15 Kwi
2018

Manchester City – mistrz inny niż poprzednicy

To, co od dłuższego czasu było przewidywane i zapowiadane, stało się faktem. Manchester City, po porażce sąsiada zza miedzy z West Bromem, oficjalnie zdobył mistrzostwo Anglii sezonu 2017/18. Mogło do tego dojść już tydzień wcześniej, lecz w wyniku derbowej porażki z United, koronacja została przełożona. Jest to 5 tytuł w historii istnienia klubu. Tytuł z wielu powodów wyjątkowy i wywalczony postawą godną podziwu oraz naśladowania. Wartością dodaną są rekordy, które udało się przy okazji pobić:

  • Ekipa Guardioli wygrała 18 meczów z rzędu w lidze (poprzedni najlepszy wynik to 14 zwycięstw Arsenalu w 2002 roku).
  • Zeszłoroczna seria Chelsea, czyli 13 wygranych spotkań z rzędu w jednej kampanii także jest już nieaktualna za sprawą wyżej wspomnianych 18 zwycięstw.

Na tym jednak nie koniec, gdyż do końca sezonu ligowego Obywatele mają jeszcze do rozegrania pięć spotkań. Oto kolejne rekordy, które mogą zostać pobite:

  • Najwięcej punktów w tabeli Premier League. Chelsea w kampanii 2004/05 zdobyła ich 95, a Manchester City może dodatkowo stać się pierwszą drużyną, która osiągnie pułap ponad 100 oczek.
  • Najwięcej zdobytych bramek w jednym sezonie. Rekord należy do Chelsea i wynosi 103.
  • Najwięcej zwycięstw w jednym sezonie ligowym. Rekord ponownie należy do The Blues i wynosi 30.
  • City może też wygrać najwięcej meczów domowych, jak i wyjazdowych.
  • Najlepsza różnica bramkowa. Rekord wynosi +71 i należy do Chelsea.

Drużyna z niebieskiej części Manchesteru przebiła lub ma szansę przebić wiele rekordów wewnątrz klubowych. Nie udało się powtórzyć wyczynu The Invincibles, czyli ekipy Arsenalu z kampanii 2003/04. Wtedy to zespół Wengera nie przegrał ani jednego spotkania w drodze do mistrzostwa Anglii. Do 14 stycznia, czyli do ligowego starcia z Liverpoolem na Anfield, ekipie Guardioli wróżono podobną historię. Jak to się skończyło wszyscy wiemy, lecz hiszpański menedżer od początku studził emocje mediów i twierdził, że pozostanie niepokonanymi nie jest głównym celem jego zawodników.

Świeżo upieczonym mistrzom wielokrotnie wytyka się przesadne szastanie pieniędzmi. Memy o wyprzedzaniu kolejnych państw pod względem wydatków na obronę stały się hitem internetu. Jednak czy w obecnie trwającej erze futbolu da się wygrać coś poważnego bez dużych zasobów finansowych? Pewnie tak, ale jest to bardzo trudne. Nie zgadzam się z opinią, iż City zdobyło tytuł tylko dzięki wydatkom na transfery. Ich rywale wcale nie byli inni i również płacili ogromne sumy w celu wzmocnienia kadry.

Najefektywniej przełożyło się to faktycznie na zespół hiszpańskiego menedżera i spora w tym jego zasługa. Po swoim pierwszym sezonie w Anglii przewietrzył szatnię i oczyścił kadrę z odstających lub niespełniających jego oczekiwań graczy, po czym uzupełnił braki idealnie dopasowanymi elementami. Doskonale wiedział kogo chce i kogo naprawdę potrzebuje, a właściciel klubu nie miał zamiaru szczędzić grosza. Tak zrodziła się najsilniejsza drużyna angielskiej ekstraklasy.

W tym momencie przejdę do najistotniejszego, moim zdaniem, czynnika, który sprawił, że wielokrotnie podziwialiśmy Manchester City jako sprawnie działający organizm. Było nim umiejętne zarządzanie zasobami i siłami ludzkimi, a także potencjałem zawodników. Mimo, iż wśród podopiecznych Guardioli aż roi się od gwiazd światowego formatu, bardzo dobrze udało się pogodzić ich charaktery i ego. Wiadomo, każdy chce być w drużynie zwycięzców i sądzę, że spora grupa piłkarzy z innych klubów dałaby się pokroić, by chociaż zająć miejsce na ławce rezerwowych Obywateli. Nie na tym polega jednak sztuka.

