant poszedł w inną stronę, a Jordan zdobył łatwe dwa punkty (blok Shaq’a – ostatecznie punkty zaliczone, piłka i tak wpadłaby do kosza). W tej akcji Jordan po prostu ośmieszył młodego gwiazdora Lakers. Po tym upokarzającym momencie Kobe postanowił unikać Jordana. Wyszło mu to na dobre. Chwilę później trafił za trzy punkty. Potem w niesamowity sposób oszukał Mutombo i zdobył efektowne dwa punkty. Bryant złapał właściwy rytm i pokazał Jordanowi, że nadal liczy się w walce o MVP All-Star Game (18 pkt., 6 zb. i 1 ast.). MJ w tym czasie odpoczywał i opracowywał plan na końcówkę meczu. Nie mógł przecież przegrać z debiutantem w Meczu Gwiazd. Kamery pokazywały zamyślonego Jordana, uśmiechniętego od ucha do ucha Magicka Johnsona i poważnego Larry’ego Birda.

Zdeterminowany Michael Jordan wszedł po krótkiej przerwie na parkiet i zdominował mecz. Na wstępie rzucił za trzy po podaniu Rika Smitsa. Następnie ograł pivotem Jasona Kidda i dorzucił kolejne dwa punkty. Na sam koniec wykorzystał jeden z dwóch rzutów osobistych. Ostatecznie Wschód pokonał Zachód 135:114 w 48. Meczu Gwiazd w Nowym Jorku.

Co warto zapamiętać z tamtego Meczu Gwiazd?

Michael Jordan zdobył 23 pkt., zebrał 6 piłek, zanotował 8 asyst, 3 przechwyty i zasłużenie został nagrodzony MVP All-Star Game. Najmłodszy debiutant też wypadł całkiem nieźle. Kobe Bryant rzucił 18 punktów, zebrał 6 piłek, do tego dodał jedną asystę i dwa przechwyty. Co ciekawe najwięcej rzutów w tamtym meczu oddał… Eddie Jones – 19 (MJ i Kobe po 18). Ponadto Tim Duncan popisał się double-double (12 pkt., 11 zb.), a Grant Hill rzucił 15 punktów i miał 5 asyst. Świetnie wypadł też debiut Larry’ego Birda na ławce trenerskiej Wschodu. To jednak tylko liczby.

Najważniejsza była lekcja jaką otrzymał 19-letni Kobe Bryant od Michaela Jordana. Jego Powietrzność zabrał Bryanta kilka razy do szkoły w tamtym meczu. Był niczym maturzysta, który uczy pierwszoroczniaka stawiać pierwsze kroki w liceum. Kilka fadeaway jumperów prosto w twarz i do tego ta elegancja w poruszaniu się po parkiecie. Rutyniarz Jordan podjął rękawicę rzuconą przez młodziutkiego Bryanta i wyszedł z tego pojedynku zwycięsko. Można powiedzieć, że dla Bryanta było to bezcenne doświadczenie, a dla Jordana kolejny dzień pracy. Schodzący ze sceny MJ kolejny raz udowodnił, że jest najlepszy. Niemniej jednak trzeba oddać Bryantowi, że dzięki tej lekcji koszykówki wiele zyskał. Wyciągnął wnioski, a później przejął pałeczkę po Jordanie stając się jego najlepszą kopią na parkietach NBA.

Facebook Comments