Mistrzowie Polski

Z pasją opowiadamy o futbolu

La Liga Serie A

Drugi po Judaszu, czy najbardziej niedoceniony zawodnik?

Sam tytuł powinien Wam nasunąć odpowiedź o kim dzisiejszy tekst będzie. Jak już wiele razy wspominałem, wychowywałem się w domu, który nauczył mnie sympatii do Barcelony, długo zajęło mi „wyrastanie” z tej prostej miłości, bo jak wiecie potrzebuję w życiu Werterowski „weltschmerz”, dlatego moją miłością został Liverpool, który z każdym rokiem łamie mi serce. Bohaterem dzisiejszego felietonu jest oczywiście Luis Figo, który w życiu poszedł pod prąd i sprawił, że, mimo iż zakończył karierę, temat jego transferu nadal jest przerabiany, niczym trzydziestoletni Escort. Z racji sympatyzowania z Blaugraną od dawna był dla mnie zdrajcą numer jeden, człowiekiem, który sprzedał się Florentino Perezowi, piłkarzem, który złamał serca kibiców drużyny, której był kapitanem. Jednak, czy ten punkt widzenia jest prawdziwy? Postaram się przedstawić pokrótce sylwetkę Portugalczyka oraz opisać historię tego transferu.

Luís Filipe Madeira Caeiro Figo przyszedł na świat 4 listopada 1972 w Almadzie, blisko dwustutysięcznym mieście w dystrykcie Setúbal. Jedyne dziecko António Figo oraz Marii Madeiri, którzy w latach 70 przenieśli się do Lizbony z Alentejo. Jego rodzina była typową klasą robotniczą, która nie przymierała głodem, ale też nie mogła sobie pozwolić na wielkie udogodnienia oraz szaleństwa, które cechują ludzi dobrze zarabiających. Swoją karierę zaczynał w osiedlowym zespole U.F.C. Os Pastilhas, gdzie bardzo szybko pokazał swój nieprzeciętny talent. Szybko przeniesiony został do młodzieżowych drużyn Sportingu Lizbona. Rodzina Luisa wiedziała, że szkółka Leões należy do najbardziej topowych na świecie, przecież wcześniej wychowała takich zawodników jak: Paulo Futre, Manuel Fernandes, czy Vítor Damas.

Bardzo szybko stał się topowym zawodnikiem, w którym pokładano wielkie nadzieje. Nieprzeciętny talent przełożył się na szybkie powołanie do młodzieżowych drużyn, gdzie wraz z reprezentacją U16 zdobył Mistrzostwo Europy (1989). Ciekawostką jest, że wraz z Figo świętowali ten tytuł: Abel Xavier, Paulo Santos oraz Emílio Peixe. W finale pokonali NRD z Frankiem Rostem, czy René Rydlewiczem.

W Sportingu zadebiutował w sezonie 1989/1990, w wieku 18 lat w meczu przeciwko Maritmo, gdzie zmienił Marlona Brandão. Pierwszą bramkę w profesjonalnej karierze zdobył w sezonie 1991/1992. Było to dokładnie 7 grudnia 1991 w meczu przeciwko Torreense. Mimo tego, że Figo występował w Sportingu do 1995 roku nie zdołał zdobyć Mistrzostwa Portugalii. W swojej karierze w stołecznym klubie miał przyjemność pracować między innymi z sir Bobby Robsonem, Carlosem Queirozem, a grać z takimi zawodnikami jak Stan Vlackx, Sa Pinto, Nuno Capucho, czy Andrzej Juskowiak. W wywiadzie polski napastnik podkreślał, że Figo zawsze był wielkim profesjonalistą, który na boisku myślał szybciej od innych, zwracał on wielką uwagę na to, co je, a dobra rozgrzewka przed meczem i rozciąganie po spotkaniu były jego obsesją.

Co ciekawe Luis Figo w wieku 22 lat podpisał kontrakt z Juventusem i Parmą jednocześnie, za co został zawieszony zakazem gry we włoskiej lidze na okres dwóch lat. Mimo, że były to wstępne porozumienia, to włoskie przepisy zakazują tego typu działań. Wyobrażacie sobie Parmę z Buffonem, Cannavaro, Couto, Baggio, Zolą, Asrpillą, Stoichkovem i Figo? Szkoda, że ten transfer nie doszedł do skutku. Sam Figo stwierdził, że tak uczynił, bo…”nie mógł się zdecydować”.

