Emile co bramek nie strzelał

27 czerwca 2010, 1/8 finału mistrzostw świata. Anglicy podejmują silną reprezentację Niemiec i w 70 minucie spotkania tracą bramkę na 1:4. Kamery telewizyjne pokazują załamanego Fabio Capello który szykuje zmianę. Anglia potrzebuje cudu, ale przy linii bocznej stoi gotowy do wejścia Peter Crouch. Miliony kibiców Lwów Albionu wierzą że dwumetrowiec jest w stanie dać impuls do walki. Odwrócenie wyniku byłoby sensacją stulecia, ale sympatycy Anglii wciąż mają nadzieję. Chwilę później realizatorzy pokazują Jermaina Defoe zbiegającego z murawy i wbiegającego za niego napastnika. Nie jest nim Peter Crouch. Jak słusznie zauważyli komentatorzy, Capello mając 20 minut na zdobycie 3 bramek stawia na piłkarza który 3 trafienia zaliczył… w ciągu ostatnich 12 miesięcy. Ten sam jegomość na treningu przed turniejem spowodował kontuzję u kapitana reprezentacji Rio Ferdinanda która wykluczyła go z mundialu. Dziś postaram się odpowiedzieć na pytanie czy Emile Heskey jest jedną z największych pomyłek angielskiego futbolu, czy może jednym z najbardziej niedocenianych napastników.

Anglik futbolu uczył się w akademii piłkarskiej Leicester City. Debiut w pierwszej drużynie zaliczył mając 17 lat, a już rok później był znaczącym zawodnikiem w zespole Lisów. Szukając informacji na temat początku jego kariery trafiłem na wywiad w którym sam zawodnik przyznaje że niewiele pamięta ze swoich młodzieńczych lat. W sezonie 1996/97 zdobył 10 bramek w Premier League, co przełożyło się na drugie miejsce w plebiscycie na młodego piłkarza roku w Anglii (zwyciężył David Beckham). Usługami dobrze rokującego napastnika zainteresowane były chociażby Leeds United i Tottenham Hotspur, ale Emile postanowił poczekać. W końcu 10 marca 2000 jego nowym klubem został Liverpool prowadzony przez Gerarda Houlliera. Przypadek? Oczywiście że nie. Piłkarz był od dziecka kibicem tego zespołu, a z Michaelem Owenem wiązała go bliska znajomość z czasów angielskich młodzieżówek.

Francuskj trener widział w Angliku ogromny potencjał, wierząc że ma do czynienia z wielkim talentem. Zachwytu szkoleniowca nie podzielali dziennikarze, którzy otwarcie negowali niską skuteczność nowego „snajpera” Liverpoolu. No właśnie, słowo snajper wypada brać w cudzysłów bo Emile Heskey nigdy nie był jakimś wybitnie bramkostrzelnym napastnikiem. Twardy, waleczny, ambitny, ale zarazem z marnymi statystykami. Po co taki ktoś ekipie The Reds?

Houllier od początku polubił swojego nowego napastnika i konsekwentnie widział w nim jednego z najważniejszych zawodników Liverpoolu. Gdy dziennikarze i eksperci nieustannie krytykowali słabe statystki (9 bramek w 51 spotkaniach), szkoleniowiec publicznie zapewniał o pełnym zaufaniu. Oczywiście oczy całego świata skupione były na będącym wówczas w świetnej formie Michael’u Owenie który w 2001 został wyróżniony Złotą Piłką, ale swój udział w tym sukcesie miał bez wątpienia Heskey. Współpraca obu zawodników wyglądała wzorowo, a jakiś spektakularny wynik wydawał się kwestią czasu. Niestety kontuzja w 2004 roku i sprowadzenie Milana Barosa sprawiły że Emile musiał szukać sobie nowego pracodawcy. Czyż nie jest paradoksem że 12 miesięcy po jego odejściu, Liverpool wygrał Ligę Mistrzów?

Kolejnym przystankiem w karierze zostało w maju 2004 roku Birmingham City. Pierwszy sezon miał tam bajeczny, zgarniając nagrodę dla najlepszego zawodnika rozgrywek, niestety rok później klub zaczął zmierzać ku spadkowi, a za winowajcę uznano Heskey’a. Podobnie wyglądała sytuacja w Wigan Athletic i Aston Villi. Co ciekawe, w tym ostatnim znowu współpracował z Gerardem Houllierem, ale ze zdecydowanie gorszym skutkiem. W Wigan zaliczył 15 bramek w 82 spotkaniach, w Aston Villi 9 w 92. Jak na napastnika wynik bardzo słaby. Jakim cudem ktoś strzelający tak mało miał być zbawicielem reprezentacji Anglii? Heskey był typowym napastnikiem zadaniowym. Jego rola na boisku nie polegała na zdobywaniu bramek, a na walce i wypracowywaniu sytuacji kolegom z zespołu. Z dobrymi warunkami fizycznymi idealnie nadawał się do rozbijania obrońców rywali, ale wśród kibiców wciąż panowało przekonanie że napastnik przede wszystkim odpowiada za zdobywane gole. W pewnym sensie było to więc błędne koło, słabszy klub ściągał znanego gracza żeby podnosił poziom, a ten dawał dużo walki, ale niewiele bramek, więc klub nie wygrywał spotkań.

Wspominana na początku porażka z Niemcami była ostatnim występem Heskeya dla reprezentacji Anglii, oraz początkiem końca jego piłkarskiej kariery. Niedługo później trafił nawet do ligi australijskiej, gdzie niestety wielkiej furory nie zrobił. Co innego media społecznościowe, gdzie „Biały Pele” zaczął żyć swoim życiem. Częściej niż do bramki rywali trafiał do popularnych memów w których stał się angielskim odpowiednikiem Grzegorza Rasiaka. Powstała inicjatywa promująca jego angaż na prezydenta FIFY, a jego nazwisko codziennie wspominają tysiące osób na twitterze.

Jak oceniać karierę Emile? Zdobył niewiele trofeów, strzelał stosunkowo niewiele bramek. Niczym wybitnym nie zapisał się w historii futbolu. Faktem jest że nawet dzisiaj napastnicy oceniani są głównie przez pryzmat liczby trafień. Mogą grać słabe spotkania a dostają pochwały bo w tej jednej akcji znajdą się w odpowiednim miejscu i dołożą nogę. Heskey jako zawodnik wnosił wiele do gry, ale jako napastnik rzadko kiedy był pierwszoplanową postacią. Kłamstwem byłoby robienie z niego jakiegoś wielkiego piłkarza, ale często krytykowany był, mimo że spełniał swoje zadania. Szkoda że opuścił Liverpool w którym czuł się najlepiej i że rozmienił swoją karierę na drobne. Dziś jego dwaj synowi grają w młodej drużynie Manchesteru City. Kto wie, może suma szczęścia się wyrówna i osiągną sukcesy których nie dane było zaznać ich ojcu?

Facebook Comments

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *