29 Cze
2018

Faza grupowa, czyli pierwsze koty za płoty

Za nami 48 meczów rosyjskiego mundialu, które złożyły się na 3 kolejki fazy grupowej. Zaskoczenia, piękne chwile, ból, zachwyt i łzy przechodzą do historii. Pora na decydujące rozstrzygnięcia i dania główne, na które tyle czekaliśmy. Zanim jednak to, zapraszam na zbiór spostrzeżeń dotyczących ostatnich 2 tygodni z – krótkiej, bo krótkiej, ale zawsze – perspektywy czasu. 

Najlepsze imprezy, to te, na których gospodarz bawi się do końca. Wątpliwe, by Rosja dotarła do wielkiego finału, lecz mało kto spodziewał się, że zaprezentują się tak solidnie. Przed startem turnieju nie wierzyli w nich nawet rodacy, o problemach pisało się miesiącami, a jednak drużyna Czerczesowa wyszła z grupy po dwóch pewnych zwycięstwach i porażce ze świetnym Urugwajem. Porażce, która nieco ostudziła hurraoptymistyczne zapędy i daje do myślenia przed starciem z Hiszpanią.

La Roja, jak większość papierowych faworytów, nie zachwyciła, lecz ma co nieco na swoje usprawiedliwienie. Zwolnienie selekcjonera dwa dni przed spotkaniem z Portugalią musiało wstrząsnąć szatnią i odbić się na morale zespołu. Pierwsze miejsce w grupie B należy więc traktować w kategoriach mini sukcesu i dobrego znaku przed fazą pucharową. A trzeba zaznaczyć, iż nie była to grupa składająca się z drużyn słabych.

Choć przed mundialem wydawało się, że znajdują się w niej dwaj wyraźni kandydaci do awansu i dwaj outsiderzy, którzy będą jedynie dostarczycielami punktów, w rzeczywistości Portugalia i Hiszpania do ostatnich minut trzeciej kolejki spotkań nie były pewne swego. Iran i Maroko zaprezentowały się bardzo dobrze i wróciły do domu z podniesionymi głowami. Po niezłej grze, niezapomnianej przygodzie i postawieniu się futbolowym potęgom wielu żałuje ich odpadnięcia.

Zamykając kwestię grupy B, starcie Hiszpanii z Portugalią było ozdobą tej fazy i pierwszym hitem. Występ Cristiano Ronaldo przeszedł do historii i trwale zapisał się w pamięci kibiców z całego świata. Hat-trick gwiazdora Realu Madryt nadał ton rywalizacji o koronę króla strzelców, w której poważnymi kandydatami do zwycięstwa są też Harry Kane oraz Romelu Lukaku.

Nie jest to z pewnością turniej sprzyjający głównym faworytom. Żaden z nich nie zachwycił i nie potwierdził wyraźnie swojej kandydatury. Hiszpania, Brazylia i Francja zajęły pierwsze miejsca w swoich grupach, lecz nie może to zatuszować ich przeciętnej formy. Trójkolorowi mimo ogromnego potencjału i kadry napakowanej zawodnikami klasy światowej, męczyli się (oraz kibiców, jak chociażby przy okazji bezbramkowego remisu z Danią, jedynego podczas trwania mistrzostw) podczas swoich spotkań. Zaledwie trzy zdobyte bramki i dość nerwowa gra bez pomysłu z pewnością mijają się z oczekiwaniami. Jasne, wciąż pozostają niepokonani, lecz nie na to liczyli ich fani.

Goryczy porażki nie zaznali również Brazylijczycy, którzy powoli się rozkręcają. Po remisie ze Szwajcarią i wywalczonym w ostatnich minutach meczu zwycięstwie z Kostaryką, przyszła pewna wygrana z Serbią. Nie wywarli oni jednak na mnie wrażenia drużyny, która aspiruje do ostatecznego triumfu. Być może zbyt wielkie oczekiwania i presja nieco utrudnia im sytuację, a płynące zewsząd zachwyty przeszkadzają w skupieniu się. Brakuje nieco pewności siebie Neymara, który miał być liderem, a na razie jest głównie bohaterem memów. Jego popisy indywidualne są często bezproduktywne, a cierpi na tym drużyna. Na szczęście Canarinhos mają Coutinho, który kilkukrotnie wziął sprawy w swoje nogi i uratował swój zespół przed stratą punktów.

Awans, wywalczony w bólach, zapewniła sobie Argentyna, która bliska była katastrofy. Po remisie z Islandią i sromotnej porażce z Chorwacją, naprawdę trudno było nazwać tę zbieraninę talentów drużyną. Gra bez zaangażowania i pomysłu nie mogła się podobać, a Messi znów był krytykowany. W starciu z Nigerią wreszcie zdobył gola, a Marcos Rojo zapewnił Albicelestes zwycięstwo, które wystarczyło do zajęcia drugiego miejsca w grupie. Nie sądzę jednak, by paliwa starczyło na długo, a mecz przeciwko Francji może okazać się ostatnim aktem rosyjskiej przygody w wykonaniu Argentyńczyków.

Tyle szczęścia nie mieli obrońcy tytułu – Niemcy. Po trzech spotkaniach wrócili do domu i nie jest to spowodowane pechem, spiskiem, ani przypadkiem. Drużyna Loewa była zwyczajnie słaba. Pozornie dominowała w każdym z meczów i kontrolowała je, lecz nie potrafiła udokumentować swojej przewagi. Ewidentnie zabrakło determinacji, głodu sukcesu i woli walki. Tyle pisało się o kłopocie bogactwa i jakości, którą ocieka kadra naszych zachodnich sąsiadów, a w praktyce kluczowi zawodnicy nie zaprezentowali nic ponadprzeciętnego. Chwalona wymiana pokoleniowa nie odbywa się bez bólu, a w drużynie istnieje ponoć podział na grupy. Czy Niemców czeka rewolucja?

Z nieudolności faworytów korzystają zespoły, które trafiły z formą turniejową i rywalizują o miano czarnego konia. Pragmatyczny Urugwaj, rewelacyjna Chorwacja i nieprzewidywalny Meksyk, to główni faworyci do tego miana. Z ogromną przyjemnością obserwuję ich poczynania i liczę, że sprawią jeszcze większą niespodziankę, choć biorąc pod uwagę drabinkę łatwo o to nie będzie. Podopieczni Tabareza zagrają z Portugalią, a entuzjaści basenowych imprez z Brazylią. Modrić i spółka trafili nieco lepiej, bo na Danię.

Wypada wspomnieć również o Anglikach i Belgach, którzy po cichutku wyrastają na solidnych kandydatów do mistrzostwa i mogą mieć nadzieję na sukces. Do tego jednak wciąż bardzo daleko, a obie drużyny lubią zaskakiwać również negatywnie. Jeśli jednak unikną wahań formy, a ich liderzy pozostaną w gazie, mogą osiągnąć naprawdę wiele.

Z turniejem żegna się 16 drużyn. Większości żałować nie sposób, lecz są wyjątki, które zaprezentowały się z dobrej strony i spokojnie mogłyby nadal żyć marzeniami. Zaliczyć można do nich wspomnianych wcześniej Irańczyków i Marokańczyków, ciekawie wyglądające Peru, wyrobników z Serbii oraz niesamowicie zdyscyplinowanych Koreańczyków. Pozostaje im mieć nadzieję, że zbudowane fundamenty okażą się przydatne w przyszłości.

Naszych reprezentantów nikt żałować nie będzie. Naprawdę daleki jestem od dorzucania swoich trzech groszy do nieustającej fali krytyki i wylewania wiadra pomyj. Jest mi zwyczajnie przykro i czuję ogromny zawód. Nie samym odpadnięciem, gdyż zdawałem sobie sprawę z poziomu trudności grupy H i zakładałem najgorsze. Zabrakło mi po prostu szczerej walki i próby wyjścia z tego turnieju z twarzą. Godne pożegnanie, choć nie koi smutku, zawsze oznacza, że zawodnicy dali z siebie wszystko i starali się. W moich oczach mecz o honor został przegrany.

Już w sobotę startuje faza pucharowa, czyli to, co tygryski lubią najbardziej. Zestaw par może nie jest oszałamiający, lecz na dobre widowisko narzekać raczej nie będziemy. Ciekawie zapowiada się rywalizacja Urugwaju z Portugalią i Kolumbii z Anglią. Do tego starcie Francji z Argentyną. Czy będzie to hit czy jednak kit? Walka na turniejowe śmierć i życie zapowiada się pasjonująco!

 

Zapraszam na facebook’a, gdzie również dzielę się swoimi przemyśleniami na temat świata futbolu: https://www.facebook.com/Życie-na-okrągło-204630866792371/

Komentarze
Udostępnij: