12 Kwi
2018

Koniec przygody cichej legendy

Pięć tytułów mistrza Anglii, Liga Mistrzów, Liga Europy, Puchar Anglii, trzy Puchary Ligi oraz Klubowe Mistrzostwo Świata. Nie, to nie lista osiągnięć jednego z klubów, choć wiele może jedynie o takowym pomarzyć. Jest to zestawienie trofeów pewnego zawodnika. Zapowiedział on, iż po zakończeniu obecnego sezonu zakończy profesjonalną karierę. Graczem tym jest nikt inny, jak Michael Carrick. 

Gdybym miał opisać go jednym słowem, byłoby nim – niedoceniany. Mimo wszystkich laurów, po które udało mu się sięgnąć, a także pomimo ponad 700 oficjalnych występów nigdy nie był i prawdopodobnie nigdy nie będzie wymieniany wśród najwybitniejszych angielskich pomocników. Nie sądzę jednak, iż w jakikolwiek sposób go to uwiera. Zawsze skromny i pilnie pracujący zarówno na treningach, jak i na murawie. Za nieco ponad półtorej miesiąca zawiesi buty piłkarskie na kołku i tym samym dekadę po zwycięstwie w Lidze Mistrzów, w Manchesterze United nie będzie już ani jednego zawodnika, który dołożył swoją cegiełkę do tego triumfu.

Mimo, że Carrick najbardziej kojarzony jest właśnie z grą w barwach Czerwonych Diabłów, wcale nie występuje tam od początku swojej kariery. Wszystko zaczęło się w West Ham United, do którego Anglik dołączył w wieku 16 lat, choć jako dziecko kibicował Newcastle. Już w drużynie młodzieżowej święcił swój pierwszy sukces, którym było wywalczenie Młodzieżowego Pucharu Anglii.

Kiedy stał się seniorem pełną gębą, musiał pogodzić się z tym, iż nie wejdzie z marszu do pierwszej drużyny, a elementarne i cenne doświadczenie zdobędzie na wypożyczeniu. Najpierw udał się do Swindon Town, a następnie do Birmingham City. Nie spędził tam jednak wiele czasu, a w West Hamie został wybrany Młodym Graczem Roku.

W sezonie 2000/01 nie było inaczej, lecz ta kampania była znacznie owocniejsza pod względem liczby występów w pierwszym zespole. W samej tylko lidze Carrick zaliczył ich bowiem 33, a dodatkowo zdobył jednego gola. Podobnie było sezon później, lecz jego ostatnia i kluczowa faza była bardzo gorzka. Kontuzja wyeliminowała go z udziału w Mistrzostwach Świata w Korei i Japonii.

Jednak to rozgrywki 2002/03 mogły podciąć wciąż młodemu Anglikowi skrzydła. Wtedy to Młoty spadły z Premier League i do dziś są uważani za spadkowicza z największym potencjałem kadrowym. Oprócz Carrasa w zespole byli między innymi Paolo Di Canio, Joe Cole, Jermain Defoe, Les Ferdinand i David James. Trzeba przyznać, iż nie są to anonimowe nazwiska…

Mimo to, zdecydował się on pozostać w Londynie i pomóc swojemu klubowi w powrocie do angielskiej ekstraklasy. Już w pierwszym sezonie na jej zapleczu było blisko sukcesu. Niestety przegrana w finale play-offów przekreśliła marzenia o natychmiastowym awansie. Na osłodę, Carrick mógł cieszyć się z powodu miejsca w najlepszej jedenastce First Division. Pocieszenie marne, ale zawsze jakieś.

Bohater tekstu nie miał ochoty dłużej grać w pierwszej lidze i zdecydował się na transfer. Przeszedł do Tottenhamu za 3,5 miliona funtów. Z powodu kontuzji na debiut w pierwszej drużynie musiał poczekać do 18 października, a później nie było lepiej. Był często pomijany przez menedżera Kogutów, którym był Jacques Santini i dopiero po przyjściu Martina Jola zaczął występować regularnie. W pierwszym sezonie udało mu się zaliczyć 29 występów ligowych, lecz klub nie awansował do europejskich pucharów.

W następnej kampanii wykonał najwięcej podań spośród wszystkich zawodników Tottenhamu i był jednym z dwóch najlepszych asystentów. Był to jednak ostatni rok Carricka w klubie ze stolicy Anglii. W 2006 przeniósł się do Manchesteru United za 14 milionów funtów i przejął schedę, a także numer 16 po słynnym Roy’u Keanie.

Niełatwo jest wejść w rolę człowieka, który stał się legendą Old Trafford i był kapitanem z krwi i kości. Nie można jednak napisać, iż nad Carrickiem ciążyła jakakolwiek klątwa. Już pierwszy sezon był dla niego wyjątkowy pod wieloma względami. Zdobył swoją pierwszą bramkę w Pucharze Anglii, a także w Lidze Mistrzów. Wywalczył też swoje premierowe mistrzostwo, które podobno smakuje najlepiej. Nie zabrakło również urazów. Anglik odniósł trzy kontuzje: na początku, w środku i na końcu kampanii 2006/07.

Po powrocie ustrzelił gola w derbach Manchesteru, lecz United ostatecznie przegrało z City. Wtedy jeszcze nie wiedział, iż będzie to jeden z lepszych sezonów w jego karierze. Czerwony Diabły wywalczyły bowiem podwójną koronę, wyprzedzając w tabeli ligi angielskiej oraz pokonując w finale Ligi Mistrzów Chelsea. Trzeba zaznaczyć, iż Carras wykorzystał swój rzut karny w serii jedenastek, więc jego udział w sukcesie nie był marginalny.

W kolejnej kampanii niemal udało się powtórzyć wyczyn sprzed roku. Trzecie mistrzostwo w trzy lata? Żaden problem. Obronienie tytułu w Champions League? Żaden problem. Było blisko. W finale lepsza okazała się jednak Barcelona Pepa Guradioli, a na pierwszy klub, który zdobył to trofeum dwa lata z rzędu musieliśmy czekać do 2017 roku. Sam zawodnik twierdzi, iż była to najgorsza noc w jego karierze.

Sezon 2009/10 przyniósł mu kolejne nowe doświadczenie. Wskutek plagi kontuzji, Carrick był wystawiany przez Fergusona na pozycji środkowego obrońcy. Nie był to może najbardziej owocny w osiągnięcia okres, ale udało się podnieść w górę Puchar Ligi i mniej prestiżową Tarczę Wspólnoty.

Rok 2010 to też pierwsza czerwona kartka (w konsekwencji dwóch żółtych) obejrzana w starciu z Milanem. W 2011 Manchester United ponownie wygrał Premier League i ponownie poległ w finale Ligi Mistrzów z Barceloną. W kampanii 2011/12 miał zdobyć dwudzieste mistrzostwo w historii klubu, lecz rywal zza miedzy w ostatnich sekundach sezonu zniweczył cały plan.

Za to w następnym sezonie ekipa sir Alexa Fergusona nie dała już sobie wydrzeć tytułu. Po jego zdobyciu, szkocki menedżer przeszedł na menedżerską emeryturę, a w Teatrze Marzeń nastały trudne czasy. Michael święcił też sukcesy indywidualne. Był nominowany do miana Gracza Roku w Anglii, lecz lepszy okazał się Gareth Bale. Pomocnik United znalazł się za to w najlepszej jedenastce Premier League i został ogłoszony najlepszym zawodnikiem klubu w kampanii 2012/13.

Kiedy David Moyes objął stery, całej drużynie nie wiodło się najlepiej. Siódma pozycja w lidze na koniec rozgrywek, wczesne odpadnięcie z krajowych pucharów i ćwierćfinał Ligi Mistrzów nie mógł zapewnić Szkotowi utrzymania posady. Został zwolniony jeszcze przed końcem sezonu, a jego miejsce tymczasowo zajął Ryan Giggs. Carrick mimo kontuzji wybiegł na boisko 42 razy i nie zamierzał zwalniać tempa.

Louis van Gaal mianował go vice-kapitanem, a w 2016 roku zawodnik dołożył do swojej gabloty z trofeami Puchar Anglii. Pierwszy i jak dotąd jedyny w karierze.

Także Mourinho docenił kunszt Carrasa i bardzo często z niego korzystał. Stwierdził nawet, iż gra on jakby miał na karku o 10 lat mniej. Pomocnik był sercem drużyny i umiejętnie kontrolował boiskowe wydarzenia i dyrygował grą United. W sezonie 2016/17 udało się wygrać Puchar Ligi oraz Ligę Europy, której także wcześniej nie zasmakował.

Z okazji 11 lat w klubie, Anglik zorganizował mecz pomiędzy drużyną, która wygrała w 2008 roku Ligę Mistrzów, a zespołem wybranym przez samego zainteresowanego. Jak przystało na głównego bohatera, zdobył bramkę na wagę remisu, a cały zarobek z wydarzenia został rozdzielony między organizacje charytatywne.

Po odejściu Rooneya do Evertonu, Carrick stał się kapitanem Manchesteru United, lecz z powodu problemów z sercem w sezonie 2017/18 rozegrał dotychczas jedynie 4 spotkania. Na boisku dowodził Antonio Valencia, lecz w szatni to Anglik był prawdziwym filarem i wsparciem dla zawodników oraz sztabu szkoleniowego, którego ma stać się częścią już niedługo.

Zawodnik nie był pierwszoplanową postacią w reprezentacji. Trafił bowiem na pokolenie piłkarzy, wśród których byli Gerrard oraz Lampard, czyli absolutne legendy środka pola w Anglii. Michael był jednak regularnie powoływany przez wszystkich selekcjonerów i wziął udział w kilku wielkich imprezach.

Pierwsze powołanie otrzymał w 2001 roku, lecz z powodu kontuzji nie pojechał do Korei i Japonii. Był za to w Niemczech, gdzie wiele nie pograł oraz w RPA, gdzie nie wystąpił w ogóle. Ani razu nie zagrał też w Mistrzostwach Europy. Licznik jego gier dla Synów Albionu zatrzymał się na 34.

Carrick nigdy nie był efektownym zawodnikiem, ani nie notował wybitnych liczb. Na przestrzeni 676 spotkań w karierze klubowej zdobył 31 bramek i zaliczył 42 asysty. Jego zadaniem zawsze była praca w destrukcji i rozdzielanie piłek do kolegów. Był swoistym tempomatem, dzięki czemu umiejętnie regulował szybkość i częstotliwość akcji.

Numer 16 nie jest w Manchesterze United byle czym. Jest symbolem oddania oraz wkładania całego serca w boiskowe czyny. Czy tradycja będzie kontynuowana? Trudno zgadywać, lecz sądzę, iż dobrym kandydatem do przejęcia tego numeru jest Scott McTominay. Jako wychowanek czuje się związany z klubem, a dodatkowo udowodnił już, że ma umiejętności i potencjał, by godnie reprezentować barwy Czerwonych Diabłów.

Co do Carrasa, nie wątpię, że zostanie on w przyszłości menedżerem i niewykluczone, że będzie w tej roli równie dobry, co na murawie. Dzięki zdobytemu doświadczeniu posiada autorytet, a także wiedzę potrzebną do osiągania sukcesów jako głównodowodzący drużyny. Z pewnością United odpowiednio go uhonoruje, a on sam pomoże zespołowi jako trener. Jest legendą tego klubu, a kibice zawsze będą o nim pamiętać i pozytywnie wspominać.

Myślę, iż nie tylko fani ekipy z Old Trafford będą za nim tęsknić. Mimo, że nie wyróżniał się na boisku pięknymi zagraniami czy sztuczkami technicznymi, zyskał szacunek tysięcy futbolowych pasjonatów. Jest po prostu jednym z ludzi, którzy szczerze kochają piłkę nożną i nie robią nic na pokaz lub dla poklasku. Nie pozostaje więc nic innego, jak tylko życzyć Anglikowi sukcesów w nowej roli i jeszcze raz podziękować za wszystko, co zrobił dla tego sportu.

Fot. The Times

 

Zapraszam na facebook’a, gdzie również dzielę się swoimi przemyśleniami na temat świata futbolu: https://www.facebook.com/Życie-na-okrągło-204630866792371/

Komentarze
Udostępnij: