Mistrzowie Polski

Z pasją opowiadamy o futbolu

MMA

Gorzkie refleksje fana Conora

Gdy 19 lipca 2014 Conor McGregor nokautował Brazylijczyka Diego Brandao byłem pewien że właśnie obserwuje wybrańca który na zawsze zmieni świat MMA. Irlandczyk stał się postacią obok której nie można przejść obojętnie. Kimś kogo widz albo kocha, albo szczerze nienawidzi. Kwestią czasu była walka o pas mistrzowski, który 17 miesięcy później Conor dzierżył na swoich biodrach. Wraz z porażką wieloletniego dominatora wagi piórkowej Jose Aldo skończyła się pewna era w MMA. Czułem pewien dreszczyk emocji, zastanawiając się w jaką stronę podąży UFC ze swoją nową gwiazdą. Uwielbiałem Conora. Miałem jego cytaty na tapecie, opowiadałem o nim znajomym. Dziś z perspektywy czasu, gdy wiem że tamta walka była zarazem ostatnim pojedynkiem McGregora w kategorii piórkowej, zastanawiam się czy rzeczywiście McGregor okazał się zbawcą MMA, czy też kimś kto zatruł ten sport.

Początek jak z bajki

Biografia Irlandczyka to idealny materiał na scenariusz filmowy. Oto prosty chłopak z Dublina pokonuje kolejne etapy kariery z lokalnego zawadiaki staje się pełnoprawnym zawodnikiem UFC. Ileż to widziałem filmików na których Conor nastolatek opowiada że pewnego dnia stanie się zawodnikiem największej organizacji MMA na świecie… Już podczas debiutanckiej walki z Marcusem Brimage’m czułem że mam do czynienia z kimś o ogromnym potencjale. Znakomity balans ciałem, agresja, przebojowość. To nie był kolejny klejący się zapaśnik który miał jeden cel i było nim dotrwanie do decyzji. Conor był ulubieńcem irlandzkich kibiców i nie było w tym nic dziwnego. Kiedy więc UFC zorganizowało galę w Dublinie, jasne stało się kto będzie jej bohaterem. Bilety sprzedały się w tempie błyskawicznym, a McGregor był chwalony pod każdym możliwym względem.

Duże zainteresowanie widzów, to duża kasa. Dana White doskonale sobie z tego zdawał sprawę i w szybkim tempie pozwolił Conorowi walczyć o pas mistrzowski. Nie obiektywne byłoby jednak stwierdzenie że McGregor sobie na niego nie zasłużył. Nie ważne z kim toczył pojedynek, pokazywał przebłyski geniuszu. Oczywiście można zastanawiać się czy zwycięstwo nad przeciętnym Dennisem Siverem to wystarczający skalp żeby dostać walkę o pas, ale fakt jest taki że Irlandczyka w końcu zestawiono z Jose Aldo, a po informacji o kontuzji Brazylijczyka ze ściągniętym w jego miejsce Chadem Mendesem. Conor w dobrym stylu znokautował obu. Był na szczycie. W jednym roku znokautował dwóch czołowych zawodników wagi piórkowej na świecie.

Coś się popsuło…

Do tego momentu byłem zachwycony McGregorem. Wierzyłem że to niezwykły zawodnik który przyciągnie milionową widownię do UFC. Przeczuwałem przenosiny do wyższej kategorii wagowej, czułem że waga lekka ma zdecydowanie więcej do zaproponowania. I rzeczywiście już kilka miesięcy później ogłoszono starcie McGregor-Dos Anjos o pas wagi lekkiej. Przyznam szczerze że nie byłem zachwycony z tego zestawienia. Oczywiście broniło się pod względem sportowym, ale było kompletnie nielogiczne dla całego UFC. Nagle mistrz jednej kategorii który nawet raz nie obronił pasa w swojej wadze będzie walczył o pas w innej kategorii? Chce walczyć to niech wakuje swój pas i tyle. Tymczasem nawet po kontuzji Dos Anjosa Conor nie zaprzestawał swoich irracjonalnych pomysłów. Mistrz dwóch kategorii? Mało! Chcę walki o pas w wadze półśredniej.

Mogłem zrozumieć wszystko i przez długi czas broniłem swego idola. Rozum podpowiadał mi że to wszystko nie idzie w dobrą stronę. Że takie propozycje wniosą niepotrzebny bałagan do UFC, że walki o pas nie będą przyznawane należytym pretendentom, a ludziom którzy po prostu zwyzywają panującego mistrza, nawet jeśli walczą w innej wadze. Ku mojemu zdziwieniu McGregor dostał walkę w wadze półśredniej z Natem Diazem. Uważano że to będzie dla niego łatwe przetarcie przed walką o pas. Tymczasem Nate nie zamierzał odpuszczać pyskatemu rywalowi, poddając go w drugiej rundzie pojedynku.

Brnie coraz dalej…

Pobawiłeś się, spróbowałeś, teraz wracaj do swojej kategorii wagowej. Nic z tych rzeczy. McGregor uparł się na rewanż z Diazem i rewanż dostał. Czy dało to jakiś rozwój UFC? Na pewno dało więcej pieniędzy, bo jasne że tego typu walka sprzedała się znakomicie. Gorzej jednak z aspektem sportowym i takim zwykłym, ludzkim. Cała sytuacja pokazała że jeśli Conor chce realizować własne pomysły, to Dana White jest w stanie zgodzić się na wszystko, nawet jeśli nie ma to sportowego sensu. Logiczna sytuacja w kategoriach wagowych, mistrzowie którzy bronią pasa? Po co, skoro można dyktować pracodawcy własne warunki. Mimo dużego niesmaku wierzyłem że McGregor dostał to co chciał, więc wróci na swoje miejsce do wagi piórkowej.

Niestety, byłem w błędzie. Conor nawet przez chwilę nie myślał o rewanżu z Aldo. Jego wzrok skierował się na Eddiego Alvareza, którego efektownie pokonał przejmując pas wagi lekkiej. W świat poszła opinia o wybitnym zawodniku który jest mistrzem dwóch kategorii wagowej. Zresztą do tej pory McGregor bardzo chętnie pozuje z dwoma pasami, mimo iż starcie z Alavarezem w 2016 roku było jego ostatnim pojedynkiem w MMA. Po walce z Alvarezem uwaga Conora powędrowała ku walce bokserskiej z Floydem Mayweatherem.

Ale to było słabe

Tego zrozumieć już nie potrafiłem. Jako wcześniejszy fan McGregora nie potrafiłem znieść dennej promocji walki z Floydem. Ba! Od samego początku jasne było że dwaj panowie nic do siebie nie mają. Durne przepychanki słowne, wyzwiska, żenujące epitety sprawiły że czułem coraz większy niesmak. Każdy kto znał Mayweathera ten wiedział że nie przepuści okazji jeśli w grę wchodzą spore pieniądze. Wynik był oczywisty dla każdego, no może poza ludźmi którzy wciąż ślepo wierzyli we wszystko co Conor mówił. Nawet TKO w 10 rundzie potraktowano jako moralne zwycięstwo Irlandczyka. Jestem w stanie wszystko zrozumieć, ale nie skrajny fanatyzm w którym nie przyjmuje się do siebie żadnych logicznych argumentów.

Oczywiście po walce panowie pogratulowali sobie i wszystko wydawało się zmierzać w dobrym kierunku. Mayweather ku zasłużonej emeryturze, McGregor na „stare śmieci” do UFC. Oczywiście pan Conor miał na to inny pomysł. Najpierw kusił fanów MMA potencjalnymi pojedynkami z Tony’m Fergusonem i Khabibem Nurmagomedovem. Kiedy jednak jasne się stało że poza gadaniem nie ma w tym nic realnego, pojawił się temat rewanżu z Floydem Mayweatherem w oktagonie UFC. Od tamtej pory właściwie co kilka dni McGregor wrzuca informacje o wielkim newsie który na dniach zelektryzuje cały świat.

Zbawca? Nie sądzę

Bądźmy realistami. Przed „erą McGregora” UFC sprzedawało gale typu Lawler vs Condit, Jones vs St Preux i Werdum vs Miocić w liczbie około 300 tysięcy wykupionych pakietów PPV. Gale z walkami wieczoru Romero vs Whittaker, Cormier vs Johnson czy Miocic vs Junior dos Santos wykupiło tyle samo osób. Gadki że Conor McGregor otworzył świat MMA na nowych widzów to jakieś tandetne bajki. Jasne że jest część widzów boksu która dzięki Irlandczykowi zwróciła uwagę na UFC. Jasne że taka walka McGregor vs Mayweather w oktagonie zrobiłaby rekordową oglądalność, ale Conor nie wywołał wielkiego wzrostu sprzedaży PPV w UFC jako ogóle.

Coraz gorzej wyglądają kategorie wagowe. Panuje w nich coraz większy bałagan. Skoro McGregor mógł wyzywać mistrzów innych wag, to czemu nie mogą tego robić inni? Jeszcze kilka lat temu tego typu starcia były rzadkością. Dziś słowo „superfight” towarzyszy praktycznie każdej kategorii. Conor McGregor w tym roku skończy 30 lat. Osiągnął w swojej karierze wszystko czego chciał. Na koncie ma setki milionów dolarów, na świecie jego twarz zna pewnie kilkaset milionów osób. Jest jednak świetnym zawodnikiem któremu zostało być może już tylko kilka walk w karierze. Czy obejrzałbym jego walki z Nurmagomedovem, Fergusonem czy Maxem Hollowayem? Oczywiście że tak! Tylko że tego typu starcia McGregora już nie interesują. Nawet jeśli stoczy pojedynek z którymś z nich, to za chwilę będzie szukał występu w boksie, a i epizod w WWE by mnie nie zdziwił. Conor osiągnął wszystko co chciał. Indywidualnie to on rządzi UFC i to on decyduje co dalej będzie robić. Dla niego to oczywiście opłacalna sprawa. Dla świata MMA już niekoniecznie.

Chcesz być na bieżąco z naszymi wpisami? Zostaw lajka na naszym fanpage’u.

Facebook Comments