Mistrzowie Polski

Z pasją opowiadamy o futbolu

Premier League

Marność nad marnościami i wszystko Fulham

Jeśli w krótkim odstępie czasu człowiek podda się serii operacji plastycznych, przeszczepów kończyn i organów, a ponadto zmieni swoje podejście do życia, trudno będzie mu przystosować się do nowych realiów egzystencji. Podobnie jest w przypadku drużyny piłkarskiej, w której w niedługim okresie dochodzi do rewolucji kadrowej oraz przedefiniowania myśli szkoleniowej – nie sposób oczekiwać, że od razu przyniesie to pozytywne rezultaty. Z jakiegoś powodu w Fulham uznano jednak, że warto spróbować.

The Cottagers awansowali do Premier League dzięki świetnej dyspozycji w drugiej części poprzedniego sezonu oraz dobrej postawie w meczach barażowych. Drużyna prezentowała ofensywny, atrakcyjny styl gry oparty na sile kolektywu, choć wśród członków zespołu nie brakowało wielkich indywidualności jak chociażby Ryan Sessegnon czy Aleksandar Mitrovic. O sukcesie stanowiła jednak dyspozycja ogółu, który realizował założenia nakreślone przez Slavisę Jokanovica i przypominał prawidłowo funkcjonujący organizm.

Latem, mając świadomość trudności czyhających w angielskiej ekstraklasie, postanowiono wzmocnić kadrę i nieco przemodelować drużynę. Zmiany okazały się jednak więcej niż kosmetyczne, do klubu przybyło 11 nowych zawodników, a Fulham stało się pierwszym beniaminkiem w historii, który w jednym okienku wydał na transfery ponad 100 milionów funtów. Niestety, zamiast dodatkowych pokładów jakości, na Craven Cottage zawitał chaos prowadzący The Cottagers do zguby, czyli natychmiastowego powrotu do Championship.  

Mogłoby się wydawać, iż przyczyna niepowodzenia jest prosta – postawiono na ilość, nie bacząc na poziom usług oferowanych przez nowo przybyłych. To jednak nie do końca tak. Jean Michael Seri, Andre Anguissa, Alfie Mawson czy Andre Schurrle to piłkarze, posiadający odpowiednie umiejętności, by stanowić o sile drużyny mierzącej w utrzymanie się w elicie i pod tym względem ich sprowadzenie jawi się jako w pełni uzasadnione. Problem w tym, że poprzez wprowadzenie do zespołu wielu nowych jednostek zachwiana została równowaga, a także zgranie i wzajemne zrozumienie na boisku. Fulham w odświeżonym składzie personalnym potrzebowało sporo czasu, by wypracować automatyzmy i schematy taktyczne, czego ostatecznie nie udało się dokonać.

Beniaminek radził sobie słabo, a posadę stracił Slavisa Jokanovic, który okazał się kompletnie bezradny wobec problemów nowo uformowanej grupy zawodników. Zatrudnienie Claudio Ranieriego w niczym jednak nie pomogło – Włoch piastował stanowisko ledwie 106 dni (nie wliczając opiekunów tymczasowych, tylko 6 szkoleniowców w historii Premier League zaliczyło krótsze kadencje) i nie zdołał odmienić oblicza zespołu. 

Zawirowania oraz brak stabilizacji sprawiły, że Fulham z ciekawie zapowiadającego się beniaminka o określonym stylu gry i zrównoważonej kadrze, przeistoczyło się w niefunkcjonalny wrak, który na 10 kolejek przed końcem sezonu zajmuje przedostatnią pozycję w tabeli, a do bezpiecznej strefy traci aż 10 punktów. Czy The Cottagers zdołają oszukać przeznaczenie i przedłużą swoją egzystencję w Premier League? Przed nimi bardzo trudne zadanie.

Nie ułatwi go terminarz zaplanowanych spotkań, gdyż ekipie z Craven Cottage przyjdzie zmierzyć się między innymi z Chelsea, Liverpoolem i Manchesterem City. Na dokładkę starcia z Evertonem, Watfordem oraz Wolverhampton, czyli z drużynami rywalizującymi o prawo do gry w europejskich pucharach. W sytuacji, w której każdy punkt jest na wagę złota, nie jest to najkorzystniejszy zestaw przeciwników…

Optymizmem nie napawają też dotychczasowe poczynania boiskowe. Fulham legitymuje się najgorszą defensywą w stawce, która przyjęła w sumie aż 63 ciosy, co daje średnią 2.25 bramek traconych na kolejkę. Ma też trzecią najsłabszą ofensywę, która uzbierała ledwie 26 goli, a więc trafia przeciętnie rzadziej niż raz na każde 90 minut. Mitrovic i Schurrle sami tego wózka nie uciągną.

Osobiście wiązałem spore nadzieje z powrotem Fulham do Premier League. Obserwując jego popisy na zapleczu sądziłem, że poradzi sobie na wyższym szczeblu i zdoła wywalczyć utrzymanie, lecz obecna sytuacja drużyny jawi się jako kompletnie beznadziejna. Skoro na przestrzeni 28 spotkań zdołała ona odnieść zaledwie 4 zwycięstwa, trudno oczekiwać, że w ostatnich 10 nastąpi cudowne przełamanie, a pasjonaci angielskiej piłki obejrzą kolejny odcinek “Wielkiej Ucieczki”. Moim zdaniem, nie ma na to najmniejszych szans.

Tak to bywa, kiedy zamiast delikatnej korekty kształtu nosa wprowadza się radykalne zmiany w budowie ciała i nadwyręża kondycję psychiczną. W przypadku The Cottagers nadmiar nowych organów sprawił, że odwagę zastąpiła niepewność, a stabilną równowagę chaos. Tragiczne w skutkach efekty, bo inne trudno dziś zakładać, powinny stać się przestrogą dla przyszłych beniaminków. Przed rozpoczęciem przygotowań do pierwszego sezonu w elicie winny one przeczytać podręcznik pod tytułem „Jak zapomnieć się w roszadach kadrowych i zmarnować swój potencjał” autorstwa Fulham, a następnie postępować dokładnie odwrotnie do przedstawionych w nim wytycznych.

Facebook Comments