16 Maj
2018

Każdy klub potrzebuje swojego Kloppa

­Każdy klub potrzebuje swojego Kloppa

Liverpool gra prawdziwy heavy metal, który jest nie tylko widowiskowy, ale też niezwykle skuteczny. Czwarte miejsce w Premier League oraz dojście do finału Ligi Mistrzów jest wynikiem niezwykłej przemiany, który przeszedł klub z hrabstwa Merseyside. Przełomowym momentem dla The Reds nie było wcale sprowadzenie Salaha, czy kupno Van Dijka, ale zaufanie w 100% Jürgenowi Kloppowi, który jak najlepszy architekt zaprojektował swój autorski Liverpool.

Niedawno na Anfield…

Do niedawna w Liverpoolu działał komitet transferowy, w skład którego wchodzili Brendan Rodgers, Ian Ayre, Dave Fallows, Barry Hunter oraz Michael Edwards. Te pięć osób było odpowiedzialnych za selekcję zawodników, którzy powinni zostać sprowadzeni do zespołu, negocjowanie z klubami, jak i z samymi piłkarzami. Nie można napisać, że współpraca tych dżentelmenów nie sprawdziła się w żaden sposób, ponieważ do zespołu w tym czasie dołączył między innymi Coutinho, czy Lallana. Niestety komitet ten zaliczył wiele spektakularnych wpadek, które sprawiły, że The Reds stali się pośmiewiskiem w całej Europie. Kupno Mario Balotelliego pokazało, że tylko zarząd z Anfield potrafił się nabrać jeszcze na zagrywki Raioli, Alberto Moreno, który miał błyszczeć na lewej flance, najczęściej stawał się dwunastym zawodnikiem przeciwników, najbardziej zapamiętamy mecz z Sevillą, której Moreno pozwolił wygrać Ligę Europy, sprowadzenie całej gamy napastników takich jak Lambert, Aspas, czy Borini okazało się wyrzuceniem pieniędzy w błoto. O piłkarzach takich jak Marković, Assaidi, Ilori, Moses, czy Cissokho szkoda pisać.

Magia Kloppa

Obecny model komitetu transferowego wygląda następująco – 193 cm wzrostu, siwawa broda, blond włosy i okulary, znaczy, któraś para okularów z rzędu, bo kilka wcześniejszych zostało zniszczonych przy ekspresyjnej radości jednoosobowego komitetu. I to dla mnie jest właśnie przełomowy moment. John W. Henry zrozumiał, że oddanie bezwzględnej władzy trenerowi, który sprawił, że słabe Mainz zaistniało w Bundeslidze, a Borussia Dortmund stała się europejskim potentatem jest niezbędnym działaniem, żeby przywrócić blask drużynie z miasta Beatelsów.

Transfery Niemca

Wszystko zaczęło się w lipcu 2016, kiedy to po półrocznym rozpoznaniu Klopp postanowił poukładać liverpoolskie domino na swój sposób. Szybko podziękował Benteke, który nie pasował do jego koncepcji, mimo że Belg urodzony w Demokratycznej Republice Kongo kosztował rok wcześniej 47 milionów euro. Mocno postawił na konia, który nazywał się Sadio Mané, mimo wydanych ponad 40 milionów euro prócz sprowadzenia kapitalnego skrzydłowego, wygrał również rywalizację z Manchesterem United co miało duże znaczenie dla kibiców. Senegalczyk okazał się piłkarzem, który w wielu momentach potrafi poprowadzić zespół do zwycięstwa. Mimo tego, że jego forma jest jak sinusoida, to wydane 40 milionów okazało się strzałem w dziesiątkę. W sezonie 2016/2017 był najlepszym zawodnikiem drużyny prowadzonej przez Kloppa, często sprawiał, że to Cou oklaskiwał jego zagrania, a nie odwrotnie. Dzięki swoim kontaktom w Bundeslidze wsadził w samolot, który lądował na John Lennon Airport: Lorisa Kariusa, Ragnara Klavana oraz Joëla Matipa. Szczególnie sprowadzenie Estończyka wywołało wielkie obruszenie. Jakim cudem nikomu nieznany zawodnik z Augsburga ma być wzmocnieniem The Reds? Dziś Klavan jest ważnym ogniwem drużyny. Mimo iż często przesiaduję całe spotkania na ławce to w momencie, kiedy trzeba zastąpić Lovrena, Matipa, czy Van Dijka nie schodzi poniżej pewnego poziomu. Loris Karius to temat złożony, pierwszy sezon do tak zwanego zapomnienia. W drugim, od kiedy Klopp jasno na niego postawił nie schodzi poniżej pewnego poziomu, który jest w pełni zadowalający dla sztabu szkoleniowego The Reds. Niestety duża część kibiców patrzy na byłego zawodnika Mainz przez pryzmat wpadek, które wydarzyły się dawno temu, domagają się oni sprowadzenia Alissona Beckera z AS Romy, ale wiadomo, że przy zainteresowaniu Realu, czy PSG będzie trzeba na niego rozbić bank. Trudny orzech do zgryzienia przed Niemcem.

Wyrzucenie Sakho

Tamtego lata z zespołu został wyrzucony również Momo Sakho, który mimo oczyszczenia z zarzutów o stosowaniu dopingu zawiódł Kloppa. Brak dyscypliny to coś, czego Niemiec nie akceptuje. Mimo, iż dla wielu jest jak ojciec to bezstresowe prowadzenie zawodników jest czymś, czego Klopp nie praktykuje. Cała operacja oddania Francuza do Palace była trudna też ze względu na kibiców, którzy uwielbiali Momo za jego wielkie, wojownicze serce, które skrzętnie ukrywało wszelkie braki w wyszkoleniu technicznym. Dzisiaj już nikt nie pamięta o barwnych fryzurach wychowanka PSG. Jedyna sytuacja, która rozpala serca kibiców to wspomnienie jego bramki z Borussią Dortmund w szalonym spotkaniu Ligi Europy.

Nowy model napastnika

Kolejne ważne wydarzenie z tego okresu to brak kupienia napastnika w miejsce odchodzącego Benteke. Mimo iż wszyscy tęsknili za kimś takim jak Fowler, Owen, Torres, czy Suárez on mocno postawił na Roberto Firmino, który nigdy nie jest i nie będzie typową „9”. Dzisiaj wiemy, że Bobby jest najbardziej pracowitym napastnikiem w Premier League, który potrafi harować tak jak robi to James Milner. Poprawił on również swoje statystyki, co niezwykle cieszy kibiców, którzy to często stawiają go na równi z Mohamedem Salahem, jeśli chodzi o wpływ na grę The Reds. Jak się okazało stworzenie trio w ataku, którego wymienność pozycji jest szybsza od TGV jest czymś bardziej zaskakującym niż posiadanie typowego lisa pola karnego.

Przemiany

Sezon 2015/2016 to czas przemian, które zakończyły się porażką w finale Ligi Europy. Rozgrywki 2016/2017 dały Liverpoolowi Ligę Mistrzów. Kolejna kampania i okno transferowe to czas nowych wyzwań dla Kloppa, które jak widać z perspektywy czasu, wykonał w sposób perfekcyjny.

Pogonił on Barcelonę na pół roku w kwestii Coutinho, dając sobie czas, aby wymyślić rozwiązanie w tej trudnej sytuacji. Transfer request został złożony w ostatniej chwili, kiedy to Jürgen dopinał ostatnie guziki przed kampanią 2017/2018. W styczniu wyraził zgodę na odejście Brazylijczyka, mimo iż wcale nie musiał tego czynić. Pomocnik pokazał, że mimo braku pozwolenia na odejście potrafił grać na wysokim poziomie, który sprawił, że Barcelona była gotowa nadal zapłacić wielkie pieniądze. W kuluarach słychać po cichu, że Niemiec nie był wielce zmartwiony sprzedażą byłego zawodnika Interu, ponieważ widział w tym szansę rozwoju dla innych zawodników, sam wielokrotnie podkreślał, że w jego zawodnikach istniało przeświadczenie, które nakazywało im oddawać piłkę Cou, kiedy innym nie szło. The Reds byli zbyt mocno uzależnieni od poczynań magika z Rio de Janeiro, który również miewał wiele słabszych momentów.

Andrew Robertson

Kupno Andrew Robertsona miało pokazać jak mało ambicji mają włodarze The Reds. Przecież Szkot był składową obrony Hull City, czyli drużyny, która spadła do Championship, tracąc przy tym 80 bramek, najwięcej w całej Premier League. Kibice wręcz żądali sprowadzenia klasowego lewego obrońcy po tym, jak cały sezon musieli męczyć się z Alberto Moreno i Jamesem Milnerem na boku defensywy. Pisano o takich zawodnikach jak Ryan Bertrand, Ryan Sessegnon, Dalbert, czy Jonas Hector, jednak wybór padł na niepozornego Szkota, który jeszcze kilka lat temu pisał, że życie jest do bani, bo brakuje mu pieniędzy na normalną egzystencję. Dzisiaj nikt nie wyobraża sobie sytuacji, w której ten przebojowy obrońca miałby nie grać w podstawowym składzie The Reds-żelazne płuca, dobra gra w defensywie i całkiem niezłe dośrodkowania okazały się tym, czego brakowało w Liverpoolu od czasu Riise.

Virgil van Dijk i OX

Chyba trzy najgłośniejsze i najbardziej dobitne dowody na to, że Klopp ma w The Reds władzę absolutną. Pierwszy to kupno Virgila Van Dijka, które zmieniło blok defensywny nie do poznania. Od chłopców zagubionych jak we mgle do obrony, która potrafiła w sezonie 2017/2018 zachować 17 czystych kont, przegrywając w tej rywalizacji tylko z United (18) i City (19). W pół roku stał się liderem defensywy sprawiając, że nawet Dejan Lovren wygląda przy nim na dobrego zawodnika. Klopp był tak mocno przekonany do kandydatury Van Dijka, że wraz z właścicielami klubu uczynił go najdroższym obrońcą świata i najlepiej zarabiającego zawodnika Liverpoolu. Wielu kibiców i ekspertów krytykowało za to Niemca, a dzisiaj? Dzisiaj wszyscy zazdroszczą nam byłego zawodnika Celticu i Soton. Holender jest kandydatem na najlepszego środkowego obrońcę świata, który już dawno dobił do czołówki zawodników grających na tej pozycji. Drugi to zakupienie Ox’a za 38 milionów euro, mimo że temu za pół roku kończył się kontrakt. Piłkarz uważany jeszcze niedawno za wielki talent zatrzymał się w rozwoju i nie spełnił oczekiwań, które pokładali w nim fani The Gunners. Legenda Arsenalu- Thierry Henry o wychowanku Southampton wypowiadał się w następujący sposób „Oglądam go od dłuższego czasu i nadal nie wiem, w czym jest dobry”. Czy dzisiaj Francuzowi jest głupio za słowa, które wypowiedział po odejściu Ox’a z Arsenalu? Pewnie nie, ale ten pokazał mu, że jest zawodnikiem, który przy Kloppie w rok zrobił większy postęp niż przy Wengerze przez 6 lat. Kat Manchesteru City sprawił, że Guardiola nie może cieszyć się z tytułu The Invincibles, a wygranie Ligi Mistrzów po kapitalnej grze The Reds z Ox’em na czele spełzła na niczym.  Miejmy nadzieję, że po wyleczeniu ciężkiej kontuzji ciągle młody Anglik wróci silniejszy. Ox jesteśmy z Tobą! Trzeci to wyłożenie wielkich pieniędzy na Nabiego Keïte z RB Lipsk. 52,75 mln funtów za zawodnika, który rozegrał jeden dobry sezon na najwyższym poziomie? Cena ta byłaby o wiele wyższa, gdyby zespół prowadzony przez Ralpha Hasenhüttla zakwalifikowałby się do Ligi Mistrzów. Przecież od roku wiadomo, że Klopp uruchomił klauzulę wykupu Gwinejczyka, przez co ryzykowano, że możemy sprowadzić do klubu jednosezonowca, bądź patrzeć ze strachem po każdym wejściu piłkarzy w jego nogi, że odniesie on poważną kontuzję. Powiadają, że Liverpool pokonał w wyścigu o jego podpis samą Barcelonę. Jeśli to prawda, tym bardziej chapeau bas dla Niemca, który stał się prawdziwym magnesem dla piłkarzy, co pokazała również sytuacja z Virgilem (chciała go Chelsea i Manchester City).

Salah

Nie jest tajemnicą, że Salah nie był pierwszym wyborem Kloppa. Ten najmocniej chciał, żeby nowym piłkarzem The Reds został Julian Brandt z Leverkusen. Bogu dzięki, że Rudi Völler nie sprzedał nam niemieckiego skrzydłowego. Ta sytuacja pokazuję, że Klopp i jego sztab szkoleniowy ma zawsze w zanadrzu plan A, B, a może i C i D. Wcześniej Kloppowi odmawiali tacy zawodnicy jak Alex Teixeira, Leroy Sané, czy İlkay Gündoğan, a ten mimo wszystko potrafił wybrnąć z niełatwej dla klubu sytuacji.

Pomoc

Jordan Henderson i James Milner zaufali Niemcowi w stu procentach, co sprawiło, że dziś razem tworzą kapitalny środek pomocy. Nie taki środek jak w magicznej Barcelonie, wielkim City, czy niesamowitym Realu. Anglicy są tymi, którzy postawili w środku pola The Reds prawdziwy mur, z którym nie potrafił sobie poradzić między innymi Kevin De Bruyne. To jaką przemianę przeszedł Milner jest tak niesamowite jak oglądanie Zorzy Polarnej. Najlepszy asystent w Lidze Mistrzów? Człowiek, który w 10 spotkaniach łącznie przebiegł 113,6 km w wieku 32 lat? Wielkie wow.

Podsumowanie

Wiem cały ten tekst jest jak wielka laurka niemieckiego trenera. Pewnie ma on jakieś tam wady, ale ja nie chce ich widzieć. Wierzę mu całkowicie i uwielbiam to co wyprawiają jego zawodnicy. Kluby takie jak AC Milan, Inter, czy Schalke szukają odpowiedzi w jaki sposób wrócić do swoich najlepszych lat, odpowiedź jest jedna- musicie znaleźć swojego Kloppa i zaufać mu całkowicie.

Komentarze
Udostępnij: