14 Maj
2018

Koniec marzeń Chelsea o Lidze Mistrzów. Manchester City bije kolejny rekord.

Rozgrywki 2017/2018 w Premier League dobiegły końca. Manchester City prześcignął resztę stawki o dwie długości, kończąc rozgrywki ze stoma punktami na koncie. Broniąca tytułu Chelsea zgromadziła trzydzieści oczek mniej i znalazła się w tabeli tuż za pierwszą czwórką.

Mistrzostwo dla Manchesteru City nie jest aż takim zaskoczeniem. Niespodzianką jest to, że The Citizens zapewnili sobie tytuł już piętnastego kwietnia po tym, jak ich najgroźniejszy rywal, Manchester United, przegrał z najgorszym zespołem ligi West Bromem 0:1.

Wynik poniżej oczekiwań?

Trudno przyjąć do wiadomości, że Jose Mourinho, mając do dyspozycji takich graczy, jak Paul Pogba, Alexis Sanchez czy Romelu Lukaku, nie walczył do ostatniej kolejki o wygranie rywalizacji z drużyną Pepa Guardioli. Chilijczyk jest nieco usprawiedliwiony tym, że doszedł do Czerwonych Diabłów w połowie sezonu. Wydaje się, że Sanchez nie powiedział jeszcze ostatniego słowa. Jego drużyna narodowa nie zakwalifikowała się na mundial w Rosji, więc przed następnym sezonem 29-latek powinien być zregenerowany i podrażniony. W końcu odszedł z Arsenalu, żeby wygrywać trofea. Alexis Sanchez w optymalnej dyspozycji to jeden z najlepszych piłkarzy w lidze angielskiej.

Manchester United ma jeszcze szansę na to, by sięgnąć po Puchar Anglii. Dziewiętnastego maja zagra z Chelsea. Jednak sięgnięcie po FA Cup nie zadowoli ani jednych, ani drugich. Fani The Blues czują się dużo bardziej upokorzeni niż kibice Czerwonych Diabłów. Ze Stamford Bridge rok temu odeszli Diego Costa i Nemanja Matic. W Londynie nie zadomowił się Alvaro Morata. Za duży ciężar narzucono na barki Edena Hazarda, który został ostatecznie najlepszym strzelcem Chelsea w Premier League z dwunastoma bramkami na koncie, ale na pewno byłby dużo bardziej szczęśliwy, gdyby strzelił pięć bramek, ale jego drużyna awansowała do Ligi Mistrzów. The Blues przegrali 31 stycznia z Bournemouth 3:0. Tydzień później dali się pokonać Watfordowi (4:1). Takie występy bardzo dużo kosztowały drużynę z zachodniego Londynu. Głową za wyniki zapłaci prawdopodobnie Antonio Conte. Rok temu Włoch został wyniesiony na piedestał, a teraz można powiedzieć, że odczuwa bolesny rollercoaster. Przejął drużynę z Londynu w momencie, kiedy skończyła sezon na 10. miejscu i wywalczył z nią tytuł. Teraz będzie pewnie musiał szukać nowej pracy.

Sukces The Reds

W zupełnie innych humorach są wszyscy w czerwonej części Liverpoolu, mimo że The Reds zdobyli tylko pięć punktów więcej od Chelsea. Różnica jest taka, że pozwoliło im to zająć trzecie miejsce w tabeli. Dodajmy, że drużyna Jurgena Kloppa zagra dwudziestego szóstego maja w finale Ligi Mistrzów z Realem Madryt.

Raczej niewiele osób typowało w sierpniu, że Liverpool będzie bronił honoru angielskiej piłki. To Manchester City miał dzielić i rządzić w Champions League. Ironia losu sprawiła, że The Citizens zostali wyeliminowani w ćwierćfinale właśnie przez The Reds.

Magia piłki nożnej polega na jej nieprzewidywalności. Niewiele wskazywało na to, że Mohamed Salah zostanie królem strzelców ligi angielskiej. Egipcjanin strzelił najwięcej bramek w jednym sezonie Premier League od rozgrywek 1995/1996 (32). Okazał się skuteczniejszy niż Alan Shearer, Cristiano Ronaldo i Luis Suarez.

Jednak nie należy upraszczać rzeczywistości, ponieważ FC Liverpool to nie tylko Mohamed Salah. The Reds w ciągu ostatniego roku poprawili grę w obronie. Na Anfield przyszedł Virgil van Dijk z Southampton i to był na pewno dobry ruch Jurgena Kloppa. Na miarę oczekiwań zaczął bronić Loris Karius. Najbardziej zaskoczyli jednak boczni defensorzy, a więc Trent Alexander-Arnold i Andy Robertson. Pierwszy z nich ma 19 lat i jest wychowankiem LFC. Drugi skończył 24 lata. Rok temu grał w Hull City, a teraz ma szansę na wygranie najważniejszego klubowego trofeum w piłce nożnej.

Czas pożegnań

Piłkarską karierę kończą Michael Carrick oraz Per Mertesacker. Z Manchesterem City żegna się Yaya Toure. Wydarzeniem sezonu jest jednak rozstanie Arsenalu z Arsenem Wengerem. Sympatycy Kanonierów wycierają łzy ze wzruszenia, ale po chwili wygasają emocje i przychodzi chłodna ocena sytuacji. Wygrana z Huddersfield to pierwsze zwycięstwo na wyjeździe The Gunners w Premier League w 2018 roku. Najistotniejsze jest to, że Arsenal drugi sezon z rzędu nie będzie występował w Lidze Mistrzów, a jedynie w Lidze Europy.

Według informacji prasowych budżet transferowy The Gunners ma wynosić zaledwie 50 milionów funtów. Nowy trener będzie miał do dyspozycji ściągniętych latem Pierre’a-Emericka Aubameyanga i Henrikha Mkhitaryana. Wiara podobno przenosi góry, ale trzeba jej mieć w sobie naprawdę bardzo dużo, żeby wierzyć, że na Emirates Stadium przyjdzie mag, który z obecną kadrę zacznie się liczyć w walce o tytuł.

Z drugiej strony Arsenal nie jest też w sytuacji bez wyjścia. Potrzebuje ewolucji. Każdy, kto trochę interesuje się Premier League, wie, na jakich pozycjach Kanonierzy potrzebują wzmocnień. Bramka, obrona, pomoc.

W sierpniu machina rusza od nowa

Nowy sezon ligi angielskiej zacznie się jedenastego sierpnia. Do tego czasu musimy się delektować mistrzostwami świata. Miejmy nadzieję, że następne rozgrywki Premier League będą naprawdę wyrównane. Pep Guardiola jest przyzwyczajony do wygrywania ligi, ale chętnych na sięgnięcie po najważniejsze trofeum w Anglii jest zawsze kilku. Za dwa miesiące Arsenal i Chelsea będą mieć nowych trenerów na ławkach, a Liverpool być może przystąpi do następnego sezonu jako zwycięzca Champions League.

Zapraszamy do prywatnego bloga autora tekstu.

Komentarze
Udostępnij: