Mistrzowie Polski

Z pasją opowiadamy o futbolu

Felietony

Kartka z dzieciństwa

Jestem młodszym z pary prowadzącej Nieobiektywnego Kibica. Wiele historii, czy spotkań, o których opowiada mi Marcin znam tylko z przekazów ustnych albo z informacji wyczytanych w internecie, gazetach, czy obejrzanych w innych źródłach masowego przekazu. Dwa dni temu skończyłem 26 lat i dzisiaj chciałbym napisać o pierwszym spotkaniu, które pamiętam ze swojego życia. Będzie to dość nietypowy mecz, ponieważ nie było to spotkanie rodem z finału Ligi Mistrzów, nie była to jakaś niesamowita remontada, ani nawet spotkanie, które w jakimś małym stopni zmieniły bieg historii. Starcie o którym dzisiaj napiszę miało miejsce na początku czerwca w 2002 roku, a głównymi bohaterami spektaklu byli Niemcy oraz Arabia Saudyjska.

Same Mistrzostwa w Korei i Japonii były niesamowite. Po pierwsze ze względu na sędziowskie pomyłki, szczególnie w spotkaniach gospodarzy z Hiszpanią i Włochami, gdzie swój kunszt pokazali Byron Moreno oraz Gamal Ghandour. Po drugie, nasz udział na Mundialu, znaczy nasz wielki blamaż, który jednak swoim wykonaniem hymnu przebiła Edyta Górniak: strzał w pysk od Korei, bęcki od Portugalii i mecz na otarcie łez z USA, gdzie bramki strzelali Olisadebe, Kryszałowicz oraz Żewłakow. Po trzecie-kultowa fryzura Ronaldo z finałowego spotkania, którą po meczu nosiły dzieciaki na całym świecie, charakterystycznie ścięte włosy z pozostawioną grzywką na zawsze zapisały się w historii światowej piłki jako składowa idealnego występu najlepszej na świecie „9″ podczas finałowego starcia. Po czwarte zmierzch wielkich zawodników: ostatnie spotkania Batigola w reprezentacji Argentyny, fatalny Mundial w wykonaniu Lebœufa, Petit, czy Djorkaeffa, którzy bronili tytuły zdobytego na własnym boisku cztery lata wcześniej, zakończenie kariery reprezentacyjnej Marca Wilmotsa, który później stworzył potęgę reprezentacji Belgii złożonej takich piłkarzy jak: De Bruyne, Kompany, Lukaku czy Hazard. Po piąte, najszybszy strzelony gol w historii Mundialu, którego autorem jest Hakan Şükür, który skarcił reprezentację Korei w meczu o trzecie miejsce już w 11 sekundzie małego finału.

Z tego Mundialu najbardziej pamiętam spotkanie, które odbyło się 1 czerwca 2002 na stadionie Sapporo Dome. Mecz ten sędziował Ubaldo Aquino, paragwajski arbiter. Reprezentacja naszych zachodnich sąsiadów podejmowała czerwoną latarnię z Arabii Saudyjskiej, dla której sam udział w Mundialu był nie lada wyczynem. Reprezentacja Niemiec po latach posłuchy również próbowała odnaleźć swoją tożsamość pod rządami charyzmatycznego Rudiego Völlera. Mistrzostwa we Francji oraz USA zakończyły się dla Die Mannschaft w ćwierćfinale turnieju co dla Mistrzów Europy z 1996 roku było policzkiem nie do zniesienia. Szczególnie to, w jaki sposób w 1998 Davor Šuker i spółka zmietli z boiska ekipę Bertiego Vogtsa na długo pozostało w głowach kibiców reprezentacji Niemiec. Rudi Völler, który objął kadrę w 2000 roku postanowił przed Mundialem odmłodzić skład reprezentacji i postawić na takich zawodników jak: dwudziestoczteroletni Miroslava Klose-napastnika Kaiserslautern, dwudziestodwuletni środkowy obrońca Christoph Metzelder z Borussii Dortmund, kapitalnego Torstena Fringsa z Werderu Brema, czy Michaela Ballacka, który w 2002 roku stał się piłkarzem, na którego barkach spoczywała odpowiedzialność za całą kadrę Niemiec.

Trenerzy wystawili następujące jedenastki:

Niemcy: Kahn – Frings, Linke, Metzelder, Ziege – Schneider, Ramelow, Hamann, Ballack – Jancker, Klose

Arabia Saudyjska: Al Daeyea – Tukar, Ahmed Al Dossari, Zubromawi, Sulimani – Noor, Al Owairan, Abdallah Al Shahrani, Al Temyat – Al Jaber, Al Yami.

Jeśli nazwiska reprezentantów As-suqūr al-ḫaḍrā (Zielonych Jastrzębi) nic Wam nie mówią, spokojnie, mnie też. Nie zmienia to jednak faktu, że w przeciągu 90 minut Arabia była dla Niemców tłem, dlatego skupimy się przede wszystkim na naszych zachodnich sąsiadach.

Po pierwszym gwizdku Aquino, Niemcy zaczęli z wysokiego „C”. Już w drugiej minucie po kapitalnej, indywidualnej akcji Carstena Janckera (Bayern Monachium) z prawej strony boiska i wstrzeleniu piłki w pole karne, bliski bramki był Miro Klose. Zabrakło jednak kilku centymetrów by wślizgiem zawodnik pochodzący z Opola, otworzył wynik spotkania. W 7 minucie znów największym zagrożeniem dla Saudyjczyków był zawodnik bawarskiego giganta, po dośrodkowaniu z lewej strony Carstena Ramelowa (Leverkusen) w dogodnej dla siebie sytuacji uderzył piłkę głową, ta jednak przeleciała niedaleko prawego słupka bramkarza. Później oglądać mogliśmy dwie świetne sytuacje Klose, który jednak nie potrafił wykorzystać swojej szansy. W 20 minucie spotkania powinno być już przynajmniej 3:0 dla reprezentacji Niemiec.

Jednak co się odwlecze to nie uciecze. W 20 minucie spotkania Klose napoczął Saudyjczyków po świetnym wstrzeleniu w pole karne piłki przez Ballacka (Leverkusen), charakterystycznym dla siebie uderzeniu szczupakiem. Rywale Niemiec grali niczym dzieci we mgle, po fantazyjnej akcji w obronie dwie minuty później z daleka uderzył Didi Hamann (Liverpool), jednak udaną obroną popisał się Mohammed Al-Deayea. W 25 minucie na 2:0 po kolejnym niesamowitym dośrodkowaniu Ballacka z lewej strony bramkę znów głową, zdobył Klose, który chwilę później zaprezentował charakterystyczną dla siebie cieszynkę, wykonał pojedyncze salto zakończone rozłożonymi rękoma w stylu Rooney’a.

W 40 minucie spotkania po podaniu Ramelowa bramkę strzelił Ballack, zaskoczę Was… wyjątkowo głową. Pierwsza połowa była koncertem bezradności Saudyjczyków, a zarazem popisem konsekwencji Niemców, którym nie udawało się po akcjach „na ziemi”, więc grę przenieśli „w powietrze”. Gdy wszyscy myśleli, że za kilka sekund paragwajski sędzia zakończy pierwszą część gry, Carsten Jancker po podaniu Klose, uderzył obok bezradnego bramkarza i podwyższył prowadzenie Die Mannschaft.
Trener Nasser Al-Johar w myślach błagał, by Niemcy w drugiej części gry odpuścili. Nic z tych rzeczy, ponieważ krótko po rozpoczęciu gry nasi zachodni sąsiedzi przeprowadzali kolejne huraganowe ataki, które przyniosły skutek w 69 minucie. Po świetnej akcji z prawej strony boiska ̶U̶s̶a̶i̶n̶a̶ ̶B̶o̶l̶t̶a̶ Bernda Schneidera (Leverkusen) i dośrodkowaniu piłki w pole karne swoją trzecią bramkę strzelił Miro Klose. Nie dość, że udało mu się ustrzelić hattrick to jeszcze wszystkie bramki ustrzelił głową. Niesamowity zawodnik, wielki snajper.

W 73 minucie po dośrodkowaniu z rzutu rożnego Christiana Ziege (Tottenham) swoją premierową bramkę na Mundialu zdobył obrońca Thomas Linke (Bayern Monachium). Blamaż Zielonych Jastrzębi trwał, a do końca spotkania zostało jeszcze 17 minut. W 76 minucie z boiska zszedł Klose, który podczas ciepłego, czerwcowego wieczoru został bella di notte, a zmienił go Oliver Neuville (Leverkusen). W 84 minucie Oliver Bierhoff (AS Monaco) strzelił dość kuriozalną bramkę, po podaniu ze środka pola zawodnik drużyny z Księstwa uderzył piłkę wślizgiem, ta pokulała się za linię bramkową obok bezradnego bramkarza Saudyjczyków. Wynik na tablicy? 7:0 dla Die Mannschaft.

Dzieła zniszczenia w 92 minucie dokonał zasługujący na bramkę w tym spotkaniu Bernd Schneider. Ściągnął pajęczynę z bramki po uderzeniu z rzutu wolnego, który został podyktowany po faulu na samym egzekutorze. 8:0, 8:0, 8:0, 8:0! Cały piłkarski świat przecierał oczy ze zdumienia.

To spotkanie z dzieciństwa najbardziej utkwiło mi w pamięci. Świetny Klose, który do dzisiaj dzierży tytuł najlepszego strzelca w historii Mistrzostw Świata (16 bramek), niezmordowany Jancker, genialny Ballack wybitny Schneider oraz wynudzeni Kahn (Bayern Monachium), Linke, Metzelder oraz Ramelow. Koncert Niemców do dzisiaj pozostaje jednym z najwyższych wyników w historii Mistrzostw Świata (najwyższe zwycięstwo Węgry – Salwador 10:1 w 1982 roku). A Wy jakie spotkanie z dzieciństwa pamiętacie najbardziej? Bo ja to i długo jeszcze o nim nie zapomnę.

Facebook Comments