Mistrzowie Polski

Z pasją opowiadamy o futbolu

Bez kategorii

Gdzie ten SarriBall?

Nieraz mogliśmy usłyszeć od trenerów słowa typu: „Efekty mojej pracy będą widoczne dopiero za kilka miesięcy. Potrzebuję czasu, jak każdy menedżer”. Takiego rodzaju sformułowania użył właśnie Maurizio Sarri, na początku jego przygody z Chelsea. Powiedział, że spodziewa się problemów w pierwszej części sezonu, jednak z miesiąca na miesiąc powinno być coraz lepiej, co powinno skutkować progressem w zdobywaniu punktów. Tymczasem, The Blues zanotowali naprawdę świetny start sezonu, zdobywając 15 punktów po 5 meczach. Większość z tych spotkań została wygrana w niezłym stylu, co kibiców Chelsea mogło cieszyć, zważywszy  na to, że Maurizio obiecywał postęp z każdym kolejnym miesiącem. Włoch w kolejnych meczach dalej nieźle punktował. Do 11 listopada, Chelsea rozegrała 17 oficjalnych gier, w których nie przegrała ani razu, jednocześnie zwyciężając w aż 14 spotkaniach. Remisy przypadły w domowych meczach z Liverpoolem, Manchesterem United i wyjazdowym z West Hamem. Ogólnie mówiąc, jest dobrze.

Dlaczego wspomniałem o 11 listopada? Chelsea rozegrała wtedy mecz z Evertonem, zremisowany 0-0. W tym dniu, w mojej opinii, SarriBall został rozgryziony taktycznie przez Marco Silve. Portugalczyk kompletnie wyłączył z gry Jorginho i Kovacica. Ten patent został potem skopiowany i ulepszony przez Mauricio Pochettino, ale nie uprzedzajmy faktów. W spotkaniu z Evertonem, The Blues mieli 69% posiadania piłki i wymienili 688 podań. Jednak niewiele z tego wynikło, właśnie z powodu wyłączenia „mózgu” taktyki Sarriego.

Ktoś jednak może powiedzieć, dobra, Marco Silva wpadł na pomysł, aby wyłączyć z gry Jorginho i Kovacica, jednak przecież Chelsea gra trójką w pomocy. Kiedy jakaś część zespołu skupiła się, aby przykryć dwóch zawodników w drugiej linii, ten trzeci powinien mieć mnóstwo miejsca i czasu, aby pokazać swoje techniczne umiejętności. No właśnie cały plan trenera Evertonu uwzględniał to, że trzecim zawodnikiem w pomocy The Blues jest N’Golo Kante. Omówmy się, Francuz jest naprawdę przydatnym zawodnikiem, kiedy jego rola ogranicza się do dwóch rzeczy. Odbierz i podaj do najbliższego. Kiedy sympatyczny N’Golo został mianowany graczem, który ma się wykazać jakimś nieszablonowym podaniem, zaskakującym dryblingiem, czy celnym strzałem z dystansu, wydawał się mocno zagubiony oraz nie wiedział za bardzo co ze sobą zrobić.

Maurizio Sarri nie wyciągnął wniosków i na kolejny mecz, tym razem z Tottenhamem, wystawił ten sam skład w pomocy. Jeśli można było powiedzieć, że w meczu Chelsea z Evertonem Marco Silva rozgryzł taktycznie Sarriego, to tym razem, Mauricio Pochettino wręcz zdemolował Włocha. Plan Argentyńczyka na ten mecz był bajecznie prosty.

  1. Plaster na Jorginho, podwojenie Williana, Hazarda, Kovacica (jedynych graczy, którzy potrafią cokolwiek zrobić w ofensywie)
  2. Prowokowanie bocznych obrońców, aby zapędzali się do przodu. Piłkarze Spurs wtedy mocno na nich naciskali i wyprowadzali szybkie kontry. Przykładowo – na stronie Marcosa Alonso, występował tylko Aurier. Przez to, Hiszpan miał mnóstwo miejsca, aby poprowadzić piłkę, co przy kontrataku Tottenhamu kończyło się tym, że Chelsea broniła się w trójkę.
  3. Odpuszczenie Kante i Moraty.

(poniżej przykładowy screen z analizy z spotkania Spurs – Chelsea)

Mecz zakończył się wynikiem 3-1 dla Tottenhamu. Chelsea miała 60% posiadania piłki, a oddała 2(!) celne strzały na bramkę Hugo Llorisa. Krótko mówiąc – mieli piłkę, ale nic nie potrafili z nią zrobić.

Maurizio Sarri po blamażu z Tottenhamem wyciągnął wnioski. Na następny trudny mecz, wczorajszy z Manchesterem City, zagrał już dużo bardziej defensywnie. Poskutkowało to tym, że zawodnicy czuli się pewniej (w końcu wcześniej grali u Mourinho, czy Conte), Kante stał się pożyteczny i Hazard miał więcej miejsca przy kontratakach. Jednak, to nie był ten futbol, który opisywał Sarri, gdy przychodził na Stamford Bridge. To nie był SarriBall. Oczywiście, wiem, że przeciwko Manchesterowi City trudno jest grać własny futbol, jednak właśnie to mówił włoski szkoleniowiec na jednych z pierwszych swoich konferencji prasowych w Chelsea. „Chcemy grać własny futbol, nieważne przeciwko jakiej drużynie gramy” – tak brzmiały jego słowa.

Wiemy po tych wszystkich meczach natomiast jedno. Maurizio ma niełatwy orzech do zgryzienia, ponieważ przeciwni trenerzy już rozgryźli jego SarriBall. Włoch musi coś zmienić. Albo zawodników, albo styl – jak w meczu z City, co przyniosło świetny rezultat. Na pewno nie może udawać, że wszystko jest OK. Jeśli wróci do grania swoim stylem, jakby nigdy nic, to znowu się okaże, że Kante jest bezużyteczny, Morata lub Giroud niewidoczni, a Chelsea robi po 700-800 podań na mecz, z których nic nie wynika.

Facebook Comments