It’s coming home!

„Nigdy nie przestałem marzyć. Tyle żartów, tyle szyderstw, tych wszystkich och-tak-blisko. Futbol wraca do domu. Wszyscy zdają się znać już wynik. Widzieli to już wcześniej. Wiedzą, są tego pewni, że futbol wróci do domu.”

Słowa utworu „Three Lions” napisane w kontekście Euro 1996, stały się sloganem angielskich kibiców podczas trwającego mundialu w Rosji. „Its coming home” jest jednym z najpopularniejszych zwrotów ostatnich tygodni. Jak to możliwe że naród który wymyślił piłkę nożna, tylko raz w historii cieszył się ze zdobycia mistrzostwa świata? Dlaczego przez wiele lat odmawiali udziału w mundialach? I czy rzeczywiście tylko raz byli najlepsi na świecie? Zapraszam do opowieści o trudnej historii reprezentacji Anglii.

Ojcowie futbolu

Żeby zrozumieć sedno problemu, wypada cofnąć się do początków piłki nożnej. Angielska federacja piłkarska powstała 1863 roku, czyli prawie 70 lat przez pierwszymi oficjalnymi mistrzostwami świata. To właśnie wśród brytyjskich szkół nakreślono zasady piłki nożnej, które w sporej części obowiązują do dzisiaj. Futbol zdobywał popularność w kolejnych krajach, szybko pojawił się więc pomysł rozegrania turnieju międzypaństwowego. Anglików coś takiego kompletnie nie interesowało. Byli wówczas światowym supermocarstwem z ogromnymi koloniami na całym świecie. Nie musieli nic nikomu udowadniać, każdy zdawał sobie sprawę że piłkarsko wyprzedzają świat o 30-40 lat. Odrzucili propozycję angażu gdy powstawała FIFA, do której dołączyli dopiero gdy mieli pewność że czołowe pozycje we władzach federacji będą sprawować Anglicy.

Dlaczego byli wobec niej tak niechętni? Uważano wówczas że jako twórcy piłki nożnej powinni mieć decydujące zdanie w każdej decyzji. Wyobraźcie sobie jak musieli być wściekli, gdy dowiedzieli się że w niezbyt lubianym Paryżu powstała organizacja, która chce ich pouczać w sprawie sportu który sami wymyślili.

Pierwszy mundial w… 1906?

FIFA postawiła sobie za cel zorganizowanie mistrzostw świata, ale miała z tym ogromne problemy. Mało kto wie, że pierwszy mundial mógł odbyć się już w 1906 roku! Mistrzostwa w Szwajcarii zakończyły się niepowodzeniem, po słabym zainteresowaniu potencjalnych uczestników. Uznano więc że idealnym rozwiązaniem będzie „podczepienie się” pod igrzyska olimpijskie. Piłka nożna stała się oficjalną dyscypliną, a zwycięzcy uchodzili za najlepszych na świecie. W 1908 i 1912 roku turnieje wygrywała Wielka Brytania. Można więc uczciwie przyznać że w tamtym czasie to oni byli nieoficjalnymi mistrzami świata. I zresztą tak się wtedy mianowali. Po jednej stronie nacja która miała za sobą 50 lat doświadczenia, po drugiej kraje które miały problemy z zestawieniem jedenastu piłkarzy. Przepaść.

Anglicy czuli się mocni. Na tyle mocni że postanowili opuścić szeregi FIFY, która chciała narzucać im własne zasady. FIFA chcąc ratować swoją pozycję ogłosiła odejście od koncepcji turnieju mistrzowskiego na igrzyskach i organizację niezależnych mistrzostw świata, na gospodarzy których wybrano Urugwaj. Mundial przyniósł spory sukces w Ameryce Południowej, ale drużyny z Europy niemalże w całości go olały, wiedząc że podróż na obcy kontynent będzie wiązała się z ogromnymi kosztami. Cztery lata później zespoły z Ameryki Południowej w ramach zemsty olały mistrzostwa we Włoszech. W 1934 i żadnym z tych turniejów nie zagrali Anglicy. Cieszono się ze sukcesów, ale gdzieś z tyłu głowy świeciła się lampka niedosytu.

Mistrzowie którzy nie są najlepsi na świecie

Co ciekawe, prasa unikała wówczas określania Włochów tytułem mistrzów świata. Co to za mistrzowie, skoro nie pokonali Anglików? Rywalizacja z ojcami futbolu stała się obsesją dla Pozzo, który chciał udowodnić że jego drużyna jest silniejsza. Pozzo dwukrotnie poległ. W 1934 Włosi przegrali 2:3 w pojedynku znanym jako „Bitwa o Highbury”, tuż po wojnie Anglicy pokonali ówczesnych mistrzów świata 4:0. Kuriozalna sytuacja. Tak naprawdę przez własną głupotę i arogancję ominęły ich trzy, może nawet więcej tytułów mistrzowskich. Jeśli Włosi byli wówczas mistrzami, to Anglików wypada nazwać arcymistrzami. Byli lepsi i Pozzo zdawał sobie z tego sprawę.

Sami Anglicy w końcu postanowili wyjść z ukrycia i podjąć rywalizację. Zgodzili się nawet wziąć udział w mistrzostwach świata 1950, które zakończyły się zawstydzającą porażką z amatorami z USA. Szok, niedowierzanie, absolutna sensacja stulecia. Dlaczego tak się stało? Futbol nieustannie ewoluuje. Wszystkie reprezentacje rozwijały się i uczyły od siebie nawzajem nowych taktyk, pomysłów na wykonywanie stałych fragmentów gry, czy ustawień. Anglia przekonana o swojej wyższości unikała kontaktów z resztą świata, która w kilkanaście lat dogoniła, a następnie przegoniła poziomem wyspiarzy. Wybitni wizjonerzy futbolu zamiast rozwijać futbol w swojej nacji, emigrowali i budowali potęgę innych narodów.

Sukces 1966

Anglia długo nie potrafiła pozbierać się po wpadce z mundialu 1950. Dopiero w 1966 roku, gdy zostali gospodarzem mundialu, udało im się powrócić na szczyt i zdobyć pierwsze (i jak dotąd jedyne) oficjalne mistrzostwo świata. Wydawało się że to będzie początek nowej potęgi angielskiego futbolu. Cała nacja żyła finałowym zwycięstwem nad Niemcami, które do dzisiaj pozostaje jednym z najwspanialszych momentów w historii piłki nożnej. Tymczasem 1974 i 1978 nie udało im się nawet przebrnąć eliminacji! Od tamtej pory scenariusz był za każdym razem taki sam. Wielkie oczekiwania i wielka katastrofa na turnieju. Nie pomogło zatrudnienie trenerów z zagranicy, nie pomogły reformy ligi.

Niespodziewanie nadzieja pojawiła się w młodzieżowym futbolu. Anglia została mistrzem świata U-20 w 2017 roku, w innych kategoriach wiekowych również świętując spore sukcesy. Historia wydaje się zataczać koło. Po latach niepowodzeń (w dużej mierze na własne życzenie), kibice Lwów Albionu znów mają powody do dumy. „It’s coming home” miało być jedynie żartem fanów sfrustrowanych kolejnymi mundialowymi niepowodzeniami. Niewielu dawało tej drużynie szanse przed samym turniejem w Rosji. Dziś kibice znowu wierzą że uda się oszukać przeznaczenie. Anglików od mistrzostwa świata dzielą już tylko dwa mecze…