Luigi Simoni: Niedoceniony

Spokojny, analityczny, wyważony, o ogromnej kulturze osobistej i świetnie przygotowany merytorycznie. Luigi Simoni, trener mediolańskiego Interu z sezonu 1997-98, triumfator Pucharu UEFA, to jeden z najbardziej niedocenionych szkoleniowców w całej historii calcio. W wielkim klubie otrzymał szansę tylko raz. I pomimo zwolnienia, w pełni ją wykorzystał.

Jego Inter gryzł. Pagliuca w bramce, West, Bergomi, Colonnese w obronie, Zanetti, Simeone, Cauet, Winter w drugiej linii, Djorkaeff, lub skrzydłowy Moriero za napastnikami oraz Zamorano i Ronaldo w ataku. Inter Simoniego to była drużyna walczaków, oparta o geniusz ostatniego z wymienionych graczy oraz o kreatywność i błyskotliwość Djorkaeffa lub Moriero. Ronaldo praktycznie w pojedynkę decydował o całym ofensywnym potencjale „Nerazzurrich”. Swoją dynamiką, dryblingiem i siłą fizyczną dewastował obronę rywali.

Ale nie byłoby triumfu w Pucharze UEFA, fantastycznych powrotów w dwumeczach z Lyonem i Strasbourgiem, wielkiego finału z Lazio, czy wicemistrzostwa Włoch, gdyby nie pozostali gracze zespołu. Umiejętnie wkomponowani i poukładani przez Luigi Simoniego.  Defensywa grała niezwykle twardo i agresywnie, a druga linia, pozbawiona wielkiego polotu, szybko i umiejętnie transportowała futbolówkę do przodu. Do Ronaldo.

Gigi Simoni potrafił dotrzeć do każdego. Sprawić, że piłkarz przez cały czas czuł się ważną częścią zespołu. Miał świetny osobisty kontakt z Ronaldo, ale o jego umiejętnym zarządzaniu ludźmi mówili praktycznie wszyscy w mediolańskiej szatni. Także rezerwowi.

Niestety. Rozwój tamtej ekipy zatrzymał sam Massimo Moratti, który z końcem listopada 1998 roku podjął być może najgorszą decyzję w swojej prezydenckiej karierze. Luigiego Simoniego zwolnił tuż po… zwycięskim meczu ligowym z Salernitaną. Morattiemu nie podobał się styl gry drużyny. Uważał, że jego Inter powinien grać bardziej atrakcyjnie i ofensywnie. Strzelać więcej bramek i być częściej przy piłce. Simoniemu nie pomógł nawet fakt, że kilka dni wcześniej Inter pobił w epickiej grze madrycki Real i praktycznie zapewnił sobie awans do ćwierćfinałów Ligi Mistrzów. Moratti żądał spektaklu.

Następcą włoskiego trenera został Mircea Lucescu. Rumun, późniejszy twórca sukcesów ukraińskiego Szachtara, kompletnie nie poradził sobie z presją Mediolanu. Bardzo szybko zniweczył pracę swojego poprzednika. Inter przegrał pod jego wodzą w sezonie 1998-99 wszystko, co było jeszcze do wygrania. Lucescu odszedł jeszcze w marcu, a kolejnymi trenerami „Nerazzurrich” w tamtym sezonie zostawali Luciano Castellini i Anglik Roy Hodgson.

Z zespołu, który rok wcześniej we wspaniałym stylu wywalczył Puchar UEFA nie zostało praktycznie nic. Nadzieją na lepsze czasy miało być zatrudnienie latem 1999 roku Marcello Lippiego, jednak jak się później okazało, także on nie dał Interowi spodziewanych sukcesów. Te przyszły dopiero kilka lat później, wraz z przybyciem na trenerską ławkę niedoświadczonego Roberto Manciniego, ale kto wie co osiągnąłby Inter na przełomie wieków, gdyby Massimo Moratti nie podjął w listopadzie 1998 roku tamtej pochopnej decyzji o rozstaniu z Gigi Simonim. Tego nie dowiemy się oczywiście nigdy…

 

Tekst: Łukasz Rodacki, @Duch Sportu

Facebook Comments

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *