Ikh nie dogoniat

8 dni pozostało do pierwszego gwizdka w nowym sezonie Premier League. Wskazywania pretendentów do tytułu ciąg dalszy, a dziś pora na obecnie panującego mistrza – Manchester City. Za ekipą Guardioli wyjątkowa kampania okraszona dwoma trofeami i niezliczoną ilością ustanowionych rekordów. Przed nimi natomiast próba obronienia mistrzostwa Anglii, walka o triumf w Lidze Mistrzów, a w marzeniach fanów pewnie także o tryplet. Z czym The Citizens obudzą się w maju? 

Pep Guardiola stworzył kolejnego potwora. Udowodnił, że żadna liga mu nie straszna i w każdej, w której prowadził drużynę, potrafił zdominować resztę stawki. Nie inaczej było także na Wyspach i choć pierwszy sezon nie obfitował w fajerwerki, drugi był ich niekończącym się pokazem. Jasne, Hiszpan nie ucieknie od stwierdzeń, że „kupił” sukces. Dostał kogo chciał i kiedy chciał, a ceny nie odgrywały najmniejszej roli.

To jednak on wszystko poukładał, wdrożył zawodnikom swoją filozofię oraz swój pomysł na grę, wreszcie utrzymywał w szatni głód zwyciężania, który przekładał się na odpowiednią determinację. Dzięki ciągłej rotacji tylko nieliczni gracze mogli być niemal pewni występu w pierwszym składzie. Większość cały czas musiała cierpliwie przyjmować decyzje szkoleniowca i pokornie wykonywać swoje zadanie. Ich profesjonalizm okazał się być na wagę złota, dosłownie i w przenośni.

W kadrze zgrai z Etihad odnaleźć można niekończące się pokłady jakości i chęci samodoskonalenia się. Nie brakuje talentu, ale i doświadczenia. Nie brakuje artystów, ale i pracusiów. Wszystko składa się na mieszankę istnie wybuchową, a Guardiola wciąż szuka nowych rozwiązań i nowych podopiecznych.

Tak naprawdę jedynym, ale za to konkretnym wzmocnieniem drużyny stał się Riyad Mahrez. Algierczyk po kilku próbach „wreszcie” opuścił Leicester i w poszukiwaniu laurów wybrał niebieską część Manchesteru. Podczas swojej przygody na Wyspach, wystąpił w 179 spotkaniach, w których zdobył 48 bramek i zanotował 38 asyst. Wyrósł w tym czasie na jedną z gwiazd ligi i nic dziwnego, że chciał transferu do klubu z większymi możliwościami, a klub z większymi możliwościami chciał go mieć w swoich szeregach.

Z pewnością stanie się ważnym ogniwem w ofensywie zespołu Guardioli i wraz z Sane, Sterlingiem i Bernardo Silvą rywalizować będzie o miejsce w wyjściowej jedenastce. Musi przy tym uzbroić się w cierpliwość z uwagi na wcześniej wspomniane Pepowe umiłowanie do rotacji.

Z Etihad po 8 latach pożegnał się Yaya Toure. Dodajmy, bardzo owocnych latach. 3 mistrzostwa kraju, Puchar Anglii, 3 Puchary Ligi, do tego 79 goli i 50 asyst na przestrzeni 316 występów. To musi robić wrażenie i powinno budzić szacunek. W poprzednim sezonie wybiegł na murawę jedynie 17 razy, z czego tylko 8 w wyjściowym składzie. Nie oszukujmy się, nie był najistotniejszym ogniwem, a jego odejście nie powinno odbić się na sytuacji w drużynie. Niemniej jednak wypada mu życzyć powodzenia w znalezieniu klubu na nadchodzącą kampanię.

Kadra City sprawia wrażenie kompletnej i doskonale obsadzonej na każdej z 11 pozycji. Szukanie słabych punktów spokojnie można porównać z igłą w stogu siana. Ma kilku liderów, jednego z najlepszych menedżerów na świecie oraz możliwości i marzenia sięgające gwiazd.

Przed nimi jednak arcytrudne zadanie. Od 2009 roku nikt nie zdołał obronić mistrzostwa Anglii, a to z pewnością będzie jednym z celów na nadchodzący sezon. Czy głównym? Nie od dziś wiadomo, że właściciel klubu od lat dąży do wygrania Ligi Mistrzów i między innymi po to zatrudnił Guardiolę. Nie zdziwię się więc, jeśli w najwyższej sekcji piramidy pragnień na Etihad umieszczono właśnie trumf w rozgrywkach europejskich.

Nie wątpię również, że z takimi zasobami trzeba głośno mówić o chęci zdobycia wszystkiego, co tylko możliwe. I z pewnością jeszcze nie raz usłyszymy to z ust szkoleniowca oraz zawodników.

Manchester City jest w moich oczach głównym kandydatem do wygrania Premier League. Przemawia za tym jego regularność, stabilność oraz potencjał ludzki. Sądzę, że tylko poważny kryzys, plaga kontuzji lub zbieg niefortunnych wydarzeń może uniemożliwić ekipie Guardioli obronienie tytułu. Czy stać ich na coś więcej? Z całą pewnością. Czy zdobędą coś więcej? Cytując klasyka: „We will say what time will tell”.

Facebook Comments