Mistrzowie Polski

Z pasją opowiadamy o futbolu

Premier League

Kogucie sny

“Moim zdaniem, powinno się doceniać każde kolejne zwycięstwo, każdy kolejny komplet punktów, a na koniec także kolejną kwalifikację do Ligi Mistrzów. Bo na to Tottenham zdecydowanie stać. Ewentualny krajowy puchar można potraktować jako bonus, lecz kluczowa jest kolejna cegiełka do muru opatrzonego szyldem „stabilizacja”. Tylko wymuszenie na właścicielu zainwestowania funduszy w transfery, co z uwagi na nowy obiekt łatwe nie będzie, może w przyszłości skłonić kibiców do wymagania czegoś więcej.”

To fragment tekstu, który zamieściłem na stronie 9 listopada bieżącego roku. Tottenham zajmował wówczas czwarte miejsce w tabeli angielskiej ekstraklasy i mimo 24 punktów na koncie – drugi najlepszy bilans w historii występów klubu w Premier League – nie był poważnym kandydatem do zdobycia tytułu mistrzowskiego. Na podium były bowiem 3 niepokonane drużyny, z którymi Koguty wówczas równać się nie mogły.

Końcówka roku, a co za tym idzie wyśmienita forma zespołu Mauricio Pochettino, skłania jednak do zastanowienia się nad tym, w jakim stopniu jego szanse na zajęcie pierwszej lokaty na koniec sezonu wzrosły. Od wspomnianego wcześniej początku listopada, Londyńczycy wygrali 8 ligowych spotkań, tracąc jedynie 3 punkty w starciu z Arsenalem. Niemoc pozostałych potentatów pozwoliła im natomiast na wdrapanie się na drugie miejsce, lecz do pole position jeszcze daleko. Do lidera z Liverpoolu tracą bowiem aż 6 oczek.

Sprawia to, że wciąż trudno wyobrazić sobie Hugo Llorisa wznoszącego w maju trofeum za wygranie Premier League i skaczących w ekstazie zawodników Tottenhamu. Przewaga The Reds nie pozwala mi też na określenie obecnej sytuacji w czubie tabeli jako wyścig trzech koni. Owszem, trójca, którą uzupełnia Manchester City, wysunęła się nieco przed szereg, lecz o ile Koguty oraz Obywatele zrobili jeden krok, o tyle podopieczni Kloppa postawili solidne dwa.

Nie zmienia to jednak faktu, że aktualna forma drużyny z północnego Londynu robi spore wrażenie. 11 bramek zdobytych w 2 ostatnich meczach i 3 czyste konta w poprzednich 4 kolejkach to efekt wyśmienitej dyspozycji poszczególnych zawodników.

Na pierwszy plan wysuwają się naturalnie ci ofensywni, czyli Harry Kane, który w samym tylko grudniu zdołał strzelić 5 goli, Hueng-Min Son, który w tymże miesiącu zdobył 6 bramek i zanotował 4 asysty, a także Christian Eriksen, który zaczął wreszcie regularnie grać, co zaowocowało 3 trafieniami i 3 ostatecznymi podaniami. Swoje robią też Lucas oraz Dele, którzy są jednak nieco mniej regularni.

Defensywa może nie jest murem nie do skruszenia, lecz wobec bilansu bramkowego, wynoszącego w ostatnim miesiącu roku 19:7, nie ma o co kruszyć kopii. Rotacja pozwoliła na zabłyśnięcie Kyle’owi Walker-Petersowi, który potrzebował zaledwie 35 minut, by w starciu z Bournemouth zaliczyć 3 asysty.

Mimo wszystko, sądzę jednak, iż na sytuację Kogutów należy patrzeć z dystansem i chłodną głową. Warto doceniać ich starania i doprawdy efektowne, a także efektywne poczynania w ostatnim czasie, lecz wiceliderowanie w końcówce grudnia jeszcze o niczym nie świadczy. Szanse na ostateczny triumf wciąż są niewielkie, gdyż dogonienie lub ewentualne dotrzymanie tempa Liverpoolowi będzie niezwykle trudne, być może w porównywalnym stopniu do odpierania ataków naciskających na Tottenham drużyn.

Wymaganie od podopiecznych Pochettino nawiązania równorzędnej walki jest coraz bardziej uzasadnione, lecz podtrzymuję moją opinię z początku listopada i uważam, że uznawanie zdobycia najcenniejszego w Anglii lauru przez Kane’a i spółkę za konieczność byłoby sporym nadużyciem. Kolejna cegiełka dołożona do muru opatrzonego szyldem “stabilizacja” urosła natomiast do zaskakujących rozmiarów i na ten moment znacznie wykracza ponad najodważniejsze oczekiwania kibiców. Powinno to cieszyć, ale w żadnym wypadku nie zamazywać całościowego obrazu sytuacji. Tottenham nie jest głównym pretendentem do tytułu mistrzowskiego i nie zapowiada się, by w najbliższym czasie miał się nim stać.

Facebook Comments