Ostatecznie z powodu „włoskiego zawieszenia” Luis Figo został łatwym kąskiem dla zespołów spoza Serie A. O jego usługi walczyło wiele zespołów i gdyby nie okres, który portugalskim zawodnikom zabraniał zmieniać kluby, to Figo wylądowałby w Manchesterze City. Jednak to Barcelona wyszła z najlepszą propozycją, ponieważ zgodziła się wyłożyć pieniądze i tylko wypożyczyć zawodnika, by transakcję dokończyć w czasie, kiedy Portugalczycy mogą zmieniać barwy klubowe. Wyobrażacie sobie, że Barcelona zapłaciła Sportingowi tylko 2,5 mln euro? Dzisiaj taka kwota wypłacana jest agentom, a dla kontrastu można podać przykład Łukasza Bejgera, który przeniósł się z młodzieżowych drużyn Lecha Poznań do Manchesteru United. Czerwone Diabły za szesnastolatka musiały wyłożyć prawie 500 tysięcy euro, a Moussa Wagué z Eupen za około 6 mln euro przeniósł się do… Barcelony B.

Trenerem zespołu był wówczas legendarny Johan Cruijff, który sprowadził Figo w miejsce Michaela Laudrupa. W wywiadzie dla FourFourTwo Luis wspomina tamten okres następująco: „Kiedy masz 22 lata i stoisz przed wyzwaniem takim jak Barcelona, ​​nigdy nie myślisz o tym, kogo zamierzasz zastąpić. Chcesz tylko grać jak najlepiej, udowodnić, do czego jesteś zdolny i pokazać, że zasłużyłeś na szansę. Właśnie to mi się przydarzyło. To była najlepsza decyzja, jaką kiedykolwiek podjąłem w mojej karierze”.

W zespole grali wówczas Pep Guardiola, Gheorghe Hagi, Jose Mari Bakero, czy Abelardo. W pierwszym sezonie Figo zajął on z Blaugraną trzecią pozycję, sam jednak pokazał, że miejsce w pierwszym składzie przypadło mu nieprzypadkowo. 35 występów w samej lidze, okraszone 5 bramkami i asystą. Luis Figo był twarzą zmian, która w sezonie 1996/1997 odbyła się w stolicy Katalonii. Odmłodzono zespół, sprowadzono kilku zawodników, którzy z miejsca mieli decydować o sile zespołu. Młodzi Luis Enrique, Giovanni oraz Ronaldo wspomagani przez doświadczonych Fernando Couto i Hristo Stoichkova mieli wraz z genialnym Portugalczykiem przywrócić Barcelonę na mistrzowskie tory.

W tym sezonie udało im się to. Zdobyli Puchar Króla oraz Puchar Zdobywców Pucharów. Barcelona nie zdobyłaby tych tytułów, gdyby nie fenomenalny Ronaldo oraz Luis Figo, który rozegrał 50 spotkań w sezonie. Kolejny sezon Barcelona rozpoczęła już bez R9, który zdecydował się odejść do Interu Mediolan. Nikt nie potrafił zrozumieć, dlaczego Blaugrana oddała taki skarb. Po latach Ronaldo przyznał, że nie była to kwestia pieniędzy, a honoru, bo przedstawiciele Barcelony oszukali jego i jego agentów. Odrzucił on w międzyczasie intratną ofertę Lazio, by usiąść do negocjacji z włodarzami Katalończyków. Wielka wizerunkowa wpadka Barcelony. Stracili oni fenomenalnego strzelca uznawanego za najlepszego zawodnika świata, który dopiero co zdobył Złotą Piłkę.

Kolejny sezon z Sonnym Andresonem oraz Rivaldo zakończył się Mistrzostwem Kraju. Louis van Gaal, który został nowym trenerem (zarzucano Robsonowi, że nie potrafił zapanować nad Ronaldo) sprawił, że Figo stał się jeszcze bardziej wydajnym zawodnikiem. Został on również mianowany drugim kapitanem, dzięki czemu w pierwszym sezonie nosił opaskę w meczu z Newcastle oraz Borussią Dortmund. Barca dołożyła do tego jeszcze Puchar Króla i podwójna korona stała się faktem.

Następny sezon i kolejne Mistrzostwo w wykonaniu Barcelony. Kolejny tytuł, który w swoim CV mógł zapisać sobie wychowanek Sportingu Lizbona. Ta kampania była ważna przede wszystkim dlatego, że Barca uzyskała aż 11 punktów przewagi nad Realem Madryt. Rok 1999 był rokiem, w którym prowadzona była kampania w wyborach na nowego prezesa Realu Madryt. Lorenzo Sanz i Florentino Perez rywalizowali ze sobą o fotel najważniejszej osoby w madryckim klubie. Perezowi nie dawano wielkich szans na wygranie, ponieważ Sanz jako zarządzający dał Realowi dwa Puchary Europy. Barcelona pod wodzą Holendra odjechała Realowi Madryt, więc sytuacja w stolicy była dość napięta. Obecny prezes Realu wiedział, że musi wyciągnąć prawdziwego asa z rękawa by pokonać Sanza i poinformował swoich wyborców, że jeśli zostanie prezesem, to sprowadzi do zespołu Luisa Figo. Było to o tyle ciekawe, że w tym samym roku Figo podczas fety mistrzowskiej śpiewał: „Biali chłopcy, płaczcie przed mistrzem”. Po tym, jak Barcelona dowiedziała się o zamiarach Pereza, przez rok próbowali uspokoić zaognioną sytuację. Nie pomagał fakt, że w Katalonii również trwały wybory. Joan Gaspart jako nowowybrany prezes po latach twierdził, że to José Veiga, agent Figo chciał doprowadzić do transferu. Perez obiecał mu kolosalnie duże pieniądze za pomoc przy sprowadzeniu Portugalczyka.

Umowa Figo była skonstruowana tak, że przy wpłacie około 60 milionów funtów umowa była automatycznie akceptowana. Barcelona mogła uratować sytuację wpłacając blisko 19 milionów rekompensaty Realowi za niedopełnienie transferu. Perez wszem wobec ogłosił, że jeśli transfer nie dojdzie do skutku to kwota zapłacona przez Barcelonę sfinansuje roczne, darmowe wejście na Santiago Bernabeu. Wyobrażacie sobie to? Barcelona płaci za bilety fanom Realu. Zagranie Pereza było do bólu złe, ale sprawiło, że nawet Gaspart zaczął się zastanawiać nad tym, by oddać Figo. Przeżyli przecież odejście Ronaldo, czemu nie mieliby się pozbyć Figo, którego agent sprawiał wielkie problemy włodarzom zespołu? To sytuacja do bólu podobna jak z Neymarem. Ten chciał być najważniejszy i zarabiać jak najwięcej, mimo obecności w zespole Leo Messiego. Barcelona nigdy nie pozwoli, by największą gwiazdą nie był człowiek wychowany w La Masii. Tak też stało się z Figo, który według Gasparta chciał zostać w Barcelonie i przy tym inkasować kolosalne pieniądze jak na czasy, o których piszemy.

Mimo, że Figo zapewnił Guardiolę oraz Luisa Enrique (osoby, które z Portugalczykiem trzymały władzę w szatni), że pozostaje w zespole, to transfer w 2000 roku stał się faktem. Sezon 1999/2000 był ostatnim, w którym Figo nosił bordowo-granatową koszulkę.

Figo, po latach twierdzi, że to Barcelona nie traktowała go poważnie, uważali, że transfer do Realu to blef i nie byli zainteresowani finansowym docenieniem Figo. Portugalczyk opowiedział w wywiadzie, że Barcelona zaoferowała mu żądane warunki, kiedy uwierzyli, że jego odejście do Realu może stać się faktem, jednak urażony biernością Gasparta i zarządu postanowił odejść, również dlatego, by jego agent nie miał problemów z powodu niedopełnieniu transferu do Realu Madryt. Figo, oskarżył również Barcelonę, że ta udawała problemy finansowe, by zachować twarz przed swoimi kibicami.

Jaka jest prawda? Wina zawsze leży pośrodku. Barcelona pewnie nie chciała zapłacić żądanych pieniędzy, Figo obraził się na zespół, po czym jak okazało się, że może odejść do Realu zdecydowano się spełnić warunki, jakie Gaspartowi przedstawił agent Portugalczyka, a wtedy było już za późno i transfer stał się faktem. Pewnie gdyby chodziło o odejście do innego zespołu to Barcelona w życiu nie przedstawiła mu żądanej oferty, ale wiadomo, że transfer ten nie tylko sprawił, że Figo stał się w oczach kibiców zdrajcą, ale też przedstawił w fatalnym świetle nowy zarząd, który pozwolił na odejście Portugalczyka, który było początkiem Galacticos. Nowy zarząd, który miał unikać wpadek jak przy odejściu Ronaldo, zaczął swoje rządy utratą największej gwiazdy. Gaspart wspomina negocjacje z Figo następująco: „Podpisany przez nich dokument był całkowicie niemoralny. Figo sprawił wrażenie, że chce zrobić dwie rzeczy – zarobić więcej pieniędzy i zostać w Barcelonie. Uważa, że ​​pieniądze w życiu są najważniejsze”.

Jeśli chodzi o kibiców Barcelony to Figo na zawsze pozostanie dla nich największym zdrajcą w historii piłki nożnej, a w historii świata drugim po Judaszu. Dla wszystkich innych to transfer jeden z wielu, który być może elektryzował trochę bardziej niż inne. Punkt widzenia zależy od punktu siedzenia i ocena tego transferu zawsze powinna prowadzić do jednego wniosku: „wina leży po obydwu stronach”.

Figo, był twarzą odbudowy Realu Madryt pod wodzą Florentino Pereza, który w krótkim czasie sprawił, że do Portugalczyka dołączyli w pierwszym sezonie: Claude Makelele, Santiago Solari, a w kadrze obecni byli już tacy zawodnicy jak Raul, Morientes, czy Hierro, czy Roberto Carlos. Nie mogło być inaczej, pierwszy sezon i pierwsze Mistrzostwo Kraju w białej koszulce. Za rok 2000 Portugalczy zdobył Złotą Piłkę. Wspólny sukces Realu i Barcelony? Oczywiście, że nie. Odbierał ją już przecież jako zawodnik Królewskich.

Sezon 2001/2002 naznaczony był kupieniem Zinédine Zidane’a oraz mocnym postawieniem na wygranie Ligi Mistrzów, nawet kosztem utraty Mistrzostwa Hiszpanii. Plan Pereza ziścił się najszybciej jak mógł, bo już w pierwszym sezonie z Zizou zdobyli podwójną koronę, wygrywając Champions League i Copa del Rey.

Sezon 2002/2003 zapamiętamy z dwóch rzeczy. Do Realu został zakupiony Ronaldo (co było kolejnym policzkiem dla Barcelony) oraz Gran Derbi z 23.11.2002 roku, kiedy nagonka na Figo osiągnęła apogeum. Przy każdym kontakcie z piłką Portugalczyka na stadionie słychać było przeraźliwe gwizdy, które sprawiały, że większość kibiców była zmuszona zasłaniać uszy. Kiedy były zawodnik Sportingu podchodził do wykonania rzutów rożnych w jego kierunku leciało wszystko, co fani Barcelony mieli pod ręką. Jednak nikt nie spodziewał się, że na boisku znajdzie się… głowa świni. 100 tysięcy osób na stadionie pałało niesamowitą nienawiścią do Portugalczyka, który w pomeczowym wywiadzie stwierdził, że: „ciesze się, że nie stała mi się krzywda, nigdy nie wiesz, co jest w stanie zrobić szaleniec”. Z perspektywy czasu możemy stwierdzić, że Bogu dzięki, że Figo nie strzelił w tamtym meczu bramki, strach wyobrazić sobie co mogłoby się wtedy wydarzyć w trakcie meczu lub krótko po nim.

Figo w Realu grał aż do końca 2005 roku, czyli do czasu kiedy wygasła jego umowa. Każdy kolejny sezon Figo był słabszy od poprzedniego, a i w samym Realu mimo stworzenia Galacticos nie działo się dobrze. Sprowadzenie Davida Beckhama, Michaela Owena, czy Waltera Samuela nie pomogło w zdobyciu kolejnych Pucharów. Od rezygnacji Del Bosque Perez nie potrafił znaleźć zastępstwa: Queiroz, Camacho, Remon, Luxemburgo byli trenerami Realu w okresie zaledwie dwóch sezonów. Brak stabilizacji zapowiadał również, że pozycję prezesa straci ich sternik. Wszystko to spowodowało, że Figo razem z Walterem Samuelem podpisali kontrakt z Interem Mediolan, który wtedy w swoich szeregach posiadał genialnych zawodników: Zanetti, Adriano, Mihajlović, Recoba, Veron, Stanković byli na tyle kuszącą propozycją do Figo, że ten postanowił, by jego nowym przystankiem była włoska stolica mody.

Tytuł Mistrzowski okraszony 34 występami w Serie A. Figo odżył pod wodzą Manciniego i można było tylko się cieszyć, że kolejny wielki dołączył do Serie A, która przechodziła kryzys wizerunkowy przez aferę Calciopoli I. Sezon 2006/2007 dołożył w domowej gablocie Figo dwa kolejne medale. Mistrzostwo Kraju i Pucha Kraju zdobyte przez Inter tylko potwierdzały pełną dominację Nerazzurri na Półwyspie Apenińskim. 22 punkty przewagi nad Romą pokazało, że Figo w połączeniu z Ibrą, Adriano, Vieirą, Cambiasso, czy Maiconem są zespołem nie do zatrzymania. Brakowało tylko jednego, by Massimo Moratti czuł się spełniony, wygrania Champions League. W sezonie 2007/2008 w spotkaniu przeciwko Juve Pavel Nedved złamał nogę Luisowi Figo, co spowodowało, że Portugalczyk wystąpił tylko w 17 spotkaniach Serie A i miał dość mały wkład w wygranie kolejnego Mistrzostwa. Brak wygrania Ligi Mistrzów spowodował, że po opuszczeniu Interu przez Roberto Manciniego na rzecz Manchesteru City do zespołu sprowadzono Jose Mourinho, czyli człowieka, który miał sprawić, że Inter zapanuję również w Europie. Wiele mówiło się, że Figo popadł w konflikt z Roberto Mancinim i chciał odejść z zespołu. Wyrzucenie Włocha spowodowało jednak, że Portugalczyk pozostał w zespole.

Nikt nie potrafi dziękować za grę gwiazdom jak Jose Mourinho. Zakończył on przecież kariery takich zawodników jak Casillas, Rooney, czy Lampard, którzy musieli odejść z klubów, którymi byli legendami. Tak też było z Luisem Figo, który po złamaniu nogi w wieku 36 lat został sprowadzony przez The Special One do roli zmiennika, co nie odpowiadało byłemu zawodnikowi Sportingu Lizbona. W wywiadzie na pożegnalnej konferencji przyznał, że: „Wczoraj po porażce Milanu z Udinese, Inter Mediolan po raz 17. w historii i czwarty z rzędu został mistrzem Włoch.- To pierwszy raz, kiedy zostałem mistrzem bez grania w meczu . To najlepszy moment, by się pożegnać-powiedział piłkarz”.

Podczas swojej kariery zdobył ponad 20 trofeów. Został triumfatorem Złotej Piłki, w 2004 roku wraz z reprezentacją został wicemistrzem Europy. Mimo wielu sukcesów jego kariera naznaczona jest zdradzeniem Barcelony na rzecz Realu. Ogłoszony został największym zdrajcą w historii piłki nożnej i nie wydaje się by szybko podobny transfer zostanie przeprowadzony. Figo, wielkim zawodnikiem był, który zawsze pokazywał, że ma swoje zdanie i biegnie pod prąd. Cały czas podkreślam, że piłka nożna to ich zawód. Większość z nich musi zarobić na całe życie, bo jaki zawód mają wykonywać po karierze? Nie każdy może być przecież trenerem, czy agentem. Figo w wieku 39 lat skończył zaocznie liceum, ponieważ piłka nożna była całym jego życiem. Swoją drogą, wielu by zapomniało „wybryk” Luisowi, gdyby Rooney w 2010 roku został zawodnikiem City. Nowy zdrajca, bardziej na czasie. Dopóki nie wydarzy się coś podobnego, każdy będzie na niego patrzeć jak na zdrajcę, a nie jak na genialnego zawodnika. Okej, pozostanie w Barcelonie była kwestią honoru, ale tak uważają Ci zdradzeni, dla drugiej strony był to transfer, który miał prawo się wydarzyć. Punkt widzenia, zależy od punktu siedzenia. Amen.

Facebook Comments