26 Cze
2018

Gianni de Biasi nowym selekcjonerem Polski?

Polak czy obcokrajowiec? Młody trener, czy doświadczony strateg? Po nieudanym mundialu pojawiają się kolejne nazwiska na giełdzie potencjalnych selekcjonerów reprezentacji Polski. Na ten moment Gianni de Biasi wydaje się być jednym z murowanych faworytów, a przynajmniej tak sugerują media. O ile trenerzy pokroju Michała Probierza czy Marcina Brosza są nam wszystkim doskonale znani, o tyle 62-letni Włoch może wydać się wielu kibicom zagadkową personą. Skąd akurat jego nazwisko? Czy to może być strzał w dziesiątkę, czy też lepiej nie podejmować takiego ryzyka?

„Plan B” Bońka

W wydanej niedawno książce „Krótka Piłka” autorstwa dziennikarzy Mateusza Borka i Cezarego Kowalskiego, znalazł się fragment opisujący sytuację po Euro 2016. Adam Nawałka po udanym turnieju zażądał podobno sporej podwyżki, na co Zbigniew Boniek nie chciał się zgodzić. Obaj Panowie mieli swoje argumenty, ale żaden z nich nie zamierzał ustąpić. Prezes PZPN postawił wówczas jasne, zgodnie z którym Nawałka albo w ciągu 24 godzin przystaje na ostateczną propozycję nowej umowy, albo jego stanowisko przejmie ktoś inny. Tym kimś miał być właśnie włoski szkoleniowiec, który na Euro prowadził reprezentację Albanii. Podobno cała sytuacja była w bardzo zaawansowanej fazie, a de Biasi czekał już na telefon od Bońka żeby spakować swoje rzeczy i przylecieć do Polski. Jak wiemy ostatecznie Nawałka odstąpił od większości swoich żądań i przedłużył kontrakt z reprezentacją.

Kim jest tajemniczy Włoch? Człowiekiem który od 28 lat cierpliwie budował swoją karierę trenerską. Zaczynał od drużyn juniorskich, ale największą sławę zdobył prowadząc Torino do Serie A. Po awansie niespodziewanie podziękowano mu za współpracę, żeby niedługo później przyznać się do błędu i ponownie zaproponować współpracę. De Biasi utrzymał klub w najwyższej klasie rozgrywkowej, a następnie odszedł go hiszpańskiego Levante. Tym razem nie udało mu się uratować klubu przed spadkiem, ale mimo to zaskarbił sobie sympatie wielu kibiców La Ligi. Ceniono go za dyscyplinę taktyczną i odważną grę przeciwko najsilniejszym. W kwietniu 2008 roku po raz trzeci został ogłoszony szkoleniowcem Torino i po raz kolejny uratował utrzymanie. Czy de Biasi był jednym z najlepszych szkoleniowców we Włoszech? Ciężko nie odnieść wrażenia że traktowano go bardziej w roli strażaka, sprowadzanego gdy trzeba było ugasić ogień.

Gorzej wiodło się rok później, gdy niezbyt udanie przepracował kilka tygodni z Udinese. To wtedy przypięto mu łatkę że nadaje się jedynie do słabszych drużyn, a tam gdzie są oczekiwania dużego wyniku, nie potrafi sobie poradzić.

Król Albanii

Pod koniec 2011 roku De Biasi dostał propozycję prowadzenia reprezentacji Albanii. Wprowadził do niej kilku młodych zawodników, ale nie udało mu się awansować na mundial w Brazylii. Przedostatnie miejsce w grupie przyjęto ze sporym spokojem, tym bardziej że różnice punktowe w tabeli były niewielkie. Włoch obiecywał że na konkretne wyniki przyjdzie jeszcze czas. I rzeczywiście, eliminacje Euro 2016 rozpoczęły się od sensacyjnego zwycięstwa nad Portugalią, a skończyły na niespodziewanym awansie na turniej finałowy. Ogromny sukces albańskiej piłki, chociaż wypada przyznać że nie byłoby go gdyby nie słynny walkower w spotkaniu przeciwko Serbii (nad boiskiem przy wyniki 0:0 pojawił się dron z pro-Albańską flagą, co sprowokowało Serbskich chuliganów do rozrób). Te 3 punkty w końcowym rozrachunku okazały się kluczowe.

Giovanni De Biasi cieszył się w Albanii sporym szacunkiem i nie mógł narzekać na zarobki (zarabiał rocznie o 60 tys. euro więcej od Nawałki). Na Euro lepsi okazali się Francuzi i Szwajcarzy, ale honorowe zwycięstwo nad Rumunią i tak przyjęto jako spory sukces. Włoski szkoleniowiec zbierał kolejne nagrody, w tym „Order Bderi i Kombit”, będący jednym z najważniejszych odznaczeń państwowych Republiki Albanii. Międzynarodowa Federacja Historyków i Statystyków Futbolu umieściła go na 6 miejscu najlepszych trenerów na świecie. Mimo to Gio chciał szukać nowych wyzwań. Po fiasku negocjacji z Bońkiem zdecydował się pozostać w Albanii, ale perspektywa awansu na mundial było mało realna. Dziwną sprawą była decyzja o przedłużeniu kontraktu z albańską federacją, przy jednoczesnym obcięciu pensji trenerskiej o 60%.

Niespodziewany exodus

Relacje na linii selekcjoner-związek piłkarski w mediach prezentowały się jako udane, w kuluarach spekulowano że są na nich pewne zgrzyty. Szczególnie podkreślano brak propozycji przedłużenia kontraktu na kolejne lata, o który de Biasi miał mocno nalegać.

W czerwcu 2017 de Biasi na specjalnie zwołanej konferencji ogłosił że opuszcza reprezentację Albanii. Dla wielu był to szok, bo przecież kilka dni wcześniej jego drużyna efektownie rozbiła na wyjeździe Izrael 3:0. Szans na wyjazd do Rosji nie było, ale mało kto w ogóle w nie wierzył, wiedząc że w grupie eliminacyjnej przeciwnikami są Hiszpanie i Włosi. Ze łzami w oczach stwierdził wówczas że długo rozważał tą decyzję, ale czuje że wypełnił swoje zadanie i wycisnął z drużyny pełnię potencjału. Dodał również że nie negocjował z innymi zespołami i decyzja nie oznacza że za chwilę podpisze kontrakt w innym miejscu. Niezbyt pasuje to do sytuacji opisywanej przez Borka i Kowalskiego, według której Włoch gotowy był bez żalu rzucić Albanię i z dnia na dzień podjąć pracę w Polsce. Tym bardziej że w wywiadach sugerował negocjacje z federacją… Anglii. Dwie zupełnie niespójne wersje, w których pan Gio delikatnie mówiąc minął się z prawdą.

Niepowodzenia

Kilka miesięcy po konferencji, de Biasi podpisał kontrakt z Deportivo Alaves. 6 porażek w 10 spotkaniach sprawiły że po dwóch miesiącach zwolniono go z posady trenera. Od tamtej pory cierpliwie czeka na propozycje pracy. Czy takowa nadejdzie z Polski? Szczerze mówiąc mam spore wątpliwości. Szanuje włoskich szkoleniowców, których uważam za światową czołówkę. Jednocześnie w karierze trenerskiej de Biasiego jest kilka epizodów które wyzwalają we mnie obawy czy poradzi sobie z naszą kadrą. Po pierwsze, to człowiek który najlepiej radził sobie prowadząc słabe drużyny przeciwko faworytom. Gdziekolwiek pracował, potrafił robić efektowne sensacje. Gorzej wiodło mu się gdy trzeba było pracować z lepszymi piłkarzami. Zresztą czy Udinese i Alaves to aż takie wysokie progi?

Nie jestem przekonany do tego trenera. Jego CV jest bogate dzięki awansowi na Mistrzostwa Europy z Albanią, ale reszta szału nie robi. To nie jest człowiek który wchodząc do Polskiej piłki błyśnie autorytetem. Oczywiście zanim zatrudniono Adama Nawałkę również powątpiewałem że ta koncepcja wypali, ale gdybym ja miał podjąć decyzję, to wolałbym trenera z większym doświadczeniem na poziomie poważnej piłki. Teksty dziennikarzy którzy zachwalają Włocha opowieściami o turniejowym doświadczeniu można schować między bajki. Dwie porażki i jedno zwycięstwo? Czyli tak samo doświadczeni są Engel oraz Janas. Nie brnijmy w to.

Komentarze
Udostępnij: