Faworyt do tytułu?

Wiem, wiem, ten tytuł to czysta kurtuazja w odniesieniu do zespołu, o którym dzisiaj chce napisać. W Hiszpanii od zawsze liczy się Real i Barcelona. Czasami ktoś trzeci do nich dołączy i do połowy sezonu ma teoretycznie szanse na zdobycie tytułu. Kiedyś była to Valencia, później Deportivo, czasem Sevilla stawiała się bardziej niż zawsze, jeden wyjątkowy sezon miał Villarreal, a ostatnio dobrą passą poszczycić się może Atletico, któremu udało się nawet wyrwać jedno mistrzostwo kraju.

Sezon 2018/2019 zapowiada się trochę bardziej pasjonująco. Im dłużej siedzę i rozmyślam to drużyna Cholo Simeone staje się dla mnie faworytem tych rozgrywek. Kiedy jeszcze niedawno wydawało mi się, że formuła z Argentyńczykiem na ławce wyczerpała się, tak dzisiaj przedstawię Wam argumenty, które być może i Was przekonają, że to Rojiblancos mają największe szanse na wygranie tytułu.

Po pierwsze i najważniejsze, ekipa ta posiada w swoich szeregach najlepszego bramkarza świata. Niesamowita historia, bo przecież wszyscy kibice przeżywali niesamowity weltschmerz, kiedy Thibaut Courtois został ponownie wezwany do niebieskiej części Londynu. Wydawało się, że długo na ówczesnym Estadio Vicente Calderón nie zobaczymy bramkarza lepszego niż Belg. A tutaj zarząd Atletico wyciągnął Jana Oblaka niczym białego królika z kapelusza, znacie to, nie? Żenujące pokazy magików, którzy próbują być zabawni, gadają, gadają i na końcu i tak robią takie sztuczki, po których schowanie twarzy w dłoniach to najszybsza forma ucieczki z fatalnego widowiska. Dlaczego w ten sposób piszę o Słoweńcu? Ponieważ przed transferem do Hiszpanii, rozegrał w Benfice tylko 16 spotkań. Sukcesywnie był wypożyczany przez cztery lata do: SC Beira-Mar, SC Olhanense, União Leiria oraz Rio Ave. Nikt w Lizbonie nie wyobrażał sobie jaki skarb ma na wyciągnięcie ręki. Przez lata pod okiem Pablo Ignacio Vercellone wyrósł na najlepszego bramkarza świata. To zawodnik, który nie popełnia błędów. Niesamowicie zwinny, istne zwierzę na linii bramkowej, bardzo pewny przy wyjściu z bramki, a na dodatek świetnie gra nogami. W ostatnim czasie zapewne przebierał w ofertach, ale mimo wszystko cały czas trwa w stolicy Hiszpanii. Jego klauzula wynosi 100 milionów euro. Pytanie, czy to dużo skoro masz pewność, że człowiek ten po prostu Cię nie zawiedzie? Ilu na świecie jest bramkarzy o których z czystym sumieniem można napisać, iż potrafią wybronić mecz?

Drugi argument równie ważny to stabilna obrona. Diego Godin, Stefan Savić, Jose Gimenez, Juanfran, Felipe Luis, Lucas Hernandez oraz Sime Vrsaljko grają ze sobą już dłuższy czas. Na dodatek Godin oraz Gimenez znają się jak łyse konie, bo przecież razem reprezentują również barwy La Celeste. Starszy z Urugwajczyków jest jednym z najbardziej niedocenanianych obrońców świata. Od zawsze mówi się tylko o Sergio Ramosie, Matsie Hummelsie, Thiago Silvie, czy Giorgio Chellinim, a pomija się tego mniej widowiskowego, ale niemniej skutecznego, byłego zawodnika Villarreal. Vrsaljko oraz Hernandez rozkwitli na Mistrzostwach Świata i tylko patrzeć jak sprawią, że Juanfran oraz Felipe Luis będą musieli kupić sobie poduszki pod tyłek, by nie dostać odleżyn od siedzenia na ławce. Kiedy Barcelona wymienia obrońców jak rękawiczki (Aleix Vidal, Lucas Digne, Yerry Mina, Clément Lenglet, Nelson Semedo, Adriano, Douglas, Thomas Vermaelen, Marlon) w tej biedniejszej części Madrytu panuję spokój i króluje niesamowite zgranie i zrozumienie.

Trzeci argument to argument, który ma wymiar sportowy, ale przede wszystkim pokazał, że Enrique Cerezo potrafi w końcu postawić się możniejszym (inaczej niż przy okazji sprzedania Falcao, Diego Costy, Felipe Luisa, czy Mirandy). Zatrzymanie Antoine Griezmanna na Wanda Metropolitano utarło nosa wielkiej Barcelonie, która była przekonana, że były zawodnik Sociedad wzmocni ich niesamowity zespół. Cała szopka związana z tym transferem trwała długo za długo. To nie była normalna saga transferową, ponieważ przez ten czas Grizou oznajmiał już kolegą, że odchodzi, w Katalonii witał go Suarez, później Atleti chciało skarżyć Barcelonę o kontakty z piłkarzem bez wiedzy pracodawcy, a skończyło się na jakimś głupawym filmie porównywanym do sławnego wywiadu Króla Jamesa przed transferem do Miami. Prócz kapitalnego napastnika Rojiblancos zdobyli również psychologiczną przewagę nad zespołem z Katalonii, który dowiedział się w końcu, że nie jest wszechmocny. Coutinho i Demeble odstawili przedstawienia, które sprawiły, że Liverpool i Borussia Dortmund oddali ich z żalem, ale pewnie też i z ulgą, że prócz zarobionych pieniędzy, pozbyli się buntowników. Atletico zadziałało inaczej, przeczekało sprawę i zaatakowało w odpowiednim momencie. Przekonali Grizou, że Madryt jest jego domem.

Kolejnym argumentem jest umiejętne wypełnienie luki po zawodnikach, którzy odeszli. Gabi oraz Torres są żywymi legendami Atletico, ale od dawna wiadomo było, że dzień, w którym odejdą z zespołu zbliża się nieuchronnie. I tak oto w okolicach grudnia poprzedniego roku, Cholo Simeone zaklepał sobie utalentowanego Rodrigo Hernandeza, szczerzej znanego jako Rodri. Ważne ogniwo młodzieżowych reprezentacji został kiedyś odstrzelony przez trenerów Atletico ze względu na zbyt niski wzrost. Teraz w wieku 21 lat mierzy 190 cm i to, że w Villarreal stał się czołową postacią ligi, kosztowało Madrytczyków 20 mln euro. Jeśli o El Nino chodzi to tutaj do zespołu powrócił Luciano Vietto. Ponadto w zespole pozostał wspominany wcześniej Griezmann, a w kadrze prócz nich możemy zobaczyć Diego Costę, Kevina Gamiero oraz mogącego grać w ataku Angela Correę. Całkiem nieźle to wygląda.

Kapitalne transfery. To punkt, na który warto zwrócić uwagę, bo piłkarze, których ściągnięto do Madrytu są bez wątpienia kandydatami do bycia gwiazdami Primera Division. Najtańszy z nich to Antonio Adan, który wyrósł na czołowego bramkarza ligi w barwach Betisu. Kiedyś rezerwowy Realu, dzisiaj będzie czekać na moment, w którym trenerzy dadzą odpocząć Oblakowi. Posiadanie w zespole tak klasowego zmiennika sprawia, że nie obleją Cię ziemne poty, kiedy będziesz musiał zmienić tego podstawowego. Axel Werner nie dawał takiej gwarancji jaką da Adan.
O Rodrim już pisałem, dlatego szybko przejdźmy do najnowszego nabytku – Gelsona Martina. Ten niepozorny skrzydłowy został sprowadzony za darmo (?) ze Sportingu Lizbona. Spośród pewnie dziesiątek ofert ta Cholo Simeone wydała mu się najlepsza. Obserwowałem go od jakiegoś czasu, dlatego, że jego nazwisko przewijało się w kontekście wzmocnień The Reds i powiem szczerze, że żałuję, iż nie trafił na Anfield. Niesamowita szybkość to coś, czego w Atletico brakowało. Większość zawodników takich jak Koke, Saul, czy Thomas charakteryzują się tym, że wolą przetrzymać piłkę i grać w ataku pozycyjnym, a przy dobrym wykorzystaniu Martina otwiera się szansa, by szybciej przechodzić z ataku do obrony. To zawodnik, który na pewno napsuję wiele krwi Marcelo, Albie, Semedo, Montoii, czy Lato. Wprowadzi trochę szaleństwa w tej niesamowicie wyrachowanej, taktycznej piłce Cholo. Ostatnim zawodnikiem, który trafił na Wanda Metropolitano jest Thomas Lemar, który był składową wielkiego Monaco, które napsuło wiele krwi Juventusowi, Manchesterowi City, czy PSG. Wychowanek Caen kosztował Cerezo aż 70 milionów euro, co jest gigantycznym wydatkiem dla zespołu, któremu jeszcze niedawno groziło bankructwo. Najlepsze w Lemarze jest to, że mimo 23 lat jest doświadczonym zawodnikiem, który rozegrał ponad 100 spotkań w Ligue 1 i 15 w Champions League. Wywodzi się z zespołu Leandro Jardima, dlatego nie powinien mieć problemów z wyrachowaną grą, którą preferuję Simeone. Potrafi grać za napastnikami oraz z lewej strony boiska. Ma kapitalnie ułożoną lewą nogę, co jest dobrą alternatywą dla Angela Correi, który jest prawonożnym zawodnikiem. Vitolo zupełnie nie sprawdził się w barwach Rojiblancos, dlatego wydaje się, że Lemar z miejsca powinien wskoczyć do pierwszego składu. Wyobrażacie sobie trójkę pomocników z Lemarem, Saulem i Koke? Potężne połączenie zawodników o różnej charakterystyce.

Ostatnim argumentem jest fakt, że zmiana pokoleniowa w Atletico odbywa się w sposób spokojniejszy i bardziej przemyślany, aniżeli ma to miejsce w Barcelonie. Tam wszyscy kibice drżą jak zespół poradzi sobie bez Andresa Iniesty, ma go zastąpić Coutinho, który jest przecież zawodnikiem o innej charakterystyce. To samo tyczy się sprowadzonych Malcoma, który jak na razie błyszczał w barwach Bordeaux w o wiele słabszej lidze, z kolei Arthur, musi przyzwyczaić się do europejskiego stylu. Wykupiony z Sevilli Lenglet musi udowodnić, że jeden dobry sezon na najwyższym poziomie nie był przypadkiem. Trzeba również pamiętać, że co raz to większe przestoje notuję Luis Suarez, który młodszy już nie będzie, a w rezerwie możemy znaleźć tylko Paco Alcacera, którego Barcelona najchętniej pozbyła by się w pakiecie z Andre Gomesem. W Realu nie ma już Ronaldo, a o wielkie transfery będzie ciężko, bo Chelsea z Sarrim nie odda tak łatwo Hazarda, Kane zakochany jest w Tottenhamie, a Neymar, czy Mbappe podpisali cyrograf z Nasserem Al-Khelaifim. Co by nie powiedzieć o CR7, trzeba przyznać, że w kryzysowych sytuacjach ciągnął za sobą cały Real. Julen Lopetegui na ławce trenerskiej jest wielką niewiadomą, bo o ile prowadzenie Hiszpanii U21 wychodziło mu znakomicie, to przygoda z Porto nie była już usłana różami. Zeszłoroczne transfery, czyli Ceballos, Theo Hernandez (brat Lucasa), Jesús Vallejo, czy Marcos Llorente grają ogony, bądź szykowani są do odejścia z zespołu. Marzeniem Pereza jest zrobienie z Viníciusa Júniora nowego Neymara (Boże, jak on nie może przeżyć, że wybrał on swego czasu Barcelonę) co może sprawić, że chłopak ten nie spełni oczekiwań prezesa. Lopetegui podreśla, że Bale ma być motorem napędowym nowych Królewskich, ale co będzie gdy dozna kontuzji? W Barcelonie nerwowe ruchy, w Realu spadek jakości, a w Atletico stabilizacja. Czy to nie jest idealny układ dla Simeone?

Podsumowując, w Atletico panuje spokój. Warunki pracy dla Cholo są idealne. Wzmocniono zespół, zatrzymano gwiazdy w czasie, gdy najwięksi rywale przechodzą kryzys tożsamości. Oblak i Godin potrafią sprawić, że Messi, czy Bale zostają całkowicie wyłączeni z gry, Koke i Saul to nowe obliczę Iniesty i Xaviego, których tak bardzo pragnie Barcelona, Griezmann to zawodnik z najwyższej półki, który wspomagany przez Martina, Lemara, Diego Costę, czy Gameiro powinien skruszyć każdą defensywę. Wiem, że to tylko prognozy, ale czy te argumenty nie są dla Was logiczne?

Facebook Comments