Książę, który nie zrobił wielkiej kariery

MILANO 25/04/2012 – CAMPIONATO SERIE A 2011/2012 INCONTRO MILAN – GENOA – NELLA FOTO PRICE BOATENG ESULTA DOPO IL GOL VINCENTE
FOTO IOTTI/INFOPHOTO

Książę, który nie zrobił wielkiej kariery

Jako jedyny piłkarz w historii Milanu w trakcie mistrzowskiej fety skopiował Michaela Jacksona i zatańczył słynny „Moonwalk”. Kiedy grał w czerwono-czarnej koszulce strzelał kosmiczne gole przeciwko Juventusowi, Lecce i Barcelonie. Jego przeciwnicy żartowali, że włodarze „Il Diavolo” nie musieli zatrudniać sokolnika na San Siro, ponieważ Milan miał w składzie „Księcia”. Często był nazywany gołębiarzem. Wiele razy jego piłki lądowały na trybunach, ale kiedy już strzelił gola to był wyjątkowej urody. Miał wszystko: sławę, pieniądze, kobiety , luksusowe samochody i zegarki lepsze niż Sławomir Nowak. Zamiast skupić się na piłce wolał prowadzić życie celebryty. Przed Wami Kevin-Prince Boateng, nowy piłkarz US Sassuolo.

Kevin-Prince Boateng urodził się 6 marca 1987 roku w Berlinie.

Popularny „Książę” jest starszym bratem Jerome’a Boategna. Karierę piłkarską rozpoczął w klubie Reinickendorfer Füchse w 1994 roku. Po kilku miesiącach zmienił barwy i spróbował swoich sił w akademii piłkarskiej Herthy BSC. Miał ogromny talent, dlatego przeszedł przez wszystkie szczeble kariery w drużynie z Berlina. Po dziesięciu latach żmudnej pracy dostał się do drugiej drużyny Herthy. Trener „Starej Damy”, Andreas Thom włączył go do pierwszej drużyny w sezonie 2005/2006. Piłkarz z Ghany dołączył do takich graczy jak m. innymi Yıldıray Baştürk, Pál Dárdai, Gilberto, Niko Kovač i Marcelinho. Niewątpliwie miał się od kogo uczyć. Na boiskach Bundesligi zadebiutował w meczu z Eintrachtem Frankfurt. Barwy niebiesko-białych reprezentował do 2007 roku. Kiedy przyszła oferta od Tottenhamu Hotspur nie zawahał się ani przez chwilę. Spurs zapłacili za niego włodarzom Herthy 5.4 mln funtów.

Premier League była dla niego innym światem. Nagle jego życie zmieniło się o 180 stopni. Czekało go coś na co w ogóle nie był przygotowany. Kevin-Prince Boateng nagle stał się bogaty. Wcześniej był jak bohater piosenki 50 Centa pod tytułem „Window Shopper”, który luksusowe marki oglądał przez witryny sklepowe. Londyn nie był idealnym miejscem dla 20-latka. Podpisał lukratywny kontrakt i nagle zyskał mnóstwo „przyjaciół”. Woda sodowa szybko uderzyła mu do głowy. Fortuna na koncie zmieniła go w wykolejeńca. Boateng zamiast skupić się na futbolu wolał brylować na salonach. Balował w klubach, jadł śmieciowe jedzenie i pił hektolitry alkoholu. Otłuszczony Boateng nie znalazł uznania w oczach Martina Jola. Trener Spurs już po miesiącu oznajmił mu, że nie ma dla niego miejsca w składzie. Obrażony „Książę” postanowił, ze powetuje sobie niepowodzenia w salonach samochodowych i sklepach z ciuchami. Ważył 95 kilogramów i coraz bardziej przypominał Fat Joe, a nie zawodowego sportowca. Pewnego dnia kupił sobie trzy samochody: Lamborghini, Hummera i Cadillaca Oldtimera. W ten sposób próbował sobie kupić szczęście, lecz po tygodniu jazda nowymi furami mu się znudziła. Ghańczyk tak wspomina tamte czasy: „Imprezowałem sześć dni w tygodniu i piłem przez rok. Ponieważ nie mogłem sobie kupić szczęścia i nie mogłem grać w piłkę, kupiłem Lamborghini. Byłem szczęśliwy przez tydzień, a później przestałem go nawet używać. Do dziś mam zdjęcie, na którym są trzy samochody, wielki dom i ja, wyglądający jak raper 50 Cent. Jaki ja byłem głupi…”.

Kevin-Prince Boateng zmierzał w sposób nieunikniony do degradacji fizycznej, psychicznej i społecznej, po prostu autodestrukcja. Obnosił się ze swoim bogactwem. Zachowywał się jak Lloyd Christmas i Harry Dunne w filmie „Głupi i głupszy”. Jim Carrey oraz Jeff Daniels w tym kultowym i niezbyt mądrym filmie postanowili przemierzyć pół Ameryki, by oddać zgubioną walizkę Lauren Holly (Mary Swanson). Kiedy przez przypadek odkryli, że jest w niej mnóstwo pieniędzy, wydali je na Lamborghini, ciuchy, garnitury itd. Pokazowo marnowali studolarówki. Parafrazując klasyka, że to nie film. Boatenga dopadła depresja. Nagle zorientował się, że miał wokół siebie wielu fałszywych przyjaciół. Ludzie odzywali się do niego tylko wtedy kiedy czegoś potrzebowali i nikt nie pytał go: „Co u Ciebie? Jak się miewasz? Czy chcesz porozmawiać”. Czuł się jak Mike Tyson w primie. Był sławny, bogaty i samotny.

Pod koniec sierpnia 2009 roku pomocną dłoń wyciągnęło do niego Portsmouth. Można powiedzieć, że Avram Grant uratował mu karierę. Trener niebiesko-białych dał mu szansę. Tym razem „Książę” ją wykorzystał. Wrócił do treningów, odstawił śmieciowe jedzenie i zaczął się prowadzić jak na profesjonalistę przystało. W dniu 12 września 2009 roku strzelił pierwszego gola dla Portsmouth w meczu przeciwko Bolton Wanderers. W półfinale FA Cup zdobył bramkę na Wembley przeciwko Spurs. Zemsta była słodka, a Portsmouth wyeliminowało Tottenham Hotspur i zameldowało się w finale. W decydującym meczu FA Cup górą okazała się Chelsea. Po tamtym finale Boateng stał się wrogiem publicznym numer jeden w Niemczech, ponieważ wyeliminował z gry na Mundialu 2010 Michaela Ballacka. Przeprosin „Księcia” Ballack nie przyjął, a niemiecka prasa nie pozostawiła na Boatengu suchej nitki. Dodatkowo Portsmouth miało problemy finansowe i spadło z Premier League w sezonie 2009/2010.

Po Mundialu w RPA zmienił barwy klubowe. Włoska Genoa wykupiła go za 5 mln euro, a następnie oddała na zasadzie współwłaścicielstwa Milanowi. Kevin-Prince Boateng nie mógł uwierzyć w to, że trafił do Rossonerich. Podczas pierwszego dnia w Milanello zobaczył Seedorfa, Pirlo, Ambrosiniego, Ronaldinho, Thiago Silvę, Robinho i Ibrahimovicia. Podczas śniadania zadzwonił do Jerome’a i powiedział: „Hej! Siedzę właśnie obok Pirlo”, a jego brat odpowiedział: „Prześlij zdjęcie, koniecznie!”. Największe wrażenie zrobił na nim Ibrahimović. Dlaczego? Podobno Zlatan to zabawny gość, w trakcie śniadań i obiadów w Milanello ciągle żartował. Poważniej robiło się na treningach. Wie coś o tym Rodney Strasser…

Milan miał wtedy bardzo mocny skład i nic dziwnego, że zdobył Scudetto, zresztą ostatnie w swej historii. Kevin-Prince Boateng na początku swojej przygody z Milanem czarował. Zdobywał cudowne bramki i notował ważne asysty. Po zakończeniu sezonu 2010/2011 dotrzymał słowa i skopiował „Moonwalk” Michaela Jacksona. Problem w tym, że od tego czasu piłkarz z Ghany ponownie zaczął rozmieniać się na drobne. Stolica mody jest pełna pokus. Mediolan nie jest miastem dla słabych ludzi. Kiedy piłkarz zdobywa w nim sławę zyskuje mnóstwo fanów. Oczekiwania rosną z kolejki na kolejkę. Wiedział o tym „Książę”, ale nie słuchał rad swoich starszych kolegów z szatni. Ghańczyk ponownie zaczął brylować na salonach. Był królem parkietów w dyskotekach stolicy Lombardii. Coraz gorzej prezentował się w meczach. Mnóstwo piłek posyłał w trybuny, dlatego kibice Rossonerich zaczęli złośliwie nazywać go gołębiarzem. Co prawda miewał przebłyski geniuszu jak na przykład w meczach z Barceloną (bajeczna bramka po ograniu Abidala) czy Lecce (hat-trick w drugiej połowie i 4:3 dla ACM), ale to było za mało. Żył według swojej dewizy, czyli śmiej się teraz, płacz później. Pod koniec sierpnia 2013 roku cierpliwość włodarzy Milanu się wyczerpała. Boateng został sprzedany do FC Schalke 04 za 10 mln euro.

Jego początek na Veltins-Arena był udany. Boateng zadebiutował w meczu z Bayerem Leverkusen. W dniu 14 września 2013 roku zdobył zwycięską bramkę przeciwko Mainz 05. Kibice Schalke przyznali mu tytuł „Piłkarza Października 2013”. Baterie ofensywnego pomocnika były naładowane. Ghańczyk strzelił dwa gole Werderowi Brema w listopadzie 2013 roku. Sezon 2013/2014 Schalke zakończyło na 3. miejscu w tabeli Bundesligi i awansowało do fazy grupowej Ligi Mistrzów, w dużej mierze dzięki grze Boatenga (7 goli i 4 asysty).

Kolejny sezon to pasmo porażek i skandalicznych zachowań Boatenga. Nowa gwiazda „Die Königsblauen” ponownie poczuła się zbyt pewnie. Codziennie było piwo i niezdrowe jedzenie. Facet miał 27 lat, a umysł 15-latka. W ogóle nie wyciągnął wniosków z błędów popełnionych w przeszłości. Efekt? W dniu 11 maja 2015 roku Kevin-Prince Boateng i Marco Höger stracili pracę w Schalke. Dyrektor generalny „Die Königsblauen”, Horst Held nie wytrzymał i podziękował obu Panom za współpracę. Od 8 grudnia 2015 roku „Książę” przebywał na bezrobociu, brzmi dumnie prawda?

Ghańczyk nie zdążył jeszcze pójść do Arbeitsamtu, a już dostał nową ofertę pracy. Pomocną dłoń wyciągnął do niego… Milan. Adriano Galliani zaproponował Boatengowi 6-miesięczny kontrakt. Oficjalnie na boiska Serie A „Il Principe di Milano” wrócił 9 stycznia 2016 roku w meczu z Romą. Kilka dni później Boateng strzeli gola na 2:0 w meczu z Fiorentiną na San Siro. Co było dalej? Brak formy, strzały w trybuny i kolacje, które organizował kolegom z szatni w Mediolanie. Latem 2016 roku definitywnie zakończyła się jego przygoda z czerwono-czarnymi. Prince opuścił Mediolan i podpisał kontrakt z Las Palmas.

Wszyscy byli zaskoczeni wyborem Boatenga, ale prawda jest taka, że tylko w mniejszym klubie mógł ratować swoją karierę. Wielu pytało go dlaczego Las Palmas? Boateng odpowiedział: „A dlaczego nie? Jest tutaj fantastyczna atmosfera i wspaniali kibice. Poza tym mam gdzieś co mówią inni. Dajcie mi tylko piłkę i pozwólcie grać”. Jak powiedział, tak zrobił. Szybko stal się gwiazdą Las Palmas. Kibice na Estadio Gran Canaria go uwielbiali. Boateng wziął się za siebie i rozegrał bardzo dobry sezon w La Lidze. Strzelił 10 goli i zanotował 5 asyst. Dawno nie miał takich statystyk. Dzięki jego grze „Kanarki” zajęły 14. miejsce w tabeli i ze spokojem utrzymały się w La Lidze. Niestety po sezonie 2016/2017 kontrakt Boatenga został rozwiązany za porozumieniem stron. Ghańczyk podjął decyzję ze względu na rodzinę. Po przygodzie z Las Palmas wrócił do Niemiec i podpisał kontrakt z Eintrachtem Frankfurt.

Powrót do Niemiec był udany. Boateng zmienił swoje nawyki żywieniowe. Prowadził się wzorowo w myśl znanego przysłowia „kto jada sałatki, ten piękny i gładki”. Trener Niko Kovač dał mu szansę i nie żałował. Kevin-Prince strzelił 6 goli w Bundeslidze i zanotował 2 asysty. Wszędzie go było pełno. Grał zarówno w pomocy, na prawym skrzydle jak i ataku. Sezon 2017/2018 zakończył zdobywając z Eintrachtem Puchar Niemiec. W finale na Olympiastadion w Berlinie jego „Orły” pokonały 3:1 Bayern. Swoją przygodę z Frankfurtem zakończył sukcesem, lecz od przyszłego sezonu będzie grać w US Sassuolo. Ciekawe jak poradzi sobie na Mapei Stadium i czy strzeli gola Milanowi.

Jeśli chodzi o wątek reprezentacyjny to temat rzeka. Boateng mógł wybierać między Niemcami a Ghaną. Na początku wybrał DFB-Team. Był gwiazdą reprezentacji Niemiec do lat 19. Wątpliwości co do niego miał Dieter Eilts i nie powołał go do kadry U-21. W czerwcu 2009 roku Boateng nie był już zainteresowany grą dla Niemiec. Wybrał Ghanę i z nią pojechał na Mundial do RPA. Po Mistrzostwach Świata trafił do Milanu, a później zrezygnował z gry w kadrze „Czarnych Gwiazd”, ponieważ nie mógł pogodzić obowiązków klubowych i reprezentacyjnych. Jego bilans gry w reprezentacji Ghany to 15 meczów i 2 gole.

Biorąc pod uwagę karierę klubową i reprezentacyjną, Kevin-Prince Boateng wystąpił łącznie w 473 meczach, strzelił 77 goli i zanotował 50 asyst.

Kevin-Prince Boateng to showman i jego życie to pasmo różnych ciekawych anegdot. Jedna z nich dotyczy Mundialu w RPA. Ghańczyk marzył o spotkaniu trzech osób w swoim życiu: Michaela Jacksona, Muhammada Alego i Nelsona Mandeli. Udało się „tylko” z Mandelą. Ikonę walki z apartheidem spotkał podczas Mundialu w RPA. Nie wiedział jak się zachować, więc pierwszy lody przełamał Nelson Mandela mówiąc: „Cześć. Moja córka chce, żebyś został jej mężem”. Prince odpowiedział: „Przepraszam, ale już mam dziewczynę”.

Kiedy masz 20 lat myślisz, że możesz sięgnąć gwiazd lub być jak Bradley Cooper w filmie „Jestem Bogiem”. Tak właśnie robił Kevin-Prince Boateng. Jako 20-latek zarabiał krocie. Chciał kupić świat. Miał mnóstwo kobiet, wypasione samochody, ale brakowało mu prawdziwych przyjaciół i miłości. Uzależnił się od alkoholu, a później walczył z depresją. Chorobę pokonał, ale zmarnowanego talentu już nie odzyska. Jego historia to przestroga dla wielu młodych piłkarzy. Dziś „Książę” wraca do Serie A, czyli ligi, w której grał najlepiej. Kiedy był piłkarzem Milanu na chwilę wzniósł się na wyżyny swoich umiejętności. Wykorzystał swoje pięć minut w Mediolanie, a goli przeciwko Juve, Lecce, BATE Borysow, Barcelonie i Arsenalowi żaden kibic Rossonerich mu nie zapomni. Szkoda, że refleksja przyszła zbyt późno. Oby w nadchodzącym sezonie pokazał, że jeszcze potrafi grać na wysokim poziomie. Sezon 2018/2019 we Włoszech zapowiada się pasjonująco!