Magia, która uleciała z Anfield, czyli życie po życiu.

Stało się to, co wydawało się nieuniknione, Brazylijczyk Coutinho od paru dni jest zawodnikiem Barcelony, która postanowiła wyłożyć według niektórych źródeł, kolosalne 160 mln euro (w tym bonusy, o których spełnienie Liverpool nie musi się martwić). W tym krótkim tekście chciałbym przedstawić Wam punkt widzenia kibica The Reds, który po raz kolejny musi borykać się z niebywałą stratą.

Javier Mascherano, Xabi Alonso, Fernando Torres, Luis Suarez, Raheem Sterling to najgłośniejsze przykłady zawodników, którzy opuszczali czerwoną część Merseyside mimo przywiązania i miłości kibiców, którzy przez wiele lat nie mogli wybaczyć swoim ulubieńcom porzucenie trudnego pokładu jakim jest Anfield. W letnim oknie transferowym J.W. Henry wraz z Jurgenem Kloppem nie pozwolili żeby Philippe zmienił miejsce zamieszkania na słoneczną Katalonie, tym bardziej, że jego prośba o transfer pojawiła się w czasie kiedy jego koledzy z klubu stali w blokach startowych przed nową kampanią Premier League. W wielu kibicowskich sercach zapłonęła nadzieja i pojawiło się pytanie : „czy to koniec okradania naszego klubu?”. W dobie, kiedy nie opłaca się klubom z Ligi Angielskiej oddawać zawodników, wydawało się, że Cou może zapomnieć o przeprowadzce, mając na względzie jeszcze to, że pół roku wcześniej parafował umowę wiążącą go z The Reds na kolejne pięć lat.

Transfer

Kolejne okno transferowe, które rozpoczynało się pierwszego stycznia przynosiło coraz więcej plotek o kolejnych zakusach Bluagrany względem magicznego Brazylijczyka. Po kilku dniach irytujących informacji, nastał czas, kiedy wszystkie media były zgodne: „10” Liverpoolu, zawodnikiem Dumy Katalonii, cena to 120 milionów euro i 40 milionów bonusów, o które spełnienie J.W. Henry nie musi się martwić.

Kiedy emocje opadły, patrzę już na to wszystko inaczej. Klopp nie chciał zawodnika, który myślami występuje obok Messiego, Suareza, Iniesty, czy ter Stegena, a nie obok Gomeza, Lovrena, Mignoleta, czy Solanke. Niemiecki trener od zawsze podkreślał, że nie potrzebuje zawodników, którzy w pełni nie są „jego”. Tak się działo w Borussi, kiedy kolejno odchodzili zawodnicy, którzy tworzyli wielkie BVB, znane ze zdetronizowania hegemona z Bawarii. The Normal One od zawsze stawiał nacisk na dobrą atmosferę w drużynie i rozłożenie zadań na poszczególnych zawodników, tak się działo ostatnio w Liverpoolu, który dzielił i rządził przy pomocy dokładnie wszystkich zawodników, którzy w niebywale dokładny sposób realizowali zadania Kloppa. Przecież The Reds mogli uprzeć się i nie oddawać Cou za żadne pieniądze świata. Pół roku przed Mistrzostwami Świata, kiedy Brazylia należy do faworytów turnieju, Philippe nie mógłby sobie pozwolić na spędzenie tego czasu na ławce, na trybunach, czy w rezerwach. Dlatego można postawić tezę, że to Liverpool oddał go do Barcelony przy aprobacie zawodnika, a nie, że Barcelona wyciągnęła zawodnika w jakże trudnym zimowym oknie transferowym, gdzie przeprowadzenie wielkich transferów zawsze graniczy z cudem. Dzisiaj po meczu z City wiem, że wyciągnięcie jednego trybiku z tej machiny nie zatrzyma jej przed dalszym rozwojem i dążeniem do tak upragnionego mistrzostwa Anglii. Występ Ox’a, kapitalna bramka Mane, czy jak zwykle kosmiczny gra Salaha skrzętnie ukrył brak byłego rozgrywającego Interu Mediolan. Magii z przodu nie brakuje, brakuje jej z tyłu, dlatego wydanie 75 milionów funtów na Virgila nie boli mnie ani trochę i odcinam się od oceniania go prze pryzmat najdroszego obrońcy w historii piłki nożnej.

W obronie Coutinho

Z drugiej jednak strony muszę stanąć w obronie filigranowego zawodnika. Zawodnicy z Ameryki Południowej mają to do siebie, że w ich rodzimych krajach, połowa ludności kibicuje Barcelonie, a drugia połowa Realowi (zależy akurat gdzie ich reprezentacyjny pupilek gra). Trzeba przyznać, że na świecie są dwa wielkie kluby, jest to właśnie Blaugrana i Królewscy z Madrytu. Jak to kiedyś powiedział Mateusz Borek, z którym zgadzam się w 100 % – te dwa hiszpańskie kluby są prawdziwym topem, splendorem, który mogą doznać tylko wybrani. Cała reszta jak Bayern, City, PSG, Chelsea, czy Manchester United są krok za nimi. To cały świat ogląda Gran Derbi, pasjonuję się wojną Messi – Ronaldo, nienawidzi Suareza i Ramosa, śledzi Neymargate i wyśmiewa się z zimy stulecia w stolicy Hiszpanii. Nie zrozumcie mnie źle, nie chce umniejszać innym klubom, ale to dwaj hiszpańscy giganci dzielą między siebie łupy w Lidze Mistrzów (rzecz jasna mówimy o teraźniejszości). Zresztą jaki piłkarz nie chciałby grać w zespole z Leo Messim, stając się z miejsca faworytem do wygrania praktycznie wszystkiego?

Jeśli cofniemy się o parę lat wstecz to odejście Coutinho jest też następstwem nieumiejętnej polityki transferowej Liverpoolu, która po odejściu Suareza wydała gigantyczne pieniądze, nie wzmacniając zespołu w sposób znaczący. Markovic, Lambert, Benteke, Ings, Balotelli, Manquillo to sztandarowe przykłady braku umiejętności poruszania się na rynku transferowym. Nie dość, że nie potrafiliśmy zatrzymać Cou to jeszcze tacy zawodnicy jak Willian, Alex Teixeira, Ilkay Gundogan, czy Leroy Sane wybierali inne kluby, nie wierząc w projekt pod nazwą Liverpool. Największym jednak hitem było to co działo się z próbą zakontraktowania Virgila w lecie, nie dość, że go nie kupiliśmy to jeszcze groziła nam kara ze strony FA oraz oziębienie stosunków z naszą Akademią Piłkarską zwaną Southampton. Dopiero przyjście Salaha, które okazało się strzałem w dziesiątkę, zakup Keity (wygranie rywalizacji z Bayernem),czy sprowadzenie VVD (wygranie rywalizacji z City) pokazały, że zaczęto wyciągać wnioski, ale na to było już za późno., Phill wybrał Barcelonę. Skoro nie potrafiliśmy stowrzyć mu warunków do gry o najwyższe cele to czemu miałby z chęci zdobywania pucharów rezygnować ? Romantyzm piłki zniknął z odejściem Gerrarda, Xaviego, Lahma, Del Pierro, czy Tottiego.

Pomyślał ktoś, że przez te 5 lat, kiedy mogliśmy cieszyć się jego grą w czerwonej koszulce, on oddawał serce za ten klub? W czasach kiedy partnerowali mu Lucas Leiva, Fabio Borini, Aly Cissokho, Jose Enrique, czy Mario Balotelli on w wielu sytuacjach ciągnął zespół w pojedynkę. Dlatego należy mu podziękować i podziwiać jego grę w barwach Barcelony, ciesząc się, że to my ukształtowaliśmy jednego z najlepszych zawodników na świecie.

Następcy

Po jego exodusie świat się nie kończy. Torresa zastąpił Suarez, Suareza z kolei Firmino, bo takie są odwieczne prawa piłkarskiej natury. Dlatego dzisiaj trzeba się skupić, w jaki sposób rozlokować pieniądze, które mają być przeznaczone w całości na wzmocnienie zespołu. Poniżej przedstawię Wam kilku zawodników, których chciałbym zobaczyć w koszulce The Reds w miejsce czarodzieja z Rio de Janeiro, ale tażke tych na których można spożytkować finansowe profity osiągnięte przy odejściu Philla.

Julian Draxler – dla mnie numer jeden, jeśli chodzi o wzmocnienie zespołu. Mówiło się o kwocie 40 milionów, na które zgodziłoby się PSG, by zamknąć temat Finansowego Fair Play. Doświadczony, z kapitalnie ułożoną nogą, niesamowitym przeglądem pola, a jego lekkość prowadzenia piłki godna jest największych zawodników na świecie. Zawodnik jego klasy nie może być drugim wyborem w klubie i jeśli na stałe chce zapewnić sobie miejsce w wyjściowej jedenastce reprezentacji Niemiec, musi odejść z PSG.

Luan – zawodnik Gremio, którego nazwisko przejawia w kontekście dołączenia do Liverpoolu od dłuższego czasu. Wybrany najlepszym zawodnikiem ostatniej edycji Copa Libertadores. Mogący grać na każdej pozycji w ataku, obunożny, z dużym ciągiem na bramkę. Skoro jeden Brazylijczyk odszedł to może trzeba zachować status quo ? Przecież magia z Kraju Kawy jest jedyna w swoim rodzaju.

Riyad Mahrez – zawodnik znający realia angielskiej piłki. Skoro w Leicester wyróżnia się w sposób znaczący to strach pomyśleć co prezentowałby z Salahem, Mane i Firmino u boku. Bajeczna technika, opanowanie, kapitalne podania to jego główne atuty. Nie widzę żadnych argumentów przeciw, żeby został naszym nowym rozgrywającym.

Thomas Lemar – wybrany przez Kloppa i to tyle, jeśli chodzi o jego atuty. Owszem, jest utalentowany, rozegrał jeden, dobry sezon w Monaco, ale to wszystko co pokazał na najwyższym poziomie.. W tamtym zespole nawet żenujący Subasić rozegrał sezon życia. Cena 90 milionów? Owszem, ale za Griezmanna, czy Eriksena. Nie jestem jego zwolennikiem, ale jeśli Jurgen go chce to znaczy, że ma na niego plan.

Danilo Pereira – może mniej znany pomocnik FC Porto, ale to kandydat na jednego z lepszych defensywnych pomocników świata. Kto w ostatnich latach był mistrzem Anglii? Leicester z Kante i Chelsea z Maticem. W przypadku odejścia Cana musimy kupić klasowego DM, który będzie potrafił zabezpieczyć poczynania obrony i ataku. 188 cm nie ogranicza w żaden sposób jego zwrotności i szybkości. Jego gra przypomina mi N’Zonziego, który swego chciałem zobaczyć w koszulce The Reds bez względu na cenę. Od czasu Masche i Alonso nie mieliśmy w zespole defensywnego pomocnika z prawdziewego zdarzenia, a przecież od ich odejścia mija zaraz odpowiednio 7 i 8 lat.

Leon Goretzka – zawodnik, którego możesz zobaczyć na całej długości i szerokości boiska. Hiszpańskie określenie pozycji Mediapunta idealnie oddaje sposób gry Leona. Z racji kończącego się kontraktu byłby do wyjęcia za darmo, co jest wielkim plusem. Podobno najbliżej mu do Bayernu, ale Jurgen Klopp potrafi być przekonujący, co nie panie Virgil? Skoro wspomnieliśmy o odejściu Cana trzeba pamiętać, że Wijnaldum od długiego czasu jest pod formą, Milner nie może być pierwszym zmiennikiem do środka pola, a Henderson… Henderson to materiał na długi wpis. Potrzebujemy i Danilo i Keity i Goretzki.

Elseid Hysaj – pewny punkt Napoli, dobry w obronie, świetny w ataku. Nowoczesny boczny obrońca pełną gębą. Przy niepewnej przyszłości Nathaniela Clyne, którego „stan zdrowia” trzymany jest w ścisłej tajemnicy, nie możemy stawiać na Joe Gomeza, który dzisiaj pokazał jak można tańczyć walca mając takiego partnera jak Leroy Sane. Klauzula wykupu? Podobno 50 mln euro. TAA nie pociągnie sam długiego, wyczerpującego sezonu, zresztą, ten chłopak ma tylko 19 lat.

Alvaro Odriozola – młody zawodnik Sociedad, o którego dopytuje Real Madryt. Zaliczył już debiut w dorosłej kadrze La Furia Roja, zbiera świetne noty , dlatego kraj Basków robi się już dla niego zbyt ciasny. Typowy przedstawiciel hiszpańskiej myśli szkoleniowej – dobrze wyszkolony technicznie, z ciągiem na bramkę i niebywałą umiejętnością pokazywania się na wolnej pozycji.

Bernd Leno – zasiedział się w Leverkusen, nie podlega to wątpliwości. Pora wypłynąć na szersze wody, może takie co płyną w hrabstwie Merseyside? Od lat prezentuje wysoki poziom. Dobrze wyłapuje górne piłki, jest niezwykle zwinny na linii bramkowej, dość dobrze gra nogami. Czego chcieć więcej?

Matia Perrin – przezwyciężył dwie ciężkie kontuzję i wrócił na swój niebywały poziom. Ten niepozorny chłopak broni lepiej im bardziej beznadziejna jest sytuacja. Jest typowany w kontekście zastąpienia Donnarummy w Milanie i chyba to jest całkiem niezła rekomendacja.

Podsumowanie

Jak widać życie po życiu istnieje. Podwaliny mamy, pieniądze mamy, trenera z najwyższej półki, który nauczony doświadczeniem ostatnich miesięcy zachowuje spokój na rynku transferowym też mamy. Czego chcieć więcej? Czuje, że wielkie czasy wracają na Anfield. Przyszły sezon będzie dla nas przełomowy. Pamiętajcie, żeby szanować Cou, bo dał nam piękne 5 lat, do ostatnich dni prezentował świetną formę i w dużej mierze dzięki niemu jesteśmy gdzie jesteśmy. Chciałbym, żeby Draxler, Danilo Periera, Leon Goretzka, Elseid Hysaj i Bernd Leno wzmocnili nasz zespół, ale czy to możliwe przy szalejącym rynku transferowym? Bezwzględnie wierze w Kloppa i wiem, że krzywy nie da nam zrobić. YNWA!

PS. Zapraszam Was serdecznie na nasz fanpage na Facebooku: Nieobiektywny kibic