10 Sie
2018

Legia – Dudelange: 10 wniosków

Nie ma co tu ukrywać, Legia Warszawa zapisała się złotymi zgłoskami w kronikach eurowpierdolu. Przebiła Baku, przebiła Tallin, o Stjarnanie nawet nie wspominając. Trzeba powiedzieć wprost – jesteśmy dziadami, no. Nie ma co patrzeć na innych, nie ma co się śmiać, kibice Legii nie powinni wietrzyć spisków. Cała Polska generalnie w tym momencie śmieje się w twarz zasłużonemu klubowi z Warszawy i to jest bardzo, ale to bardzo przykre. Lecz kiedy się nawarzyło piwa, to teraz trzeba je wypić. Nienawistne spojrzenia, hejt w internecie i wściekłość fanów – to właśnie czeka Vuko i spółkę. Napisane zostało już sporo, pora jednak na chłodno przeanalizować i wyciągnąć te słynne wnioski.

1. Nazwa

Legia powinna oficjalnie zmienić nazwę na Samarytanie Warszawa. Pasja, z jaką oddali inicjatywę Dudelange, zasługuje na uznanie i na mocną kandydaturę do Pokojowej Nagrody Nobla. Środek pola praktycznie nie istniał, obrona była wolna jak wóz z węglem i, parafrazując Bolca z „Chłopaki nie płaczą”, Legii brakowało luzu. Coś próbował Carlitos, coś próbował Kucharczyk, ale albo trafiało to w blok obronny drużyny z Luksemburga, albo trafiało to w trybuny ku uciesze kibiców, bo chociaż mogli dotknąć albo zgarnąć oryginalną meczową piłeczkę. A to zawsze parę stów do przodu. Dudelange jakichś wybitnych warunków nie postawił, ale legioniści uznali, że skoro przeciwnikowi się nie chce, to oni tym bardziej nie muszą. Naprawdę Samarytanie.

2. Cierpliwość

Arkadiusz Malarz powinien zostać twarzą kampanii „Zadbaj o swoje serce”. Czerwień, która lała się z jego twarzy, mogłaby służyć za flagę Związku Radzieckiego. Biegał, latał, krzyczał, ale nic z tego nie wynikało. Przy pierwszej bramce nie miał raczej nic do powiedzenia, bo Stoltz obiegł Nagya jak pachołka, a potem zgrabnie zagrał do Couturiera, który zwieńczył dzieło silnym strzałem. Im bliżej do końca, tym Malarz robił się coraz bardziej czerwony, że aż było mi go szkoda. Legia powinna być wdzięczna Bogu, że między słupkami nie stał Dusan Kuciak, bo by jeszcze kogoś udusił. Jednak gdyby miał być sprawiedliwy, to w końcówce musiałby już biegać sam. Przez chwilę widziałem w oczach bramkarza Legii takie wymowne „a może rzucić to wszystko i wyjechać w Bieszczady?”.

3. Chaos

Nagy na lewej obronie jest kompletnym nieporozumieniem. Człowiek, który nie grał nigdy na tej pozycji i, umówmy się, że wirtuozem futbolu nie jest (a to i tak bardzo eufemistyczne określenie), ma wyjść na mecz, mimo wszystko pucharowy, przeciwko mistrzowi jakiegoś kraju. Bardzo to dobrze świadczyło o podejściu do rywala. Tylko chyba Dudelange o tym nie wiedziało, bo podeszło do niego bez żadnego respektu. Efekt? Lewa obrona była bardziej elektryczna niż rosyjskie wesele, a Nagya równie dobrze mógłby zastąpić ktoś z publiczności w ramach wygranego losowania albo Bazyli z Ulicy Sezamkowej. Gorzej by z pewnością nie było.

4. Logika

To w sumie świadczy o ciekawej polityce kadrowej klubu. Po co bowiem wystawiać nominalnego lewego obrońcę, jakim jest Artur Jędrzejczyk, skoro można wystawić Nagya. Ba! Po co go zapisać do gry i nawet posadzić go na ławce, by mógł ratować co się jeszcze dało. Lepiej udawać, że robi mu się na złość i kazać mu siedzieć w domu, i patrzeć na stan konta, gdzie trafiają konkretne pieniądze. Lepiej było posadzić Eduardo, który, powiedzmy sobie szczerze, miał tyle wspólnego z prawdziwym futbolem w ostatnim czasie co ja z fitnessem. A dodam tylko, że mam nadwagę.

5. Taktyka

W końcówce Vuković postanowił zdjąć napastnika i wprowadzić obrońcę, który szerszej publiczności jest znany jedynie z tego, że prowadził show z Marcinem Prokopem. Nie obrażając Hołowni, gdyż de facto został wrzucony w to bagienko, ta decyzja była błędna. Chyba że oficjalnie Vuković przyzna, że na własnym stadionie bronił wyniku tego blamażu, gdyż wiedział wprost, że to może się skończyć jeszcze wyżej. Jeśli jednak tak jest, to niech chociaż ma odwagę powiedzieć to otwarcie, a nie zasłaniać się problemami mentalnymi.

6. Szczerość

Nie miał jednak takiego dylematu Michał Kucharczyk, który po meczu powiedział wprost – „Jesteśmy prymitywnym zespołem”. Osobiście szanuję, że ktoś powiedział jak jest. Jednak po pierwsze mam nadzieję, że swoich słów znów nie odwoła, bo ktoś źle je zrozumiał, a po drugie szkoda, że muszą robić to piłkarze, a nie trener ktoś, kto zastępuje trenera. Co prawda brakowało tutaj monologu Janukiewicza albo Malarza o obudzeniu się, ale słowa Grzegorza Skwary unosiły się dziś nad stadionem Legii.

7. Siła

Piłkarze Legii bardzo mocno naciskali na przygotowanie fizyczne, bo jak sami twierdzili, nie są gotowi na sezon. Nie wiem co robili przez ostatni tydzień, ale chyba to przespali, ponieważ piłkarze mistrza Luksemburga byli szybsi i pewniejsi praktycznie w każdym aspekcie. Najbardziej wymowne było minięcie Mateusza Żyry. Polski Giroud jedyne co mógł oglądać, to plecy rywala i zastanawiać się, czy to na pewno Perez, Turpel a może rzucili go przeciwko Aguero?

8. Agresja

Najbardziej agresywne zachowanie Legii w meczu? Wykorzystanie błędu obrony Dudelange przy bramce, a poza tym pretensje Carlitosa do Vukovicia.

9. Profesjonalizm

Najlepszy występ ze strony polskiej? Jacek Laskowski. Nawet Michał Żewłakow, który powiedzmy sobie szczerze zbytniego polotu do komentowania nie ma, był dziś diamentem. A i piłkarsko raczej nie odstawałby od większości piłkarzy.

10. Współczucie

Kibicom Legii szczerze współczuję. Sobie szczerzę współczuję. Wszystkim oglądającym szczerze współczuję. Tak naprawdę to mi przykro i nie zazdroszczę każdemu kibicowi polskiej piłki nożnej. Co nam pozostało zrobić? Siąść wieczorem i pierdolnąć whisky – no i czekać na rewanż.

Komentarze
Udostępnij: