13 Maj
2018

Mały Książę

Dave Mustaine z zespołu Megadeth śpiewał kiedyś, że: „Nadszedł czas, aby być nieśmiertelnym, bo bohaterowie nigdy nie umierają”. Piosenka „Blood of Heroes” podbijała amerykańskie listy przebojów w 1994 roku. Nasz dzisiejszy bohater też chciał być nieśmiertelny. Przez siedem lat gry w Romie zdążył podbić serca kibiców „Giallorossich”. Strzelał piękne gole z dystansu i popisywał się raboną na San Siro. Zanim skończył 18 lat, chciały go mieć u siebie Chelsea i Arsenal. Dziś gra w Las Palmas, a jego kariera powoli zmierza ku końcowi. Doskonały przykład na to, że niektórzy piłkarze nie powinni opuszczać swoich prawdziwych domów. Przed Wami Alberto „Il Principino” Aquilani.

Alberto Aquilani urodził się 7 lipca 1984 roku w Rzymie.

Idol z dzieciństwa – Giuseppe Giannini

Kiedy miał 4 lata ojciec pierwszy raz pokazał mu zdjęcie Giuseppe Gianniniego, legendy AS Romy. Młodziutki Alberto doskonale zapamiętał to zdjęcie. Przez kilka lat wpatrywał się w nie jak w obrazek święty. Zresztą nie ma się co dziwić, bo Beppe Giannini był idolem publiczności na Stadio Olimpico w Rzymie. Rzymianie mówią, że zanim nastały czasy Francesco Tottiego, w Romie była era Giuseppe Gianniniego. Charyzma, doskonałe panowanie nad piłką i elegancja, to były cechy rozpoznawcze Gianniniego. Po prostu prawdziwy reżyser gry. Idealny centrocampista. Kibice Romy nazywali go „Il Principe”, czyli „Książę”. Jego osiągnięcia w Romie robią wrażenie. W wieku 23 lat został kapitanem drużyny. Zdobył dwa mistrzostwa Włoch i trzy Puchary z Romą. Rozegrał dla niej 437 spotkań i strzelił 75 goli. W 1990 roku Alberto Aquilani poszedł pierwszy raz z ojcem na mecz Romy. Beppe Giannini go oczarował i od tej pory chłopak miał tylko jeden cel – zostać piłkarzem „Giallorossich” (podziwiał także Josepa Guardiolę).

Początki w Romie

Swoją przygodę z Romą rozpoczął w 1999 roku. Przeszedł testy i dostał się do akademii piłkarskiej AS Romy. Był tak dobry, że w wieku 18 lat zadebiutował w Serie A w meczu przeciwko Torino. Fabio Capello powiedział, że nie miał wyjścia i musiał dać szansę młodemu, ponieważ talent miał nieprzeciętny. Rok później został wypożyczony do Triestiny, która grała w Serie B. Na zapleczu Serie A rozegrał 41 meczów, strzelił 4 gole i zanotował 8 asyst. Był wyróżniającą się postacią ekipy ze Stadio Nereo Rocco.

„Mały Książę”

Powrót do Romy był niezwykle udany. W sezonie 2004/2005 Aquilani szturmem wdarł się do pierwszej jedenastki „Giallorossich”. Pod koniec marca 2005 roku podpisał nowy pięcioletni kontrakt z Romą. Niemal rok później, 26 lutego 2006 roku strzelił gola w derbach Rzymu. Po tym meczu kibice „Wilków” go pokochali. Spektakularne akcje, piękne gole po strzałach z dystansu, celne podania, wizja gry i elegancja w prowadzeniu piłki. Wielu fanów Romy zaczęło go porównywać z Giuseppe Gianninim. W trakcie sezonu 2005/2006 kibice Romy nadali mu pseudonim „Il Principino”, czyli „Mały Książę”.

Numer 8

Sezon 2006/2007 rozpoczął się od zmiany. Nowy idol publiczności na Stadio Olimpico otrzymał numer 8 po Matteo Ferrarim. Niestety poważna kontuzja wyeliminowała go z gry na prawie 7 miesięcy. Na boisko wrócił dopiero w maju 2007 roku. Rozgrywki 2007/2008 rozpoczął od dwóch goli w meczach przeciwko Palermo i Sienie. Ponownie zaczęły się nim interesować angielskie potęgi, m. innymi Chelsea i Arsenal, ale Włoch nie był zainteresowany. Swoją przyszłość wiązał z Romą…

Kontuzje

Pech ciał, że Alberto nabawił się kontuzji w meczu przeciwko Chelsea w październiku 2008 roku. Po trzech miesiącach przerwy wrócił na mecz ligowy przeciwko Milanowi i… opuścił San Siro z powodu kontuzji prawej kostki. Uraz wyleczył w ciągu dwóch miesięcy i 11 marca 2009 roku rozegrał mecz przeciwko Arsenalowi. Po nim nie zagrał do końca sezonu, a kibice Romy zaczęli się zastanawiać czy nie zmienić mu pseudonimu z „Mały Książę” na „Szklany Książę”.

Liverpool

Następca Gianniniego chciał się zrewanżować Romie. Klub ponosił ogromne koszty związane z leczeniem Alberto, dlatego Aquilani przedłużył kontrakt z ekipą „Giallorossich” do 2013 roku. Wiecie co stało się trzy miesiące później? Liverpool ogłosił, że zapłacił Romie 20 milionów € i pozyskał „Małego Księcia”. Reakcja kibiców Romy była podobna do tego co prezentowali fani Napoli na Stadio San Paolo po przejściu Gonzalo Higuaina do Juventusu. Rzymianie znienawidzili Aquilaniego (mimo tego, że nie odszedł do największych rywali we Włoszech). Pewny siebie Włoch był niewzruszony i nie mógł się doczekać przygody z klubem z Anfield Road. Jak wypadł w koszulce The Reds?

Przygoda z The Reds

Alberto Aquilani od początku nie miał łatwego życia w hrabstwie Merseyside. Blisko 20 milionów euro w tamtych czasach dość mocno windowało oczekiwania kibiców względem defensywnego pomocnika, który w AS Romie należał do najjaśniej święcących gwiazd. O ile można zapomnieć o przelewie, który powędrował na Stadio Olimpico w Rzymie to buty, w które musiał wejść Alberto były dla niego zbyt duże. Sam Rafa Benitez wybrał go na następcę kochanego przez Anfield Xabiego Alonso, który chwilę wcześniej zamienił czerwoną koszulkę Liverpoolu na biały trykot Galacticos. I jak to w takich sytuacjach bywa wychowanek „Giallorossi” kompletnie się spalił. 815 minut na boiskach Premier League szybko zweryfikowały umiejętności Alberto, który po serii wypożyczeń został oddany do Fiorentiny bez mrugnięcia okiem. W jednym rzędzie możemy go ustawić z takimi zawodnikami jak Nuri Sahin, Jay Spearing, Steven Caulker, Victor Moses, czy Aly Cissokho, o których pobycie w The Reds nikt nie pamięta.

Wypożyczenia i Las Palmas

Swoją karierę próbował ratować na wypożyczeniach w Juventusie i Milanie. Kibice „Starej Damy” pamiętają go z dwóch bramek w 33 meczach Serie A. Natomiast fani Rossonerich za gola, którego strzelił głową na Stadio San Paolo przeciwko Napoli. Dopiero na Stadio Artemio Franchi odzyskał formę. Gra we Florencji mu odpowiadała. Nie było takiego ciśnienia ze strony kibiców. Viola była drużyną ambitną, ale o Scudetto bić się nie mogła. W swoim debiutanckim sezonie w barwach „Fiołków” Aquilani rozegrał 25 spotkań i strzelił 7 goli. W dniu 26 stycznia 2014 roku rozegrał prawdopodobnie swój najlepszy mecz w karierze popisując się hat-trickiem w meczu przeciwko Genoi. To jednak był koniec czarów „Małego Księcia”. Grę we Florencji zakończył w sierpniu 2015 roku. Od tamtej pory co roku zmienia barwy klubowe. W sezonie 2015/2016 grał w Sportingu Lizbona, rozgrywki 2016/2017 rozpoczynał w Pescarze, a zakończył w Sassuolo. Obecnie kontynuuje karierę w UD Las Palmas.

Squadra Azzura

W młodzieżowych zespołach reprezentacji Włoch grał od czasu, gdy miał 15 lat. W 2003 roku zdobył z reprezentacją do lat 19 Mistrzostwo Europy i został wybrany graczem turnieju. Debiut w Squadrze Azzura zaliczył 15 listopada 2006 roku w meczu z Turcją. Grał na Euro 2008 m. innymi w meczach z Francją i Hiszpanią. Brał również udział w Pucharze Konfederacji w 2013 roku. Koszulkę Italii założył 38 razy (5 goli).

Biorąc pod uwagę karierę klubową i reprezentacyjną, Alberto Aquilani rozegrał łącznie 561 meczów, strzelił 59 goli i zanotował 52 asysty.

Podsumowanie

Alberto Aquilani to piłkarz, który najlepiej grał na Półwyspie Apenińskim. Miał świetny początek w Romie, a później zdecydowanie obniżył loty. Dziś wspomina, że nie żałuje transferu do Liverpoolu, ponieważ grał na wspaniałym stadionie dla świetnych kibiców. Szkoda, że zabrakło mu autorefleksji. Fanów The Reds rozczarował. Nie dał też rady w Juve i Milanie. Najbardziej jednak szkoda, że opuścił Romę, ale go rozumiem. Nie każdy może zostać drugim Giuseppe Gianninim. Sam talent nie wystarczy, właśnie dlatego Beppe, Francesco Totti i Daniele De Rossi to bohaterowie Rzymu. Dave Mustaine z Megadeth nazwałby ich nieśmiertelnymi. Pytanie czy Włoch w ogóle zasłużył na pseudonim „Mały Książę”? Moim zdaniem nie. Niestety nie ten kaliber, z całym szacunkiem Alberto.

Komentarze
Udostępnij: