Jak sroka z popiołów

To miał być spokojny sezon dla drużyny, która po awansie dobrze poradziła sobie w elicie, przetrwała i okrzepła. Oczekiwania, z uwagi na problemy i konflikty w strukturze klubu oraz – jak zwykle ostatnio – niemrawe poczynania na rynku transferowym, nie były przesadnie wygórowane. Prawdę pisząc, niewielu realnie oceniało szansę na powtórzenie rezultatu z poprzedniej kampanii, o poprawieniu go nie wspominając. Cel był więc jasny: stabilizacja i gra o spokojny byt w ekstraklasie. Z pozoru nic trudnego, w praktyce… jest jak jest.  

Opisana sytuacja dotyczy, rzecz jasna, Newcastle United. Zajęcie 10. miejsca w roli beniaminka – fałszywego, ale jednak – było świetnym wynikiem. Także z uwagi na niejasności i niesnaski wywołane szorstkimi relacjami właściciela z menedżerem. Spodziewano się, iż Rafa Benitez nie będzie chciał zbyt długo tkwić w miejscu z niedogodnymi warunkami pracy i prędko wypisze się z interesu. Otóż nie tym razem. Hiszpan został i poprowadził zespół do, jakby nie patrzeć, sukcesu. Na jego miarę, oczywiście.

Latem szkoleniowiec znów nie doczekał się konkretnych wzmocnień, choć kilku nowych zawodników na St James’ Park zawitało. Mimo to, nie były to jednostki znacznie podnoszące poziom umiejętności kadry, a jedynie solidne. Między innymi dlatego, po Srokach nie spodziewano się zbyt wiele. O awansie do europejskich pucharów nie mówiło się nawet szeptem, co w innych okolicznościach byłoby na porządku dziennym. Niemniej jednak, takiego startu rozgrywek z pewnością się nie spodziewano.

Od 4. do 11. kolejki Newcastle znajdowało się w strefie spadkowej, a na pierwsze zwycięstwo czekało aż do 3 listopada i potyczki z Watfordem. Do tego czasu legitymowało się jedynie 3 remisami. Co ciekawe, gra ekipy Beniteza nie była wcale tragiczna. Owszem, z doszukaniem się walorów estetycznych byłoby trudno, lecz defensywa, głównie za sprawą Dubravki, nie wypadała najgorzej, a w starciach z potentatami zawodnicy walczyli i szczypali. A mieli ku temu naprawdę sporo okazji.

Nie ma bowiem co ukrywać, Sroki miały jeden z najtrudniejszych możliwych zestawień przeciwników, jeśli chodzi o start rozgrywek. W pierwszych 5 seriach gier mierzyli siły kolejno z Tottenhamem, Cardiff, Chelsea, Manchesterem City oraz Arsenalem. Zawiedli tylko w meczu z beniaminkiem, z którego uzyskali jedynie 1 oczko. W pozostałych byli bez większych szans, a i tak starali się sprawić niespodziankę. Nie udało się – trudno. Porażki znacząco wpłynęły jednak na morale, przez co drużyna nie potrafiła odnaleźć się w następnych kolejkach.

Crystal Palace, Leicester, Brighton, Southampton. Rywale absolutnie w zasięgu, a zwycięstw brak. Kiedy powoli zaczęto spisywać Newcastle na straty, nastąpiło przebudzenie. 2 wygrane pod rząd, w tym 1 z sensacją rozgrywek – Bournemouth, ożywiły nadzieje kibiców. Czas, o dziwo, zadziałał na korzyść menedżera i jego podopiecznych.

Nie ma wątpliwości co do tego, jaką rolę odegrały zaufanie i pozycja doświadczonego szkoleniowca. W zasadzie ani przez moment nie spekulowano zwolnienia Beniteza i zastąpienia go kimś innym. Dano mu czas, cierpliwie czekano i dziś są tego efekty. Sroki opuściły strefę zagrożenia relegacją i od 3 spotkań są niepokonane. Budzi się duch drużyny, budzą się poszczególni gracze.

Także ci nowi, sprowadzeni latem. W roli głównej Salomon Rondon, który przed przerwą reprezentacyjną ustrzelił dublet. To właśnie na szpicy było w zeszłym sezonie najwięcej problemów, brakowało klasycznego snajpera. Wenezuelczyk zna realia Premier League i od początku wydawał się świetnym wyborem. Tak jak i cały zespół, potrzebował on trochę czasu na odblokowanie się, lecz nie zdziwię się, jeśli teraz zacznie regularnie wpisywać się na listę strzelców.

Ważnym ruchem było także ponowne wypożyczenie Kenedy’ego, który odpowiada za dział kreacji. I mimo że jego liczby nie są imponujące, nikt nie ma wątpliwości, iż jest ważnym ogniwem w układance menedżera. Podobnie zresztą jak Federico Fernandez wykupiony ze Swansea.

Absolutnie kluczowe okazało się jednak definitywne sprowadzenie Martina Dubravki. Słowacki golkiper od początku kampanii jest wyróżniającą się postacią, niejednokrotnie ratował swoich kolegów przed stratą gola i jestem przekonany, że sytuacja Newcastle byłaby znacznie gorsza, gdyby nie fenomenalna dyspozycja bramkarza. Sądzę, że gdyby dziś przeprowadzono w klubie głosowanie na najlepszego gracza sezonu, Dubravka zwyciężyłby je w cuglach, jednomyślnie i bezapelacyjnie.

Po ulewie i burzy z piorunami nad St James’ Park wyszło słońce, objawiła się nawet tęcza. Pytanie, jak długo uda się powstrzymać wiatr przed przygnaniem ciemnych chmur? Sprzyja temu dogodny terminarz, rosnąca forma drużyny oraz niezłomna wiara wraz z determinacją. Ekipa Beniteza odradza się niczym feniks z popiołów lub może raczej jak sroka. Moim zdaniem, misja ostatecznie zakończy się sukcesem, czyli spokojnym utrzymaniem się w Premier League, a koszmarny początek sezonu okaże się swoistym testem charakteru, który zahartuje zespół.

Obym wykrakał. Dla dobra fanów Newcastle.

Facebook Comments

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *