Mistrzowie Polski

Z pasją opowiadamy o futbolu

Felietony

Mały Zizou

Myślał, że do niego świat należy. Uśmiech rodem z Hollywood. Niesamowity luzak i najlepszy bretoński piłkarz od czasów Stephane’a Guivarc’ha. Kiedy wchodził na boisko to mierzył swoich przeciwników wzrokiem niczym Michael Jordan. Był tak pewny siebie, że gdyby wszedł do baru z karaoke to pewnie wybrałby do zaśpiewania jedną z piosenek Michaela Jacksona lub Freddiego Mercury’ego. Wydawało się, że zostanie następcą Zinedine’a Zidane’a. Tak się jednak nie stało. Przed Wami Yoann Gourcuff, niespełniony talent z Francji.

Yoann Miguel Gourcuff urodził się 11 lipca 1986 roku w Plomeur we Francji.

Początki


Pochodzi ze sportowej rodziny. Jego matka grała w koszykówkę, a ojciec to jedna z legend klubu Lorient (był piłkarzem i trenerem drużyny).

Młody Yoann odziedziczył zacięcie sportowe po rodzicach. Był wszechstronnie uzdolniony i zapowiadał się na dobrego… tenisistę. Mimo wszystko lepiej grał w piłkę. W wieku 12 lat porzucił tenis na rzecz futbolu. Marzył o wielkiej karierze, a jego piłkarskim idolem był Brazylijczyk Pele.

Swoją przygodę z piłką rozpoczął w klubie Lorient. W meandry futbolu wprowadzał go ojciec Christian. W 2001 roku Christian Gourcuff przeniósł się do Stade Rennes. Yoann podążył za nim i dokończył szkolenie w Rennes.

W listopadzie 2003 roku podpisał swój pierwszy zawodowy kontrakt w karierze. Piłkarski świat usłyszał o nim 25 lutego 2006 roku. To właśnie wtedy jego Rennes rozgromiło na wyjeździe Lyon 4:1, a on strzelił jedną z bramek. Dziennikarze we Francji byli nim zachwyceni. Zwracali uwagę, że Yoann to piłkarz świetny technicznie, nadzwyczaj kreatywny i przede wszystkim pewny siebie. Niektórzy nazywali go nawet „małym Zizou”. Natomiast jego ojciec porównywał go do argentyńskiego wirtuoza pomocy Fernando Redondo.

Zinedine Zidane nie namaścił go na swojego następcę, ale prognozował, że Francja będzie miała z niego pociechę.

Napędzany pozytywnymi opiniami Gourcuff szedł do przodu jak burza. Robił postępy, poprawił swój strzał z dystansu i celność podań.

Milan


W lipcu 2006 roku nastąpił przełom w jego karierze. Chłopak otrzymał ogromną szansę. Milan zapłacił za niego 4,5 mln euro. Eksperci podkreślali, że Rossoneri zrobili znakomity interes. Francuz podpisał pięcioletni kontrakt z Milanem i otrzymał numer 20 na czerwono-czarnej koszulce.

W barwach Milanu zadebiutował 9 sierpnia 2006 roku w meczu przeciwko Red Star Belgrad w eliminacjach do Ligi Mistrzów. Następny mecz zagrał już w fazie grupowej Ligi Mistrzów. To było ogromne przeżycie dla młodziutkiego zawodnika. Francuz świetnie zaprezentował się przed publicznością na San Siro i strzelił gola AEK-owi Ateny. W nagrodę za znakomity występ na pomeczową kolację zaprosił go sam Silvio Berlusconi!

Gourcuff miał prawdziwe wejście smoka w Milanie. Wydawało się, że zostanie nową gwiazdą Rossonerich. Niestety tak się nie stało. Niewątpliwie miał ogromny talent, ale problemem był jego charakter. Facet miał 20 lat i trafił do Mediolanu. Bardziej interesował go status celebryty we włoskiej stolicy mody niż gra w piłkę. Francuz nie chciał się uczyć włoskiego, spóźniał się na treningi i nie szanował większości kolegów z drużyny. Paolo Maldini wspominał, że jego problemem było nieodpowiednie podejście. Gourcuff nie docenił faktu w jakim klubie się znalazł. Nie miał kolegów w szatni. Dochodziło nawet do sytuacji, w których zwracał uwagę Alessandro Neście, że ten źle ustawia się w obronie. Wyobrażacie to sobie? Smarkacz chciał uczyć mistrza Nestę gry w defensywie.

Maldini, Gattuso, Cafu i Ambrosini prosili, żeby Yoann zmienił swoje podejście do treningów oraz gry. Jednak żaden z nich nie był autorytetem dla młodego Francuza. Gourcuff szedł własną drogą i nie słuchał nikogo. Nawet trener Carlo Ancelotti nie potrafił się z nim dogadać. Carletto nazwał Yoanna egocentrykiem.

W 2007 roku Milan wygrał Ligę Mistrzów, a Gourcuff otrzymał złoty medal, chociaż w finałowym meczu z Liverpoolem nie zagrał. Wystarczyły mecze w fazie grupowej. Początek przygody z AC Milan i od razu sukces w Lidze Mistrzów, ciekawe prawda. Później było już tylko gorzej. Tifosi w Mediolanie nie potrafili go zaakceptować. W końcu nie wytrzymał Gennaro Gattuso i chamsko sfaulował Francuza na jednym z treningów w Milanello. Obrażony Gourcuff nie chciał już trenować z Gattuso.

Bordeaux


W lipcu 2008 roku Milan wypożyczył Gourcuffa do Bordeaux. Powrót do Francji był udany. Yoann rozegrał w sezonie 2008/2009 aż 49 spotkań w barwach Bordeaux, strzelił 15 goli i zanotował 14 asyst. Jego bramkę w meczu z PSG uznano za gola sezonu. Adriano Galliani i trener Leonardo chcieli jego powrotu do Milanu, ale Francuz nie wybaczył kolegom z Mediolanu wielu „upokorzeń” i zdecydował się kontynuować karierę w barwach „Żyrondystów”. Bordeaux zapłaciło za niego Milanowi 13,5 mln euro.

Sezon 2009/2010 był również udany. Gourcuff wystąpił w 43 meczach, strzelił 9 goli i zanotował 12 asyst. Gra w Ligue 1 mu odpowiadała. Dobra passa zakończyła się we wrześniu 2009 roku. Yoann nabawił się kontuzji pachwiny w meczu z Maccabi Haifa. Trener Laurent Blanc narzekał, że Gourcuff stracił pewność siebie po kontuzji. Odpowiedź Yoanna była natychmiastowa. Szybko wrócił do pierwszego składu i odzyskał formę pod koniec 2009 roku. Jego psychikę podbudowała nagroda piłkarza roku 2009 we Francji od magazynu France Football.

Lyon


W sierpniu 2010 roku Olympique Lyon zapłacił za niego 22 mln euro. Najgłośniejszy transfer w Ligue 1 stał się faktem. Yoann trafił do drużyny pełnej gwiazd (Lloris, Cris, Pjanić, Lopez, Bastos itd.). Pierwszego gola dla OL zdobył 17 października 2010 roku w meczu z Lille. Później strzelił bramkę w meczu Ligi Mistrzów przeciwko Benfice Lizbona. Niestety Lyon zawodził. Gourcuff był coraz bardziej sfrustrowany. Aspirował do gwiazdy numer jeden Lyonu i jako lider chciał chciał poprowadzić drużynę do mistrzostwa Francji. Swój debiutancki sezon w Lyonie zakończył z bilansem 4 goli i 5 asyst w 36 spotkaniach. Niestety Lyon zajął dopiero 3. miejsce w Ligue 1.

Problemem Gourcuffa w Lyonie były kontuzje. Na początku sezonu 2011/2012 Yoann przeszedł operację kostki. Rehabilitacja wykluczyła go z przygotowań do nowego sezonu. We wrześniu 2011 roku doznał kolejnej kontuzji podczas treningu. Lekarze Lyonu zaczęli prowadzić nawet statystyki dotyczące ilości jego urazów. Francuz odwiedzał gabinety lekarskie około 20 razy w trakcie swojego pobytu w Lyonie. Pewnie dlatego rozegrał zaledwie 90 meczów w barwach Lyonu w Ligue 1, w których strzelił 14 goli i zanotował 19 asyst. Jego przygoda z OL zakończyła się w 2015 roku. Gourcuff wrócił do Rennes i gra w tym klubie do dziś.

Reprezentacja Francji


Jeśli chodzi o reprezentację Francji to jest piłkarzem niespełnionym. Debiutował w kadrze 11 sierpnia 2008 roku w towarzyskim meczu ze Szwecją. Pierwszego gola dla „Les Blues” zdobył miesiąc później w meczu przeciwko Rumunii. Trener Raymon Domenech ustawiał go na pozycji ofensywnego pomocnika, tuż za napastnikami. Domenech widział w nim następcę Zidane’a. Inaczej myśleli m. innymi Franck Ribery i Nicolas Anelka. Gwiazdy „Les Blues” odcięły Gourcuffa od podań, a Yoann w meczu z Urugwajem wyglądał jak dziecko we mgle. W decydującym meczu fazy grupowej MŚ z RPA, Gourcuff otrzymał czerwoną kartkę i przyczynił się do porażki swojej drużyny. Został antybohaterem tamtego spotkania. Powołań na Euro 2012 i Mundial 2014 w Brazylii już nie dostał.

Podsumowanie


Biorąc pod uwagę karierę klubową i reprezentacyjną, Gourcuff rozegrał do tej pory 488 spotkań, strzelił 76 goli i zanotował 77 asyst.

Podsumowując, Yoann Gourfcuff to jednocześnie dziwny i ciekawy przypadek. Miał ogromny talent, ale go nie wykorzystał. Jest doskonałym przykładem na to, że pewność siebie nie idzie w parze z ciężką pracą na treningach. Mógł osiągnąć zdecydowanie więcej, ale przegrał z własnym charakterem. Egocentryk, który chciał zostać supergwiazdą we Francji i Włoszech. Szkoda, że w pewnym momencie przestał słuchać rad swojego ojca. Nie wykorzystał szansy otrzymanej od Milanu. Nie akceptował wskazówek od mistrzów pokroju Paolo Maldiniego, Alessandro Nesty i Clarencea Seedorfa. Później liczne kontuzje wpłynęły destrukcyjnie na jego karierę. Świętej pamięci Tiburce Darou powiedział kiedyś o nim, że: „Jeśli chodzi o umiejętności piłkarskie, można go porównać z Iniestą”. Ja się z tym nie zgadzam, do znakomitego Hiszpana mu daleko. Nigdy też nie zbliżył się do poziomu Zinedine’a Zidane’a. Należy do pokolenia niespełnionych, francuskich talentów obok Samira Nasriego i Hatema Ben Arfy. Tak to już w życiu jest, że czasami samouwielbienie prowadzi do pułapki nadmiernej pewności siebie. Jeżeli pierwszy raz idziesz do baru z karaoke to nie wybierasz piosenek Michaela Jacksona lub Freddiego Mercury’ego. Pewnych rzeczy się po prostu nie robi. Ciekawe czy Yoann Gourcuff zrozumiał to wieku 31 lat? Śmiem wątpić.

Facebook Comments