Mistrzowie Polski

Z pasją opowiadamy o futbolu

Felietony

Kwiaty Manchesteru, 60 lat od tragedii monachijskiej

6 lutego 1958 roku doszło do jednej z największych katastrof w historii futbolu. Samolot linii British European Airways nie zdołał dobrze wystartować, wypadł z pasa lotniska, przebił się przez barierkę i rozbił się o pobliskie domostwo. Wśród pasażerów znajdowali się ludzie związani z Manchesterem United: zawodnicy, sztab szkoleniowy oraz pracownicy. Wraz nimi podróżowali też dziennikarze z Anglii i inni. Śmierć poniosły 23 osoby. Ośmioro z nich było piłkarzami, których do dziś określa się mianem Kwiatów Manchesteru.

Byli to młodzi i niezwykle utalentowani piłkarsko ludzie. Mieli podbić świat i zawładnąć rozgrywkami nie tylko w Wielkiej Brytanii, ale i w całej Europie. Wróżono im świetlaną przyszłość, laury i sława czekały. Los chciał jednak inaczej. Zginął Geoff Bent, Roger Byrne, Eddie Colman, Mark Jones, David Pegg, Tommy Taylor, Liam Whelan i Duncan Edwards. Ostatni z nich miał najprawdopodobniej największe umiejętności i mógł osiągnąć najwięcej nie tylko drużynowo, ale i indywidualnie.

Duncan Edwards zostałby najlepszym piłkarzem wszech czasów, wraz z reprezentacją Anglii wzniósłby w 1966 roku Puchar Świata, zostałby następcą Bysby’ego na ławce Old Trafford.

Wszystko mogło potoczyć się inaczej. Kilka czynników wpłynęło jednak na tragiczny rezultat. Przede wszystkim pogoda. Mróz i śnieg nie ułatwiły zadania pilotom. Maszyna musiała zostać zatankowana w Monachium, przed dalszą drogą do Manchesteru. Drużyna wracała z Belgradu po zremisowanym spotkaniu z klubem FK Crvena zvezda Belgrad (ówcześnie Red Star) w ramach rozgrywek Pucharu Europy. Wynik dał im upragniony awans do półfinału. Czas naglił, gdyż władze ligi angielskiej nie zgodziły się na przełożenie kolejnego spotkania. Manchester United nie mógł więc pozwolić sobie na nocleg w Niemczech i pomimo dwóch nieudanych prób startu zdecydowano się na trzecią. Ta okazała się opłakana w skutkach.

Kiedy tragiczne wieści dotarły do Anglii, natychmiast zapanowała żałoba. Smutek, niedowierzanie, zaprzeczanie, bezsilność. Sądzę, że nie da się tego precyzyjnie określić w słowach. Ludzie bardziej lub mniej związani z Dziećmi Busby’ego nie mogli poradzić sobie z zastaną rzeczywistością. Oni wszyscy podziwiali i szanowali tych zawodników. Byli dla nich wzorami do naśladowania, a jednocześnie zwykłymi osobami, z którymi łatwo było się utożsamiać. Pomimo wspaniałej gry pozostawali ludźmi z sąsiedztwa.

To nie była tylko grupa utalentowanych chłopaków, oni byli bogami gry, nienagannymi pod względem fizycznym, duchowym i moralnym

Mimo to, zarząd postanowił działać. Nie chciano iść śladami Torino, które także zostało niegdyś dotknięte katastrofą lotniczą. W ich przypadku nikt nie przeżył i jeszcze trudniejsze było odbudowanie klubu. Nigdy nie udało się tego w pełni zrobić i nawiązać do największych sukcesów. Można stwierdzić, że w przypadku United było odwrotnie. Tragedia napędziła ich do zdobywania trofeów i stała się symbolem walki z losem i przeciwnościami. Droga była jednak kręta i wyboista. Nie udałoby się to bez wsparcia tysięcy ludzi i zaangażowania kluczowych postaci.

