17 Wrz
2018

Klub ważniejszy niż pieniądze

Wielki Wayne Gretzky dostał kiedyś ofertę nie do odrzucenia. Przed sezonem 1999/2000 ówcześni włodarze New York Rangers błagali go, żeby został jeszcze jeden sezon na lodowiskach NHL. Najwybitniejszy hokeista wszech czasów otrzymał bajeczną propozycję, czyli maksymalny kontrakt dla weterana. Były szef Rangers, Neil Smith zaprosił Wayne’a na kolację, a po niej powiedział, żeby zawodnik ze spokojem zastanowił się nad swoją przyszłością. Po kolacji Gretzky otrzymał kopertę w podziękowaniu za poświęcony czas. Kiedy wrócił do domu otworzył ją i zobaczył czek w wysokości jednego miliona dolarów. Bańka zielonych za kolację. Gracz miał nieprzespaną noc, ale zdania nie zmienił. Następnego dnia pojechał do siedziby klubu, oddał czek i powiedział, że to już koniec. Zachował się honorowo jak na legendę przystało. Dziś takich sportowców można szukać ze świecą. Piłkarze bez klubów oczekują astronomicznych zarobków za podpis pod kontraktem. Inni domagają się 9 milionów euro za rok gry w piłkę. Wszystko kręci się wokół kasy. Teraz wyobraźcie sobie gościa, któremu skończył się kontrakt po ciężkiej kontuzji, a mimo to chce zostać w klubie za wszelką cenę i grać za najniższą dopuszczalną pensję przez krajową federację piłkarską. Taki ktoś istnieje i nazywa się Damiano Tomassi.

Damiano Tommasi urodził się 17 maja 1974 roku w miejscowości Negrar w poliżu miasta zakochanych, Werony.

Swoją przygodę z calcio rozpoczął w akademii piłkarskiej Hellasu Verona w 1991 roku. Po dwuletnim szkoleniu i występach w Primaverze „Gialloblu” trenerzy uznali, że Damiano jest gotowy do gry w seniorach. Utalentowany defensywny pomocnik zadebiutował w barwach Hellasu w 1993 roku w Serie B. Na zapleczu Serie A rozegrał 78 meczów, w których strzelił 4 gole. Dobra gra zaowocowała także powołaniem do reprezentacji Włoch U-21. Latem 1996 roku świętej pamięci prezydent Romy, Franco Sensi koniecznie chciał go mieć u siebie. Tomassi nie odmówił i podpisał kontrakt z „Wilkami”.

Pierwszy mecz w Serie A rozegrał 7 września 1996 roku przeciwko Piacenzie (3:1 dla Romy). Miłe złego początki, ponieważ Roma grała w sezonie 1996/1997 fatalnie. Trener Carlos Bianchi nie potrafił dogadać się z piłkarzami i w środku sezonu zastąpił go Nils Liedholm. Popularni „Giallorossi” mieli silny skład. Wówczas barwy Romy reprezentowali m. innymi Aldair, Vincent Candela, Luigi Di Biagio, Abel Balbo, Daniel Fonseca i „książę” Rzymu Francesco Totti. Sprawdziło się powiedzenie, że nazwiska nie grają. Drużyna Romy zajęła dopiero 12. miejsce w tabeli Serie A.

Mimo kiepskiej postawy Romy Tomassi zdecydował się zostać w klubie ze siedmiu wzgórz. Jego cierpliwość oraz zaufanie zostały wynagrodzone. Prezydent Sensi zatrudnił Zdenka Zemana, który kochał ofensywny styl gry. Dodatkowo na Stadio Olimpico przyszli tacy piłkarze jak Cafu i Paulo Sergio, a Francesco Totti w wieku 21 lat otrzymał opaskę kapitana. Czeski szkoleniowiec szybko zmienił taktykę na 4-3-3 i to przyniosło efekty. Napędzana pozytywną energią ekipa Zemana zajęła 4. miejsce w Serie A i wywalczyła kwalifikację do Pucharu UEFA.

Roma grała pięknie dla oka, ale często nieskutecznie. W końcu Franco Sensi nie wytrzymał, zwolnił Zemana i postawił wszystko na jedną kartę zatrudniając Fabio Capello w sezonie 1999/2000. Terapia szokowa nie przyniosła błyskawicznych efektów. Roma Capello w rozgrywkach 1999/2000 zajęła dopiero 6. miejsce w lidze, ale to była tylko cisza przed burzą. Trener Capello wiedział co robi. Włoch ściągnął do Romy Gabriela Batistutę, Waltera Samuela i Emersona. Podczas mercato w 2000 roku do Romy dołączyli także Jonathan Zebina i Japończyk Hidetoshi Nakata. Niezwykle zmotywowana drużyna rozpoczęła batalię o Scudetto. Rywalizacja w sezonie 2000/2001 na półwyspie Apenińskim była zacięta niczym mecze tenisa między Pete’m Samprasem a Andre Agassim w latach 90, a końcowym wyniku decydowały detale. Roma i Juventus szły łeb w łeb. Losy Scudetto ważyły się do ostatniej kolejki. W dniu 17 czerwca 2001 roku Roma podejmowała na Stadio Olimpico Parmę. Pierwszego gola strzelił Francesco Totti w 19. minucie meczu. Na 2:0 podwyższył doskonale znany kibicom Milanu Vincenzo Montella. Trzeciego gola zdobył Gabriel Batistuta. Parma odpowiedziała honorowym trafieniem Marco Di Vaio. W 86. minucie mecz został przerwany z powodu wtargnięcia na murawę kibiców Romy. Pan uśmiech został w krótkich spodenkach, getrach i butach. Minął kwadrans zanim sędzia wznowił mecz. po końcowym gwiazdku fani Romy ponownie wbiegli na boisko, zabierając piłkarzom koszulki i spodenki. Na Stadio Olimpico rozpoczęła się fiesta, która później przeniosła się na ulice Rzymu. Pierwsze po 18 latach Scudetto Romy było celebrowane w centrum wiecznego miasta przez pół miliona kibiców „Giallorossich”.

Damiano Tomassi zdobył trofeum, o którym marzył już Primaverze Hellasu. Czuł się spełniony jako piłkarz, ale brakowało mu tylko jednego, mianowicie Mistrzostwa Świata. Defensywny pomocnik Romy otrzymał powołanie od Giovanniego Trapattoniego na Mundial rozgrywany na boiskach Korei Południowej i Japonii. Włosi byli uważani za jednych z faworytów, ale w 1/8 MŚ spotkali się z Koreą. Mecz przeszedł do historii jako jeden z największych przekrętów w dziejach futbolu. Italię wyeliminował sędzia Byron Moreno, który wyrzucił Francesco Tottiego z boiska, a w dogrywce nie uznał prawidłowo zdobytej bramki przez Tomassiego. Squadra Azzura zakończyła Mistrzostwa Świata zbyt szybko. Puchar Świata pozostał tylko marzeniem Damiano. Na szczęście karma wróciła do sędziego z Ekwadoru (polecam artykuł pod tytułem „Byron Moreno, czyli beznadziejny sędzia i jeszcze gorszy szmugler…”).

Klęska na Mundialu negatywnie wpłynęła na Tomassiego i wszystkich włoskich piłkarzy Romy. Nikt w Rzymie nie mógł pogodzić się z tym co stało się na stadionie w Daejeon. Żółto-czerwoni rozegrali słaby sezon 2002/2003 i ostatecznie zajęli 8. miejsce w Serie A. Rok później przegrali batalię o Scudetto z Milanem Carlo Ancelottiego. Damiano marzył o jeszcze jednym wielkim sukcesie, ale tego co stanie się latem 2004 roku nie przewidział. Podczas sparingu ze Stoke City Włoch zerwał więzadła w prawym kolanie. Jego noga była w fatalnym stanie i nawet tak wybitny specjalista jak profesor Pier Paolo Mariani był sceptyczny odnośnie powrotu defensywnego pomocnika na boisko. Ten znakomity włoski lekarz obiecał, że zrobi wszystko, aby Tomassi wrócił do gry w piłkę. Czterogodzinna operacja zakończyła się sukcesem, a po niej profesor Mariani powiedział Damiano, że jeszcze nie musi kończyć kariery. Tomassi rozpoczął rehabilitację, ale stracił cały sezon 2004/2005. Pech chciał, że jego kontrakt skończył się latem 2005 roku. Prezydent Sensi milczał, tak samo Cesare Prandelli, dlatego Damiano postanowił wziąć sprawę w swoje ręce. Włoch wsiadł w samochód i pojechał do siedziby Romy. Wszedł do pokoju prezydenta Franco Sensiego i zaproponował mu, że chce zostać w klubie i grać za najniższą dopuszczalną przez włoską federację piłkarską pensję, czyli 1,5 tys. euro netto. Umowa została zawarta na 10 miesięcy. Najzabawniejsze w tym wszystkim jest to, że w tym samym czasie Antonio Cassano odrzucił propozycję kontraktu gwarantującego mu 3,5 mln euro za rok gry w koszulce „Wilków”.

Na boisko wrócił po kilkunastu miesiącach przerwy. Trener Luciano Spalletti dał mu szansę od pierwszej minuty w meczu przeciwko Fiorentinie i Damiano go nie zawiódł. Tomassi strzelił gola, a po meczu Francesco Totti zaprosił go do siebie podczas udzielania wywiadu telewizji Rai i powiedział: „Cieszymy się, że do nas wrócił i od razu strzelił gola. Damiano jest częścią historii Romy”. Wsparcie słowne od kapitana na forum publicznym było dla Tomassiego bezcenne. Niestety sezon 2005/2006 okazał się jego ostatnim w Rzymie. Damiano Tomassi rozegrał dla „Giallorossi” łącznie 351 meczów, w których strzelił 21 goli i zanotował 22 asysty.

Wydawało się, że karierę zakończy w hiszpańskim Levante, ale nic z tych rzeczy. Tomassi był pasjonatem futbolu i postanowił pograć jeszcze 12 lat. Po przygodzie z Levante spróbował swoich się w Queens Park Rangers. Później wyleciał do Chin i reprezentował barwy Tianjin TEDA. W 2009 roku wrócił na Półwysep Apeniński i założył koszulkę Sant’Anna d’Alfaedo. Ostatnie trzy sezony spędził w SP La Fiorita z San Marino. Oficjalnie buty na kołku zawiesił 3 sierpnia 2018 roku.

Biorąc pod uwagę karierę klubową i reprezentacyjną, Damiano Tomassi rozegrał łącznie 576 meczów, strzelił 31 goli i zanotował 27 asyst.

Świętej pamięci Steve Jobs powiedział kiedyś, że: „Praca wypełni ci dużą część życia. Jedynym sposobem na prawdziwą satysfakcję z pracy jest robienie tego, w czego wielkość się wierzy. A jedynym sposobem na robienie rzeczy wielkich dla ciebie jest miłość do tego, co się robi”. Taki właśnie był Damiano Tomassi jako piłkarz. Pasjonat calcio i profesjonalista w każdym calu. Jego waleczność, zaangażowanie i pokora sprawiły, że stał się ulubieńcem kibiców „Giallorossich”. Francesco Totti podziwiał go za serce do gry, a Paolo Jacobini stawiał go za wzór do naśladowania (w przeciwieństwie do Antonio Cassano). Mimo, iż Damiano Tomassi nie zdobył z Italią wymarzonego Mistrzostwa Świata to został zapamiętany jako zawodnik, który nigdy się nie poddawał. Wybrał pracę, którą kochał i nie przepracował ani jednego dnia więcej. Słowa Konfucjusza najlepiej opisują jego karierę. Takiego piłkarza to ze świecą szukać!

Komentarze
Udostępnij: