Mistrzowie Polski

Z pasją opowiadamy o futbolu

Felietony

Frank Rijkaard -zapomniana legenda niezapomnianej Barcelony

Stade de France, ciepły majowy wieczór 2006. Barcelona chociaż jeszcze 14 minut przed końcem spotkania przegrywa, to po raz pierwszy od czternastu lat zwycięża w Lidze Mistrzów. Kluczowe okazują się dwie zmiany które w końcówce spotkania dokonał trener Frank Rijkaard. Holender jest na szczycie. Ma za sobą znakomity sezon podczas którego stał się pierwszym szkoleniowcem w historii Barcelony który dwukrotnie zwyciężył na Santiago Bernabeu. Po zwycięstwie 3:0 nawet kibice Realu okazują szacunek Rijkaardowi nagradzając go owacją na stojąco. W krótkim czasie stworzył drużynę legendę, którą eksperci widzą na tronie europejskiego futbolu przez długie lata. Frank Rijkaard wygrywa wszelkie możliwe plebiscyty na szkoleniowca roku. Dziesięć lat później ogłasza że ma dosyć futbolu i kończy pracę trenera na zawsze. Dziś ma 55 lat. Co takiego sprawiło że wielki sukces w Lidze Mistrzów był zarazem ostatnim znaczącym w jego karierze?

Początki

Karierę piłkarską rozpoczął w 1980 pod okiem Leo Beenhakkera. Mając 17 lat był już wyróżniającym się zawodnikiem Ajaxu Amsterdam gdzie pozostał przez siedem sezonów przepełnionych ligowymi sukcesami. Dopiero po transferze do wielkiego Milanu za namową szkoleniowca Arrigo Sacchiego został przesunięty z pozycji obrońcy na defensywnego pomocnika. To właśnie w Milanie świętował swoje największe sukcesy, zwyciężając w Pucharze Europy 1990. Do dnia dzisiejszego kibice z Mediolanu z sentymentem wspominają holenderskie trio Rijkaard-van Basten-Gullit. Piłkarską karierę zakończył w niezwykle symboliczny sposób dając Ajaxowi do którego powrócił w 1993 roku zwycięstwo w finale Ligi Mistrzów nad…Milanem. To był jego ostatni mecz w karierze.

Coraz poważniej myślał o karierze szkoleniowca. Gdy po mundialu 1998 selekcjoner Holendrów Guus Hiddink wybrał ofertę Realu Madryt, zadanie poprowadzenia Pomarańczowych na turnieju Euro 2000 którego Oranje byli gospodarzem przypadło niespodziewanie właśnie Rijkardowi. Już na początku trenerskiej kariery zmierzył się z lawiną krytyki. Holandia która nie musiała walczyć w eliminacjach do Euro zupełnie nie przekonywała stylem gry, przez 11 miesięcy pozostając bez zwycięstwa. Początek turnieju również nie napawał optymizmem. Przełomem okazało się zwycięstwo 3:2 nad mistrzami świata Francuzami. W ćwierćfinale Oranje rozbili mocną Jugosławię 6:1 i z miejsca zyskali miano faworytów do końcowego sukcesu. Na drodze Holendrów stanął jednak będący w znakomitej formie bramkarz Włochów Francesco Toldo który tamtego wieczoru wielokrotnie ratował swój zespół. Pomarańczowi choć grali pięknie nie wykorzystali dwóch rzutów karnych w regulaminowym czasie gry, a w konkursie jedenastek lepsi okazali się Włosi.

Tego typu wynik uznano za… rozczarowanie. Fala krytyki zalała Rijkaarda który musiał pożegnać się z posadą selekcjonera. Swój kolejny przystanek znalazł w Rotterdamie gdzie postawiono mu za cel utrzymanie w lidze najstarszego holenderskiego klubu-Sparty. Zadanie zakończyło się niepowodzeniem, drużyna po raz pierwszy w historii zaznała smaku spadku a Frank Rijkaard znalazł się na trenerskim zakręcie.

Na ratunek Barcelonie

Niespodziewanie pomocną dłoń wyciągnął nowy prezydent Barcelony Joan Laporta. Zobaczył on w Rijkaardzie kogoś kto może spełnić jego plany związane z budowaniem nowej jakości w drużynie z Katalonii. Blaugrana pozostawała bez żadnego trofeum od 1999 roku, nie potrafiąc nawiązać walki z galaktycznym Realem Madryt. Początki Franka Rijkaarda nie były łatwe. Za współpracę podziękował bowiem swoim rodakom którzy wydawali się liderami drużyny, Frankowi de Boer, Philipowi Cocu, Patrickowi Kluivertowi oraz Marcowi Overmarsowi. Ich miejsce mieli zająć młodzi zawodnicy rządzi sukcesów.

Za symbol zmian w Barcelonie uznaje się sprowadzenie do klubu Ronaldinho. Brazylijczyk nie był wcale numerem numer jeden na liście życzeń Laporty. Zdecydowanie wyżej ceniono wówczas Davida Beckhama który jednak wybrał grę w Realu. Dzięki temu postawiono na zawodnika numer dwa i za 32.25 miliona euro dokonano transferu Brazylijczyka. Frank Rijkaard zdecydował się zbudować drużynę według własnej koncepcji. Nie obawiał się postawić na zawodników nie mających większego seniorskiego doświadczenia. To właśnie on dał szansę debiutu takim zawodnikom jak Andres Iniesta.

Barcelona w lidze zajęła drugie miejsce przegrywając tytuł z Valencią. Styl gry zespołu wyraźnie się poprawił, stąd przed sezonem 2004/05-zdecydowano że Frank Rijkaard dostanie ponad 70 milionów na wzmocnienia. Do klubu trafili m.in. Samuel Eto, Deco i Ludovic Giuly. Niemalże z miejsca dzięki tym transferowym ekipa z Katalonii stała się jedną z najlepszych drużyn na świecie. Już w 2004 roku Ronaldinho zajął 3 miejsce w plebiscycie Złotej Piłki, w kolejnym nie miał żadnej konkurencji. Gdy cały piłkarski świat zastanawiał się jaki krok podejmie dalej Frank Rijkaard, ten… sięgnął po zawodnika grającego w drużynach młodzieżowych. Nazywał się Leo Messi. Drużyna stała się połączeniem utalentowanych wychowanków z ambitnymi obcokrajowcami. Na tamtą Barcelonę nie było mocnych.

Nieśmiertelna Barcelona

Barca nie tylko zwyciężała seryjnie, ale przede wszystkim bawiła się futbolem. Każde spotkanie było widowiskiem i dawało piłkarzom oraz kibicom wiele emocji. Symbolem tamtej drużyny było zwycięstwo nad Realem na Santiago Bernabeu 3:0. Jestem pewien że każdy chociaż raz widział bramki z tamtego spotkania. Barcelona pewnie sięgnęła po mistrzostwo, mając w perspektywie finał Ligi Mistrzów.

Sezon 2005/06 dał szansę na zdobycie dopiero drugiego w historii zwycięstwa w Lidze Mistrzów. Finał przeciwko Arsenalowi Londyn nie mógł dla Barcy zacząć się lepiej. Już w 19 minucie czerwoną kartkę za faul na Samuelu Eto ujrzał Jens Lehmann. Gdy wydawało się że spotkanie jest już ustawione, gola niespodziewanie strzelili Kanonierzy, a dokładnie Sol Campbell. Barca biła głową w mur i dopiero bramka Eto po fantastycznej asyście Henrika Larssona oraz decydujący gol rezerwowego Juliano Bellettiego sprawiły że to ekipa z Katalonii wzniosła trofeum w geście sukcesu.

Frank Rijkard był na szczycie. Udowodnił że jest wybitnym szkoleniowcem. Nikt nie miał żadnych wątpliwości że tamta ekipa to był od początku do końca jego autorski projekt. Projekt który na lata miał zdominować futbol.

Coraz gorzej

Początkowo nic nie wskazywało na to że w kolejnym sezonie Barcelona nie odniesie sukcesów. Po zwycięstwie 3:0 nad Espanyolem do klubowej gabloty dodano Superpuchar Hiszpanii. W Lidze Mistrzów swoją przygodę Barca zakończyła już na pierwszym dwumeczu po wyjściu z fazy grupowej, odpadając z późniejszym zwycięzcą rozgrywek-Liverpoolem. Gdy w końcówce sezonu drużyna wypuściła z rąk wydawałoby się pewne mistrzostwo Hiszpanii, w klubie zaczęły pojawiać się pierwsze zgrzyty. Postanowiono jednak zaufać geniuszowi Rijkaarda i ponownie wzmocnić zespół. Tym który miał odświeżyć skład okazał się Thierry Henry. Również z nim w składzie ekipa z wydawałoby się jeszcze silniejszą jedenastką niż ta z 2006 roku zawodziła w większości rozgrywek.

Gdy ponownie nie udało się odnieść sukcesu w Lidze Mistrzów w półfinale Champions League przeciwko Manchesterowi United, pojawiły się zdecydowane głosy wśród dziennikarzy którzy spodziewali się dymisji Rijkarda. Ta stała się faktem po ligowej porażce 1:4 z Realem Madryt. Coś ewidentnie nie funkcjonowało, coś się wypaliło. Frank Rijkaard mimo iż zapewniał że chce zostać w Barcelonie ogłosił że z końcem sezonu opuści klub a jego miejsce zajmie Pep Guardiola. Holender mimo słabych dwóch sezonów otrzymał podziękowania od klubu za zbudowanie fantastycznego zespołu, a sam Laporta powtarzał że stołek trenerski w jego klubie będzie czekał na powrót wielkiego trenera. Rijkaard odchodził wierząc że jego trenerska kariera dopiero się rozkręca.

Kierunek Turcja

W 2009 roku Frank Rijkaard został szkoleniowcem tureckiego Galatasarayu. Witano go jak Boga, przegoniono po roku gdy drużyna zajmowała dopiero 9 miejsce w lidze. Tego typu wynik był gwoździem do trumny trenerskiej kariery Rijkaarda. Z człowieka sukcesu przemienił się w faceta który rzucił się na turecką kasę i dał gorsze wyniki niż jego poprzednicy. Tak wówczas opisywano te wydarzenia w mediach. Sam zamiar pracy w Turcji już w tamtym momencie był ogromnym ryzykiem. Wystarczy porównać go do Pepa Guardioli który Barcelonę zamienił na Bayern a potem na Manchester City, gdzie wszędzie miał ogromny budżet i sztab ludzi ułatwiających mu pracę. Nawet jeśli popełniał jakieś błędy w przygotowaniach albo przy transferach, to przecież Citizens nie mają żadnego problemu jeśli ktoś kupiony za 30 milionów euro zawiedzie.

W Galacie od Rijkaarda oczekiwano magii, wierzono że jego trenerski geniusz da od razu sukcesy, a Turecki futbol podbije Europę. Nie mając do dyspozycji takich gwiazd jak Ronaldinho i takich utalentowanych wychowanków jak Leo Messi czy Andres Iniesta, Frank Rijkaard poległ. Zapewne gdyby przeczekał tamten czas i nie ryzykował wyjazdu do Turcji, to w krótkim czasie znalazłby sobie pracę w którymś z klubów Seria A lub Premier League. Łatka przegranego w Galatasarayu mocno do niego przylgnęła, a media na całym świecie relacjonowały jak wielki trener zawodzi. Umniejszano jego osiągnięcia w Barcelonie, twierdząc że to bardziej kwestia genialnego pokolenia. Dlaczego w ogóle podjął pracę w tak niesprzyjających warunkach?

Myślę że już w tamtym momencie czuł objawy trenerskiego wypalenia. Z Barceloną szybko osiągnął wszystko co było do osiągnięcia. Nie wierzę że rzucił się jedynie na kasę, bo przecież Turcy nie płacili więcej niż topowe kluby z Seria A, a poważnie mówiono że obejmie posadę szkoleniowca Milanu. Zresztą samo odejście z Katalońskiego klubu sprawiało wrażenie chęci odpoczynku od piłki. Sam Rijkaard wydawał się być bez tego ważnego błysku, przygaszony, znudzony piłką. Przejście do Galatasarayu było błędem. Nie ostatnim w jego karierze.

Desperacka próba

28 czerwca 2011 Frank Rijkaard został selekcjonerem reprezentacji Arabii Saudyjskiej i był to ewidentny znak że jego trenerska kariera dobiega końca. Dlaczego? Każdy znający realia saudyjskiej piłki wie że nawet podczas jednych eliminacji dochodzi tam do 3-4 zmian trenera. Drużyna jest przeciętna i odniesienie z nią jakiegokolwiek sukcesu graniczy z cudem, a utrzymanie posady szkoleniowca dłużej niż rok to wielki wyczyn. Rijkaard utrzymał się przez półtora roku podczas których nie udało mu się awansować na mundial, ale finalnie w styczniu 2013 został zdymisjonowany. Przestał się liczyć na rynku trenerskim. W 2016 roku oznajmił:

Mój powrót nie ma najmniejszego sensu. Jestem wdzięczny za wszystko to, co dała mi piłka, ale teraz wolę po prostu oglądać mecze, niż się w nie bezpośrednio angażować. Czuję, że nadszedł czas powiedzenia sobie „stop”. Mam już ponad pięćdziesiąt lat. Nie wyobrażam sobie sytuacji, że trenowałbym do sześćdziesiątki

Smutny Koniec

Dziesięć lat po fantastycznym finale z Arsenalem człowiek który nauczył Barcelonę kochać futbol i czerpać z niego wielką przyjemność sam stał się wypalonym pięćdziesięciolatkiem bez chęci dalszej pracy jako szkoleniowiec. Wycofał się z futbolu przez co wielu kibiców na świecie o nim zapomniało. Dziś mówiąc wielka Barca bardzo często mówi się o Leo Messim w składzie i Pepie Guardioli przy ławce trenerskiej. Czy rzeczywiście to jednak Frank Rijkaard był budowniczym legendarnej ekipy z Xavim, Puyolem i Iniestą? Przez niepowodzenia w kolejnych miejscach pracy wielu umniejsza dokonania Holendra. Prawdopodobnie sam sobie jest zresztą winien, bo przecież nikt nie kazał mu pracować akurat w Turcji i Arabii Saudyjskiej. Myślę że warto pamiętać go przede wszystkim z tego co robił w Hiszpanii. Oczywiście że pozostaje niedosyt że tak szybko stracił radość z pracy trenera.

Mógł zrobić zdecydowanie więcej, wrócić do Milanu, przejąć reprezentację Holandii po raz drugi, budować dalej legendę Holenderskiej szkoły trenerów. Najzwyczajniej w świecie stracił motywację. Szybko osiągnął wielki sukces, bo mając 43 lata miał już na koncie większość możliwych do zdobycia trofeów. Może kiedyś jeszcze wróci? Może znowu poczuje dreszczyk emocji związanych z prowadzeniem zespołu? Wątpię, chociaż chciałbym. Również dlatego że z sentymentem wspominam cudowną drużynę z Ronaldinho i Eto w składzie.

Facebook Comments