Jedną z nich, być może najważniejszą, był Jimmy Murphy. Zarządzał wszystkim co dotyczyło klubu, wspierał rodziny ofiar i stopniowo odbudowywał zespół. Na wszystko brakowało pieniędzy. Począwszy od maszyny do pisania, aż po nowych graczy. Wielu oferowało swoje usługi, lecz nie każdy robił to bezinteresownie. Koniec końców sezon udało się dokończyć dzięki zlepkowi zawodników wypożyczonych oraz rezerw. Wszyscy czekali na Matta Busby’ego, który mimo bardzo ciężkiego stanu zdrowia i odniesionych ran, walczył w szpitalu i zapowiadał powrót. Męczyło go też sumienie, gdyż obwiniał samego siebie za śmierć podopiecznych. Sądził, że to wszystko przez jego chorą ambicję. Nie chciał przecież odpuścić i pokazać, że władze ligi miały rację. Chciał za wszelką cenę udowodnić, iż to jego zdanie będzie na wierzchu.

Kolejną osobą, która tchnęła w kibiców nadzieję był Bobby Charlton. Przeżył katastrofę i jako jeden z niewielu wrócił na murawę w dobrej formie i mimo traumy uważał, że jego obowiązkiem jest gra w piłkę w celu upamiętnienia swoich kolegów. Niewiarygodne, że po tym wszystkim zdołał sięgnąć między innymi po Mistrzostwo Świata w barwach reprezentacji Anglii oraz Puchar Europy z Manchesterem United. Do niedawna pozostawał też najlepszym strzelcem w historii klubu. Do dziś pojawia się na meczach Czerwonych Diabłów, a przed Old Trafford stoi jego pomnik.

Już w 1963 roku, a więc zaledwie po pięciu latach od katastrofy, udało się zdobyć pierwsze trofeum. Był nim Puchar Anglii. Dwa lata później odzyskano mistrzostwo kraju, a dekadę po tragedii pierwszy w historii klubu Puchar Europy. Busby mógł choć trochę uwolnić się od wyrzutów sumienia.

Kolejne dziesięciolecia to pasmo sukcesów. Nie o tym jest jednak ten tekst. Pamięć po tragicznie zmarłych zawodnikach pozostaje w sercach fanów United. Co roku w okolicach 6 lutego mecze na Old Trafford poprzedzone są minutą ciszy, która skłania do refleksji na temat kruchości i ulotności ludzkiego życia oraz niespełnienia. Zmarli zostali odpowiednio uhonorowani poprzez symbole upamiętniające, jednak monachijska katastrofa na zawsze wryła się w historię klubu. Nigdy nie dowiemy się jak potoczyłyby się jego losy, gdyby nie to wydarzenie. Życie, a przy tym futbol, jest brutalne i często niesprawiedliwe, a jednocześnie piękne. Tu tragedia może prowadzić do odrodzenia i finalnego wspięcia się na wyżyny. Jedynym pozytywnym efektem wydarzeń z 6 lutego 1958 roku było dążenie do oddania czci ofiarom poprzez sukces i zdobycie tego, czego nie udało zdobyć się Kwiatom Manchesteru.

Dzisiaj, 60 lat po wypadku samolotowym, piłka nożna jest zupełnie inna. Wartości, którymi kierują się ludzie uległy drastycznym zmianom. Postępuje komercjalizacja i zanik lojalności. Manchester United jest jednym z największych i najbardziej utytułowanych klubów świata i stanowi instytucję, markę samą w sobie. Mimo to, jedną z niewielu niezmiennych tradycji pozostały obchody rocznicowe, kiedy cały świat przypomina sobie o tragicznej śmierci osób, które mogły zapisać się w historii futbolu złotymi zgłoskami. Dobrze, że chociaż pamięć pozostaje w człowieku wieczna.

Powyższe cytaty pochodzą z książki Jima White’a pod tytułem „Manchester United. Diabelska biografia”. Serdecznie polecam wszystkim zainteresowanym.

Serdecznie zapraszam na mojego bloga: https://maciejsarosiek.wordpress.com/

Facebook Comments