Holenderski feniks z popiołów

Jego kariera to prawdziwa sinusoida. Był królem strzelców Eredivisie i nadzieją Holendrów, którzy wierzyli, że stanie się kolejnym liderem reprezentacji, kolejną legendą światowego futbolu. Nie poradził sobie jednak w Anglii, gdzie stracił swój blask i przebojowość. Kolejnym przystankiem okazała się Francja, a konkretnie Lyon. W barwach miejscowego Olympique powoli odbudowuje swoją pozycję, a w trwającym sezonie stał się bardzo istotnym elementem drużyny. Pod względem liczb stara się nawiązać do swojego najlepszego roku w karierze. Oto Memphis Depay – zawodnik walczący o wykorzystanie swojego talentu.  

24 lata na karku, to jednocześnie dużo i mało. Dużo jak na to, w jakim miejscu kariery znajduje się obecnie skrzydłowy, gdyż według prognoz sprzed kilku lat, powinien być obecnie kandydatem do Złotej Piłki. Mało, ponieważ teoretycznie najlepszy okres ma jeszcze przed sobą, a coś już osiągnął. Perspektywy są więc obiecujące, lecz by im sprostać kluczowa jest psychika i chłodna głowa. Tej zabrakło podczas pobytu w Manchesterze United, gdzie Depay wyraźnie nie udźwignął presji oczekiwań.

Pierwszy pełnoprawny sezon w seniorskiej przygodzie Holendra miał miejsce na przełomie roku 2012 i 2013. 40 meczów w jednej kampanii, to wynik więcej niż przyzwoity jak na 18/19-latka. W Eredivisie, to wprawdzie norma, iż do drużyny wprowadza się bardzo młodych zawodników, lecz Memphis i tak trafił do notesów wielu trenerów z całego świata. Nie bez znaczenia były rzecz jasna jego liczby. 10 goli i 9 asyst nie były przypadkiem, co udowodnił w kolejnej kampanii, w której dodatkowo poprawił swój bilans. Sezon 2014/15, to przełom i absolutny rozkwit talentu, który poskutkował transferem.

Ale po kolei. Depay wystąpił na mundialu w Brazylii, gdzie jego reprezentacja zajęła trzecie miejsce, a on sam zaprezentował się z dobrej strony. Spore zainteresowanie wykazywały kluby angielskie, lecz ostatecznie został w Eindhoven i, jak się okazało, była to znakomita decyzja. PSV zdobyło mistrzostwo kraju, a bohater tekstu mógł cieszyć się mianem najskuteczniejszego gracza ligi. Zapewniły mu to 22 zdobyte bramki (28 we wszystkich rozgrywkach), do których dodatkowo dorzucił 8 asyst na wszystkich frontach. Holender uznał, że rodzima liga, to już dla niego za mało i musi poszukać większego wyzwania. Czy nie przesadził z jego trudnością?

Wybrał Manchester United, którego miał zostać liderem i jedną z czołowych armat. Sam nałożył na siebie dodatkową presję, wybierając numer 7 na koszulce. To symbol, który wiele znaczy na Old Trafford i dla kilku ludzi okazał się przekleństwem. Nie inaczej było w przypadku Holendra. W pierwszym roku pobytu w Anglii zanotował 7 goli i 9 asyst, lecz tylko dwie i jedną w Premier League. Jego były selekcjoner z reprezentacji, Louis van Gaal, rozumiał kwestię aklimatyzacji i chętnie dawał szanse skrzydłowemu. Także kibice trzymali kciuki za swojego piłkarza i wierzyli w rozkwit jego potencjału. Przed sezonem 2016/17 na Old Trafford przybył jednak Mourinho, który nie zamierzał na siłę wciskać Depaya do składu.

Ten mocno odczuwał brak gry i wiedział, że czas ucieka. Siedząc na ławce nie rozwijał się i nie miał możliwości polepszenia swojej formy. Fanom nie podobała się natomiast jego aktywność w mediach społecznościowych i życie pozaboiskowe. Memphis nie krył się z tym, iż nie zarabia najmniej i może pozwolić sobie na dostatnie życie. Sądzę, że tak naprawdę czuł zagubienie i wewnętrzny smutek połączony z frustracją. Miał przecież zostać gwiazdą i błyszczeć na najwyższym poziomie. Tymczasem tkwił w marazmie.

Nie było wyjścia – trzeba było poszukać nowego miejsca do gry. Półroczne wypożyczenie do Francji okazało się bardzo owocne, lecz na Old Trafford nie miał już czego szukać. Na jego pozycji występowali Martial i Rashford, z którymi nie miał żadnych szans w hierarchii menedżera. Olympique Lyon zdecydował się jednak na transfer definitywny i Depay na stałe przeniósł się do drużyny Bruno Genesio.

Dziś trzeba uczciwie przyznać, iż był to dobry ruch, a Holender świetnie czuje się we Francji. Ma zaufanie menedżera i wsparcie kibiców. Presja i ciśnienie sukcesu jest nieporównywalnie mniejsze niż w czerwonej części Manchesteru. Depay stał się jednym z liderów zespołu, który bije się o wicemistrzostwo kraju, lecz przede wszystkim, o udział w Lidze Mistrzów w przyszłym sezonie. Jeśli chodzi o indywidualne wyniki Holendra, to śmiało można je porównywać z kampanią 2014/15. 47 rozegranych spotkań (3317 minut), podczas których 18 razy wpisywał się na listę strzelców i 15 razy asystował przy golach kolegów, to niebanalny bilans.

Także w reprezentacji jego pozycja jest coraz stabilniejsza. Grał w ostatnich meczach towarzyskich, w których pokazał swoje możliwości. Holandia na mundial jednak nie jedzie, lecz między innymi w Memphisie nadzieja, iż kolejna wielka impreza odbędzie się już z ich udziałem.

Depay wreszcie gra na miarę oczekiwań i wykorzystuje swój potencjał. Po angielskiej przygodzie odrodził się jak feniks z popiołów. Pytanie co dalej? Niedługo może stwierdzić, że Ligue 1 jest dla niego za ciasna i znowu spróbuje trudniejszej sztuki. Tym razem musi wybrać dobrze i dokładnie zmierzyć siły na zamiary. Na marnowanie czasu nie może już sobie pozwolić. Czy wróci do Premier League? Czy będzie kolejnym wyrzutem Mourinho? Czy wejdzie kiedyś na najwyższy poziom i spełnią się prorocze słowa sprzed lat? Na te pytania nie znam odpowiedzi, ale trzymam kciuki, by Memphis radził sobie jak najlepiej, gdyż zwyczajnie szkoda, by po karierze żałował utraconej szansy.

 

Zapraszam na facebook’a, gdzie również dzielę się swoimi przemyśleniami na temat świata futbolu: https://www.facebook.com/Życie-na-okrągło-204630866792371/

Grafika: Goal.com

 

Facebook Comments