Mistrzowie Polski

Z pasją opowiadamy o futbolu

Felietony Serie A

Historia pewnego transferu

Historia pewnego transferu

Jego powrót do Mediolanu wywołał burzę. Kibice Interu protestowali, a Massimo Moratti był tak wściekły, że do niego zadzwonił i powiedział, żeby się jeszcze zastanowił. Brazylijczyk przemyślał sprawę, spakował manatki, wyprowadził się z Madrytu i poleciał do Mediolanu podpisać kontrakt z AC Milan. Rossoneri zapłacili za niego Realowi 7,5 mln euro. Popularny „Il Fenomeno” podkreślał, że gra w czerwono-czarnej koszulce to największe wyzwanie w jego karierze. Czy sobie poradził? Według mnie tak, chociaż pozostał pewien niedosyt po jego epizodzie w ekipie Rossonerich. Do dziś wspominam ten transfer jako jeden z najbardziej kontrowersyjnych w ostatnich dwóch dekadach w Serie A.

Piłkarze najemnicy

Lista piłkarskich najemników jest bardzo długa. Praktycznie od zarania dziejów pojawiali się gracze, którzy nie przywiązywali zbytnio znaczenia od barw klubowych. Działo się tak zarówno w XX wieku jak i na początku XXI. Arsene Wenger powiedział kiedyś, że: „Gdybym mógł cokolwiek zmienić w futbolu, to system transferowy, który z piłkarzy robi najemników. Jeśli grają źle – zostają, jeśli dobrze – odchodzą do klubu, który im lepiej zapłaci. Walczyłem o to, aby prowadzili dostanie życie. W zamian chciałbym, aby respektowali swój kontrakt”. Niestety Wenger i jego koledzy po fachu tego systemu nie zmienią. Lepiej nie będzie, a rynek transferowy po przejściu Neymara z Barcelony do PSG już nigdy nie będzie taki sam. Trzeba się z tym pogodzić. Niewielu piłkarskich najemników darzę szacunkiem, właściwie to mogę ich policzyć na palcach jednej ręki. Cenię Zlatana Ibrahimovicia za profesjonalizm i grę na najwyższym poziomie w każdym klubie, który reprezentował, dlatego wybaczam mu, że kochał Juve, Inter, Barcę, Milan, PSG i Manchester United. Jest jeszcze jeden piłkarz-najemnik, którego szanuję. Nazywa się Ronaldo Luís Nazário de Lima, najlepszy napastnik jakiego miałem zaszczyt oglądać.

Magia Serie A i przygoda w Interze

W latach 80. i 90. Serie A była najsilniejszą ligą na świecie. Wszystkie największe gwiazdy chciały w niej grać. Kibice mogli oglądać Platiniego, Bońka, Zoffa, Maradonę, Batistutę, van Bastena, Gullita, Matthäusa, Klinsmanna, Völlera, Savicevicia i wielu innych. Liga włoska była jak magnez, przyciągała najwspanialszych piłkarzy i tak też było z nim. Kiedy Brazylijczyk przechodził w czerwcu 1997 roku z Barcelony do Interu kibice „Nerazzurrich” oszaleli z radości. Fetowali jego transfer Piazza del Duomo przez kilka dni. Wówczas Ronaldo był najlepszym piłkarzem na świecie. Był po znakomitym sezonie 1996/1997 w Barcelonie, dla której strzelił 47 goli w 49 meczach we wszystkich rozgrywkach (34 gole w lidze). Hiszpańska i brazylijska prasa pisała o nim „Bóg futbolu” lub po prostu „Il Fenomeno”. Nie było w tym przesady, bowiem Brazylijczyk był perfekcyjnym napastnikiem. Potrafił wszystko, był szybki, zwinny, bajecznie wyszkolony technicznie i miał niesamowity instynkt strzelecki. Inter zapłacił za niego 28 mln euro, czym ustanowił nowy rekord transferowy. Ronaldo podpisał z „Nerazzurri” pięcioletni kontrakt. Wydane przez Morattiego pieniądze zaczęły się spłacać błyskawicznie. Niestety w ciągu pięciu sezonów gry Ronaldo zagrał w zaledwie 99 meczach, w których strzelił 59 goli. Jego karierę w niebiesko-czarnej koszulce zahamowały poważne kontuzje. Pamiętam zwłaszcza jego powrót po kontuzji w 2000 roku, to był mecz z Lazio w Rzymie. Ronaldo po sześciu minutach gry padł na murawę i zaczął się zwijać z bólu. Jaka była diagnoza lekarza? Zerwane więzadła w tym samym kolanie i kolejne osiem miesięcy przerwy.

Kontuzje i wielki powrót

Wydawało się, że już nie wróci do formy. Na szczęście uratował karierę na Mundialu w 2002 roku na boiskach Korei i Japonii. Brazylijski snajper wypadł świetnie na azjatyckim turnieju, strzelił 8 goli, został królem strzelców MŚ, a Brazylia wywalczyła złoto pokonując w wielkim finale Niemcy 2:0 po dwóch jego bramkach. To był jeden z najbardziej spektakularnych powrotów w historii futbolu. Odrodzony Ronaldo ponownie był gwiazdą światowego formatu. Szukał też nowego wyzwania, dlatego jak najszybciej chciał opuścić Mediolan. Znalazł je w Madrycie. Real zapłacił za niego 46 mln euro, chociaż na początku Massimo Moratti oczekiwał oferty w wysokości 100 mln. Pomyślcie ile dziś kosztowałby „Fenomen” patrząc na realia rynku transferowego. Spokojnie pobiłby rekord należący do Neymara.

Real Madryt

W Madrycie zdobył z Realem mistrzostwo Hiszpanii oraz Puchar Króla. Do dziś jest najszybszym strzelcem gola w historii Realu – potrzebował zaledwie 15 sekund na pokonanie bramkarza Atletico Madryt na Estadio Santiago Bernabéu 3 grudnia 2003 roku. W tamtym sezonie został królem strzelców La Liga z 25 golami. Niestety później ponownie dopadły go kontuzje. Brazylijczyk powoli tracił szybkość, skuteczność i znacznie przytył. Jego tryb życia poza boiskiem pozostawiał wiele do życzenia. Wielu wypominało mu jedzenie fast foodów, ale przyczyną jego nadwagi było nie tylko śmieciowe jedzenie. Ronaldo chorował na niedoczynność tarczycy. Jego kariera w Europie wisiała na włosku, ale na Mundialu w Niemczech ponownie pokazał klasę. Strzelił trzy gole i przeszedł do historii MŚ jako najlepszy strzelec: 15 goli w 19 meczach (jego rekord w 2014 roku pobił Miroslav Klose). Po Mistrzostwach Świata w Niemczech Brazylijczyk przeszedł kolejną operację, a w styczniu 2007 roku wrócił do Mediolanu, ale nie do Interu, tylko do Milanu.

Kontrowersyjny transfer do Milanu

Pamiętam dokładnie ten transfer. Miałem mieszane uczucia kiedy Adriano Galliani go ogłaszał. Dlaczego? Z jednej strony cieszyłem się, że kolejna gwiazda dołączy do Milanu, ale z drugiej wiedziałem, że Brazylijczyk najlepsze lata gry ma już za sobą. Jego forma nie była najwyższa. Miał problemy zdrowotne i stracił szybkość. Dobrze, że Milan zapłacił za niego Realowi tylko 7,5 mln euro.

Szczerze mówiąc to ten transfer mnie trochę rozbawił, głównie ze względu na zachowanie byłego prezydenta Interu i kibiców „Nerazzurrich”. Massimo Moratti miał nietęgą minę jak zobaczył w telewizji, że Ronaldo wylądował w Mediolanie, a chwilę później podpisał kontrakt z Milanem. Tifosi Interu nie mogli się pogodzić z tym zaskakującym transferem, dlatego protestowali pod Duomo i na San Siro. Na jednym z meczów wywiesili transparent z napisem „Ronaldo pagliaccio”, czyli „Ronaldo klaun”. Tak byli wściekli i jako kibic Milanu ich rozumiem. Tego typu transfer zawsze boli. Na szczęście Ronaldo był odporny na obraźliwe hasła fanów Interu i szybko udowodnił, że nadal jest groźnym napastnikiem.

Numer „99”

Brazylijczyk zadebiutował w koszulce Milanu z numerem „99” 11 lutego 2007 roku w meczu przeciwko Livorno. Tydzień później wyszedł już w podstawowym składzie i strzelił dwa gole w meczu wyjazdowym ze Sieną (Milan wygrał go 4:3). Później nie przestraszył się kilkudziesięciu tysięcy kibiców Interu na San Siro i strzelił gola swojej byłej drużynie w derbach Mediolanu (niestety Inter wygrał 2:1). Zdobył także piękną bramkę po serii efektownych zwodów w meczu z Empoli. Sezon 2006/2007 był dla Milanu wyjątkowy. Rossoneri zrewanżowali się Liverpoolowi za koszmar w Stambule i wygrali Ligę Mistrzów. Jednak Ronaldo ani razu nie pojawił się na boisku w koszulce Milanu, ponieważ w tej samej edycji LM grał w Realu.

