Kolejne zwycięstwo Juve na San Siro

Ponad 74 tysiące widzów na San Siro, a wśród nich Zvonimir Boban, Adriano Galliani bez charakterystycznego, żółtego krawata i Pavel Nedved. Trybuny mediolańskiego stadionu pękały w szwach i czekały na klasyk Serie A, czyli Milan-Juventus. Niestety jeszcze raz kibice Rossonerich musieli przełknąć gorycz porażki. Bianconeri kolejny raz udowodnili, że mają patent na Milan. Rutyniarze z Turynu bez problemu wypunktowali chaotyczny i agresywny Milan, a Gonzalo Higuain został antybohaterem meczu. Dlaczego Il Diavolo znowu polegli w meczu ze Juve? Odpowiedź jest dosyć prosta. Zabrakło przede wszystkim jakości. Obecny Milan jest gorszy od zespołu Maxa Allegriego przynajmniej o klasę. Po pierwszym gwizdku sędziego Juventus bardzo szybko doszedł do głosu. Bianconeri są znani z tego, że zachowują się na boisku jak kameleon i potrafią się dostosować do stylu gry przeciwnika. Już od początku meczu piłkarze „Starej Damy” ruszyli z animuszem do przodu. Na efekty nie trzeba było długo czekać, ponieważ w 8. minucie meczu Mario Mandžukić strzelił gola na 1:0. Chorwacki napastnik wykorzystał doskonałe podanie od Alexa Sandro. Trzeba też sobie powiedzieć, że Ricardo Rodriguez ułatwił snajperowi Juve zadanie wyskakując na wysokość 5 centymetrów. Mandžukić takich prezentów nie marnuje. Podopieczni Gennaro Gattuso próbowali zareagować na straconą bramkę, ale zwyczajnie brakowało im umiejętności w środku pola. Ponownie fatalne zawody rozgrywał Hakan Çalhanoğlu. Turek nie wygrał ani jednego pojedynku jeden na jednego w tym meczu. Suso się starał, ale jego atuty zostały szybko zneutralizowane przez graczy Juve (podwajanie itd.). Nieźle raził sobie natomiast Tiemoué Bakayoko. Francuz z meczu na mecz prezentuje się coraz lepiej. Poprawił przyjęcie piłki, zaczął więcej biegać i potrafi zagrać z klepki. Tego wieczoru to jednak było za mało. Rossoneri nie stwarzali sobie sytuacji bramkowych. W 38. minucie meczu szczęście uśmiechnęło się do Milanu. Gonzalo Higuain nabił Medhiego Benatię na rękę w polu karnym i sędzia Paolo Mazzoleni po analizie VAR podyktował karnego dla Milanu. Sprawiedliwość Juventusowi miał wymierzyć Higuain, ale jego intencje wyczuł Wojciech Szczęsny i sparował piłkę posłaną przez Argentyńczyka na słupek (świetna interwencja Polaka!). Stara piłkarska prawda mówi, że niewykorzystane sytuacje się mszczą. Do końca pierwszej połowy wynik nie uległ zmianie. Druga połowa rozpoczęła się od pressingu ze strony graczy Il Diavolo, ale sił wystarczyło na zaledwie 10-15 minut. Później do głosu doszli goście z Turynu. W 57. minucie Paulo Dybala trafił słupek po strzale z rzutu wolnego. Trener Gattuso próbował zareagować, ale pole manewru miał ograniczone (mnóstwo kontuzji w zespole). Rino posłał do boju ambitnego Patricka Cutrone, który zastąpił Samuela Castillejo. W 74. minucie na boisku pojawili się również Fabio Borini i Diego Laxalt. Zmiany Gattuso nic nie dały, wręcz przeciwnie. Urugwajczyk swoją obecnością na murawie San Siro osłabił Rossonerich i zaliczył piękną asystę przy golu CR7 na 2:0 dla Bianconerich. W ten sposób Juventus zabił mecz i używając żargonu bokserskiego znokautował Milan. Rozwścieczony tego wieczoru Higuain nie mógł się pogodzić z takim obrotem spraw i postanowił sfaulować Benatię za co obejrzał żółtą kartkę. Decyzji Paolo Mazzoleniego Argentyńczyk także nie uznał i zrugał sędziego. Arbiter zareagował błyskawicznie na słowa Pipity i pokazał liderowi Milanu czerwoną kartkę. Mecz zakończył się zasłużonym zwycięstwem Juventusu.

Na osobną wzmiankę po wczorajszym spotkaniu zasługuje Gonzalo Higuain. Argentyńczyk miał sobie coś do udowodnienia w starciu z byłymi kolegami, dlatego do meczu przystąpił niezwykle zmotywowany. Od samego początku wyglądał jakby przeczytał „Sztukę Wojny” autorstwa Sun Tzu. Oddany przez Juventus do Milanu napastnik koniecznie chciał udowodnić Bianconerim, że ci się pomylili. Jego wyraz twarzy był niczym słowa starożytnego myśliciela z Dalekiego Wschodu, które brzmią następująco: „Zbudź pszczołę, a zwróci się przeciwko tobie z siłą smoka”. Argentyńska strzelba próbowała rozegrać perfekcyjny mecz. Często jednak bywa tak, że jak się bardzo chce to nie wychodzi i tak też było wczoraj. Gonzalo Higuain rozegrał najgorszy mecz w barwach Milanu do tej pory. Starał się, wychodził na pozycje, cofał się, próbował rozgrywać, ale wszystko z marnym skutkiem. Później nie wykorzystał karnego i prawdopodobnie jedynej okazji na zdobycie gola przez Milan w meczu z Juve. Wojciech Szczęsny przewidział to co zrobi Pipita i sparował piłkę na słupek. Po znakomitej interwencji Polaka Milan się już nie podniósł i został bardzo łatwo wypunktowany. Poziom frustracji Higuaina osiągnął apogeum w 83. minucie. Obrażony na cały świat Argentyńczyk sfaulował Benatię i otrzymał za to żółtą kartkę. Decyzji sędziego Mazzoleniego Higuain nie zaakceptował i postanowił rzucić kilka słów w stronę arbitra. Efekt? Natychmiastowa czerwona kartka. Sfrustrowany Gonzalo opuścił boisko ze łzami w oczach (pocieszać próbował go jeszcze Blaise Matuidi). W dniu wczorajszym wszystko się w Higuainie skumulowało. Argentyńczyk nie potrafił opanować negatywnych emocji związanych z odejściem z Juventusu. Żal do „Starej Damy” był aż nadto widoczny. Szkoda tylko, że wszystko odbyło się kosztem Milanu. Od lidera Rossonerich oczekuje się nie tylko ambicji, motywacji i charyzmy, lecz przede wszystkim odpowiedzialności. Następny mecz Milan gra z Lazio na Stadio Olimpico i będzie to spotkanie o „6 punktów”. Stawką starcia Rossonerich z z Biancocelesti będzie 4. miejsce w Serie A i akurat w tym meczu zabraknie… najlepszego napastnika Milanu. Dodatkowo Milan jest zdziesiątkowany przez kontuzje. Napastnik urodzony w Breście musiał o tym wiedzieć, a mimo to nie potrafił się powstrzymać. Zawiódł jako lider. Co więcej swoim wczorajszym występem kolejny raz udowodnił, że nie potrafi rozgrywać wielkich meczów (finał Mundialu, finał Copa America itd. czy przestrzelony karny w meczu Napoli z Lazio o Ligę Mistrzów w 2015 roku). Nadal jest bardzo dobrym napastnikiem o mentalności zwycięzcy, ale jego zniechęcenie w czerwono-czarnej koszulce jest ogromne i jako kibic Milanu powoli zaczynam wątpić czy Higuain poprowadzi Rossonerich do 4. miejsca w Serie A, bo na więcej nie ma co liczyć. Niemniej wierzę, że Pipita przemyśli swoje zachowanie i jak na prawdziwego profesjonalistę przystało weźmie się w garść. Potrzebują go koledzy, kibice i całe środowisko związane z klubem jakim jest AC Milan.

Morihei Ueshiba, twórca aikido powiedział kiedyś, że: „Ten kto pokonuje innych jest silny. Ten kto potrafi pokonać siebie jest potężny”. Wczoraj Gonzalo Higuain ewidentnie przegrał z samym sobą. Starał się jak mógł, ale rozegrał fatalny mecz. Zresztą koledzy też mu za bardzo nie pomogli, a dobrze wypadli jedynie Alessio Romagnoli i Tiemoué Bakayoko. Juventus wygrał zasłużenie i bezlitośnie obnażył wszystkie słabości Milanu. Jeżeli Rossoneri chcą pozostać w grze o 4. miejsce w Serie A to muszą się wzmocnić w zimowym mercato. Oprócz Lucasa Paquety włodarze Il Diavolo powinni zakontraktować nowego, środkowego obrońcę oraz trzeciego napastnika.

Kibicom Juventusu gratuluję zwycięstwa na San Siro. Forza Milan!

Facebook Comments

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *