10 Lip
2018

Freddy Adu – Projekt który nie wypalił.

Oglądaliście trzecią część Gwiezdnych Wojen? W decydującej scenie „Zemsty Sithów” Obi Wan Kenobi mówi do swojego byłego ucznia Anakina Skywalkera „To ty byłeś wybrańcem! Miałeś ich zniszczyć, a nie dołączyć do nich. Przywrócić równowagę mocy, a nie zostawić ją w ciemności”. Podobną drogą potoczyła się kariera Freddy’ego Adu. Chłopak mając 14 lat był uważany za mesjasza amerykańskiego soccera. Nie szczędzono pieniędzy na jego rozwój, wierząc że stanie się gwiazdą pokroju Michaela Jordana. W wieku gdy ja pasjonowałem się przygodami Asha Ketchuma i jego Pikachu, on miał już największą gażę w MLS i milionowy kontrakt z NIKE. Dziś ma 29 lat i nieudane przygody z ligą Serbską, Fińską i Polską. Dlaczego największy talent w historii futbolu stał się największą porażką?

Genialny dzieciak?

Niewiele wiadomo o dzieciństwie Freddy’ego. Według oficjalnych biografii urodził się w Ghanie, a w wieku 8 lat przeniósł z rodziną do Rockville w USA. Mając 14 lat otrzymał obywatelstwo amerykańskie, ale już wcześniej dostrzeżono jego wielki talent. W tym miejscu zastanawiać może kilka nieścisłości. Jak to możliwe że chłopak z rodziny która nie grzeszyła bogactwem, od dziecka uczył się w prywatnych szkołach i miał prywatnych trenerów? Wątpliwości budzi również wiek Adu, wielu dziennikarzy podawało w wątpliwość czy rzeczywiście miał wówczas 14 lat, czy też podobnie jak grono zawodników urodzonych w Afryce przerobiono jego metrykę urodzenia.

Kto widział kiedyś zawody sportowe dla dzieci ten zdaje sobie sprawę że różnica między poziomem w podstawówce a gimnazjum jest przeogromna, tymczasem mówimy tutaj o 14-latku który ogrywał seniorów. Rozwiązanie jest więc proste, albo Freddy Adu rzeczywiście był tak genialny, albo mamy do czynienia z świetnie rozegranym kłamstwem. Szczerze mówiąc, coś może być na rzeczy. Nawet najzdolniejsze dzieciaki nie będą miały szans z amatorami, którzy mają lepsze warunki fizyczne. Może rzeczywiście licznik Adu został mocno podrasowany, co może tłumaczyć jego nagłe późniejsze „zgaśnięcie”?

Freddy vs Cesc

https://media.gettyimages.com

W 2003 roku na mistrzostwach świata u-17, 14-letni Freddy Adu pokazał swój talent całemu światu. Został jedną z gwiazd imprezy zdobywając 4 gole, a przecież USA za rywali miało wówczas chociażby Hiszpanię w składzie której grali Cesc Fabregas. Po powrocie z imprezy na młodziaka czekał już kontrakt z DC United. Nakręcono hype wokół zdolnego nastolatka, zapraszając go do popularnego programu „Late Show with David Letterman”, a także robiąc kampanię reklamową z Pele. Można było odczuć że za wszystkim stoi wielki biznes. Legendarny Brazylijczyk od lat jest w stanie zrobić wszystko, byleby zgadzała się kasa. Reklama polskiego banku? Jak najbardziej. Promocja tabletek Viagry? Oczywiście. Wspólna fotka z młodym Amerykaninem? Nie ma problemu. Mogę się wręcz założyć że Pele opowiadając o swoim następcy nie widział nawet wcześniej w grze pana Adu. Zapłacili, to przyjechał i namaścił „nowego Pele”. Biznes is Biznes.

Ta sama droga co z Justinem Bieberem, Miley Cyrus i dziesiątką innych „genialnych dzieciaków”. Tutaj nie ma miejsca na przypadek, wszystko jest starannie zaplanowane i rozegrane żeby cały czas było w mediach głośno. Kiedy trzeba sprzedaje się przesłodzony wizerunek, kiedy trzeba podkręca się jakimś skandalem. Freddy też miał być kimś w tym stylu, stąd promowano jego związek z gwiazdą popu JoJo.

DC United

Szybko pod swoje skrzydła wzięło go Nike. Firma odzieżowa nie tylko sponsorowała samego zawodnika, ale odegrała ogromne znaczenie w wyborze nowego klubu. Freddy został wybrany z numerem jeden w Drafcie MLS do zespołu DC United. Co ciekawe, głównie dlatego że ta drużyna znajdowała się najbliżej jego rodzinnego domu, i mógł tam liczyć na regularną grę. W ten sposób 14-latek został najmłodszym sportowcem który podpisał zawodowy kontrakt w Stanach Zjednoczonych. Zanim na dobrę wszedł do seniorskiego futbolu, był już jego twarzą w Ameryce.

W debiutanckim sezonie w MLS rozegrał komplet spotkań, stając się najmłodszym debiutantem i najmłodszym strzelcem w historii ligi. Po początkowym zachwycie, coraz częściej można było zauważyć że to tylko dzieciak grający z seniorami. Jego wywiady stały się oklepane, pełne frazesów typu „chcę być najlepszy, chcę promować Stany Zjednoczone”, a w spotkaniach ligowych coraz bardziej skupiony był na własnej osobie. Coś w stylu Takesure’a Chinyamy z czasów Legii, który oddawał strzał z każdej możliwej pozycji, nie patrząc czy koledzy z drużyny są lepiej ustawieni. Otaczali go świetni eksperci od promocji, zabrakło ludzi którzy mieliby jakiekolwiek pojęcie o piłce nożnej.

Na podbój Europy

Mimo symptomów krytyki, wciąż wierzono że Freddy podbije świat futbolu. Nie szczędzono pieniędzy na jego rozwój, fundując mu testy w Manchesterze United, podczas których miał uczyć się europejskiego futbolu i rozwinąć swoją grę w defensywie. Po powrocie do DC United przestawiono go z ataku do pomocy, licząc że pozwoli mu to na bardziej wszechstronny styl gry. Pod koniec 2006 roku nieoczekiwanie zmienił klub na Real Salt Lake, a kilka miesięcy później jako kapitan reprezentacji U-20 wyjechał na młodzieżowe mistrzostwa świata w Kanadzie. Hat-trick przeciwko Polsce ponownie pozwolił uwierzyć że Adu wciąż może zostać wielkim piłkarzem. Sam zawodnik nie miał wątpliwości i po zakończeniu turnieju oznajmił że chce odejść do Europy. A dokładniej do Realu Madryt. Oczywiście to był jeden z etapów rozwoju jego kariery, ale zamiast stopniowego rozwoju jak planowano, postąpiono nazbyt impulsywnie. Z drugiej strony, w USA Freddy przestał się rozwijać i potrzebował nowej motywacji.

https://www.who2.com/wp-content/uploads/2015/10/freddyadu-5.jpg

Z transferem do Królewskich było jak w tym żarcie, 50%. Adu był zainteresowany, Real nie bardzo. W takiej sytuacji zdecydowano że tymczasowym przystankiem zostanie Benfica Lizbona. 2 miliony dolarów za zdolnego Amerykanina nie wydawały się wygórowaną kwotą.

Powolny upadek

Wyjazd na Stary Kontynent był początkiem końca kariery. Freddy zawiódł w Lizbonie, podobnie jak na wypożyczeniach w Monaco, Belenses, Arisie i Caykur Rizespor. Człowiek który planował podbój Realu Madryt miał problemy z grą w drugiej lidze tureckiej. Niezwykle spektakularny upadek. „Dobrzy ludzie” którzy go otaczali postanowili do końca wycisnąć z niego kasę, angażując go do wielu reklam (najsłynniejsza z odkurzaczami).

Nieudany epizod w Europie sprawił że Adu zapragnął powrotu do MLS. Szansę dał mu Piotr Nowak, trenujący wówczas Philadelphię. Poza kilkoma przebłyskami transfer okazał się niezbyt udany, a kolejne kluby to już były akty desperacji. Brazylijska Bahia, serbska Jagodina, fiński Kuopion, a ostatnio mniejsze drużyny w drugiej lidze amerykańskiej. Oddzielnym epizodem są również testy w Sandecji Nowy Sącz, z której w praktyce wyjechał… bez testów. Trener zespołu Radosław Mroczkowski odmówił twierdząc że nikt nie konsultował z nim takiego ruchu, ale sytuacja odbiła się głośnym echem w mediach, nawet poważne portale sportowe w USA pisały o upadku swojej niedoszłej gwiazdy.

Niepowodzenia

Freddy Adu miał być wybrańcem który wprowadzi Amerykański soccer na salony. Okazał się wielkim nieporozumieniem, a zmarnowany potencjał jedynie odstraszył zainteresowanie inwestorów. Nie udźwigną oczekiwań, ale przecież mówimy o dzieciaku z którego zrobiono celebrytę. To nie jest muzyka, gdzie przy niedyspozycji można nadrobić playbackiem. Wszystko na końcu i tak weryfikuje boisko. Może gdyby Adu jako nastolatek trafił do szkółki Realu, Barcelony, czy nawet klubów Serie A które wykazywały zainteresowanie, to jego kariera potoczyłaby się inaczej. Za wszelką cenę domagano się żeby najpierw wypromował MLS, a dopiero później ruszał na podbój wielkiej piłki. Zbyt wcześnie oczekiwano wyników, a i sam piłkarz poczuł się za mocno, o czym świadczą wypowiedzi kolegów z reprezentacji USA, którzy twierdzili że Freddy’emu odwaliła sodówka.

Z przykrością muszę przyznać że „Freddy Adu” był kompletnie nieudanym projektem. Projektem, bo przecież mówimy o osobie w którą inwestowało wiele firm. Talentem który zgasł zanim zdążył poważnie rozbłysnąć. Przestrogą dla działaczy jak nie zmarnować potencjału swoich przyszłych gwiazd.

Komentarze
Udostępnij: