Luka Bramkostrzelić

Kapitan z krwi i kości to taki, który potrafi wziąć na siebie ciężar gry i odpowiedzialność za wyniki drużyny. Powinien być liderem w szatni oraz na boisku, a jeśli nie jest to możliwe, przynajmniej w jednej ze sfer. W Crystal Palace rolę tę spełnia pewien serbski pomocnik, który nie jest typowym generałem środka pola – jest egzekutorem. Przed państwem Luka Milivojević, który w przeciwieństwie do pewnego sympatycznego polskiego piłkarza może swobodnie określać się mianem Bramkostrzelicia.

Urodzony w Kragujevac zawodnik, do Londynu przybył w styczniu 2017 roku. Dlaczego jest to dość istotna data? Ano dlatego, że od momentu jego debiutu, żaden piłkarz Orłów nie zdobył więcej goli od niego. Na przestrzeni nieco ponad dwóch lat, Serb 21-krotnie wpisywał się na listę strzelców, co sprawiło, że był najskuteczniejszym graczem drużyny z Selhurst Park w sezonie 2017/18 i pozostaje nim również w obecnych rozgrywkach.

Jest to niebagatelny wyczyn, jeśli weźmiemy pod uwagę, że Milivojević dzieli szatnię z Wilfriedem Zahą czy chociażby Christianem Benteke, który wprawdzie zatracił dawny blask, ale wciąż pozostaje uznaną marką. Szczególnemu osiągnięciu w najmniejszym stopniu nie umniejsza fakt, iż aż 17 spośród 21 trafień Luka uzyskał po uderzeniach piłki ustawionej na 11. metrze od bramki. Porzekadło mówi przecież jasno: karny to jeszcze nie gol.

Dobra dyspozycja strzelecka Milivojevicia zaskakuje, a szybki rzut oka na jego dotychczasową karierę tylko wzmaga to uczucie. Reprezentując barwy Olympiakosu Pireus zdobył on wprawdzie 15 bramek, lecz podczas pobytu w Anderlechcie, Crvenej Zweździe i belgradzkim Radzie zaliczył łącznie 10 trafień, czyli dokładnie tyle, ile w trakcie swojego pierwszego pełnego sezonu w Crystal Palace. Ponadto wszystko wskazuje na to, iż także aktualnie trwające rozgrywki Serb zakończy z “dwucyfrówką” na koncie.

Nie byłoby to możliwe, gdyby nie wspomniana wcześniej umiejętność wykorzystywania rzutów karnych. Przecież Luka jest defensywnym pomocnikiem, który stosunkowo rzadko znajduje się w sytuacjach dogodnych do sprawdzenia dyspozycji bramkarza drużyny rywali. Przecież oddaje stosunkowo mało strzałów – w tej kampanii ligowej zaledwie 48 (dla porównania Joshua King oraz Marcus Rashford, czyli zawodnicy, którzy zdobyli tyle samo bramek, co kapitan Orłów, uderzali odpowiednio 55 i 65 razy). Kluczem do sukcesu jest więc pewność, a także koncentracja przy wykonywaniu jedenastek. O nieomylności nie ma jednak mowy, Milivojević na przestrzeni dwóch sezonów zaliczył dwie pomyłki.

Mimo to, jego pozycja w drużynowej hierarchii pozostaje niezachwiana. Dla średniaka Premier League, jakim bez wątpienia jest Crystal Palace, tak wysoce skuteczny piłkarz środka pola, a jednocześnie świetny egzekutor rzutów karnych (od startu poprzedniego sezonu angielskiej ekstraklasy Londyńczycy uzyskali ich aż 19), jest prawdziwym skarbem. Pełni też funkcję lidera, który nie waha się wziąć na siebie odpowiedzialności, a świadectwem posiadanych ku temu predyspozycji jest powierzona mu opaska kapitańska.

Pod decyzją menedżera ochoczo podpisaliby się fani, których Milivojević jest ulubieńcem. Niezbitym dowodem sympatii zdają się być przyśpiewki oraz niewybredne rymowanki (“He comes from Serbia, he will fucking murder ya”) dedykowane Luce. Sam zainteresowany przyznaje, że doping bardzo go motywuje i dodaje energii. Ta sprawia natomiast, iż pomocnik wyróżnia się na tle swoich kolegów oraz rywali, a co najważniejsze, prowadzi drużynę z Selhurst Park do przedłużenia jej egzystencji w elicie. Nie może być jednak inaczej, taka powinność Bramkostrzelicia…

Facebook Comments