Lost: zagubiony

26 meczów, 4 gole i 6 asyst. Nie, to nie bilans obiecującego młodziana, który stawia swoje pierwsze kroki w dorosłym futbolu, a liczby, które wykręca wzbudzają zachwyt wśród kibiców. Statystyki bez tła są bowiem przyzwoite i niejeden skrzydłowy chciałby móc się takowymi pochwalić. Dopiero, kiedy spojrzymy na autora tych wyczynów, zrozumiemy, że coś się tu nie zgadza.

Dlaczego? A no dlatego, że miał on być gwiazdą drużyny, jej motorem napędowym, kreatorem i egzekutorem w jednym, liderem oraz natchnieniem. Oczekiwania specjalnie wygórowane nie były, gdyż przychodził do klubu jako czołowa postać ligi z wyrobionym nazwiskiem i ograniem na kilku frontach, w kilku krajach. Doskonale znał środowisko i miał wszystko, by wejść w nowe buty, a raczej w nowe barwy, z pełnym impetem. Stało się jednak zupełnie inaczej.

Najpierw, jak to często bywa, mówiło się o problemach z aklimatyzacją. Nie do końca rozumiałem, jak topowy zawodnik zmieniający klub w obrębie danej ligi może je mieć. Nie do końca rozumiałem, jak gracz potrafiący nakryć czapką wszystkich innych może mieć trudności z wejściem do szatni pełnej wielkich osobowości, lecz mniejszych – względem niego – umiejętności. O doświadczeniu nie wspominając…

Potem całemu zamieszaniu winna była taktyka menedżera oraz słabsza forma zespołu jako ogółu. Przecież z pustego, to i Salomon nie naleje. Sęk w tym, że liderzy mają to do siebie, że potrafią zrobić coś z niczego, pociągnąć kolegów do zwycięstwa. On najwyraźniej nie. Sam także nie błyszczał i nie błyszczy do dziś, niczym się nie wyróżnia. Mało kto liczy już na to, że wreszcie “odpali”.

Coraz częściej pojawiają się natomiast pytania, czy Alexis jest United potrzebny? Czy jego sprowadzenie było słuszne? Czy warto na niego stawiać?

A konkurencja nie śpi. Wypychany z Old Trafford Martial gra w obecnej kampanii więcej i notuje lepsze cyferki – wciąż przeciętne, wciąż lepsze od Chilijczyka. Na równi z Sanchezem – przynajmniej pod względem boiskowych wyczynów – stoi też Rashford. Argumentów ubywa więc w zastraszającym tempie.

Status nie chroni Alexisa przed zasiadaniem na ławce rezerwowych lub nawet na trybunach. Mourinho nie jest zaślepiony i nie wybiera zawodnika w słabszej dyspozycji kosztem tego w lepszej. Cała sytuacja niewątpliwie boli samego zainteresowanego, gdyż w przeszłości bywał zły i smutny z powodu opuszczenia murawy przed gwizdkiem końcowym, o pozostaniu wyłączonym z gry nawet nie wspominając…

Kiedy jest już na boisku, często przesadza z dryblingiem i zbyt długo trzyma futbolówkę przy nodze, co nie przynosi drużynie żadnych korzyści. W kwestii kreowania i wykańczania jest bezproduktywny, a jedyne co się chwali, to jego nieustępliwość i determinacja w odbiorze. Z całym szacunkiem, nie po to przychodził do Manchesteru.

Alexis z gwiazdy i bohatera przeistoczył się w zbędny balast. Zarabia najwięcej w Premier League, a nie prezentuje proporcjonalnych do tego umiejętności. Z jednej strony szkoda z niego nie korzystać pamiętając, co wyprawiał w barwach Arsenalu, z drugiej nie daje obecnie argumentów, by to robić. Jasne, powinien dostawać szanse, lecz Czerwone Diabły pozostają na cenzurowanym i potrzebują wyników. Nie ma miejsca, ani czasu na zabawę i eksperymenty, trzeba korzystać z najskuteczniejszych i najlepszych w danym momencie. 

Czy Chilijczyk dozna wreszcie olśnienia? Czy może całkowicie przygniecie go klątwa numeru 7, wisząca nad Old Trafford od odejścia Cristiano Ronaldo?

Facebook Comments