Prawdziwym wyzwaniem było wytłumaczenie graczom takim jak chociażby Sterling, Aguero, Jesus, Danilo czy Gundogan, iż nie ma opcji, by grali w każdym meczu. Wszyscy mieli okazję się wykazać i zagrać tyle spotkań, na ile byli przydatni dla drużyny. Cierpliwość i permanentna gotowość do zaprezentowania swoich umiejętności była kluczowa. Ważne było również wprowadzanie nowych zawodników do zespołu. Bernardo Silva z początku grał niewiele, lecz gdy zaczął występować w pierwszej jedenastce, pokazał swoją wybitną jakość. Podobny etap przechodzi obecnie Laporte, zaś Walker i Ederson z miejsca stali się podstawowymi elementami całej układanki.

Z tej kadry bije mnogość liderów, widoczna na każdym kroku i w każdej formacji. Z tyłu City dysponuje dwoma filarami w osobach Otamendiego i wreszcie na dłużej zdrowego Kompany’ego. Dodatkowo brazylijski bramkarz walczy o Złotą Rękawicę, w czym starają się mu pomóc defensorzy. Żelazną pomoc tworzyli zazwyczaj wszechwidzący de Bruyne, magiczny David Silva oraz niesamowicie solidny Fernandinho, o którym więcej za moment. W ataku rządził Sterling i Aguero, którzy znajdują się w ścisłej czołówce strzelców ligi, a wydatnie wspierał ich Sane. Ich dublerzy, czyli Bernardo i Jesus wcale nie odstawali poziomem. Czy ktoś pamięta jeszcze o postaci o nazwisku Toure? Tak, on wciąż tam „gra”.

Dowodzi to bardzo szerokiej kadrze, która nie traci wiele na jakości nawet kiedy grają zmiennicy. Poza graczami absolutnie podstawowymi w odwodzie są jeszcze między innymi Bravo, Stones, Laporte lub utalentowany Foden. Trzeba też dodać, iż niemal cały sezon stracił sprowadzony latem Benjamin Mendy.

Screenshot 2018-04-15 18-54-48

 Ofensywnie najlepsi gracze drużyny

Screenshot 2018-04-15 18-55-51

Najlepsi asystenci w Premier League

 

Wspomniany wyżej Brazylijczyk Fernandinho, to prawdziwy diament, który na dobrą sprawę nie błyszczy, bo nie musi. Wykonuje tak zwaną „czarną robotę”, czyli ima się często niewidocznej pracy w destrukcji. Bardzo cenię go jako zawodnika i sądzę, że był jedną z kluczowych postaci całego zespołu z Etihad Stadium, a także czołową „szóstką” ligi.

Manchester City to tytułowy mistrz inny niż poprzednicy. Przez słowo inny mam na myśli to, że w odróżnieniu od Chelsea i Leicester, czyli klubów, które zdobywały tytuł rok i dwa lata temu, Obywatele nie byli skupieni wyłącznie na krajowym podwórku. The Blues oraz Lisy w swoich mistrzowskich kampaniach nie grały w europejskich pucharach, a ekipa Guardioli zaszła do ćwierćfinału Ligi Mistrzów, w którym paradoksalnie poległa z inną drużyną z Anglii. To pokazuje, że można zdominować Premier League i jednocześnie powalczyć na Starym Kontynencie.

Z pewnością ludzie związani z klubem odczuwają niedosyt z powodu braku sukcesu w Europie, lecz nie można nazwać tego sezonu nieudanym. Szczerze gratuluję im w pełni zasłużonego mistrzostwa i, mimo że z nimi nie sympatyzuję, muszę przyznać, iż oglądanie ich gry w tym sezonie było bardzo satysfakcjonujące i wywołujące podziw. Jednocześnie jestem ciekawy, jak sukces wpłynie na zawodników i ich motywację w przyszłej kampanii. Czy staną się pierwszą drużyną od roku 2009, która obroni tytuł w Anglii?

 

Zapraszam na facebook’a, gdzie również dzielę się swoimi przemyśleniami na temat świata futbolu: https://www.facebook.com/Życie-na-okrągło-204630866792371/

 

Grafiki: whoscored.com

Komentarze
Udostępnij: