Jaki ojciec, taki syn?

Jaki ojciec, taki syn?

Jeżeli jesteś synem wielkiego piłkarza to musisz udowodnić ludziom, że znane nazwisko ojca nie jest dla Ciebie ciężarem. Tak właśnie zrobił osiemnastolatek. W 82. minucie meczu z Caen na Parc des Princes wszedł za Neymara. Siedem minut później wpisał się na listę strzelców i przeszedł do historii. Jego bramka uświadomiła mi jak szybko płynie czas. To niewiarygodne, ale 26 lat temu pierwszego gola dla PSG strzelił George Weah. Liberyjczyk miał piękną karierę. Dziś jego syn rozpoczyna swoją przygodę z piłką i wiele wskazuje na to, że pójdzie w ślady swojego słynnego ojca. Przed Wami Timothy Weah, młody talent w kadrze Paris Saint-Germain.

Sport ma niesamowitą zdolność do tego, abyśmy czuli się starzy, gdy widzimy jak kolejne talenty przedzierają się w poszczególnych dyscyplinach. Często wydaje się nam, że znani sportowcy dopiero co zakończyli swoje kariery, a tak naprawdę nie zdajemy sobie sprawy jak dawno temu to było (Wayne Gretzky, Michael Jordan, Zinedine Zidane, Paolo Maldini, Ronaldo Luís Nazário de Lima itd.). Mecz PSG z Caen był wyjątkowy pod każdym względem. Pod koniec spotkania na murawie Parc des Princes zameldował się Timothy Weah, syn obecnego prezydenta Liberii. Jakby tego było mało w bramce PSG pojawił się Gianluigi Buffon, legenda światowego futbolu. Dlaczego to takie ważne? Ponieważ włoski bramkarz debiutował w profesjonalnym futbolu w meczu z Milanem w 1995 roku, w którym grał właśnie George Weah. Teraz na serio czuję się stary…

Timothy Weah znakomicie rozpoczął swoją przygodę z piłką nożną. Już dobrze prezentował się w turnieju ICC. Po meczach w USA przyszła pora na Francję. Młody napastnik zaczął z wysokiego c. Strzelił gola w Superpucharze Francji przeciwko Monaco. Później przyszła pora na Ligue 1 i mecz z Caen, w którym również wpisał się na listę strzelców. Początek ma imponujący. Gra w mocnej drużynie. Szybko zyskał sympatię kibiców „Les Parisiens”. Ma idealne warunki do rozwoju. W składzie PSG roi się od gwiazd, a młody Liberyjczyk codziennie może podpatrywać jak trenują Edinson Cavani, Neymar czy Kylian Mbappé. George Weah nie miał takiego szczęścia. Jego kariera rozpoczęła się w Liberii. Odkryto go slumsach Monrovii. Później Weah senior przebijał się do składu Mighty Barrolle. Dopiero po trzech latach trafił do Monaco. Zaufał mu Arsène Wenger. Francuski szkoleniowiec niczym za dotknięciem czarodziejskiej różdżki zmienił utalentowanego napastnika w torpedę. Liberyjczyk stał się najlepszym strzelcem Monaco. Był tak dobry, że po 4 latach kupiło go PSG. W Paryżu Weah stał się gwiazdą światowego formatu, a jego gole przeciwko Bayernowi przeszły do historii Ligi Mistrzów. Po 3 latach gry w PSG „King George” trafił do Milanu. Miał zastąpić Marco van Bastena. Czy mu się udało? Nie do końca ze względu na chude lata Milanu (okres 1997-1998). Ostatnie lata kariery spędził w Chelsea, Manchesterze City, Marsylii i Al Jazirze. Po zakończeniu kariery piłkarskiej pełnił funkcję ambasadora UNICEF-u, a dziś jest prezydentem Liberii. Zatem czy młody Timothy Weah pójdzie w ślady ojca? Ciężko prognozować. Papiery na grę na najwyższym poziomie ma, ale nie zawsze to wystarczy. Synowie znanych ojców mają jeden poważny problem, jaki? Muszą się zmierzyć z ich legendą, a później wydeptać własną ścieżkę.

George Weah był najlepszym afrykańskim piłkarzem w historii Milanu. W przeciwieństwie do swojego syna doświadczył biedy. Timothy urodził się w Nowym Jorku i miał bardzo udane dzieciństwo oraz komfortowe warunki życia. Trenował grę w piłkę w West Pines United na Florydzie, a później przeszedł szkolenie w U.S. Soccer Development Academy. Na końcu trafił do New York Red Bulls Academy. George Weah o takich warunkach mógł tylko pomarzyć. Pochodzi z wielodzietnej rodziny. Mieszkał w jednej z dzielnic nędzy w stolicy Liberii (miał 12 sióstr i braci). Wychowywała go babcia. George wydostał się z Monrovii, ponieważ dobrze grał w piłkę. Futbol był dla niego jedyną szansą na lepsze życie. W Europie stał się znany dzięki grze w Monaco, a później w PSG. Przejął miano najlepszego piłkarza Czarnego Lądu po Rogerze Mili (grał z nim w jednej drużynie w lidze kameruńskiej – Tonnerre Yaoundé). Po kapitalnych bramkach strzelonych Bayernowi zwrócił na siebie uwagę wielkiego wówczas Milanu. Silvio Berlusconi zrobił prezent Fabio Capello i sprowadził Liberyjczyka na San Siro za 7,5 mln dolarów. George Weah nie zawiódł i swoją pierwszą bramkę w Serie A strzelił już w 6. minucie meczu. Kibiców z włoskiej stolicy mody oczarował szybkością, nienaganną techniką i niesamowitym przygotowaniem atletycznym. Bajecznie prowadził piłkę i miał niezwykle bogaty repertuar zwodów, którymi ośmieszał obrońców rywali (mogą coś o tym powiedzieć Aldair, Fernando Couto, Fabio Galante, Paolo Montero, Valerio Bertotto i Lilian Thuram). Milan dał mu Scudetto w 1996 i 1999 roku. Jako jedyny piłkarz w historii Afryki został nagrodzony Złotą Piłką, a Pele umieścił go na liście FIFA 100. W całej karierze strzelił ponad 280 goli. Wiele z nich było pięknych jak na przykład ten w meczu z Hellas Weroną podczas inauguracji sezonu 1996/1997 (George zdobył bramkę po samotnym rajdzie przez całe boisko). Nie było lepszego piłkarza z Afryki w Milanie, nie mam co do tego żadnych wątpliwości. George Weah zapisał się złotymi zgłoskami na kartach historii futbolu. Przed Timothym Weah’em trudne zadanie, bo dorobek ojca jest imponujący.

Niektórzy twierdzą, że Timothy Weah jest na bardzo dobrej drodze, by nawet przyćmić sukcesy ojca. Dlaczego? Wskazują, że Weah junior gra już w PSG, a w jego wieku George reprezentował barwy Mighty Barrolle. Warto jednak wcześniej zapoznać się z karierą ojca, aby później nie formułować tego typu porównań. George Weah do poważnej piłki trafił stosunkowo późno. Właściwie to cud, że w ogóle w niej zaistniał. Grał w Liberii i Kamerunie. Szansę dał mu Arsène Wenger, dlatego później na ceremonii wręczenia Złotej Piłki Liberyjczyk osobiście podziękował Francuzowi za to co dla niego zrobił. Przypominam też, że Weah senior to jedyny piłkarz w historii Afryki, który otrzymał Ballon d’Or. Ciężko będzie juniorowi przebić sukcesy ojca. Talent niewątpliwie ma i to by było piękne, aby jego kariera potoczyła się tak jak ojca. Nie mam też nic przeciwko, aby w przyszłości trafił do Milanu i strzelał w czerwono-czarnej koszulce gole jak „King George”. Czy tak się stanie? Życzę mu tego z całego serca! Jako kibic Milanu będę trzymać za niego mocno kciuki. Niemniej pamiętam także o losach innych synów znanych ojców. Jordi Cruyff nie miał talentu na miarę ojca. Nazwisko Cruyff go przygniotło. Podobnie było z Shaunem Wrightem-Phillipsem, synem Iana Wrighta. Sergio Busquets i Paolo Maldini to z kolei przykłady piłkarzy, którym się udało. Paolo Maldini nie tylko dorównał ojcu, lecz także przebił go osiągnięciami i stał się jednym z najlepszych piłkarzy w historii Rossonerich. Jak będzie z Timothym Weahem? Czas pokaże.

Facebook Comments