Jego połowę sezonu 2006/2007 należy ocenić pozytywnie. Rozegrał 14 meczów, w których strzelił 7 goli. Kolejne rozgrywki były dla niego już mniej udane. Brazylijczyk ponownie miał problemy z kontuzjami i wagą. Korzystał z uroków życia w Mediolanie. Miał stworzyć brazylijski tercet z Kaką i Pato o nazwie „Ka-Pa-Ro”. Szkoda, że się nie udało. Ronaldo ostatnie dwa gole dla Milanu strzelił w pamiętnym meczu z Napoli na San Siro, wygranym przez gospodarzy 5:2. Brazylijczyk strzelił jedną z bramek „szczupakiem”, a komentator zadawał sobie pytanie „Ile jeszcze kilogramów nadwagi musi mieć Ronaldo, żeby nie strzelić gola głową?”.

Jego przygoda z Milanem zakończyła się 2008 roku. Brazylijczyk ponownie nabawił się koszmarnej kontuzji kolana i wypadł z gry do końca sezonu. Musiał przejść trzecią operację lewego kolana (1999, 2000 i 2008 rok). Po zakończeniu sezonu 2007/2008 włodarze Rossonerich nie zdecydowali się na przedłużenie kontraktu z „Il Fenomeno” i Brazylijczyk opuścił włoską stolicę mody. Czerwono-czarną koszulkę zakładał 20 razy, strzelił 9 goli i zanotował 5 asyst.

Wnioski

Po epizodzie w Milanie wrócił do Brazylii. Grał jeszcze w Corinthians. Buty na kołku zawiesił 13 lutego 2011 roku. Pomimo wielu sukcesów i indywidualnych wyróżnień, nigdy nie wygrał Ligi Mistrzów i to łączy go ze Zlatanem Ibrahimoviciem. Dwóch wybitnych napastników, którzy nie poznali smaku zwycięstwa w najważniejszych klubowych rozgrywkach w Europie.

Dziś oceniam jego transfer do Milanu pozytywnie. Musiał zmierzyć się z ogromną krytyką ze strony Massimo Morattego i kibiców Interu. Udowodnił, że jeszcze potrafi grać na wysokim poziomie. Strzelał piękne bramki Sienie, Interowi i Empoli. W meczu z Napoli pokazał klasę. Później zabrakło przede wszystkim zdrowia i szczęścia.

Mimo niechęci fanów Interu nadal był uwielbiany przez większość Włochów, przykład? Jego koszulkę z numerem „99”, w której zadebiutował w Milanie sprzedano na aukcji charytatywnej za 17,5 tys. euro!

Podsumowanie

Jak wyobrażacie sobie napastnika idealnego? Według mnie musi być silny, szybki, znakomicie wyszkolony technicznie i skuteczny. Brazylijczyk wszystkie te cechy posiadał. Jego repertuar niekonwencjonalnych zagrań był imponujący. Potrafił błyskawicznie podjąć decyzję. Kiedy był w primie żaden napastnik nie mógł się z nim równać. Dynamika, prowadzenie piłki, nieszablonowa technika i ciąg na bramkę. Najlepszy snajper w pojedynkach sam na sam z bramkarzami. Jego rodak Emerson powiedział o nim kiedyś, że: „Nie mogłem zobaczyć na żywo jak grał Pele, ale miałem zaszczyt oglądać Ronaldo i nigdy nie widziałem takiego zawodnika jak on. Jest wyjątkowy, absolutny numer jeden”. Trudno się z nim nie zgodzić. Brazylijczyk całą swoją karierą zasłużył na pseudonim „Il Fenomeno”. Był napastnikiem z innej planety. Strzelał kosmiczne bramki, a jego talent słowami mogliby opisać jedynie śp. Bohdan Tomaszewski i Tiziano Crudeli. Był doskonały pod każdym względem. Strzelił 414 goli w 616 meczach co daje średnio 0,67 bramki na mecz. Pomyślcie ile goli zdobyłby gdyby nie kontuzje? W swoim życiu widziałem wielu wspaniałych napastników. Dziś zachwycają Lionel Messi, Cristiano Ronaldo, Harry Kane, Mauro Icardi, Robert Lewandowski, Edinson Cavani, Serio Aguero itd. Każdy z nich jest świetny. Messi i Ronaldo to gracze wybitni, ale nawet oni nie mogą się równać z talentem do futbolu jaki miał Luiz Nazario de Lima. Jest najbardziej lubianym przeze mnie najemnikiem w historii futbolu w przeciwieństwie do m. innymi Ashleya Cole’a, Luisa Figo czy Antonio Cassano. Drugiego takiego nie będzie. Napastnik kompletny. Ronaldo, grazie di tutto! Forza Milan!

Facebook Comments