Mistrzowie Polski

Z pasją opowiadamy o futbolu

Premier League

Geneza upadku (I)Kariusa

Jest 24 maja 2016 roku. Loris Karius właśnie świętuje podpisanie pięcioletniego kontraktu z Liverpoolem. To dla niego sentymentalny powrót na angielskie boiska. 7 lat wcześniej związał się z juniorską drużyną Manchesteru City, w której niedane mu było przebić się do seniorów. Po latach porażek chłopak z 30 tysięcznego Biberach staje przed szansą zdobycia wymarzonego trofeum Ligi Mistrzów. To nie był dla niego indywidualnie udany sezon. Wielokrotnie wybierano go najgorszym zawodnikiem w składzie Liverpoolu. Mimo to razem z zespołem podbijają serca kibiców na całym świecie. Po drodze udało mu się zemścić na The Citizens, eliminując ich w ćwierćfinale rozgrywek. Ta historia nie będzie miała happy-endu. Błędy Kariusa odbiorą The Reds szansę zwycięstwa w Champions League, a wieczór marzeń zamieni się w osobistą tragedię niemieckiego bramkarza. Ale po kolei…

SPROWADZONY DO MANCHESTERU

Harald Karius nie lubił futbolu. Zdecydowanie większe emocje wyzwalały w nim wyścigi motocrossowe, którymi chciał zarazić swojego syna Lorisa. Nastolatek miał jednak inne plany, wiążąc swoją przyszłość z piłką nożną. Od początku wiedział że chce zostać bramkarzem, ale bał się krytyki ze strony ojca. Dopiero wsparcie dziadka i matki, oraz szybkie postępy na prywatnych lekcjach dodały mu odwagi i wiary w siebie. Stopniowo przebijał się przez mniejsze niemieckie drużyny juniorskie, aż w końcu pojawiło się zaproszenie na zgrupowanie młodzieżowej reprezentacji Niemiec. Wtedy też Karius senior przekonał się do pasji syna. Największy wpływ na karierę bramkarza miał jego dziadek, który zmarł krótko przed pierwszym oficjalnym spotkaniem swojego wnuczka.

Loris Karius nigdy nie dostał powołania do seniorskiej kadry. Zresztą, nawet w drużynach młodzieżowych był bez szans w rywalizacji z Marc-Andre ter Stegenem oraz Timo Hornem. Wystarczyły mu jednak zaledwie 3 występy w drużynie U-16 żeby wpaść w oko skautów Manchesteru City. Wkrótce pojawiła się propozycja transferu do Anglii, której Karius nie mógł odrzucić. Niewiele wiadomo o kwotach kwocie jaką wydano na ten transfer, ale podobno to była znacząca suma jak za nastolatka. Młody bramkarz wyruszył z całą rodziną na podbój angielskich boisk.

NIEUDANA PRZYGODA

Czas spędzony w Manchesterze nie przebiegał zgodnie z oczekiwaniami. Szanse na przebicie do seniorskiej drużyny The Citizens były znikome, a i w zespole rezerwowym nie było łatwo o miejsce w podstawowym składzie. Zdesperowany Loris postanowił wymusić wypożyczenie do drużyny w której mógłby regularnie grać. Zainteresowanie wyraziło niemieckie Mainz, do którego został wypożyczony z opcją pierwokupu. Sytuacja zaczęła się jeszcze bardziej komplikować. Zamiast podboju Bundesligi musiał zadowolić się występami w rezerwach Mainz. Loris zagryzł zęby i dalej robił swoje. Ciężka praca sprawiła, iż Mainz postanowiło go wykupić z Manchesteru. Miał być długofalową inwestycją, tym bardziej że u Anglików był już spalony i nie wierzono że może zrobić wielką karierę.

Zbieg okoliczności w postaci kontuzji podstawowego golkipera Christiana Wetklo, sprawił że w grudniu 2012, Loris Karius został najmłodszym bramkarzem w historii Bundesligi. Miał wówczas 19 lat, 5 miesięcy i 9 dni. Co prawda po tym spotkaniu usiadł na ławce rezerwowych, ale dał sygnał że jest gotowy na występy wśród seniorów. Od tego momentu systematycznie rozwijał swojej umiejętności, w kolejnym sezonie zostając podstawowym bramkarzem Mainz.

GWIAZDA MAINZ

Pod wodzą obecnego trenera PSG Thomasa Tuchela, Loris Karius podbijał niemieckie boiska. Miał tam sporo pracy, a zarazem wiele okazji do udowodnienia swojego talentu. W sezonie 2015-16 znajdował się w znakomitej dyspozycji, 9 razy zachowując czyste konto, dwukrotnie broniąc rzuty karne i przegrywając pojedynek o bramkarza ligi wyłącznie z Manuelem Neuerem. Jak sam przyznawał, lubił gdy miał okazje wykazać się umiejętnościami, gorzej znosił gdy większość spotkania pozostawał bezrobotny. Perspektywa transferu do większej drużyny wydawała się kusząca, więc Loris uznał że nadchodzi czas na kolejny krok. Warto w tym momencie cofnąć się do niemieckiej prasy który opisywała wówczas sylwetkę Lorisa. Za jego mocną stronę uznano wówczas refleks, dzięki któremu Karius miał znakomite statystyki obronionych rzutów karnych.

