Kontrowersje, kontrowersje…

Co jest niezbędne do kłótni w Polsce?

Wystarczą dwie osoby (ewentualnie jedna z rozdwojeniem jaźni), a powód zawsze się znajdzie. Jeśli sprawa dotyczy czegoś tak ważnego jak futbol, w dodatku spotkania które najprawdopodobniej zadecyduje o mistrzostwie Polski, to jesteśmy o jedną niewielką iskrę od wzniecenia potężnej pożogi. Kiedy na początku spotkania Lechii z Legią sędzia Daniel Stefański nie podyktował rzutu karnego dla gości, wiedziałem że właśnie wyciągnął miotacz ognia w składzie dynamitu. Że temat będzie żył swoim życiem przez długie tygodnie i stanie się głównym motywem dyskusji o klubowej piłce w naszym kraju. Zresztą, nawet w naszej redakcji wzbudził spore kontrowersje.

Ja osobiście oglądając na żywo pojedynek byłem wręcz pewien że arbiter popełnił błąd. Wątpliwości nie mieli również komentatorzy TVP (Laskowski i Podoliński), którzy wyraźnie sugerowali rzut karny dla Lechii. Tymczasem wyciąg z przepisów (czy raczej zaleceń) którym podzieliła się nasza redakcyjna Weronika mówił że zagranie ręką po wcześniejszym przyjęciu piłki tułowiem nie jest jednoznaczny z odgwizdaniem jedenastki. Mówiąc inaczej, sędzia miał prawo do takiego wyboru. Na papierze, temat wydawał się zamknięty. Wydawał.

Byłem pewien – środowisko obroni Stefańskiego.

Zawsze tak robiło, swoiste towarzystwo wzajemnej adoracji. Tymczasem okazało się że kilka znanych i szanowanych osób mniej lub bardziej dosadnie oskarżyło sędziego o pomyłkę. O ile na opinie Zbigniewa Bońka przymykam zazwyczaj oko, o tyle panowie Rostkowski i Stempniewski rzadko wytykają arbitrom złe decyzje, a tutaj zrobili wyjątek. Zwolennicy braku karnego również mogliby tutaj kilka dział i podać nazwiska osób popierających taką tezę. Tak naprawdę cały temat sprowadza się do przepisu który można interpretować na wiele sposobów. Wiecie co w tym wszystkim najzabawniejsze? Że każdy będzie święcie przekonany swojej racji, a odmienne zdanie uzna za głupotę i skandal. Poniekąd rozumiem takie podejście. Sam kiedyś sędziowałem (oczywiście na nieporównywalnie niższym poziomie) i jedną z pierwszych zasad jakich mnie uczono była konsekwencja decyzji.

Sędzia musi twardo bronić swojej racji, nawet jeśli pojawiają się u niego wątpliwości. Mówiąc wprost, jeśli zawodnicy/trenerzy/kibice zobaczą że można na nim wywrzeć presję, to przy każdej kolejnej sytuacji będą składać protesty. Zibi Boniek stwierdził że sędzia Stefański powinien przeprosić zawodników Lechii. Tylko po co? Jeśli miał pewność co do swojego wyboru, to czemu ma się kajać? Co to zmieni w końcowym rozrachunku sezonu? Lechia wrzuci do swojej klubowej gabloty dyskietkę z przeprosinami arbitra?

Nazwisko Stefański od lat kojarzy mi się z rokiem 2010, gdy w ostatniej minucie starcia Legia-Cracovia podyktował mocno kontrowersyjny rzut wolny pośredni dla ekipy z Warszawy (po którym padła bramka na 2:1). Zdaniem sędziego, bramkarz Pasów – Marcin Cabaj zbyt długo przetrzymywał piłkę w rękach, a stosowny przepis pozwala trzymać piłkę jedynie sześć sekund (Cabaj trzymał jedenaście). Środowisko chwaliło arbitra, uznając że bardzo dobrze zinterpretował przepisy, kibice krytykowali że w takim momencie spotkania, taka decyzja jest niezgodna z duchem gry. W lutym ubiegłego roku ten sam arbiter został zwyzywany przez kibiców Jagiellonii (za nieuznaną bramkę Frankowskiego w starciu z… Legią).

Kilka miesięcy później krytykę Stefańskiego uskuteczniał Waldemar Fornalik, sugerując że arbiter niesłusznie wykartkował jego zawodników przed spotkaniem z (nie zgadniecie!) Legią (Piast musiał wówczas grać bez czterech podstawowych piłkarzy), a następnie jako sędzia VAR w pojedynku z Warszawianami nie dał głównemu arbitrowi informacji o zagraniu ręką w polu karnym rywali. Nie będę snuć teorii spiskowych, ale uważam że wybór akurat tego człowieka był nieodpowiedzialny, nawet jeśli miał w tych wszystkich sytuacjach rację. A może inaczej, to było niepotrzebne ryzyko znając jego przeszłość.

Prawda jest taka że każdy już po spotkaniu wyrobił swoje zdanie i żaden przepis, wypowiedź „eksperta” czy porównanie do podobnej sytuacji z przeszłości nie zmieni jego oceny.

Dyskusja merytoryczna jest niemożliwa, bo budzi zbyt wiele emocji i wystarczy jedno słowo za dużo, by zostać „debilem co popiera złodziei z Warszawy”, albo „kretynem z Gdańska który ma ból dupy”. Każdy zostanie przy swoim zdaniu, a temat stopniowo odejdzie w zapomnienie. Do czasu kolejnej kontrowersji.

Facebook Comments