Marcus niepospolitus

25 lutego 2016. Niby dzień jak każdy inny, ktoś idzie do szkoły, ktoś idzie do pracy, ktoś obchodzi urodziny (choćby Gianluigi Donnarumma). Doba jak doba. W Anglii, konkretnie na Old Trafford, dzieje się jednak coś niezwykłego, coś, co zostaje odebrane jako narodziny futbolowej legendy, pierwszy błysk kolejnego złotego dziecka tamtejszej piłki. Na salony wkracza bowiem 18-letni Marcus Rashford. 

Rodowity mieszkaniec Manchesteru przedstawił się całemu światu zupełnie niespodziewanie, zagrał przecież korzystając z nieszczęśliwego zdarzenia, które podczas rozgrzewki przytrafiło się Anthony’emu Martialowi. Zaprezentował się fenomenalnie – zdobył 2 bramki – i trafił na usta wszystkich ekspertów i najzagorzalszych fanów dyscypliny. Reszta staje się powoli historią.

Kolejne debiuty, to kolejne trafienia. Po Lidze Europy przyszła pora na Premier League, Puchar Ligi, reprezentację oraz Ligę Mistrzów. Gdzie się nie pojawiał, tam wchodził w rozgrywki z pełnym impetem i popisywał się skutecznością.

Od jego pierwszego występu minęło ponad 2.5 roku, podczas których rozegrał 175 spotkań, ustrzelił 47 goli i zanotował 20 asyst. Bilans nie najgorszy, biorąc pod uwagę wiek, ciągły rozwój i warunki, o których za chwilę. Coś sprawia jednak, że – uwaga, wtrącenie anglojęzyczne – hype na Rashforda stopniowo słabnie. Czy to przez nierówną formę? A może przez Mbappe, który przyćmił wszystkich młodych wilków? Przyjrzyjmy się całej sytuacji.

Wypada zacząć od tego, że Marcus swoje pierwsze kroki w seniorskiej piłce stawiał w roli napastnika, typowej 9, najbardziej wysuniętego gracza drużyny. Do niego adresowana była większość podań w ofensywie, miał mnóstwo okazji, z których skrzętnie korzystał. Obecnie coraz częściej występuje na skrzydle, czy to w klubie, czy w kadrze, w której bywa też tak zwanym „wolnym elektronem”. Teraz to on ma za zadanie stwarzać dogodne szanse innym, a sam ma ich znacznie mniej.

Nie ma jednak co ukrywać, narzekać nie może. Nie zatracił instynktu znajdowania się w odpowiednim miejscu i we właściwym czasie, czego o duszy naturalnego snajpera napisać już nie można. Anglik nie jest dostatecznie precyzyjny, przez co do wpisania się na listę strzelców potrzebuje kilku prób. Niewykorzystane sytuacje wpływają na jego pewność siebie, szuka kombinacyjnych rozwiązań (często niepotrzebnie), a skuteczność kuleje. I tak koło się zamyka.

Regularności brakuje mu też w kwestii samych występów. W Manchesterze United nie jest członkiem podstawowego składu, Mourinho nie zaczyna ustalania wyjściowej jedenastki od niego. Portugalczyk zapytany lub wręcz skrytykowany za podejście do rozwoju Rashforda broni się liczbami. Mówi, iż daje wychowankowi dostatecznie dużo szans, ufa mu i postrzega jako ważny element drużyny. Fakty są jednak takie, że owszem, Marcus pojawia się na boisku w niemal każdym spotkaniu, z tym, że bardzo rzadko w pełnym wymiarze czasowym – na 7 występów w obecnym sezonie złożyło się ledwie 380 minut.

Nie ma się też co oszukiwać, że taktyka, pomysł na grę i filozofia The Special One (?) sprzyja ofensywnym igraszkom. Niezmiennie króluje zachowawczość, pragmatyzm oraz minimalizm, przez co wielu sądzi, iż młody Anglik byłby dziś w zupełnie innym miejscu kariery, gdyby trafił pod skrzydła choćby Kloppa czy Guardioli. Nie przepadam za spekulacjami w kwestiach tak złożonych, jak rozwój piłkarzy, lecz w tym przypadku skłaniam się ku słuszności tej tezy. Uważam, że Rashford zrobiłby zdecydowanie większe postępy pod wodzą innego, elastyczniejszego szkoleniowca.

Co znamienne, w 4 spotkaniach kadry narodowej zawodnik rozegrał pełne 360 minut i miał w tym czasie udział przy 4 golach. Mimo że można się przyczepić i napisać, iż, biorąc pod uwagę ilość okazji, ta liczba powinna być wyższa, jasno i wyraźnie widać, ile pewności siebie dodaje mu zaufanie Southgate’a, które objawia się właśnie przy wyborze składu.

Co ciekawe, od reprezentacyjnego debiutu Rashforda w 2016 roku, tylko Harry Kane pojawiał się częściej w protokole meczowym przy okazji zdobyczy bramkowych (17), niż bohater tekstu (9).

Nikt nie ma wątpliwości, że młody Anglik ma potencjał, by stać się wielkim zawodnikiem. Wydawało się, iż niezwłocznie zapuka do bram z napisem „klasa światowa”, lecz wciąż brakuje mu najważniejszego, a więc wspomnianej wcześniej regularności. Coś lub ktoś blokuje i hamuje jego rozwój, który mógłby przebiegać znacznie szybciej.

Być może dobrze zrobiłaby mu zmiana otoczenia na takie, w którym czułbym się pewniej. Temat jest jednak prędko ucinany, gdyż ani zawodnik, który marzył o grze w barwach Czerwonych Diabłów od dziecka, ani menedżer, ani zarząd nie wyobrażają sobie jego odejścia z Old Trafford. Nie chcieliby też tego kibice, którzy pokładają w wychowanku spore nadzieje. Z pewnością marzy im się nawiązanie do ikon pokroju Giggsa, Scholesa czy Beckhama. Swego czasu typowano natomiast, iż to właśnie on pobije rekord strzelecki ekipy z Teatru Marzeń, który dumnie dzierży Wayne Rooney.

We wstępie napisałem, że debiut Marcusa został w niektórych kręgach odebrany jako narodziny futbolowej legendy. Jasne, było to myślenie życzeniowe, fantazja płynąca na fali entuzjazmu. Prawda jest jednak taka, że młody zawodnik ma na to zadatki, ale każdy kij ma 2 końce. Obecnie daleko mu do wejścia na wyższy poziom, dobitnego udowodnienia swoich możliwości, o zapisaniu się złotymi zgłoskami w annałach piłkarskiej historii nie wspominając. Nie można też w nieskończoność bronić go wiekiem, gdyż sam zwiesił sobie poprzeczkę kilka pięter wyżej i dla jego dobra należy wymagać, by dążył do pokonania tej wysokości.

Czy za kadencji Mourinho Rashford rozwinie skrzydła? Czy stanie się graczem wyjątkowym, o którym mówić i pisać będziemy latami? Wreszcie, czy przyczyni się do sukcesów klubu i reprezentacji?

Facebook Comments