Za problem uznano grę… rękoma. Już wówczas zauważono że ma spore problemy z łapaniem piłek i zdecydowanie częściej piąstkuje strzały. W przyszłości będzie to tematem wielu dyskusji również w angielskiej prasie. Mimo wszystko, Loris Karius odchodził z Bundesligi jako jeden z najzdolniejszych niemieckich bramkarzy.

To nie umknęło uwadze Jurgena Kloppa, który objął wówczas stanowisko szkoleniowca Liverpoolu. W pierwszych miesiącach pracy chciał sprowadzić do drużyny młodych, przebojowych graczy z których mógłby później zrobić gwiazdy Premier League. Wydawało się wówczas że The Reds mają w bramce Belga Simone Mignoleta i ta pozycja nie wymaga większych zmian, ale Klopp chciał wprowadzać swoją autorską koncepcję. Loris Karius wydał mu się najlepszym z możliwych wyborów.

Nie trzeba było wydawać na niego wielkich sum (kosztował niecałe 5 milionów funtów), był młody, szybko zyskiwał na popularności (w Niemczech często gościł na okładach gazet plotkarskich za sprawą głośnych romansów ze znanymi modelkami). Co więcej, był ściśle związany ze Stuttgartem (skąd wyjechał jako junior do Manchesteru City) oraz z Mainz (gdzie bronił przez 5 lat). Co to ma za znaczenie? Jurgen Klopp urodził się w Stuttgarcie, większość piłkarskiej kariery spędził w Mainz, tam też zaczynał swoją karierę trenerską. Można więc się domyślać że potraktował Kariusa jak „swojego”. Mówiąc wprost, miał do niego słabość.

UPADEK

Krótko po podpisaniu kontraktu w połowie 2016 roku, Klopp potwierdził że to Loris Karius jest bramkarzem numer jeden w Liverpoolu. Otoczył młodego Niemca parasolem ochronnym, kiedy więc w grudniu zaliczył dwa gorsze występy, trener ogłosił że jego podopieczny potrzebuje czasu na przemyślenie kilku spraw, ale że wróci silniejszy. Czy z czysto psychologicznego punktu widzenia to było słuszne zachowanie? Bądźmy poważni, tego typu słowa pokazały że trener faworyzuje Niemca. Ciężko traktować rywalizację Mignolet/Karius jako sprawiedliwą, skoro trener z góry wskazywał zwycięzcę. Nawet jeśli Belg wskakiwał do bramki, to tylko po to żeby odciążyć na kilka spotkań Niemca. Absolutnie nie krytykuje tutaj Kloppa, który zrobił to co uważał za  słuszne.

W kolejnych miesiącach mimo wielu medialnych plotek, konsekwentnie stawiał na Kariusa. Kibice The Reds nie do końca byli przekonani do decyzji szkoleniowca, ale broniły go wyniki. Spójrzmy chociażby temat Allisona z Romy. Gdyby Klopp chciał za wszelką cenę wzmocnić bramkę, to władze klubu zapewne nie odmówiłyby pieniędzy na transfer. Jurgen wierzył w Kariusa, powtarzając że z każdym kolejnym rozegranym spotkaniem jest coraz bardziej ograny i nawet jeśli nie jest jeszcze topowym golkiperem, to będzie robił szybkie postępy.

Loris Karius zapewne do końca życia zostanie zapamiętany jako najgorszy bramkarz w historii finałów Ligi Mistrzów. Niestety, jego występ w spotkaniu przeciwko Realowi Madryt był jednym wielkim dramatem. Dwie bramki podarowane Królewskich być może na zawsze załamały karierę Niemca. Odpowiedź na pytanie co dalej, zna prawdopodobnie jedynie Jurgen Klopp. Karius był jego pomysłem, to on od początku na niego stawiał i bronił, to on musi brać na siebie pełnię odpowiedzialności za ten transfer. Oczywiście The Reds sprowadzą nowego golkipera, bo futbol nie znosi sentymentów.

Co sprawiło że w decydującym momencie zawiódł? Może to było nieuniknione, a Jurgen Klopp jedynie zakłamywał rzeczywistość? Może naprawdę wierzył że zrobi z Niemca klasowego bramkarza? Karius miał szansę przejść do historii. Przeszedł, ale w niezbyt pozytywnym stylu.

Facebook Comments